Może ludziom, którzy co dzień chodzą do kościoła nie przeszkadza to, że księża gwałcą dzieci?

Rozmowa z Arturem Nowakiem
21 minut czytania
6194
0
Wojtek Żubr Boliński
Wojtek Żubr Boliński
29 czerwca 2019

Odsłuchaj

Mecenas Artur Nowak to jedna z centralnych postaci filmu „Tylko nie mów nikomu” Tomasza Sekielskiego. Zawodowo angażuje się w sprawy ofiar przemocy seksualnej ze strony księży. Ponadto jest pisarzem i publicystą, autorem lub współautorem między innymi takich książek jak „Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos”, „Duchowni o duchownych”, „Dzieci, które gorszą”. Chciałem porozmawiać z nim głównie o tym, dlaczego biskupi w Polsce – ci, o których wiemy, że tuszowali kościelną pedofilię – pozostają bezkarni. Wyszła nam mocna, obszerna rozmowa również na temat kondycji polskiego Kościoła, kierunku, w którym zmierza, ale też o polskim społeczeństwie, a nawet scenie politycznej.

Równo miesiąc po premierze film „Tylko nie mów nikomu” miał ponad 22 miliony wyświetleń na YouTube. Przez media przetoczyła się ogromna lawina oburzenia, ale mam wrażenie, że na ten moment nikt już o niej nie pamięta. Nie mogę oprzeć się poczuciu, że realnie nie zmieniło się nic. Przede wszystkim na chwilę obecną do żadnej kurii – chyba, że coś przegapiłem – nie wszedł prokurator w sprawie tuszowania pedofilii. Żadnego biskupa nie przesłuchano. Potrafi pan, jako prawnik, wyjaśnić mi i czytelnikom, dlaczego?

W Polsce mamy dużą tendencję do narzekania przy proporcjonalnie niskich zasobach obywatelskich związanych z organizowaniem się wokół ważnych społecznie spraw. Mamy zalew publicystycznej krytyki ale z wywarciem społecznej presji jest problem. Niemniej nie zgadzam się, że film nic nie wniósł i nie przyniósł żadnej zmiany.

Dobrze, wniósł. Odbyła się szeroka dyskusja i wróciliśmy do status quo. Za wstrząsem, jaki film wywołał nie poszły żadne konkretnie działania z żadnej strony, takie mam wrażenie.

To jest pewna synergia. Książki, które powstały o pedofilii w Kościele – w tym te, które ja też pisałem – publicystyka, film Smarzowskiego, film Sekielskiego; to wszystko elementy pewnego procesu. Spójrzmy, co mówi się w Polsce o Kościele teraz, a co mówiło się jeszcze miesiąc, pół roku, rok temu. Różnica jest kolosalna. Po filmie „Tylko nie mów nikomu” w TVN pokazało się dwóch polskich księży, którzy głośno mówili, że trzeba znieść celibat. Do społeczeństwa powoli dociera jak negatywną rolę w walce z pedofilią odegrał dwór Jana Pawła II, zwłaszcza Stanisław Dziwisz. Zmienia się świadomość. Powoli, bo socjalizacja klerykalna w Polsce to jednak setki lat tradycji. Polacy zadowalają się obrzędowością, są religijnie powierzchowni, ta religijność jest z nadania. Nie wynika z prawdziwych poszukiwań. Znacząca część ludzi, chodzących do kościoła – choć jest ich zapewne coraz mniej – nigdy nie czytała Nowego Testamentu, słuchając tylko tego, co mówi im ksiądz.

Jak Pan odbiera w takim razie te – powolne, ale jednak – zmiany?

Jestem bardzo zadowolony z tego, że jesteśmy świadkami transformacji. Póki co obserwujemy w Kościele wzmocnienie nurtu konserwatywnego. Ostre kazania arcybiskupa Jędraszewskiego oraz wybór jego i Gądeckiego na szefów Konferencji Episkopatu Polski, świadczą o tym, że biskupi zdają sobie sprawę z jednej rzeczy: że dni ich pięknego świata są policzone. Pierwszy raz, jeśli chodzi o liberalny i lewicowy dyskurs, mamy do czynienia z prawdziwą krytyką tej instytucji. Myślę, że tym razem nie skończy się na jakichś pustych hasłach, a pewne partie w celu przekonania do siebie wyborców zaczną organizować się wokół ograniczania wstępu Kościoła na salony polityczne. Tego oczekuje duża część wyborców. Tego oczekuje od kościoła Franciszek. On mówi wprost, że korzeniem wszystkich patologii w Kościele jest klerykalizm a więc rozpasanie sfery wpływów, przywilejów, specjalnego traktowania. To ma swoją logikę nie tylko ewangeliczną ale życiową bo uprzywilejowanie kapłanów doprowadziło do ich demoralizacji. Inna sprawa, że już staje się normą, przynajmniej w Warszawie, że duchownych nie zaprasza się na uroczystości świeckie. Piętnowane są takie postacie, jak na przykład Głódź, któremu chce się odebrać honorowe obywatelstwo Warszawy. To samo dotyczy Hosera. We Wrocławiu zastanawiają się, co zrobić z Gulbinowiczem. Te wszystkie procesy sprawią, że Kościół wróci do swojego posłannictwa: zostaną w nim ludzie, którzy skupią się na tym czego należałoby by od chrześcijan oczekiwać. Trzeba być optymistą.

