W ringo graj ze mną!

12 minut czytania
1421
0

Odsłuchaj

To sport, który narodził się na jednej z nadwiślańskich plaż 60 lat temu. Wymyślił go szpadzista i dziennikarz Włodzimierz Strzyżewski, który nie dostał w pracy zgody na wyjazd na obóz kadry narodowej, a chciał ćwiczyć. Dziś w ringo gra się na całym świecie.

To był jeden spacer nad Wisłę, który zmienił historię polskiego sportu. Wspomina pani Krystyna Anioł-Strzyżewska, żona Włodka Strzyżewskiego:

– Było pełne lato. Poszedł nad Wisłę i na plaży MZK było puste boisko do siatkówki. I pomyślał sobie: „Wystarczy jeden przeciwnik, co tu zrobić, w piłkę pojedynczo się nie gra, coś innego, co może albo złapać, albo rzucić”. Chodziło o ruch ręką, tak jak w szpadzie. I przejeżdżała kobieta z wózkiem. Te dawne wózki dziecięce miały jeszcze oponki. Poprosił, by zdjęła oponkę z tego wózka. Początkowo nie chciała. Z tą kobietą był mąż i dziecko w wózeczku. I ten mąż mówi: „Daj, ja z Panem porzucam”. I tak to się zaczęło. Wyszedł na boisko i przepisy tworzyli w trakcie rzucania.

Pani Krystyna pochodzi z Poznania, tam skończyła studia medyczne i trenowała lekkoatletykę w Olimpii Poznań. Pracowała jako asystent na uczelni, grała w siatkówkę i działała w samorządzie studenckim. W 1971 roku prowadziła obrady Zjazdu Głównego AZS w Warszawie. Tam poznała dziennikarza Włodka Strzyżewskiego. Potem do Poznania przyszła paczka z kółkami ringo.

– Nie miałam pojęcia co to jest. Ani to ściąć, ani rzucić, zaserwować nie bardzo można, co to jest? I jeszcze do tego ma dziurę w środku… Każdy ręką machnął, ale ja mówię: dajcie mi te kółka. Ponieważ grałam w zespole w siatkówkę, uczyłam startu do szybkiego podejścia do piłki rzutami kółkiem ringo – wspomina.

Powstała sekcja ringo, potem studenci narobili szumu na Międzynarodowych Targach Poznańskich. – Szaleliśmy na tych targach i stamtąd idea ringo rozniosła się na świat. Mieliśmy sygnały a to z Hiszpanii, a to z Argentyny, z Brazylii – opowiada pani Krystyna. Potem był rok 1973 i pierwsze Mistrzostwa Polski w Ringo. Gumowe kółko zdobyło Polskę i zaczynało zdobywać świat.

Przez następne kilkadziesiąt lat Strzyżewski promował wynaleziony przez siebie sport. – Włodek miał kiedyś takie „składki”. Układał różne czasopisma pod różnym kątem na cały stół i robił z tego zdjęcie. Było widać, w ilu językach jest o ringo napisane – mówi Krystyna Strzyżewska.

Wyglądało to zawsze podobnie. Zabierał walizkę kółek i wyjeżdżał. Na tydzień, miesiąc, kilka miesięcy. – Mąż od 1968 roku był na wszystkich kongresach przedolimpijskich, które są na rok przed olimpiadą. Ostatni raz w Atlancie w 1996 roku – wylicza. I kończy z dumą: – W taki sposób wśród śmietanki zawodniczej ringo się rozeszło na świat. Poszło do Brazylii, Argentyny, Kanady, Stanów Zjednoczonych. W Armenii wprowadzili ringo do szkół.

Niełatwo żyje się z człowiekiem, który ma wyższy cel. Włodek Strzyżewski zmarł 5 lat po olimpiadzie w Atlancie. Podczas jednej podróży po Afryce zaraził się rzadką chorobą skóry. Potem był nowotwór będący najprawdopodobniej następstwem zarażenia. Wiele mniejszych nieobecności zamieniło się w jedno wielkie „nie ma”.

– On by to zupełnie inaczej poprowadził, to na pewno. Może by się jeszcze szybciej zużył, ale poprowadził by to bardziej światowo, tak bardziej na „Hura!’ – mówi pani Krystyna. Po śmierci męża została prezesem Polskiego Towarzystwa Ringo.

Czasy, w których cała Polska znała ringo, a gumowym kółkiem na kronikach filmowych z pasją rzucali Olbrychski czy Janowska minęły. Nastała rzeczywistość rynkowa, w której sport i generowane przez niego emocje, są towarem. Ringo – choć tanie i można grać nim wszędzie – już nie porywa mas. Masy wolą stadionowy spektakl przerwany reklamami chipsów i piwa.

Działalność w Polsce, w Europie i na świecie pani Krystyna prowadzi ze swojego mieszkania na warszawskim Bemowie. To działalność charytatywna. Dotacje są dziesięć razy mniejsze. Towarzystwo nie zatrudnia nikogo. Wynagradzani muszą być jedynie sędziowie na zawodach. Stawki z sztywno ustalone. Za dzień pracy 75 złotych, oczywiście minus te 18 procent dla Urzędu Skarbowego.

W Warszawie działa Międzynarodowa Federacja Ringo, której członkami są, oprócz Polski, Czechy, Białoruś, Litwa, Niemcy, Stany Zjednoczone, Kenia i Armenia. W tym roku chęć przyłączenia do organizacji wyraziły Ghana i Pakistan.

Rocznie odbywa się około dziesięciu większych zawodów ringo. W każdych startuje 120-140 osób. Dużo młodych. Śpią w śpiworach, na salach gimnastycznych. Na szczęście dla nich takie warunki to przygoda, coś innego. Nie można powiedzieć, że Ministerstwo Sportu nie wspiera tej dyscypliny. Daje minimum. – Departament Sportu powszechnego powinien bardziej to pielęgnować. Bo to jest polskie. – uważa pani Prezes.

Jak na razie Polacy są w ringo najlepsi. Palmę pierwszeństwa może im odebrać tylko coraz mocniejsza ekipa z Białorusi. Doskonale grają Czesi, nieźle radzą sobie Litwini. Bardzo silna grupa zawodników rośnie też w RPA i w Indiach.

Kategorii wiekowych jest 14. Od 7-latków do seniorów. Najstarsi zawodnicy mają 86 lat. Dlatego na zawodach opieka medyczna jest ważna. Bywa, że za ambulans czy aptekę robi samochód Pani Krystyny, która na co dzień jest lekarzem medycyny sportowej. A do tego ma 18 tytułów mistrzyni Polski w ringo w poszczególnych kategoriach wiekowych. – Tak jak wzrastałam i starzałam się. Ale w tej chwili nie mam czasu, bo jestem lekarzem na tych zawodach. Z wieloma osobami mogłabym jeszcze dobrze pograć. Nie reklamując się, mam 72 lata ukończone, ale z tymi 40 i 50 latkami zupełnie równo gram.

W tym roku mija 60 lat od powstania idei ringo i 30 lat od założenia Polskiego Towarzystwa Ringo. Do tego w Polsce odbędą się VII Mistrzostwa Świata w Ringo i V Światowy Turniej Rodzin. Impreza w połowie sierpnia w Niepołomicach koło Krakowa. Wciąż szukają boiska, a nie jest łatwo takie znaleźć. Musi być naturalna murawa. Boiska do ringo są wytyczone za pomocą ruchomych taśm unieruchamianych szpilkami. Sztuczna trawa się do tego nie nadaje. Właśnie dowiedzieli się, że piękne boisko do piłki nożnej, które jest w klubie sportowym w Niepołomicach, nie zostało im przyznane

Pani Krystyna nie składa broni. Wysłała zaproszenia do posłów, europosłów, do przewodniczących oddziałów lokalnych partii politycznych. Na razie cisza. Idea ringo jako sportu powszechnego jakoś nie może się odrodzić. – Jesteśmy trochę w rozterce. Nie powiem, że w szpagacie poprzecznym, ale tak to wygląda – martwi się pani Prezes.

Rozmawiamy chwilę o tym, co dzieje się w Polsce. Pani Krystyna cytuje męża:

– Włodek Strzyżewski, mawiał, że wszystkie kryzysy, jakie by nie były, ekonomiczne, finansowe, polityczne, biorą się z kryzysu inteligencji.

Na szczęście jest grupa, która działa i która gra. – To jest jakiś taki melanż tych wszystkich ludzi, którzy zapoznali się z tym i powiedzieli sobie: no dobrze, tyle mamy różnych dyscyplin, ale tu mamy taką niszową, która pasuje! Dla dzieci, dla dorosłych, dla tych ludzi w sile wieku, o największej krzepie fizycznej i umysłowej, i dla staruchów – śmieje się pani Krystyna. Wspomina te nieformalne, spontaniczne turnieje, które co roku odbywają się nad Bałtykiem. Parę osób gra w Słupsku i w Koszalinie. Jak się skrzykną, po prostu rozstawiają boisko na plaży. I zapraszają przechodzących ludzi do gry.

– Najpierw taki patrzy się i mówi:  Nie, ja nie gram w Ringo. – A zna Pan czy Pani, czy dziecko, znasz? – Tak, grałem kiedyś w szkole, ale ograli mnie. – To chodź teraz.

Musisz się tyle poduczyć, że wygrasz. I wchodzi na boisko, chwyta kółko i w trakcie się uczy: 1. nie chwytaj w dwie ręce, którą ręką złapiesz, tą musisz odrzucić 2. nie koziołkuj kółkiem. No, i już połowa przepisów – opowiada pani Prezes. Druga połowa przepisów to: 3. nie biegać z kółkiem, jak złapiesz, masz tylko 3-4 kroki i już musisz odrzucić, 4. nie przetrzymuj. Dla tych, którzy grają w ringo wyczynowo, zasad jest więcej, bo ewaluacja stopnia trudności jest normalna w dyscyplinie, która ma się rozwijać i rosnąć.

– Tak jak badminton. – tłumaczy pani Krystyna – Była kometka, kometka, kometka latami. I nagle zaczął powstawać wyczyn. Coś takiego, co jest większe, bardziej skomplikowane i nie dla każdego zjadacza chleba.

Władysław Strzyżewski marzył, by ringo stało się konkurencją olimpijską, tak jak badminton. Na razie gumowe kółko czeka na swoją szansę. Bez wielkich budżetów promocyjnych i znanych twarzy sprzedających ideę może być ciężko. Dwa lata temu nie dostali się na World Games we Wrocławiu, choć weszli do ścisłego finału.

– Miały wejść polskie dyscypliny. – wspomina pani Krystyna – Nie ma bardziej polskiej jak ringo, a wszedł żużel i lacrosse, które jest grą indiańską. Ich federacja dała spore pieniądze. Od nas też chcieli ogromnego wsadu, ale nie byliśmy w stanie zebrać pieniędzy.

Pani Krystyna mówi, że gdyby Włodek żył, na pewno zrobiłby we Wrocławiu raban u samego prezydenta. Teraz już po sprawie, trzeba patrzeć w przyszłość. Pani Prezes za miesiąc ma mistrzostwa do zrobienia.

Odkąd, odkąd raz weszła w modę owa gra
Słodko do siebie się uśmiechamy ty i ja
z wodą, z wodą źródlaną niby potok mkną.
Młode lata wpisane w małe kółko to,
co fruwa, fruwa z rąk do rąk
i wspólny śmiech rozbrzmiewa w krąg

W ringo graj ze mną, w ringo graj ze mną
To niegłupia gra
Uwierz, uwierz tej piosence
Co trochę życie zna
W ringo graj ze mną, w ringo graj ze mną
W ringo ze mną graj
Szczęście sfrunie z nim w twe ręce
A ty mu szansę daj!

fragment tekstu piosenki „W ringo graj ze mną” zespołu Dwa plus Jeden z 1978 r., słowa: Wojciech Młynarski, muzyka: W. Harders, H. Kopp
Paulina Witek-Młynarska
Paulina Witek-Młynarska
Dziennikarka i dokumentalistka. Pracowała w redakcjach największych polskich telewizji, ale zdecydowanie woli opowiadać historie po swojemu.

Współzałożycielka studia OPA!Films. Nie wie, co bardziej lubi: pisanie czy montaż. Relaksuje się, gdy wsiada na swój turbo-szybki rower, ale robi to zdecydowanie za rzadko.
AUTOR

Polecamy

[FM_form id="1"]
Skup antyków Warszawa