Główny Szlak Sudecki – czterysta kilometrów przygody

5 minut czytania
340
0
Aleksandra Seń
Aleksandra Seń
21 września 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Plan jest tak naprawdę bardzo prosty. Wstać rano, złożyć namiot, zjeść owsiankę i ruszać dalej. Gdzieś w połowie dnia postój na zupkę z kuchenki turystycznej, wieczorem kolacja, rozkładanie namiotu i około ośmiu godzin snu. I tak przez czterysta kilometrów.

Może nie jest to najbardziej romantyczny wyjazd dla pary podczas z trudem wywalczonego urlopu (kto pracuje na umowie cywilnoprawnej, wie co to znaczy), ale nas satysfakcjonuje. Dla mnie jest to powrót w miejsca, które i tak znam, bo wiele odcinków Głównego Szlaku Sudeckiego mam już zaliczonych. Dla niego – fantastyczna okazja, by dodać sobie trochę punktów na skali męskości. Zaliczamy szlak, jednak nie w całości – nagła kontuzja skutecznie eliminuje mnie z gry na parę dni. Upór okazuje się silniejszy – gdy ból ustępuje w pełni po paru dniach, wracamy na szlak. Czuję się jak komandos.

Od Prudnika do Świeradowa-Zdroju

Kiedy rozbijamy namiot w Górach Opawskich, turyści pytają nas, dokąd w sumie idziemy. Każdy rozumie, że Góry Opawskie – czyli początek Głównego Szlaku Sudeckiego od strony wschodniej – przechodzi się w kilka dni, a nasze plecaki sugerują coś zupełnie innego. Przyznajemy, że idziemy do Świeradowa. Przypominają nam też o tym drogowskazy, które boleśnie przypominają, że to dopiero początek. Nawet na końcowym etapie odległość do Świeradowa-Zdroju będzie mnie nieprzyjemnie sprowadzać na ziemię.

Od Prudnika mamy więc Góry Opawskie, potem Góry Złote, Masyw Śnieżnika, Góry Stołowe, Góry Sowie (moje ulubione w tym rejonie), Góry Czarne i Góry Kamienne, wreszcie Rudawy Janowickie, Karkonosze i Góry Izerskie. Bo szlak naprawdę prowadzi przez całe Sudety.

Na Głównym Szlaku Sudeckim nie działa teleportacja, choć niektórzy odnoszą odwrotne wrażenie. Ja odczuwam każdy kilometr całym ciałem i z początku jest to piękne doświadczenie, prawie mistyczne. By dostać się z Prudnika do Świeradowa, trzeba przejść czterysta, a właściwie czterysta czterdzieści kilometrów. Czas przejścia szacuje się na sto trzydzieści godzin. Trzeba jednak poważnie się zastanowić nad tym, od której strony chcemy rozpoczynać szlak. Ten bowiem wcześniej kończył się w Paczkowie, a następnie został wydłużony do Prudnika, by objąć także Góry Opawskie. I nie byłaby to zła decyzja, gdyby nie kilkadziesiąt kilometrów asfaltu między Złotym Stokiem a Głuchołazami. Dokładnie 58 kilometrów. Nie ma to zbyt wiele wspólnego ze szlakiem górskim.

Ten asfalt wyniszcza znacznie bardziej, niż wędrówki po górach. Trzeba więc podjąć decyzję, czy chce się go przejść na samym początku, gdy ma się jeszcze dużo energii, czy na koniec, gdy motywacja jest większa. Z drugiej strony, od  Świeradowa, szlak zaczyna się ostrym podejściem. Spotkaliśmy wędrowca, który szedł właśnie z tamtej strony i narzekał, że zaczął z dziewczyną, ale już po pierwszym dniu miała tak silny obrzęk ścięgien, że musiała zejść. Mamy więc wybór – czy chcemy zacząć od zabójczo długiego asfaltu, czy od ostrego podejścia. Przyznam szczerze, że gdybym miała ruszyć na Główny Szlak Sudecki jeszcze raz, wybrałabym podejście.

Trochę historii

Sam pomysł utworzenia szlaku pochodzi z roku 1947 – wówczas Międzyoddziałowa Komisja Sudecka zaczęła się zastanawiać nad stworzeniem trasy, która umożliwi zapoznanie się z najważniejszymi obszarami Sudetów. Rok później już znakowano szlak. Co ważne, wytyczona trasa nie wchodzi praktycznie na stronę czeską. Są takie chwile, kiedy idzie się bardzo blisko granicy, ale nie po jej drugiej stronie. Wynika to z faktu, że szlak powstawał w czasach, kiedy nie było jeszcze możliwości swobodnego ruchu transgranicznego w Polsce i (wtedy) Czechosłowacji. Dlatego nie wchodzimy na Śnieżkę, Orlicę ani Śnieżnik.

Znakowanie trwało dłużej, niż może się to wydawać – znakowano w odcinkach, by skończyć wreszcie w 1957 roku. W 1973 roku szlak zyskał patrona – Mieczysława Orłowicza, swojego pomysłodawcę. W 2000 roku Główny Szlak Sudecki połączono ze szlakiem czerwonym w Górach Opawskich; dwa lata później zapadła decyzja, że tak pojmowany szlak jest całością.

Szlak wciąż się zresztą zmienia. Praktycznie co roku nanoszone są poprawki, mające uczynić go przyjemniejszym. Prowadzi się go więc przez obszary ciekawsze turystycznie i, co ważne, redukuje długość przejść szosą.

Pościg za odznaką

Istnieje też, a jakże, odznaka Głównego Szlaku Sudeckiego. Ma cztery stopnie, a najwyższy – diamentowy – zdobywa się za przejście całego GSS w ciągu maksymalnie osiemnastu dni. Biegacze pokonują szlak w kilka dni. To może być motywujące, ale jeśli nie macie długoletniego doświadczenia w intensywnym trekkingu po trzydzieści kilometrów dziennie, nie warto porywać się od razu na przechodzenie całości. Szlak nie jest trudny i nie ma na nim odcinków, w których wędrowiec mógłby się załamać nad skalą wyzwania. Wymaga jednak ogromnego uporu i bardzo silnego morale. Poza tym wydobywa wszelkie kontuzje na wierzch – można sobie przypomnieć, co nas bolało kilka lat wcześniej.

Szlak warto przechodzić w sierpniu, bo w lipcowych upałach jest nieznośny, a w sierpniu i wrześniu może być przyjemny, pomijając deszcze. I na pierwsze spotkanie z taką formą wędrówki polecam przechodzenie szlaku w odcinkach, najlepiej zacząć w Karkonoszach, gdzie jest najwięcej schronisk. W ten sposób pozbywamy się dodatkowego obciążenia, jakim jest namiot.

Doświadczenie jest nieporównywalne z niczym. I uświadamia, jak ogromny dystans jest w stanie przejść człowiek w tak krótkim czasie.

Aleksandra Seń
Aleksandra Seń
Studentka filologii niderlandzkiej – w dzieciństwie po kilkudniowym pobycie w Holandii stwierdziła, że jej marzeniem jest gulgać i charczeć. Próbuje zajmować się naukowo literaturoznawstwem, ale wzrusza się do łez przy podręcznikach z historii. Miesiąc bez wygłoszenia referatu na niszowej konferencji uznaje za zmarnowany.

Prowadzi koczowniczy tryb życia odkąd stwierdziła, że nie potrafi spędzić całego tygodnia we własnym domu. Najlepiej odnajduje się w otoczeniu mebli z epoki wczesnego Gierka i wśród paproci. W sercu nosi mieszankę kiczu i retro.
AUTOR

Polecamy