My (naród), czyli kto?

7 minut czytania
375
0
Anna Godzwon
Anna Godzwon
4 czerwca 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Wybory 4 czerwca, to kamień milowy dla całego ówczesnego bloku wschodniego. To dopełnienie pokojowej rewolucji „Solidarności” i swoista zapłata za stan wojenny. To odrzucenie terroru bezpieki i wybranie wolności. Radość z nowego otwarcia i pożegnanie starego bez żalu. Kilka lat wystarczyło, by polskie plemienne podziały doprowadziły do tego, że dla przeciętnego obywatela świata upadek komunizmu to upadek muru berlińskiego. Jakbyśmy się tego obalenia komuny wstydzili i dlatego tak szybko pozwolili jej wrócić w nowych szatach.

Nie ma już święta, które mogłoby zjednoczyć Polaków. Długie weekendy już chyba tylko zostały. Te to kochają wszyscy – prawi i lewi, wierzący i niewierzący, ci co za rządem i ci, co za opozycją i ci, co za nikim (a jak pokazały ostatnie wybory, to tych jest właśnie w Polsce większość). Nie łączy nas ani 3 maja, ani 11 listopada, ani nawet 15 sierpnia. 1 sierpnia na Powązkach jedni przemykają pod gwizdami innych. Nie łączy nas też 4 czerwca. Święto wolności i solidarności albo dzień zdrady narodowej (bo nie zapominajmy, że tego dnia upadł rząd Jana Olszewskiego po nocy teczek w 1992 roku). Dzień, w którym skończył się w Polsce komunizm albo dzień przypieczętowania układu z Magdalenki.

Historycy i socjologowie głowić się będą przez przyszłe wieki, jak to możliwe, że tym silniejsze te polskie podziały, im czasu więcej upływa. Ofiary były w stanie uścisnąć ręce katom przy Okrągłym Stole i usiąść z nimi do rozmów w imię wyższych racji, a po trzydziestu latach polski premier mija prezydent Gdańska, jakby go słońce narodu oślepiło. Europosłowie z opozycji nie podają ręki tym z rządu, prezydent Duda na Westerplatte kilka lat temu zrobił wszystko, by nie podać ręki premier Kopacz, a prezes Kaczyński podał któregoś 10 kwietnia rękę głowie państwa tak, że widać było, że go to nie cieszy. Tak samo z 4 czerwca: jedni świętują 40 rocznicę pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski (dlaczego w Sali BHP Stoczni Gdańskiej to chyba oni sami tylko wiedzą, bo papieża – Polaka jako żywo tam wtedy nie było, podobnie jak w Gdańsku w ogóle), inni jeszcze celebrują odrodzenie Senatu, a dla innych jeszcze 4 czerwca będzie już zawsze Dniem W Którym Zostali Ministrami, bo jakby wydarzeń było mało, to jeszcze rekonstrukcja przetrzebionego eurowyborami rządu dokonuje się 4 czerwca właśnie.

„Niespodzianka” wieczór 4 czerwca 1989
„Niespodzianka” wieczór 4 czerwca 1989

Tymczasem ów dzień czerwcowy to kamień milowy dla całego ówczesnego bloku wschodniego. To dopełnienie pokojowej rewolucji „Solidarności” i swoista zapłata za stan wojenny. To odrzucenie terroru bezpieki i wybranie wolności. Radość z nowego otwarcia i pożegnanie starego bez żalu (jak wiadomo na krótko, bo już po czterech latach władzę przejęli pogrobowcy tych od władzy odsuniętych). Ale wszystko to dokonało się w sposób bezkrwawy, jakże inny choćby od tego, co kilka miesięcy później stało się w Rumunii.

My, naród, wiele zrobiliśmy dla tego, by świat ten 4 czerwca szybko przestał pamiętać. Kilka lat wystarczyło, by polskie plemienne podziały doprowadziły do tego, że dla przeciętnego obywatela świata upadek komunizmu to upadek muru berlińskiego. Jakbyśmy się tego obalenia komuny wstydzili i dlatego tak szybko pozwolili jej wrócić w nowych szatach. Jakbyśmy nie umieli się cieszyć z tego, co nam wyszło, za to perfekcyjnie nurzali się w narodowych porażkach. Jakby wolność i solidarność były już tylko pustymi hasłami, a nie wartościami, za które ludzie siedzieli w więzieniach.

Nikt już chyba nie pamięta kto zaczął. My. Oni? Naród? Nie, my to nie, to my naród, a oni to nie, więc to oni. My? Nie, to nie my, to my wszak są naród! Już nikt nie pamięta, kiedy to było i o co poszło, ale każdy z narodów wypowiedział i zrobił już tyle, że przez najbliższy milion lat nie ma opcji, by rano wspólnie upamiętnić premiera Olszewskiego, w południe zadumać się w odrodzonym Senacie, po południu pod byłą kawiarnią „Niespodzianka” wypić toast za wolność, a wieczorem, zamiast maszerować, radośnie tańczyć do upadłego na potańcówkach.

Poeci nieraz mieli rację w polskich sprawach na przestrzeni dziejów. Jakże profetyczny jest fragment wiersza Jarosława Marka Rymkiewicza „Do Jarosława Kaczyńskiego”, który powstał dziewięć dni po katastrofie smoleńskiej. „To co nas podzieliło – to się już nie sklei” – napisał Rymkiewicz i w tym przypadku jak rzadko kiedy nie trzeba się zastanawiać, co poeta miał na myśli. 30 lat od 4 czerwca 1989 roku widać to niestety zbyt wyraźnie.

Anna Godzwon
Anna Godzwon
Dziennikarka, urzędniczka, rzeczniczka, specjalistka od politycznego PR. Zaczynała w Rozgłośni Harcerskiej, była sprawozdawcą parlamentarnym Polskiego Radia i naczelną Polskiego Radia24. Po przejściu na ciemną stronę mocy organizowała posłom konferencje prasowe, prezydentowi Komorowskiemu oprawę medialną, a prezydentowi Obamie dwie wizyty w Polsce. Przeprowadziła Państwową Komisję Wyborczą przez czas zmian prawa wyborczego, a z wiosną poszła na swoje.
Wciąż ma serce po radiowej stronie. Jest niepijącą alkoholiczką, psychofanką U2, lubi, kiedy gapi się na Bałtyk, a Bałtyk na nią. Nie zaśnie, jak nie przeczyta choćby kilku stron książki. Lubi fotografować, jeść, podróżować i pisać.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.