Jak długo jeszcze być optymistą?

Obnażenie zepsucia w Kościele i jego moralna kompromitacja to tylko kwestia czasu. Ona będzie miała charakter oczyszczający. Chcą tego szeregowi księża. Dostaję od takich mnóstwo maili – to są ludzie, którzy już niedługo wezmą odpowiedzialność za Kościół. Tego się nie da zatrzymać. Pewnie przez jakiś czas będziemy jeszcze mówić głównie o pedofilii, ale są też inne kwestie: chciwość, pazerność, materializm. Dziennikarze rzadko o tym mówią i piszą. Ja wszedłem ostatnio w te tematy i jestem pewien, że dla opinii publicznej będzie wstrząsem, kiedy zaczniemy głośno się zastanawiać i pytać, co dzieje się z pieniędzmi, które ludzie kładą na tacę, co się dzieje z pieniędzmi za sakramenty i jakie zawrotne kwoty ściągają z parafii biskupi za każdy swój pobyt. To do ludzi przemówi. Biskupi to krezusi, za same bierzmowania i odpusty ściągają setki tysięcy. Blokuje nas oczywiście analfabrtyzm religijny i fakt, że dla pewnej części naszego społeczeństwa Kościół jest elementem ich tożsamości narodowej. Ale ta grupa ma charakter schyłkowy. Żyjemy w europie, poznajemy języki, słyszymy co mówi papież, to warunki, które przyspieszą zmiany mentalne. Trzeba oczywiście poczekać. Etos Polaka – katolika, związany z ruchem kontrreformacyjnym ma 500 lat. Dla porównania nasi sąsiedzi z Czech w tym samym czasie obwinili Kościół za wszelkie nieszczęścia i w sferze publicznej niewiele on dla nich znaczy. U nas natomiast z pokolenia na pokolenie autorytet Kościoła był budowany na wartościach pozaewangelicznych: niechęci do obcych, poczuciu zagrożenia, czy wydumanym mesjanizmie narodu. To rzeczy, które oddalają Kościół rzymskokatolicki w Polsce od chrześcijaństwa. Zastanawiam się, na ile on w ogóle jest jeszcze chrześcijański; to samo pytanie stawiał prof. Obirek (teolog, były jezuita – przyp. red.). Ten Kościół według mnie nie spełnia takiej funkcji, jakiej oczekiwałby od niego jego założyciel, czyli Chrystus. Nie stoi po stronie wykluczonych czy ubogich. Tego w ogóle w Kościele nie ma albo ma charakter niszowy. Zamiast tego widzimy wielkie aspiracje biskupów, którzy nie mogą pogodzić się ze stopniową utratą autorytetu. Według najnowszych badań, które pojawiły się na jednym z portali mamy do czynienia z największym od dwóch dekad tąpnięciem jeśli chodzi o udział młodych w praktykach religijnych. Kościół nie ma dla nich żadnej oferty i dlatego będzie to coraz bardziej „Kościół schyłkowy”. Przyjdzie jednak oczyszczenie. Joseph Ratzinger już w latach 60. mówił o tym, że „Kościół triumfujący” przeminie. Zostanie mała trzódka. Nie będzie w nim już przepychu, zostanie on ogołocony z wpływów. Dopiero taki Kościół będzie autentyczny. I ja myślę, że to właśnie nasz Kościół czeka. Proszę zobaczyć, jakie są statystyki; w Łodzi wyświęcono w tym roku siedmiu kapłanów, w Szczecinie – zdaje się – trzech. Kiedyś po kilku alumnów mieszkało w jednym pokoju, a w tej chwili seminaria świecą pustkami. W Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej w tym wielkim kompleksie, który kształci kleryków w Paradyży jest osiemnastu kleryków. A jak jeszcze Kościół zostanie ograniczony jeśli chodzi o dostęp do finansów, choćby przez mniejsze wpływy z tacy, to zreflektuje się, że tak postępować nie można i że jedynym sposobem, żeby go uratować jest nawrócenie. Jego przywództwo zostanie zakwestionowane. Mam wrażenie, że hierarchowie z pierwszych stron gazet mają problem z zaakceptowaniem świata, którego nie rozumieją. Jednocześnie stają się obiektem drwin ze strony społeczeństwa. Na Głódzia przyjęło się mówić „biskup-flaszka”. Jędraszewski popisał się kompletną ignorancją i nieznajomością historii, powołując się w pracy naukowej na primaaprilisowy żart. Ostatnio zaktywizował się Gądecki, który zaatakował media i mniejszości seksualne. Ci ludzie są skompromitowani. Mają może posłuch w swoich diecezjach ale nie są już żadnym autorytetem moralnym. Popełniamy te same błędy, przez które już dawno przechodziły episkopaty amerykański, czy irlandzki. No i to się zemści. Ta buta, chamstwo się po prostu zemści. Ten język rozgniewanego wiejskiego proboszcza, który słyszymy w trakcie występów wspomnianych biskupów dynamizuje niechęć wiernych. Spójrzmy na Irlandię, bardzo przecież sklerykalizowany swego czasu kraj. Do niedawna. Tam w ciągu w zasadzie kilku lat doszło do rewolucji. Nie ma żadnego seminarium; z tego co wiem, irlandzcy klerycy uczą się w Rzymie. Mam znajomych w Irlandii, którzy mówią, że duchowni boją się ubierać w sutanny, bo są na ulicach obiektem niewybrednych żartów, a nawet nienawiści. Oczywiście nie życzę tego polskim duchownym, ale biskupi ciężko pracują na to, żeby ten scenariusz powtórzył się u nas.

