Trauma transgeneracyjna, czyli co jeszcze masz po dziadku

12 minut czytania
34001
0
Aleksandra Seń
Aleksandra Seń
30 lipca 2019

Odsłuchaj

Dziedziczymy znacznie więcej, niż nam się wydaje. Kolor oczu i włosów, rysy twarzy czy skłonność do określonych chorób to jedynie część pakietu, jaki dostajemy od naszych przodków. W prezencie otrzymujemy także traumy, które czasem jest w stanie wyleczyć tylko terapeuta.

Przykład z polskiego podwórka zamieszczony został w czasopiśmie „Psychiatria i Psychologia Kliniczna” w 2014 roku. Pacjentka miała poważne trudności z tworzeniem zdrowych relacji międzyludzkich, co – według terapeuty – zostało ukształtowane przez wykrzywione stosunki w rodzinie. Te uległy swoistej deformacji pod wpływem traumatycznych doświadczeń II wojny światowej, a zwłaszcza na skutek rozpadu licznych rodzin przez piekło przesiedleń. Artykuł został metaforycznie zatytułowany „Włosy babci – trauma transgeneracyjna”. Powiela to, co pisał Zbigniew Herbert: refleksję nad tym, czy wskutek przeżyć historycznych nie staliśmy się psychicznie skrzywieni.

Nie wystarczy przeżyć

Wojny wiele nas uczą o kondycji ludzkiej psychiki. Dzięki pierwszej wojnie światowej zrozumieliśmy, czym jest zespół stresu pourazowego (PTSD). Z kolei na przykładzie drugiej wojny światowej uczymy się, jak długotrwały może on być. W „Psychiatrii Polskiej” ukazał się artykuł dotyczący rozpowszechnienia PTSD u tych osób, które doświadczyły II wojny światowej w Polsce. Z badań wynika, że jedna na trzy osoby prawdopodobnie miałaby zdiagnozowaną właśnie tę chorobę. Nie byłoby to dziwne, gdyby nie fakt, że artykuł został opublikowany w 2016 roku, siedemdziesiąt lat po wojnie. Najwyraźniej, nie wystarczy przeżyć. Ale przez długie lata stygmatyzacja chorych psychicznie i wynikająca z tego niechęć do leczenia sprawiały, że dotknięci chorobą woleli radzić sobie z problemem we własnym zakresie. Wygląda na to, że było to niewystarczające.

O traumie transgeneracyjnej pisze się coraz więcej. Badania na zwierzętach wykazują, że do transferu traumy nie jest niezbędny przekaz werbalny. Taki eksperyment przeprowadzono choćby na samicach myszy, kojarząc neutralny bodziec (zapach wiśni) z bólem. Młode oddzielano od matek, by wyniki były jednoznaczne. Kolejne pokolenia myszy reagowały na bodziec tak samo jak ich matki, chociaż bólu już nie doświadczały. Ponadto w ich mózgach wykształciło się więcej receptorów reagujących na dany zapach.

„Bo traumę się dziedziczy, a potem funduje się ją kolejnemu pokoleniu”

Jako ludzie dziedziczymy traumę nie tylko w ten sposób, ale także przez rozmowy, a czasem przez ich brak. To, co przemilczane, wcale nie boli mniej – domyślamy się, co stoi za ciszą. Literaturoznawcy piszą o postpamięci – czyli pamięci zapożyczonej albo od członków rodziny, albo od społeczeństwa. Trauma transgeneracyjna to szczególny jej typ.

Jak twórcy rozprawiają się z odziedziczoną traumą? Warto przyjrzeć się powieści „Mała zagłada” Anny Janko, traktującej o własnych zmaganiach z bólem doświadczonym przez matkę.

Wyobrażam sobie albo pamiętam. Strach jest rodzajem pamięci, mogę więc tak powiedzieć. Strach dziedziczny, przekazany w życiu prenatalnym, wyssany z mlekiem matki, strach, który ma uchronić młode przed niebezpieczeństwem.

Matka autorki została osierocona jako małe dziecko podczas pacyfikacji wsi Sochy na Zamojszczyźnie. To wykrzywiło jej życie nieodwracalnie – ugrzęzła w przeszłości i bezwiednie do niej wraca, co psycholodzy nazywają czasem psychologicznym. Anna Janko dorasta w tej traumie, od czasu do czasu musząc dodatkowo pomagać matce, zachowującej się dziwacznie – o czym sama pisze, że to dziwne, że dziecko musi w ten sposób opiekować się własną matką.

Janko też sobie nie radzi w pełni. Ma nienaturalnie osobisty stosunek do wydarzeń, których nie doświadczyła, nie może znieść faktu, że w Polsce są niemieckie obozy koncentracyjne, panicznie boi się wybuchu kolejnego konfliktu zbrojnego. Nie chce mieć synów, bo przecież zginą na wojnie, ale boi się mieć też córki, bo zostaną na wojnie zgwałcone. Rodzi się jej jednak córka. Wykazująca objawy choroby sierocej. Dziecko się kiwa, a lekarze pytają wprost, czy pochodzi w linii prostej od sieroty. Wojna objawia się dwa pokolenia dalej. Najdotkliwiej jak może, bo przecież chodzi o krzywdę dziecka. Autorka pisze: dziecięca trauma to koło napędowe wojen, bo traumę się dziedziczy, a potem funduje się ją kolejnemu pokoleniu.

Najwyraźniej nie żyjemy sami. W niedosłowny sposób funkcjonujemy z naszymi przodkami i ich dramatami sprzed lat, nosząc w sobie ich gorycz i cierpienie – bojąc się tego, czego i oni się obawiali. Niektórych z nas ten niepokój zagna do gabinetu psychoterapeuty. Mając świadomość problemu możemy jednak szybciej się z nim rozprawić.

Aleksandra Seń
Aleksandra Seń
Studentka filologii niderlandzkiej – w dzieciństwie po kilkudniowym pobycie w Holandii stwierdziła, że jej marzeniem jest gulgać i charczeć. Próbuje zajmować się naukowo literaturoznawstwem, ale wzrusza się do łez przy podręcznikach z historii. Miesiąc bez wygłoszenia referatu na niszowej konferencji uznaje za zmarnowany.

Prowadzi koczowniczy tryb życia odkąd stwierdziła, że nie potrafi spędzić całego tygodnia we własnym domu. Najlepiej odnajduje się w otoczeniu mebli z epoki wczesnego Gierka i wśród paproci. W sercu nosi mieszankę kiczu i retro.
AUTOR

Polecamy

[FM_form id="1"]
Skup antyków Warszawa