Luke Danes – facet po prostu dobry. Wywiad ze Scottem Pattersonem

o aktorstwie, muzyce i kawie
21 minut czytania
646
0
Aleksandra Petrus
Aleksandra Petrus
28 września 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Luke Danes przez siedem sezonów rozkochiwał w sobie Lorelai Gilmore i miliony fanek serialu Kochane Kłopoty (Gilmore Girls). Teraz odtwórca jego roli – Scott Patterson odwiedza Europę, by opowiadać o aktorstwie, muzyce i kawie.

Skończyła się era księcia z bajki. Chociaż mit pozostał i kobiety nadal nazywają tak ten niedościgniony wzór mężczyzny, jednak w gruncie rzeczy poszukują kogoś komu do monarchy daleko. Nawet Mark Darcy – zamknięty w sobie gbur o gołębim sercu w obecnych czasach miałby problem ze znalezieniem partnerki, bo mało która ma chęci i siłę na odkrywanie „prawdziwego ja” człowieka, który dla otoczenia wydaje się być kompletnie antypatyczny.

Kogo więc chcemy? Mężczyzny który jest po prostu dobry. Nie musi być księciem czy skomplikowanym artystą. Chcemy, by był po prostu dobry. Dla nas. Dla siebie. Dla otoczenia.

Dlatego w filmach i serialach opowiadających o rozterkach sercowych i trudnościach randkowania, to właśnie skromni, spokojni, prości i dobrzy bohaterowie ujmują nas najbardziej. Tacy, na których można polegać, którzy nie fundują nam emocjonalnych karuzeli ani gier. Których intencji nie musimy rozgryzać, bo już po samym sposobie w jaki patrzą na ukochaną kobietę wiadomo, że chcą dla niej dobrze. I pokazują to całym sobą.

I jeśli nawet przez chwilę byłyśmy przekonane, że marzy nam się tajemniczy Mr. Big z „Seksu w Wielkim Mieście” to, gdy dorośniemy ideałem staje się nikt inny, jak Luke Danes z „Kochanych Kłopotów” (Gilmore Girls). Serial święcił triumfy w latach 2000-2007. Doczekał się 7 sezonów i 153 odcinków, a 2 lata temu czteroczęściowego epilogu na Netflixie .

Opowiadał o losach samotnej matki Lorelai Gilmore oraz jej nastoletniej córki Rory Gilmore. Mieszkające w małym miasteczku Star Hollow kobiety łączyła, poza więzami rodzinnymi, również niesamowita przyjaźń. Czasami mogło się wydawać, że zamieniały się rolami, która opiekowała się którą. Obserwowaliśmy je w pracy, w szkole, w relacjach z zamożnymi dziadkami i oczywiście… z mężczyznami. I chociaż w przeciągu tych siedmiu sezonów przewinęło się kilku partnerów przy każdej z nich, to właśnie Luke Danes – właściciel kawiarni, był tym który zawsze towarzyszył im bez względu na to w jakim punkcie życia się znajdowały. Dla Rory był opiekunem, dla Lorelai partnerem.

Nie ukrywam, że ile razy wracam do Stars Hollow i zawsze odkrywam kolejną stronę tej postaci, która tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że jest idealny. Dlatego gdy dowiedziałam się, że odtwórca tej roli – Scott Patterson – przyjeżdża do Europy na berliński Comic-Con wiedziałam, że muszę z nim chociaż przez chwilę porozmawiać. Bo obserwując jego profile w mediach społecznościowych i czytając jego wypowiedzi nie trudno jest pomylić aktora z postacią. Obaj ciepli, sympatyczni, otwarci. Scott od pewnego czasu prowadzi firmę tworzącą kawę. Obaj to bardzo, bardzo dobrzy mężczyźni. Zresztą sami przeczytajcie.

Wywiad ze Scottem Patersonem

Ola Petrus: Jakim tytułem najbardziej lubisz się przedstawiać? Aktor, muzyk, czy może kreator kawy?

Scott Patterson: Na pierwszym miejscu jest mąż i ojciec. To oczywiste. Później dochodzi „wynalazca internetu, profesjonalny skoczek z dachu swojego domu do basenu, pogromca olbrzymów (ponieważ jestem Dawidem, a nie Goliatem), potrafiący czytać ludzkie myśli – ma to po mamie”. Na końcu aktor, kawowy prezes i muzyk.

Czy przyzwyczaiłeś się już do faktu, że kobiety na całym świecie widzą w Tobie ideał mężczyzny?

Nie, jeszcze nie. Ale to zawsze szalenie miłe, gdy kobiety podchodzą, by opowiedzieć jak serial pomógł im w życiu. To moja ulubiona część pracy. Gilmore to ogromna siła dobra ogarniająca świat. Najbardziej niesamowite jest to, że nikt nie spodziewał się, że będzie tak wielka. Wiedziałem, że to może potrwać co najmniej 5 lat, ale minęło już niemal 20! Ten serial stał się stałą częścią krajobrazu kulturowego i wciąż zdobywa fanów z każdym nowym pokoleniem. To cudowne być jego częścią.