Ale czy dostrzega Pan te wszystkie również zmiany w środowisku prawników i – przede wszystkim – prokuratorów?

Odpowiem na przykładzie spraw, które sam prowadzę. W jednej z nich kuria odmówiła prokuratorowi dostępu do teczki księdza podejrzanego o molestowanie nieletniego. Prokurator nie zgodził się z odmową, żąda tej teczki pod rygorem wydania grzywny; być może w grę wchodzi nawet przeszukanie. To nie jest więc tak, że prokuratorzy dziś nic nie robią. Pamiętam jak jeszcze rok temu prowadziłem sprawę i inny prokurator powiedział, że nie będzie żądał dokumentów księdza, co do którego występuje podejrzenie pedofilii, ponieważ jest to tak zwany sekret papieski. Czym w ogóle jest sekret papieski? Jak to możliwe, że nasze świeckie prawo coś takiego respektuje? To też się będzie stopniowo zmieniać. W tej chwili nadal mamy mimo wszystko pewien alians Kościoła z władzą, który leży w interesie obu stron. Z jednej strony kler czerpie ogromne przywileje, z drugiej, elektorat PiSu to w dużym stopniu tacy wierni, na jakich Kościół u nas stawia – nie akceptujący inności i nie umiejący odnaleźć się w świecie otwartych granic. Tyle, że to jest grupa schyłkowa.

No tak. To jednak potrwa.

Myślę że musimy uświadomić sobie, jak wiele zła Kościół katolicki wyrządził Polakom, wmawiając nam, że jesteśmy pępkiem świata, że ta Polska jest ostatnim bastionem katolicyzmu, a cała reszta, to cywilizacja zła. To jest podział, który wymyślił Jan Paweł II, żeby straszyć ludzi zachodem. Ten nurt myślenia jest ciągle silny ale ja jednak myślę, że staje się coraz mniej przekonywujący dla Polaków. Zresztą przyjdzie czas dekonstrukcji mitu Jana Pawła II. To papież, który zablokował postanowienia Soboru Watykańskiego II (liberalizującego kościelny światopogląd – przyp. red.), o czym mówi się coraz więcej. Zwalczał też teologię wyzwolenia, zamknął dyskusję na temat celibatu, związków nieformalnych i trzymał się purytańskiej doktryny jeśli chodzi o seksualność. No i obecny papież wykonuje w stosunku do tego pewien zwrot. Zobaczymy, jaki będzie jego następca, ale nie mam wątpliwości, że cały Kościół pójdzie w kierunku wyznaczonym przez Franciszka. I to wszystko, co dzieje się w skali makro ma też wpływ na to, co dzieje się u nas. A prokuratorzy? Jest coraz więcej odważnych, którzy nie mają zahamowań. Sam się z takimi spotykam. Nie zadowala ich po prostu doprowadzenie do oskarżenia jednego księdza za jeden czyn. Szukają dalej i sięgają głębiej.

Chcę zrozumieć jedną rzecz. W filmie „Tylko nie mów nikomu” mamy przedstawioną sprawę byłego już księdza, Pawła Kani. Dziś z czystym sumieniem możemy wskazać co najmniej czterech biskupów, którzy przenosili go między parafiami. Są to: Gołębiewski, Gulbinowicz, Janiak i Tyrawa. Widzimy czarno na białym dowody na krycie przestępcy. Co musiałoby się stać, że ponieśli za to odpowiedzialność?

