Jesteśmy nudni, ale idź na wybory. Po prostu.

5 minut czytania
315
0
Anna Godzwon
Anna Godzwon
26 września 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Trzydzieści lat temu to dopiero była kampania wyborcza! Gary Cooper w samo południe szedł na wybory ze znaczkiem Solidarności w klapie. Polska oklejona była opozycyjnymi plakatami z budzikiem wskazującym za 5 dwunasta i hasłem „Nie śpij, bo Cię przegłosują”.

Kampania wyborcza motywowała. Zdjęcie z Lechem Wałęsą było przepustką do kontraktowego Sejmu i odrodzonego Senatu. Wyniki ukoronowały zwycięstwo Solidarności. Żadne wybory parlamentarne po ’89 roku nie powtórzyły ówczesnej, niemal 63-procentowej frekwencji. Zresztą nawet w obliczu przełomu ponad jedna trzecia Polaków została w domu. Nie chciała ratować upadającego komunizmu ani wspierać rodzącej się demokracji. A potem było już tylko gorzej.

Kolejka do Obwodowej Komisji Wyborczej, 4 czerwca 1989. fot. AMS

Żeby zachęcić suwerena do chodzenia na wybory wymyślano coraz to nowe akcje. Były wierszyki-lepieje z myślą przewodnią, że lepiej głosować, niż nie. Były wezwania do zmiany kraju przez pójście na wybory. Przekonywano, że twój głos ma moc, że masz głos, masz wybór. Na próżno. Mniej więcej połowa suwerena na wybory nie chodzi. Teraz mamy akcję „Nie świruj, idź na wybory”, polegającą w skrócie na tym, że znane osoby robią w założeniu śmieszne rzeczy, a chodzi o to, żeby śmiesznych rzeczy nie robić, tylko na wybory iść. Boki zrywać.

Mnie osobiście nie uraziły mnie grymasy Wojciecha Pszoniaka ani samo hasło „Nie świruj”. Co nie znaczy, że nie należy taki język popierać, choć dziesiątki razy i ja, i pewnie każdy z Państwa mówił tak do różnych ludzi różnie się zachowujących.

Świrują i wykrzywiają twarz naśladując i przedrzeźniając innych dziesiątki ludzi każdego dnia. Ta akcja jest smutna z innego powodu. To nie jest działanie profrekwencyjne. To jest żebranie, byś poszedł i zagłosował na naszych. Nie powiemy tego wprost, tylko dla niepoznaki udamy, że namawiamy do pójścia na wybory jako takie. Hurra. Świetny pomysł! Nasi co prawda nie bardzo umieją sobie poradzić w kampanii, nawet lider nie pamięta własnego sześciopaku, to puśćmy oko do suwerena, żeby poszedł, a jak już pójdzie, no to przecież wszystko jasne, kogo my popieramy, prawda?

To jest akcja z puszczaniem oka do jednej strony. Znani uczestnicy tego pospolitego wydawałoby się ruszenia wielokrotnie dawali publicznie wyraz swojej niechęci do rządzących. Nie przekonają w związku z tym do pójścia na wybory tych z drugiej strony. Gdyby ramię w ramię stanęli z nimi artyści znani z sympatii do obecnej władzy – wtedy namawianie do udziału w głosowaniu nabrałoby ponadpartyjnego i rzeczywiście profrekwencyjnego charakteru. Niech idą jedni i drudzy. Gdyby jeszcze dorzucić paru youtuberów dla młodych i Zenka Martyniuka dla starszych, kolejki do lokali wyborczych mogłyby się ciągnąc po horyzont.

Problem z niechodzeniem na wybory nie tkwi w tym, czy ktoś się wygłupia czy nie. „Nie świruj” powiedziane komuś, komu do urny nie po drodze, nie zachęci do pobiegnięcia w podskokach do lokalu wyborczego. Raczej wzbudzi sprzeciw, bo co mnie tu będą krytykować. Na WOS-ie mówili, że wybory to obywatelski obowiązek, a kto by tam lubił obowiązki. Wciąż nie mamy przekonania, że to nasze prawo, nie wierzymy, że od jednego głosu wiele zależy. Że 500 plus czy minus, ZUS dla przedsiębiorcy czy Jezus na religii w szkole, to są decyzje, które mają początek wtedy, kiedy na karcie do głosowania stawiamy znak X. A z wyborami jak z życiem. Warto decydować samemu, zamiast innym oddać prawo do decydowania za nas. Warto w imię swojej przyszłości poświęcić kawałek jednego dnia. Egoistycznie nie pozwolić, by tylko inni decydowali. Nie ulegając niczyim namowom przez tę krótką chwilę mieć nad nimi wszystkimi władzę. Dopóki długopis nie opadnie przy jednym, jedynym wybranym nazwisku. A nawet dwóch – bo i kandydata na posła, i na senatora.

Idź na wybory suwerenie. Po prostu.

Anna Godzwon
Anna Godzwon
Dziennikarka, urzędniczka, rzeczniczka, specjalistka od politycznego PR. Zaczynała w Rozgłośni Harcerskiej, była sprawozdawcą parlamentarnym Polskiego Radia i naczelną Polskiego Radia24. Po przejściu na ciemną stronę mocy organizowała posłom konferencje prasowe, prezydentowi Komorowskiemu oprawę medialną, a prezydentowi Obamie dwie wizyty w Polsce. Przeprowadziła Państwową Komisję Wyborczą przez czas zmian prawa wyborczego, a z wiosną poszła na swoje.
Wciąż ma serce po radiowej stronie. Jest niepijącą alkoholiczką, psychofanką U2, lubi, kiedy gapi się na Bałtyk, a Bałtyk na nią. Nie zaśnie, jak nie przeczyta choćby kilku stron książki. Lubi fotografować, jeść, podróżować i pisać.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.