Przylatujesz w tym miesiącu do Niemiec na niemiecki Comic Con w Berlinie (już w ten weekend). Kiedy zdałeś sobie sprawę, że jesteś popularny nie tylko w Stanach?

Podróżowałem do Europy latem 1986. Bardzo mi się podobało. Niemcy były dla mnie wspaniali. Jestem w jednej czwartej Niemcem od strony matki (jej ojciec emigrował razem ze swoimi braćmi) i od momentu, gdy wylądowałem w Hamburgu po raz pierwszy, poczułem, że jestem w domu. Rozumiałem ludzi. Nawiązałem mnóstwo przyjaźni, z wieloma osobami wciąż jestem w kontakcie. Mam mnóstwo dobrych wspomnień z Hamburga, Monachium, Essen i Dusseldorfu. Później przeniosłem się na południe Włoch gdzie spędziłem większą część podróży. Gdy serial pojawił się w Niemczech zacząłem dostawać mnóstwo listów od kobiet i dziewcząt z Niemiec i nie zaskoczyło mnie to.

Większą niespodzianką to, że tony listów przychodziły też z Ameryki Południowej. Niesamowity oddźwięk. Mała ciekawostka: pierwszych zdań po niemiecku nauczyłem się w małej restauracji w Hamburgu i prawie zostałem przez nie wyrzucony z lokalu. Moi koledzy, ku mojej niewiedzy, nauczyli mnie bardzo erotycznych zwrotów i namawiali bym mówił je głośno i wyraźnie. A ja się dałem podpuścić.

Odczuwasz napływ nowych pokoleń fanów po tym jak serial pojawił się na Netflixie, a następnie doczekał się dodatkowych 4 odcinków? Czy widzisz różnicę między nimi, a pierwszymi widzami?

Reakcje są takie same, jedynie widownia się powiększa. Netflix odwalił kawał solidnej roboty promując nowe odcinki i odczuwaliśmy to jeszcze przed premierą. Oryginalne siedem sezonów podkręciło poziom głośności do ok. 7/10, ale Netflix sprawił, że całość eksplodowała do poziomu 11!

Czy po dodatkowych czterech odcinkach „Kochanych Kłopotów” na Netflixie miałeś poczucie spełnienia? Dokończonej historii? Czy jakieś wątki twoim zdaniem powinny jeszcze zostać uzupełnione?

Powinno być porządne wesele. Fani czekali 16 lat i jedyne czego chcieli, to ogromne wesele w stylu Stars Hollow i niestety dostali tylko namiastkę. Ja sam byłem rozczarowany! Myślę, że twórcy przegapili dobry moment, ale kto wie, może jeszcze będą jakieś odcinki. Jednak ślub i wesele w szalonym stylu tego serialu mogłoby widzom dać właśnie to poczucie sytości.

Chociaż u naszych fanów nigdy nie wiadomo, czy cokolwiek byłoby w stanie ich nasycić. Jeżeli mam być szczery, „Kochane Kłopoty” mogły by wciąż być na antenie i wchodzić właśnie w dwudziesty rok produkcji. Tak bardzo oddanych widzów mamy. Ten głód i zachłanność fanów, to moim zdaniem precedens w historii telewizji. Ale scenarzyści i aktorzy rzadko kiedy pozwalają popularnemu serialowi trwać 10 lat, a co dopiero 20. Mają go dosyć. Chcą filmów. Chcą przerwy. Z różnych przyczyn nie chcą grać tej samej postaci zbyt długo. Wyobrażasz sobie inną pracę na świecie, w której zarabianie milionów dolarów rocznie robi się męczące? Możesz sobie to wyobrazić? W Hollywood to się zdarza każdego dnia. Niesamowite.

Gdybyś mógł zagrać dowolną inną postać w „Kochanych Kłopotach”, kto by to był i dlaczego?

Kirka, ponieważ uwielbiam komedię. Przebieranie się za hot doga jest moją fantazja. To, co Sean Gunn zrobił z rolą było niesamowite i moim zdaniem pozostało niedocenione. Dlaczego on nie ma własnego serialu? Nie tylko jest niesamowicie zabawny, ale jest też naprawdę utalentowanym aktorem. Uwielbiałem pracować z całą obsadą, ale najbardziej wyjątkowe były dni, gdy pracowałem z Seanem. Tyle zabawy. Jest taki jak ja – nie bierze wszystkiego zbyt serio i jest w stanie wyjść z postaci po zakończeniu zdjęć. Jest prawdziwym profesjonalistą.