Myślę, że ją poniosą. Ofiara Kani wytoczyła powództwo przeciwko Archidiecezji Wrocławskiej i Archidiecezji Bydgoskiej. Sprawę prowadzi mecenas Mazur. W doktrynie prawa polskiego Kościół ponosi rzeczywistą odpowiedzialność cywilną za to, czego dopuścili się duchowni.

Ale czy ci hierarchowie jako jednostki również ją poniosą?

Traktuje się jako osoby prawne, jako przedstawicieli diecezji. A nie ma takiego prawa, żeby odpowiedzialność karną ponosiła osoba prawna. Jest prawo, które dopiero wchodzi do praktyki – pisał ostatnio o tym profesor Gutowski z UAM oraz profesor Piotr Kardas z UJ – to jest Ustawa o odpowiedzialności karnej osób prawnych. Natomiast ma pan rację co do ich osobistych win – złamali prawo nie tylko świeckie, ale i papieskie. Kiedy Kania został pierwszy raz zatrzymany, nie zawiadomiono Watykanu. Od 2001 biskupi mają informować papieża o każdym nadużyciu. Nie zrobiono tego. Franciszek o tym wie. Pytanie, czy wyciągnie konsekwencje wobec polskich biskupów, czy nie.

Mnie interesuje bardziej, czy polski system prawny wyciągnie wobec nich konsekwencje. Czy ma w ogóle do tego narzędzia?

Nie ma takich narzędzi. Nie ma przepisu, który mógłby pociągnąć do odpowiedzialności karnej tych biskupów, niestety. Pytanie, czy można by to było podciągnąć pod narażenie na niebezpieczeństwo dzieci, bo to było puszczanie bestii na żer, człowieka absolutnie zdemoralizowanego jeśli chodzi o kwestie seksualności. Niemniej takiego prawa nie ma. Ale to pokazuje też, jak prymitywny jest u nas katolicyzm, że wierni sami nie organizują się w obronie pokrzywdzonych, nie obrzucają infamią tych biskupów, którzy zwyczajnie organizowali bestii nowe łowisko. Sprawca pojawiał się przecież na mocy decyzji kilku biskupów w nowym miejscu. Zupełnie bezkarny, zupełnie anonimowy, mógł od nowa kalać dzieci. Jakoś to się nie przebija wśród ludzi, którzy praktykują katolicyzm na co dzień. Stąd pytanie o jakość tego praktykowania i odpowiedzialności za Kościół. Może ludziom, którzy na co dzień chodzą do kościoła nie przeszkadza to, że księża gwałcą dzieci? Myślę, że właśnie ta obrzędowa religijność jest też powodem tego, że nie ma wśród wiernych takiej elementarnej świadomości, że dzieje się zło, że tego nie można akceptować. Ale muszę powiedzieć, że dostaję wiele maili od księży, którzy opisują nadużycia i są zbulwersowani pewnymi sytuacjami. Jest w Kościele rosnący w siłę ruch reformatorski, księża są coraz bardziej odważni i krytykują swoich przełożonych. Widać to w publicystyce. Są tacy, którzy nie boją się głośno i ostro wypowiadać. To już nie są tylko ks. prof. Andrzej Kobyliński, ks. Lemański, ks. Prusak, czy o. Ludwik Wiśniewski. Powtarzam: pamiętajmy, że to jest proces. Powoli jest zrywana ta aureola, która blokuje prokuratorów, sądy i publicystów. Okazuje się, że księża są takimi samymi ludźmi jak my, a prawda o nich jest często bardzo smutna: są głęboko zdeprawowani, co pokazał film Sekielskiego. Widzę też pewne przejawy agresji w kierunku Kościoła, a to oczywiście powoduje wzmożenie ruchów obronnych z drugiej strony. To jednak ekscesy i trzeba widzieć całą sprawę w kontekście transformacji mentalnej. To nie jest tak, że pojawił się film Sekielskiego i na drugi dzień obudziliśmy się w nowej rzeczywistości. Nastąpił jednak kolejny ważny wstrząs. Coraz mniej osób identyfikuje się z episkopatem bo ludzie zobaczyli, że biskupi systemowo kryją pedofilów.

Wróćmy na moment do sprawy Kani. Kiedy był zatrzymany po raz pierwszy w 2005 roku za nagabywanie nieletnich do współżycia, na jego komputerze znaleziono pornografię dziecięcą. Biskupi Gołębiewski i Gulbinowicz poświadczyli wtedy o jego niewinności, dzięki czemu został wypuszczony na wolność. Czy w takiej sytuacji to prokurator może ponieść konsekwencje swojego zaniechania?

