Mistrz Stroiciel

15 minut czytania
230
0
Paulina Witek-Młynarska
Paulina Witek-Młynarska
14 czerwca 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Pan Bogdan to Mistrz. Ma na to dowód nie tylko w postaci Dyplomu Mistrzowskiego. Po 46 latach w zawodzie nie liczy już pianin i fortepianów, którym dał nowe życie. Oraz uczniów, którym przekazał tajemną wiedzę. „Ja to bym najchętniej mojego warsztatu nie wychodził, tylko robił, robił, robił” – przyznaje.

Warsztat jest niewielki, mieści się w piwnicy niewysokiego bloku na warszawskim Ursynowie. Wokół dużo zieleni i place zabaw. Pan Bogdan serwuje ciastka, truskawki i herbatę, którą córka przesyła mu aż Wielkiej Brytanii. Opowiada o dzieciństwie pełnym muzyki, koncertach perkusyjnych na garnkach, które cierpliwie znosiła mama, grze na mandolinie, gitarze, akordeonie. Kiedy miał 15 lat, był pewien, że będzie grał dalej.

– Na szczęście zepsuł mi się wtedy akordeon. Poszedłem do pracowni pana, który naprawiał akordeony. I patrzę, jak on coś tam grzebie, ogląda. O Jezu, jak mi się to podoba! Ja chcę to robić! Spytałem się, gdzie można się nauczyć takiego zawodu. On mnie skierował do Cechu Rzemiosł Różnych w Warszawie, gdzie z automatu trafiłem do pana mistrza Henryka Kopczyńskiego. I właściwie mogę powiedzieć, że wtedy urodziłem się po raz drugi – pan Bąberski robi dłuższą pauzę. Bo to opowieść nie tylko o nim – Mistrzu, ale i o człowieku, który dla niego był Mistrzem.

Henryk Kopczyński prowadził Pracownię Fortepianów i Pianin na ulicy Jaracza 8. Rodzina Kopczyńskich zajmowała się naprawą instrumentów od kilku pokoleń. Warsztat na Jaracza istniał od 1908 roku. Pan Bogdan trafił tam 65 lat później.

– Ja tam mnóstwo rzeczy zepsułem, ale bardzo chciałem się nauczyć. On to widział. Ja podejrzewam, że każdy inny Mistrz, jak by zobaczył na początku, co ja wyprawiam, to by mi podziękował za współpracę. – wspomina pan Bogdan. Ale zawziął się. Postanowił zmierzyć z materią. I to dosłownie: stolarka, ślusarka, skomplikowane mechanizmy, setki małych elementów. Musiał nauczyć się słyszeć częstotliwości i odległości między dźwiękami.

Reanimację instrumentu można porównać do mikrochirurgii w wielokrotnie zwolnionym tempie. Jego pierwszy generalny remont fortepianu trwał dwa lata. Pracował jeszcze wtedy pod okiem Mistrza.

– Po tym wszystkim pan Kopczyński mówi: Bogdan jeśli wszystko, co robiłeś przy tym fortepianie, zapamiętałeś, nie mam już Ciebie czego uczyć. A ja na to: teraz naprawdę wiem, czego nie wiem. – opowiada pan Bąberski.

Mistrz powtarzał mu: „Zanim zaczniesz cokolwiek robić, zabierz ręce do tyłu. Zrób to głową. Pomyśl, co się stanie, jak przykręcisz śrubkę w lewo, a co się stanie, jak w prawo. Jak będziesz to wiedział, to weź śrubokręt i przykręć. Ale nigdy nie rób odwrotnie, bo zawsze zepsujesz”. Pan Bogdan stosuje tę zasadę do dziś: – Kiedy przyjeżdża do pracowni jakiś instrument albo mechanizm, to ja go oglądam, jak bym go pierwszy raz na oczy widział.
Nie ma dwóch takich samych pianin czy fortepianów, bo nie ma dwóch takich samych napraw.

– To trzeba po prostu kochać. Ja się cały czas śmieję i sobie tak mówię czasem, że ja całe życie nie pracuję, ale bawię się. – mówi pan Bogdan. Naprawia instrumenty, które większość stroicieli skazuje na śmietnik. To daje mu największą frajdę. Ale nie zawsze jest miło i przyjemnie.

– Naprawiałem pianino, które przyjechało w częściach. Boki oddzielnie, klawisze w pudełku po butach… Ktoś sobie je po prostu zdemontował, rozłożył. Pół roku leżało, nawet do tego nie podchodziłem. Myślałem, jak to zrobić. Byłem taki wściekły na siebie. W końcu naprawiłem je w trzy tygodnie. Ale siedziałem po 12 godzin. – wspomina. Czasem tak jest. Lampka się w końcu zapali. A kiedy nadejdzie czas pojedynku z materią, w głowie już będzie cały plan.