Gdybyś mógł zagrać w dowolnym innym serialu będącym obecnie na antenie, który byś wybrał?

„Billions”. Uwielbiam ten serial. Bardzo chciałbym pracować z Lewisem i Giamattim. To bardzo utalentowani aktorzy, a scenariusz, to uwspółcześniony Szekspir. Tęsknię za postacią graną przez Malin Ackerman. Moim zdaniem, błędem było pozbycie się jej. Dawała Damienowi moralność i usadzała go, gdy było trzeba. Teraz pozostała po niej pustka, ale wciąż jestem zachwycony tą produkcją. Dwóch silnych mężczyzn próbujących zniszczyć siebie nawzajem – świetna sprawa, trochę jak oglądanie meczu footballu.

Kiedyś wspominałeś, że Kochane Kłopoty są jak religia. Jakie były najbardziej ekstremalne przykłady „oddania” których byłeś świadkiem?

Fanka spała na trawniku przed moim domem. Wracałem ze studia około trzeciej nad ranem i po prostu tam była. Miesiąc później sytuacja się powtórzyła z inną dziewczyną. Wtedy zadzwoniłem do fachowca, by naprawił bramę wjazdową, co powstrzymało kolejne wizyty. To było trochę przerażające, ale obie były bardzo miłe i zrozumiały, że potrzebuję prywatności i swojej przestrzeni. Kiedyś jedna z nich pojawiła się na konwencie i bardzo przepraszała. Jak można się gniewać na coś takiego? Ten serial miał ogromny wpływ na ludzi i w ten sposób to okazywali.

Bierzesz udział w wielu wydarzeniach fanowskich i konwentach. Nie znudziły ci się?

Po prostu lubię to robić. Pozwalają mi poznać nowych ludzi i odkryć nowe miejsca. Cieszę się, że w Berlinie będzie też Sean Gunn, to pozwoli nam nadrobić zaległości. Kiedyś zrobiłem prywatny pop-up dla mojej firmy produkującej kawę – Scotty P’s Big Mug Coffee. Zjawiły się tłumy. W małym sklepiku pojawiło się ponad 500 osób, a kolejka ciągnęła się przez cały parking. Podczas wydarzenia można było się ze mną spotkać, zrobić zdjęcie czy zdobyć autograf, ale nie spodziewaliśmy się aż tylu osób. Właściciele sklepu byli zaskoczeni, bo podobno nigdy wcześniej czegoś takiego nie widzieli. Nawet gdy pojawiali się celebryci. To tylko potwierdza siłę fanów „Kochanych Kłopotów”.

Czy kiedykolwiek w życiu chciałeś odseparować się od postaci Luke’a? Kiedy to cię przerastało?

Luke nie jest mną. To postać którą grałem. By go odegrać musiałem wykorzystać pewien zestaw umiejętności. Zestaw umiejętności, którego zdobycie zajęło mi lata. (Chyba brzmię teraz jak Liam Neeson w „Uprowadzonej”). Nie zabieram go ze sobą do domu, ale traktuję jak bliskiego przyjaciela. Można więc powiedzieć, że odseparowywałem się od niego 158 razy. 158 odcinków + 4 filmy dla Netflixa.

Nie przerasta mnie to. Po prostu chciałbym grać inne postaci. Aktorstwo to nie jest czynność którą powinno się powtarzać w ten sam sposób, nawet jeśli wymaga tego telewizja czy wieloletni serial. Aktorstwo to rzemiosło, które powinno być chronione i dawkowane, ponieważ masz w sobie ograniczoną ilość występów. Dlatego aktorzy robią długie przerwy. Konieczne jest ponowne naładowanie baterii.

Mimo tego odcięcia się od Luke’a macie nadal wiele wspólnego. Choćby kultową kawę. Stworzyłeś firmę w której produkujesz własne mieszanki. Z marketingowego punktu widzenia to genialny pomysł, ale zapewne nie jedyny powód dla którego podjąłeś się tego wyzwania. Jaka jest twoja osobista relacja z kawą?

Moja mama odeszła w 2008 roku po długiej chorobie. Moja firma to hołd dla jej siły. Gdy byłem dzieckiem, siadaliśmy w kuchni nad mrożoną kawę i rozmawialiśmy o mojej przyszłości. Troszczyła się o mnie. Słuchała mnie. Prowadziła mnie we właściwym kierunku. Niesamowita kobieta. Ciężko pracująca i twarda jak skała. Każdy kto nadepnął jej na odcisk był oszołomiony siłą, z jaką uderzała. Nauczyła mnie wiele o ludziach i życiu. Cudowna osoba. Tęsknię za nią każdego dnia. Tworząc moja firmę chciałem też zbudować coś dla mojego syna, coś co mógłby kiedyś przejąć. Chciałbym, aby ta kawa cieszyła kolejne pokolenia i została z ludźmi na wiele lat.