Myślę, że nie. Prokurator podejmuje decyzję na bazie pewnego całokształtu. Gulbinowicz był wtedy chyba nawet kardynałem – poręczenie takiej persony musiało zrobić na prokuratorze ogromne wrażenie. Wie pan, to samo jest z księdzem Olejniczakiem z filmu Sekielskich. Kardynał Nycz wiedział o tym, że temu człowiekowi postawiono zarzuty. Gdyby nie poręczenie Nycza, pewnie oczekiwałby on na proces w areszcie. I proszę zobaczyć, co się dzieje po kilku tygodniach, czy miesiącach: Olejniczak zostaje wysłany do innej parafii i opiekuje się ministrantami. I to nie jest sprawa z innej dekady, rzecz miała miejsce kilka lat temu. To pokazuje, że ten Kościół nie jest w ogóle przygotowany – więcej, jest infantylny, jeśli chodzi o podejście do pedofili, za nic ma dobro dzieci. Sprawa Kani to nie jest odosobniony przypadek. Do wielu spraw nie mamy dostępu z prostej przyczyny: wielu pokrzywdzonych się w ogóle nie ujawnia, wielu zachowuje tę przysięgę milczenia, którą składają przed biskupem. Takich historii jest mnóstwo. To nie są wyjątki od reguły, a pewna praktyka. Rozmawiałem ostatnio z amerykańskim etykiem, księdzem profesorem Johnem Pawlikowskim. Jest on zwolennikiem zniesienia celibatu i uważa, że gdyby księża mieli dzieci, to by ich uwrażliwiło na krzywdę. Nie stawialiby dobra instytucji nad dobrem dzieci. I takiej wrażliwości księżom często brakuje. Mają usta pełne frazesów i formułek. Ale ma pan rację, w tych sprawach powinna ostro działać prokuratura. Przeszukania miały miejsce w Chile, w USA, w Beneluksie zrewidowano laptopy biskupów….

Związki przykładowej Holandii z Watykanem są jednak chyba nieco luźniejsze, niż Polski.

No tak, kiedy Paweł VI ogłosił Humanae Vitae (encyklika dotycząca w dużej mierze seksualności – przyp. red.), Holendrzy przestali chodzić do kościoła. Potem zobaczyli jeszcze, co wyczynia Wojtyła. Belgijski kardynał Danneels powiedział, że Jan Paweł II wręcz wygonił z kościołów wiernych swoim konserwatyzmem. Rzeczywiście, nie ma w Holandii takich związków z Kościołem jak u nas, ale to się w Polsce zmieni. To kwestia czasu. Takie myślenie, że Polska będzie ostatnim bastionem jakiegoś narodowego katolicyzmu to mit. Upadek tego triumfującego Kościoła można pewnie opóźnić jakimiś działaniami, ale te nowe pokolenia, które podróżują, znają języki, przywiązują większą wagę do wartości obywatelskich, to są zdecydowanie inny słuchacze niż osoby bijące brawa Jędraszewskiemu.

Dożyjemy rozwiązania konkordatu?

Na pewno dożyjemy stosowania innej wykładni konkordatu, bo wiele przywilejów, które obecnie Kościół czerpie na jego podstawie jest zwykłym nadużyciem. Całkowite jego wypowiedzenie też w końcu wymusi opinia publiczna. To kwestia czasu i przed tym nie uciekniemy. W Unii Europejskiej jesteśmy jedynym krajem w którym Kościół otrzymuje tyle wpływów. Teraz co prawda ten elektorat konserwatywny się mocno zmobilizował, ale połowa ludzi nadal nie chodzi na wybory. Na co dzień odczuwamy skutki tego konserwatyzmu i budowania pewnej fasady rzeczywistości, zaczynając od tego, że włącza się publiczną telewizję i – mówiąc delikatnie – nie ma tam obiektywnej publicystyki, a kończąc na tym, że Kościół wpływa na nasze codzienne życie. Choćby to, że nie możemy zrobić zakupów w niedzielę – niezależnie od tego, jakie kto ma o tym zdanie, jest to ingerencja Kościoła w życie społeczeństwa.

Ja chyba nie byłbym takim optymistą w kwestii zmiany myślenia Polaków na bardziej nowoczesne. Wśród tych młodych pokoleń, w których upatruje pan nadziei jest całkiem sporo, a nawet coraz więcej…

Narodowców?

Szerzej: konserwatystów.

Niby tak, ale te homofobiczne postawy biorą się z lęku. Agresja zawsze bierze się ze strachu przed tym, co nieznane. Myślę, że młodzi ludzie, którzy będą mieli w końcu okazję pracować, integrować się z różnymi osobami, po prostu z tego wyrosną. Często tak się zdarza, że to jest etap pewnego buntu i niezrozumienia świata. To nie będzie się utrwalało, będzie coraz bardziej niszowe, bo jest to jednak obciach. Myślę o tych wszystkich kibolach, łysych chłopakach z małych miasteczek, którzy napici jadą na marsze niepodległości; w tego typu środowiskach potrwa to dłużej, ale jednak nastąpi.

