Poezja w mazurskim lesie – słowo o leśniczówce Pranie

11 minut czytania
552
0
Agnieszka Horodyska
Agnieszka Horodyska
6 sierpnia 2019

Odsłuchaj

Konstanty Ildefons Gałczyński urodził się w 1905 roku i przeżył zaledwie 48 lat. Jego losy pełne są miłości (do żony i córki), wygłupów, szaleństw, pracy i cierpienia. Trudno dziś wielbicielom przyznać, że cierpiał na chorobę alkoholową (z braku innych możliwości wypił przyjacielowi wodę lawendową) i  że tworzył także utwory popierające ówczesny system polityczny.

Gałczyński jest postacią wielowymiarową – tak jak jego wiersze. W moich ulubionych „Notatkach z nieudanych rekolekcji paryskich”, przywoływanych w czasie niedawnego pożaru katedry Notre Dame, widać, jak dobrze odnajduje się w dłuższych utworach, jak umie w poezji zwalniać i przyspieszać, powtarzać i zaskakiwać, i przygotowywać czytelnika na nasyconą emocjami puentę. Jego utwory są jak krótkie i dłuższe kompozycje muzyczne, w których komizm biegnie obok tragizmu i zdaje się, że mogą upić się czymkolwiek: księżycem, muzyką, wspomnieniem, kobietą… i zaraz wywrócić się, pociągając za sobą oszołomionego odbiorcę.

Leśniczówka Pranie gdzie jeździł, żeby odpocząć od Warszawy, jest domkiem schowanym w pięknym, jasnym lesie nad jeziorem Nidzkim. Gdy trafiłam tam po raz pierwszy z uczestnikami warsztatów poetyckich, nie tylko ja miałam natychmiastowe skojarzenie z rajem. O długich wizytach Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego w tym niesamowitym miejscu pisze jego córka – Kira – w Posłowiu do „Wierszy z Prania”.

Widok z Prania na Jezioro Nidzkie
Widok z Prania na Jezioro Nidzkie

Ratunek dla poety

Leśniczówka stała się ostoją Konstantego Ildefonsa na trzy lata przed jego śmiercią. Był to trudny okres dla poety. Niesprzyjająca polityka sprawiła, że nie chciano go publikować, co z kolei doprowadziło do załamania człowieka niepotrafiącego śpiewać sobie a muzom. Co więcej – stosunkowo niewiele czasu minęło od końca koszmaru życia w stalagu. To w Praniu Gałczyński odnalazł znów radość z życia i twórczości.

Pisał wiele na temat otaczającej go natury. Była dla niego pełna czarów i znaczeń. Zarówno na co dzień, jak i w wierszach, stanowiła źródło ogromnej, odmładzającej radości. Pisał:

i gdy człowiek wejdzie w las, to nie wie,
czy ma lat pięćdziesiąt, czy dziewięć.

Rękopisy w muzeum KIGałczy
Rękopisy w muzeum KIGałczy

To Pranie sprawiło, że odzyskał chęć na żarty. Napisał wtedy do żony liścik: ,,Kochany Pawełku [tak poeta nazywał Natalię Gałczyńską – przyp. red.]. Dziś taki piękny wieczór i mam tyle nadziei, że uda mi się wejść na nowe drogi w poezji, że muszę Ci to powiedzieć, bo to wszystko łączy się z miłością do Ciebie, mój mały bocianku. Twój Królik” i schował go w książce, którą często czytała.

To w Praniu Gałczyński napisał poematy: „Wit Stwosz” i „Niobe” (o którym powiedział: „najważniejszy mój poemat”) . Tu też powstała słynna „Rozmowa liryczna”, zakończona uroczo:

– A gdy zima posrebrzy ramy okien?
– Zimą kocham cię jak wesoły ogień.
Blisko przy twoim sercu. Koło niego.

A za oknami śnieg. Wrony na śniegu.

Konstanty niestety nie cieszył się długo beztroskim korzystaniem z cudów natury – już drugi raz miał zawał i musiał wiele czasu spędzać w szpitalu. Znów tracił chęci do życia, a jedynym tematem, na jaki czasem się wypowiadał, było Pranie. Gdy kolejny raz się tam znalazł, chyba przeczucie końca kazało mu zanotować: „Skąd mogłem wiedzieć, że tu mnie jesień zastanie / że tu mnie zdybie”, a także stworzyć wspaniałe „Pieśni”, które znane są dziś głównie dzięki piosence Marka Grechuty. To w nich pod sam koniec życia Gałczyński stara się to wielkie piękno, jakiego doświadczył, „ocalić od zapomnienia”.

Chyba najsmutniejsze i najbardziej znamienne jest, że tuż przed śmiercią zdecydował się zamieszkać w pobliżu leśniczówki już na stałe. Wyszukał z żoną odpowiedni dom i z Warszawy załatwiał wszystko, co pozwoliłoby mu wprowadzić się nad Jezioro Nidzkie. Niestety zmarł, zanim zdążył zamieszkać tam, gdzie był naprawdę szczęśliwy.

Dzisiejsze Pranie

Pranie nadal istnieje i nie jest wolne od wierszy. W domku obok leśniczówki mieszka poeta Wojciech Kass. Jest kustoszem muzeum Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, które założono w dawnej ostoi autora „Niobe”. W lipcu i sierpniu można odwiedzać je codziennie. Nie jest to jednak takie samo miejsce, jak kiedyś. Kira Gałczyńska zrezygnowała z oprowadzania gości po tym, jak przytłoczyła ją współczesna kultura masowa pełna nieestetycznych reklam i niechlujnego ubioru. Pranie jednak ratuje to, co kiedyś Konstantego Ildefonsa – jezioro, las i sztuka.

Każdego lata odbywa się tu wiele koncertów i wydarzeń kulturalnych, o których można przeczytać na oficjalnej stronie Leśniczówki. Tego lata będzie można na przykład jeszcze wziąć udział w spektaklu muzycznym „Konie Narowiste”, na który składają się pieśni Włodzimierza Wysockiego (27.07), posłuchać poezji Gałczyńskiego w interpretacji Artura Żmijewskiego (28.07) czy zaśpiewanej przez Magdalenę Cielecką (11.08). Zostanie też wykonany przez Andrzeja Pieczyńskiego poemat „Bal u Salomona” (18.08).

Miłośnikom Konstantego Ildefonsa i jego poezji, ale i poezji w ogóle, powinno jednak wystarczyć samo przebywanie w tym niesamowitym miejscu, może nieco zmienionym przez czas i ludzi, ale nadal przynoszącym radość i spokój.

Agnieszka Horodyska
Agnieszka Horodyska
Prawie absolwentka filologii polskiej, uczestniczka warsztatów i festiwali literackich. Od najwcześniejszych lat lubi poezję, czytanie i pisanie. Ulubiony poeta to księżycowy Konstanty Ildefons, a pisarka – chyba Iris Murdoch.

Lubi jeździć samotnie po Polsce pociągami i autobusami, jedzenie, morze i metafizykę, a także Harry'ego Pottera, BoJacka Horsemana i Simsy 3.
AUTOR

Polecamy

[FM_form id="1"]