Jest też muzyka. Pisałeś i grałeś swoje własne piosenki od kiedy skończyłeś 13 lat. Dlaczego zdecydowałeś się na karierę aktorską, a nie muzyczną?

Grałem w zespołach od drugiej klasy i po skończeniu liceum planowałem pojechać do Nowego Jorku, by poświęcić się temu w całości. Niestety pozostali członkowie zespołu mieli inne plany i rozstaliśmy się. A ja chyba nie pragnąłem tego na tyle mocno, by stworzyć coś innego i kontynuować. Szczególnie, że z poprzednią ekipą grałem ponad 10 lat.

Potem dostałem propozycję, by grać w baseball profesjonalnie i tak spędziłem 7 lat w drużynach Atlanta Braves i New York Yankees. Po karierze sportowej wyjechałem do Europy, by podróżować. Zajęło mi to półtora roku i to był wyjazd mojego życia. Na Sardynii poznałem parę Amerykanów, którzy zaprosili mnie do siebie do Nowego Jorku. Oboje uczęszczali do prestiżowej szkoły aktorskiej i namówili mnie, bym spróbował. Poszedłem na przesłuchanie, dostałem się i tak to się zaczęło.

Pozostańmy w takim razie jeszcze przy muzyce. Kto cię najbardziej inspiruje?

Najlepsi tekściarze z niesamowitymi historiami – Noel Gallagher, David Bowie, Keith Richards, Mick Jagger, Smokey Robinson, Tupac, NWA, Dre, Jimi Hendrix, Joni Mitchell, Neil Young, AC/DC, Metallica, Dylan, Stills, i wielu innych. Ciągnie mnie to twórców, którzy mają odwagę i łamią zasady.

IgiMag – Najlepszy koncert na jakim byłeś?

Widziałem Springsteena w 1975 oraz The Who, Led Zepplin, Yes, Emerson, Lake and Palmer i Bowie’go w Tower Theatre gdy nagrywali album na żywo. To było ogromne przeżycie.

Obecnie masz własny zespół – Smithradio. Waszej muzyki można posłuchać zarówno na stronie www.smithradio.com jak i serwisach streamingowych typu Spotify czy iTunes. Czy macie w planach koncertować w Europie?

Mieliśmy kilka ofert by zrobić takie tournée, ale trudno jest to dograć terminowo. Obecnie pracujemy nad kolejną EPką, gdzie utwory będą łagodniejsze i bardziej melodyjne. To kierunek, który mnie obecnie  pociąga bardziej, chociaż piszę wiele utworów. Nie miałem odwagi wykonywać takich piosenek na trasie w 2017, ale teraz czuję, że jestem gotowy, by pokazać inną stronę na żywo.

Czy gdybyś mógł wpływać na postać Luke’a dałbyś mu również muzyczną stronę?

Tak! Zrobił bym w niego ukrytego punkowca, bo sam taki jestem. „Luke i The Destroyers” już niedługo na scenie! Koniecznie!

Kawa, muzyka, aktorstwo. Wiele rzeczy na raz. Jakie są twoje plany na najbliższą przyszłość?

Moja firma Scotty P’s Big Mug Coffee się rozkręca i pochłania większość mojego czasu. Możecie nas znaleźć na stronie SCOTTYP.COM. To świetna kawa i powoli rozwijamy nowe linie dodając 100% organicznych składników. Jestem z tego bardzo dumny. Staramy się czyścić środowisko przez zamienianie wysuszonych owoców kawowca (cascary) w pył i dodawanie do mieszanki. Zalety zdrowotne są nie z tej ziemi. Naprawdę staramy się odmienić rynek kawy.

Przepraszam, ale jako fanka Kochanych Kłopotów muszę na koniec zapytać. W której drużynie jesteś? Jess, Dean czy Logan?

Jestem niezdecydowany. Czasami nie lubię żadnego z nich. Mówimy w końcu o Rory, więc traktuję to bardzo poważnie. Będę musiał do ciebie z tym wrócić.

Liczę w takim razie na kolejną rozmowę niedługo. Bardzo dziękuję!

O kawie przeczytacie więcej na: https://www.scottyp.com/
A muzyki Scotta posłuchacie o tu: http://www.smithradioband.com/home

Aleksandra Petrus
Aleksandra Petrus
Za dnia poważna Pani Manager w agencji reklamowej. Nocami bezkompromisowa komiczka rozjeżdżająca ludzi sarkazmem i bezpośredniością. W domu psia mama dwóch buldogów francuskich. Na koncie pisarskim jedna książka dla dzieci, seria komiksów i godziny tekstów stand-upowych.

Lubi: sitcomy, komiksy, media dziecięce, silne kobiety i szpinak. Nie lubi: przejawów nietolerancji, nietoperzy, dźwięku gryzionego jabłka i koloru różowego.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.