Czy to znaczy, że Kościół zniknie?

Nie zniknie. Zmieni się na lepsze. Dla mnie ten proces laicyzacji jest nieodzowny i korzystny dla Kościoła, który stanie się sługą ubogich, wykluczonych i wyszydzanych, opiekunem ludzi potrzebujących pomocy i po prostu czyjejś obecności. Ten obecny, „triumfujący” Kościół zabija chrześcijaństwo.

Czy wierzy pan w przeprosiny biskupów, list odczytywany w parafiach i słowa prymasa Polaka? Episkopat w liście obiecuje, że będzie oddawać sprawców pedofilii w ręce świeckich organów ścigania. To jest możliwe i wiarygodne?

Najpierw sprawdziłbym, w ilu parafiach ten list w ogóle odczytano. Kościół katolicki z własnej inicjatywy i nieprzymuszonej woli nie zrobił nigdy nic dobrego dla ofiar księży. Na całym świecie nie znajdzie pan takiego przypadku, żeby zareagował jakkolwiek bez presji ze strony opinii publicznej. Ta reakcja, którą obserwujemy też jest spowodowana tym, że społeczeństwo oburzył film Sekielskich. Ja nie wierzę biskupom. Mamy jednorodny episkopat wybrany jeszcze przez Jana Pawła II i Benedykta XVI, czyli ludzi, którzy utożsamiali kościelną pedofilię z zepsuciem społecznym, rewolucją seksualną i „cywilizacją śmierci”. Szukali winnych wszędzie, tylko nie wewnątrz swojej organizacji. Teraz Franciszek mówi inaczej: winna jest klerykalizacja, czyli wyniesienie duchownych do rangi ekskluzywnego klubu ludzi będących bliżej Boga, przerost formy nad treścią. Polski episkopat w ogóle nie rozumie Franciszka. Ich reakcje to tylko zabieg PR’owy. Byłoby przecież wizerunkowym samobójstwem, gdyby teraz mówili że się nic nie stało. Są jednak przesłanki, które pozwalają sądzić, że to nie jest szczere. Jak patrzę na tego rzecznika, księdza Andrianika, który od kilku lat radosnym tonem powtarza to samo: „mamy delegatów, mamy wytyczne (oczywiście nie z własnej inicjatywy, tylko z nakazu Watykanu), wszystko jest w porządku, wszystko jest fajnie, zero tolerancji dla pedofilii”, to wiem, że Kościół nie chce się zmienić. Ciągle serwuje tylko półprawdy i przeinaczenia. Brakuje mi w nim miejsca na dyskusje. W Kościele niemieckim ta dyskusja ma miejsce. Jest frakcja bardziej konserwatywna i druga, która stawia jasno na zniesienie celibatu, udział we wspólnocie osób homoseksualnych, związki partnerskie. W Kościele amerykańskim to jest z kolei już regularna konfrontacja światopoglądowa między biskupami, która wybrzmiewa głośno w mediach. A nasi biskupi to taki doskonale zorganizowany związek zawodowy. Słyszał pan kiedyś, żeby w Polsce biskup powiedział coś głosem wyłamującym się z reszty?

Nigdy.

Właśnie, a to przecież dyskusja, dialog, czy bunt jest zawsze motorem postępu. To wszystko świadczy o tym, że nasz episkopat jest bardzo miałki. Zachwycamy się jak wyskoczy na przykład biskup Ryś i powie coś normalnego: że za holokaust odpowiadają też chrześcijanie. Prawica się wtedy burzy, a my się cieszymy, jaki to wspaniały biskup. Dla mnie to zbyt mało. Podniecamy się jak ksiądz wyjdzie przed ludzi, zagra na gitarze i powie coś po ludzku, bez martyrologii. Nasze społeczeństwo jest zdemoralizowane przez hierarchów. To sięga już czasów prymasa Wyszyńskiego. Profesor Obirek opowiadał mi jak otoczenie Wyszyńskiego w czasach głębokiej komuny w listach do PZPR skarżyło się na Różewicza i potępiało teatr Grotowskiego, twierdząc, że to zabija naszą zdrową kulturę. Kościół w PRL funkcjonował doskonale, stojąc na straży pewnego purytanizmu i do dziś pozostaje taki zamknięty, zaśniedziały. Brakuje tam nowych ludzi, którzy chcieliby powiedzieć coś nowego. A taka jest dziś potrzeba. Jesteśmy świadkami sporego wykluczenia, nienawiści do osób o odmiennej tożsamości seksualnej, o innym kolorze skóry. I to tutaj jest potrzebny Kościół. Tymczasem jest on siedliskiem homofobii. Przypomnę, że Jezus w Ewangelii nie rozprawiał o homoseksualistach, mówił za to o staniu po stronie wykluczonych, cudzołożników, celników, to był jego program. Nowy Testament pokazuje, że to leżało Mu na sercu i było dla Niego ważne. W obecnym składzie episkopatu w Polsce nic się nie zmieni. Chyba że Watykan w końcu odczuje zmniejszenie wpływów finansowych z Polski i wtedy może się Polską zainteresuje. Albo wcześniej ludzie wyjdą na ulicę. Nie ma co liczyć na papieża, który zarządza światowym kryzysem. Książka Martela (Frederic Martel, „Sodoma” – przyp. red.) pokazała, że Watykan stanowi jakąś spaczoną, kryptogejowską subkulturę, zaczadzoną homofobią. Do tego jest mnóstwo nadużyć finansowych. Dlatego polscy hierarchowie to dla papieża peryferie. Tam na miejscu ma polskich kardynałów, którzy pewnie nawijają mu makaron na uszy, że w Polsce wszystko jest w porządku. Co on może wiedzieć o takim Rydzyku i jego interesach? Na pewno nic się nie dowie na ten temat od kardynałów Grocholewskiego i Krajewskiego bo im Rydzyk nie przeszkadza.

Po „Tylko nie mów nikomu” zareagowali też rządzący. Zaproponowali zaostrzenie kar i obniżenie tak zwanego wieku zgody. Jak to traktować?

Wydaje mi się – i utwierdza mnie w tym moja żona, która jest psycholożką – że przed zmianami w prawie trzeba przeprowadzić badania klinicznie. A dopiero potem tworzyć jakiekolwiek prawo. Niech wezmą w tym udział seksuolodzy, psycholodzy; niech to oni się wypowiedzą, jaka jest granica wieku; kiedy człowiek może i powinien świadomie podjąć autonomiczną decyzję co do swojego życia płciowego.

Tylko widzi pan, w tym momencie dla wielu ludzi naukowe badania i fakty nie mają zbyt wielkiego znaczenia, kwestionuje się nawet zalecenia WHO.

To nie znaczy, że mamy iść w demagogię i populizm, to fatalna droga. Badania pokazują, że zaostrzenie kar też kompletnie nic nie zmienia. To mrzonka i retoryka ludzi, którzy mają niskie kwalifikacje jeśli chodzi o prawo. Uprawiają oni zwykłą demagogię, to nie jest sensowna polityka karna ale karma dla tłuszczy żądnej zemsty. Krótko mówiąc: uważam, że zmiany w prawie powinny się opierać na badaniach. Także badaniach wewnątrz samego Kościoła, który nie zna się na seksuologii i psychologii Jeśli Kościół chce coś zmienić, powinien zaufać ekspertom, dać sobie pomóc, dać się zdiagnozować. To psychologowie i socjologowie powinni poszukać przyczyn nadużyć w tej instytucji. W USA, Australii, czy Niemczech Kościół pozwolił się zbadać. Niech klinicyści wyciągną wnioski i ocenią, dlaczego tak wiele osób, które trafiają do seminariów dopuszcza się później pedofilskich czynów. A z mojego doświadczenie wynika, że jest ich dużo więcej, niż np. nauczycieli.

I murarzy.

Z tymi murarzami, którzy niby krzywdzą więcej dzieci niż księża to jest kompletne nieporozumienie. Jest taka zasada, że im wyższe wykształcenie i zasoby finansowe, tym trudniej takiego pedofila wykryć. Być może rzeczywiście murarze napadają na dzieci, natomiast księża budują z nimi toksyczne relacje. Spowiadają je w konfesjonale, są zapraszani przez rodziców do domu i tak dalej. Porównanie takich dwóch zawodów świadczy o tym jak bardzo prymitywna jest TVP, która żeruje na tych widzach, którzy bezrefleksyjnie taki przekaz kupują.

Niemniej, zgadzam co do tego, że jakaś przemiana w postrzeganiu Kościoła przez społeczeństwo następuje. Jednak sam – po publikacji tekstu komentującego film Sekielskich – spotkałem się z różnymi reakcjami. Wiele było w social mediach komentarzy ostro broniących Kościoła, traktujących każdą jego krytykę jako atak wręcz personalny na katolika. Czy według pana sprzedawanie koszulek „Tylko nie mów nikomu” nie było strywializowaniem ważnego tematu pedofilii? Nie było to dawanie tym obrońcom argumentów do ręki?

Niektórzy nie są gotowi na przyjęcie pewnej prawdy o Kościele. Są to osoby, które nie rozumieją, że chrześcijaństwo i Kościół mogą być inne. Oni po prostu zidentyfikowali sobie Kościół jako jakiś nośnik polskości, księży jako narodowych bohaterów. Tymczasem Chrystusa nigdy nie interesowała polskość (śmiech). Widziałem ostatnio jakieś śluby rycerzy Maryi z mieczami, czasem włączę jakiegoś publicystę Radio Maryja. To są środowiska, które nie będą mogły się pogodzić z pewną stratą swojej tożsamości zbudowanej na kompleksach i nieuctwie. Problem polega na tym, że nasz Kościół nigdy nie przerobił Drugiego Soboru, który mówił o dialogu z innymi religiami. O tym, że Kościół nie powinien odgrywać roli politycznej. W tym sensie jesteśmy religijnymi analfabetami. Nie przeszliśmy procesu, jaki mają za sobą Kościoły na zachodzie Europy i ludzie chcą bronić Kościoła takiego, jaki nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem. To prowadzi do agresji podszytej lękiem. Krytyka koszulek? Serio? Jakoś nikt nie ma problemu z tym, że parking w Licheniu kosztuje 10 zł za postój a za każdy sakrament trzeba zapłacić księdzu znaczące kwoty. Tym samym ludziom nie przeszkadza wielki przepych i rozmach z jakim Kościół funkcjonuje, zarabiając ogromne pieniądze na ich wierze w Boga. Te koszulki to przede wszystkim pamiątka dla patronów filmu. Limitowana ilość, żadna masówka. Na co dzień rozmawiam z braćmi Sekielskimi. Oni się spodziewali, że po filmie każdy pretekst będzie dobry, żeby ich zaatakować ale to było naprawdę słabe. Dla mnie to po prostu śmieszne. Nikomu nie wadzą dużo droższe koszulki z podobizną Pileckiego, te wszystkie absurdalne gadżety, które sprzedaje Kościół, jak Matka Boska w postaci butelki z odkręcaną głową, do której można sobie nalać wody z Lichenia, te obciachowe jezuski i maryjki rodem z Chin. Gdyby Sekielscy chcieli naprawdę na tym filmie zarabiać, to sprzedaliby go w kinach i byli teraz milionerami. A już najbardziej śmieszy mnie ta krytyka ze strony księży, którzy reprezentują środowisko od lat tuszujące pedofilię. Kościół broni swojej strefy wpływów i stąd ta wściekłość. Oni zwyczajnie dzielą Polaków, gdyby tym ludziom zależało na dobru Kościoła, rozpędziliby tych wszystkich hierarchów, którzy przyczynili się do krzywdy dzieci. A nic nie robią, czyli de facto akceptują pedofilię.

Prowadzi pan sprawy wielu ofiar kościelnej pedofilii, ale też pisze książki i felietony o złu trawiącym Kościół od środka. Co musi się stać, żeby jako osoba aktywnie walcząca z zepsuciem w tej organizacji uznał pan, że coś się realnie zmieniło? Kiedy będzie taki moment?

Kiedy któryś biskup wyjdzie na ambonę i będzie w stanie skrytykować swoich kolegów po fachu. Potępi słowa Jędraszewskiego. Przeprosi za pogardę Gądeckiego. Biskup, który będzie miał na tyle odwagi i siły przebicia, żeby być zwyczajnie sprawiedliwym. Bo chrześcijaństwo to nie jest prosta sprawa i wymaga dania czegoś od siebie. Coś się zmieni dopiero, kiedy w Kościele pojawią się ludzie, którzy będą mieli odwagę zadawać pytania: kardynałowi Dziwiszowi, który jest od lat wskazywany przez media na całym świecie jako ten, który blokował walkę z pedofilią; arcybiskupowi Kowalczykowi, który trzymał sprawę Paetza w biurku i nie wysyłał jej do Watykanu. Niedawno Kowalczyk miał 80-te urodziny, na których pojawiło się pięćdziesięciu biskupów. Hołubiony jest człowiek odpowiedzialny za ukrywanie zła. Przez jego ręce przeszło wiele nominacji biskupich. Takie rzeczy muszą się skończyć. Ale im dłużej ten beton będzie trwał, w tym większej niesławie odejdzie.

Wojtek Żubr Boliński
Wojtek Żubr Boliński
Trochę poeta, prawie prozaik. Zasadniczo copywriter, po części dziennikarz, trochę jakby felietonista czasem też. Niedokształcony humanista, niedoczytany wannabe erudyta. Coś tam się trochę wie, ale generalnie się nie wie. Szałaput, sowizdrzał, postrzeleniec, świszczypała. Ulubione słowa: żoliborzanin, poczęstunek, ludzik.
AUTOR

Polecamy

[FM_form id="1"]