46 lat w tym zawodzie to wiele historii o ludziach, którym reanimując instrumenty, reanimował wspomnienia. To też wiele przyjaźni. Z Tadeuszem Wacławskim, pianistą i akompaniatorem Anny German, spotyka się na wspólne granie. Jest pianino, jedzenie, dorośli, dzieci i muzyka.

– To co tam się dzieje jest nie do opisania. Ta muzyka tak łączy! Każdy gra, jak umie. I Chopina, i Gershwina, cokolwiek sobie życzysz. Byleby się tą muzyką bawić. – opowiada pan Bogdan. Sam wychował się na muzyce rozrywkowej. Uwielbia big bandy. Jak wraca do domu z pracowni, słucha jazzu i muzyki orkiestrowej.

Pracuje zdecydowanie za dużo. Przez warsztat przewijają się nie tylko właściciele instrumentów. Dużo osób przychodzi po prostu zobaczyć, jak wygląda praca Mistrza. Rodzice z dziećmi, ciekawscy i potencjalni uczniowie. Teraz uczy się u niego dwóch studentów – dziewczyna i chłopak. Na bieżąco porównują edukację akademicką do praktyki w warsztacie. I mówią: u Pana Bogdana można coś zobaczyć, w szkole musimy do wszystkiego dochodzić sami.

– Pan Kopczyński uczył mnie tak: tu, patrz mi na ręce. Nie gap się w sufit, tylko patrz tu, jak ja robię i ja się gapiłem, i patrzyłem w to wszystko. Może ktoś przyjmie, że to górnolotne, ale mam pewną taką chęć oddania tego, co mi dał. Jeżeli ktoś mnie pyta, to ja mu nie powiem: idź stąd. Powiem mu: chodź. – mówi Mistrz Bąberski.

Kilka lat temu miał bardzo obiecującą uczennicę. – Zanim jej coś wytłumaczyłem, ona już wiedziała. Stawała i robiła. To było nieprawdopodobne, pytałem się jej: czego mam Cię uczyć, Ty już wszystko wiesz. Zdarzają się takie perełki. – wspomina. Uczennica nie została Mistrzynią, wyjechała za chlebem. Jej fartuch wisi w pracowni do dziś. Pan Bogdan dba o to, by był prany regularnie.

Większość ludzi myli pianino z fortepianem. Naprawdę. Odsetek tych, którzy wiedzą, że to instrument strunowy z mechanizmem młoteczkowym, jest śladowy. Mistrz chce to zmienić. I chyba trochę mu się udało. Zaczął, kiedy dzieci podrosły, a żona poszła na studia.

– Kiedyś przyszedłem do domu, żona znów siedzi w drugim pokoju i uczy się. Mariolka, co robisz? – pytam. Piszę. – odpowiada żona. I pyta mnie: A ty co robisz? – A ja też piszę – odpowiedziałem.

Z tej przekory powstał „Ciekawski Edzio”. Edukacyjna bajka dla dzieci o budowie pianina i zawodzie stroiciela. Były już trzy wydania, na wieczorach autorskich są tłumy. „Ja nie lubię zostawiać dzieci bez odpowiedzi. Jak dziecko pyta, to znaczy, że chce wiedzieć” – tłumaczy Mistrz.

Na edukację muzyczną nigdy nie jest za późno. Żona pana Bogdana jest na to dowodem.
– Kiedyś stanęła i mówi: Bogdan, właściwie, dlaczego ja nie gram? Wszyscy grają, a ja nie. – To ucz się! – powiedziałem”. W domu już mieli pianetkę dla dzieci, ale nadarzyła się okazja. Znajoma sprzedawała swoje pianino.

– Mariolka, mam dla Ciebie pianino – mówię do żony. – A ona na to: po tylu latach małżeństwa wreszcie mam coś swojego. No, żeśmy się uśmieli. Ale weź jej to zabierz teraz.

Paulina Witek-Młynarska
Paulina Witek-Młynarska
Dziennikarka i dokumentalistka. Pracowała w redakcjach największych polskich telewizji, ale zdecydowanie woli opowiadać historie po swojemu.

Współzałożycielka studia OPA!Films. Nie wie, co bardziej lubi: pisanie czy montaż. Relaksuje się, gdy wsiada na swój turbo-szybki rower, ale robi to zdecydowanie za rzadko.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz