Morderstwo to nic trudnego?

Dziesięć najlepszych utworów Agathy Christie
12 minut czytania
403
0
Karolina Chymkowska
Karolina Chymkowska
15 września 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

15 września 1890 urodziła się Agatha Christie – osoba, bez której trudno wyobrazić sobie historię literatury kryminalnej. Niezwykle płodna  autorka, napisała dziesiątki książek i zbiorów opowiadań. Powołała do życia legendarne postaci – przede wszystkim pannę Jane Marple i Herkulesa Poirota, ale również nadinspektora Battle’a, pana Satterthwaite’a, Harleya Quina czy Tuppence i Tommy’ego Beresfordów.

Interesujące i tajemnicze wydarzenia przewijały się też w jej życiu osobistym – do dzisiaj kontrowersje budzi sprawa zaginięcia Agathy Christie w 1926 roku. Nie było jej przez jedenaście dni, w poszukiwania zaangażowali się koledzy po piórze – Arthur Conan Doyle i Dorothy L. Sayers, a kiedy wreszcie Christie została odnaleziona w hotelu w Harrogate, odmówiła wszelkich wyjaśnień. W zasadzie nawet nie odmówiła, tylko po prostu milczała. Jej mąż twierdził, że cierpiała na amnezję, konsekwencję wypadku samochodowego. Biograf, Andrew Norman, uważał, że znajdowała się w stanie fugi dysocjacyjnej i na krawędzi samobójstwa. Znamienne, że meldując się w hotelu, podała nazwisko Theresy Neele – kochanki męża. Nie chodziło tylko o nazwisko. Naprawdę stała się Theresą, przyjęła jej tożsamość.

Poniżej subiektywna lista dziesięciu utworów Agathy Christie, które z wielu względów uważam za najciekawsze. Nie zdecydowałam się na wartościowanie, a zatem kolejność nie ma znaczenia. Należy się jednak spodziewać spoilerów.

Morderstwo w Orient Expressie

Chyba można zaryzykować stwierdzenie, że ze wszystkich powieści Christie ta właśnie jest najsłynniejsza, również dzięki świetnej ekranizacji Sidneya Lumeta z 1974 roku. W pociągu na trasie Stambuł-Calais zostało popełnione morderstwo. Ofiara to wyjątkowo nieciekawy typ, ale kto miał szczególny motyw, żeby go zabić? Pechowo dla sprawcy, w pociągu podróżuje również słynny Belg (nie Francuz!) detektyw Herkules Poirot, a jego nie będzie łatwo oszukać.

Grupa ludzi z zupełnie różnych środowisk i – co ważne – reprezentujących różne narodowości trafia pod wspólny dach. Wydają się zupełnie odmienni – elegancka rosyjska dama, rzutki Amerykanin, energiczny Włoch, nieśmiała Szwedka, węgierski dyplomata zapatrzony w piękną żonę, spokojny i nieco konserwatywny Brytyjczyk… na pozór tych ludzi nic nie łączy, a różnice między nimi są trudne do pogodzenia, skażone uprzedzeniami i stereotypami. W rzeczywistości jeden ważny element był w stanie ich całkowicie zjednoczyć, stworzyć jednolity wspólny front. To właśnie najciekawszy i najcenniejszy element powieści.

Dziesięciu Murzynków (I nie było już nikogo)

Dziesięć osób na wyspie, odciętych od świata, bez możliwości przedostania się na ląd z powodu pogarszającej się pogody. Większość z nich przybyła na imienne zaproszenie od dalekich znajomych czy wręcz… nieznajomych. Już pierwszego wieczoru płyta z tajemniczym nagraniem wzywa ich pod sąd za popełnione zbrodnie. Nigdy nie zostali za nie ukarani, ale ktoś postanowił wyrównać rachunki i tymczasowi mieszkańcy wyspy zaczynają ginąć według wzorca z dziecięcej rymowanki o Murzynkach.

Pierwszy interesujący motyw książki – kwestia wymierzania sprawiedliwości na własną rękę. Czy jest moralnie uzasadniona? Gdzie sięgają granice? Jakie niesie ze sobą zagrożenia? Wszystkie czyny popełnione przez uczestników spotkania na wyspie zostają zrównane i ukarane tak samo – śmiercią – chociaż teoretycznie ich ciężar gatunkowy się różni, ponieważ mamy zarówno morderstwo z premedytacją, jak i wypadek, zaniechanie czy błąd w sztuce lekarskiej z powodu nałogu. Czy zasada oko za oko, śmierć za śmierć powinna mieć zatem zastosowanie w każdym z tych przypadków?

Drugi interesujący motyw to natomiast próżność, poczucie wszechmocy i rozkosz dla ego, jaką daje zabawa w Boga. Sprawca jest tak dumny ze swoich działań, że nie może się powstrzymać przed ich spisaniem. W gruncie rzeczy zatem pragnienie naprawienia błędów wymiaru sprawiedliwości ma znaczenie wtórne. To tylko zasłona dymna – mnóstwo napuszenia i wielkich słów, a wszystko sprowadza się i tak do poszukiwania własnej satysfakcji.

Noc i ciemność

„Noc i ciemność” to rozwinięcie wątków z opowiadania „Śmiertelna klątwa”, które można między innymi znaleźć w zbiorze „Pułapka na myszy” z 1950 roku. Bohater, Michael Rogers, marzy o kupieniu wystawionego na licytację domu zwanego Cygańskim Gniazdem. Ponoć kiedyś tereny, na których go wybudowano, należały do Cyganów i potencjalni nabywcy muszą się liczyć z klątwami miotanymi przez miejscową dziwaczkę, Esther Lee. Michael pieniędzy za bardzo nie ma, więc marzenie wydaje się poza jego zasięgiem – dopóki nie poznaje dziedziczki sporej fortuny, Ellie Goudman. Jednak małżeńskie szczęście w ukochanej posiadłości szybko psuje seria wypadków, aż w końcu Ellie traci życie.

Motyw zła drzemiącego w naturze ludzkiej powraca w utworach Agathy Christie dosyć często (a natura ludzka, jak twierdzi Jane Marple, wszędzie i zawsze jest taka sama), niemniej akurat w Nocy i ciemności przyjmuje wyjątkowo przygnębiającą formę. Mamy tu do czynienia ze złem egoistycznym, małostkowym, skoncentrowanym wyłącznie na własnej korzyści, z psychopatią czystej wody, pokrytą, jak to zwykle bywa, pozłotką czaru, wdzięku i rzekomego emocjonalnego zaangażowania. Ten ostatni element jest szczególnie okrutny i przewrotny, ponieważ jeszcze zwiększa tragedię niewinnej, ufnej i zakochanej dziewczyny.

Zabójstwo Rogera Ackroyda

Pozycja, bez której takie zestawienie nie mogłoby się obyć. Powszechnie wymieniana jako jedno z największych, jeżeli nie największe dokonanie Christie. Jeżeli ktoś z was nie miał okazji tej książki przeczytać, lepiej niech ominie ten fragment i przejdzie dalej. Szkoda psuć sobie przyjemność.

Uwaga!

Oryginalny zabieg polega na tym, że mordercą okazuje się być narrator, motywowany chciwością doktor Sheppard. Tradycyjnie jesteśmy przyzwyczajeni do utożsamiania się z punktem widzenia obserwatora przytaczającego wydarzenia z perspektywy pierwszej osoby, tym bardziej zatem czujemy się zmanipulowani i oszukani. Co więcej, sam doktor wydaje się od początku osobą sympatyczną, godną zaufania i błyskotliwą. Łatwo go polubić i dopiero po odkryciu prawdy na pewne jego zachowania i cechy charakteru patrzy się inaczej. Nie jest jednak zły – okazał się na zło podatny. Dlatego zapewne Poirot proponuje mu możliwość honorowego wyjścia z sytuacji. Sprawa doktora skłania do refleksji: czy w określonych okolicznościach każdy z nas byłby zdolny do popełnienia morderstwa?

Książka świetnie napisana – mistrzostwem jest na przykład rozdział opisujący grę w madżonga!

Świadek oskarżenia

Opowiadanie można znaleźć w zbiorze pod tym samym tytułem. Dobrze znane dzięki ekranizacji Billy’ego Wildera z 1957 roku, ze świetną rolą Marleny Dietrich. Leonard Vole, beztroski i nieodpowiedzialny młodzieniec, zostaje oskarżony o zamordowanie starszej, zamożnej kobiety, Emily French. Liczy na uniewinniające świadectwo partnerki, Romaine, jednak ona niespodziewanie decyduje się wystąpić w roli świadka oskarżenia. Tyle, że w rzeczywistości to element jej wyrafinowanego planu, ponieważ jednocześnie zamierza sprytnie podważyć własną wiarygodność. Leonard staje się godny współczucia i zapada wyrok uniewinniający. Rzecz w tym, że Romaine nie chciała ryzykować… ponieważ doskonale wiedziała, że Leonard jest winny.

Wraz z upływem czasu autorka coraz bardziej niechętnie odnosiła się do oryginalnego zakończenia opowiadania – znakomitego w swojej moralnej przewrotności, ale niezbyt pasującego do wyznawanej przez Christie idei sprawiedliwości i kary dla winnego. Adaptując „Świadka oskarżenia” na potrzeby teatru, dodała scenę, która pojawia się również w filmie: Leonard ma kochankę na boku, chce porzucić Romaine (w filmie i sztuce – Christine), a ona, wściekła i rozczarowana, zadaje mu śmiertelny cios nożem. Osobiście preferuję pierwotną wersję.

Dom zbrodni

Jaka jest najbardziej charakterystyczna cecha mordercy? Poirot odpowiedziałby z przekonaniem, że próżność. Wiele osób ukryłoby się przed karą, gdyby nie ulegli pokusie pysznienia się swoją przemyślnością i sprytem. W „Domu zbrodni” winny faktycznie jest niesłychanie próżny i dumny z siebie, ale autorka poszła o krok dalej, odważnie podejmując polemikę z mitem dziecięcej niewinności. Dwunastoletnia Josephine morduje bez wyrzutów sumienia i świetnie się przy tym bawi, utwierdzając się tylko w przekonaniu, że wszyscy wokół są bezdennie głupi i nie dostrzegają oczywistych przesłanek. Rozwiązanie akcji też można uznać za kontrowersyjne – Josephine spotyka co prawda kara, ale nie w majestacie prawa. Raczej można tu mówić o ofierze z miłości. Mocna, ciekawa i skłaniająca do przemyśleń pozycja w dorobku Christie.

A. B. C.

Szaleniec-megaloman rzuca wyzwanie Poirotowi. Czy słynny detektyw zdoła rozwikłać zagadkę? Ofiary są dobierane, jak się wydaje, wedle porządku alfabetycznego, a morderca – ogarnięty obłędem. Jak zatem przejrzeć mechanizmy funkcjonowania niezrównoważonego umysłu?

Fabuła „A. B. C.” dzieli się na dwie części. Pierwsza skupia się na tym, co wydaje się być seryjną zbrodnią, z uwzględnieniem drobiazgowego policyjnego śledztwa i rozważań psychologicznych. Druga natomiast to zwrot o 180 stopni. Najłatwiej przecież ukryć szpilkę w gronie innych szpilek, prawda? I nagle zarówno motyw, jak i rzekome szaleństwo sprawcy stają pod znakiem zapytania. Cała ta gra pozorów to tu zdecydowanie największa zaleta.

Morderstwo odbędzie się…

W miejscowym dzienniku zwanym potocznie „Gazetką” ukazuje się zaskakujące ogłoszenie. Zapowiada nie mniej, ni więcej, tylko morderstwo! Nic dziwnego, że mieszkańcy miasteczka stawiają się tłumnie w domu Letycji Blacklock, mamrocząc pod nosem wymyślone preteksty i z ciekawością wyglądając zapowiedzianej atrakcji. Spodziewają się jednak gry towarzyskiej, a nie faktycznej zbrodni… do której dochodzi. Policja podejrzewa, że ktoś może czatować na życie panny Blacklock. Traf chce, że z wizytą u jednej ze swoich licznych siostrzenic bawi właśnie panna Marple, pomimo zaawansowanego wieku wciąż niepokonana.

„Morderstwo odbędzie się…” skupia się na postaci mordercy, który znalazł się na równi pochyłej. Jego pierwsze działania są przemyślane, dopracowane do ostatniego szczegółu. Ten opanowany, chłodny umysł ogarnia jednak stopniowa panika. Działa coraz bardziej chaotycznie, nie będąc w stanie uciec przed skutkami postępowania, które niegdyś tak pięknie usprawiedliwił sobie we własnym umyśle. Co więcej, musi poświęcić osobę, która rzeczywiście jest mu bliska i droga. I tak spod pióra Christie wyszła kolejna interesująca i kompleksowa postać zabójcy.

Uśpione morderstwo

Być może pod względem literackim  „Uśpione morderstwo” – ostatnia powieść, w której występuje panna Marple, wydana w 1976 roku, już po śmierci autorki – nie należy do najwybitniejszych dokonań Christie, ale zasługuje na miejsce w zestawieniu z uwagi na wyjątkowy klimat niemal gotyckiego horroru. Tajemnice z przeszłości, powracające wspomnienia, skażone i obsesyjne uczucie brata do siostry, który nie tylko pozbawia ją życia, ale też z konsekwentnym okrucieństwem fałszuje pamięć o niej. Nie ma tu może ponurego zamczyska, hulającego po kątach wiatru i duchów pobrzękujących łańcuchami w piwnicy, niemniej dreszczyk pozostaje.

Kurtyna

Bohater pokroju Poirota zasługuje na godne zakończenie i godnego ostatniego przeciwnika. Kurtyna to ostateczne pożegnanie z belgijskim detektywem, zatoczenie pełnego koła, wracamy bowiem w miejsce, gdzie spotkaliśmy Poirota po raz pierwszy w „Tajemniczej historii” w Styles. Pojawia się też jego niezawodny przyjaciel, wielbiciel tycjanowskich włosów – kapitan Hastings. Minęło jednak wiele lat i chociaż umysł wielkiego Herkulesa pozostaje sprawny jak nigdy, ciało już go zawodzi. Podejmuje swoją grę z pełną świadomością, że to ostatnia sprawa, nad jaką przyjdzie mu pracować, na dodatek w starciu z mordercą niemal doskonałym.

Atmosfera „Kurtyny” przesycona jest goryczą, żadna inna powieść Christie jej pod tym względem nie dorównuje. Smutek przemijania, ból pożegnań, lęk przed utratą, przed całkowitą zmianą, przed utratą kontroli i wreszcie Poirot, który decyduje się rzucić wyzwanie okolicznościom i odejść na własnych warunkach. Pozostaje kwestią otwartą i godną ciekawej debaty, czy jego ostatnie dokonanie oznacza sprzeniewierzenie się wszystkiemu, czemu był wierny przez całe życie, czy wręcz przeciwnie – idealne dopełnienie jego kariery? Jedno wiadomo na pewno: zawsze pomagał zakochanym i pod tym względem nic się nie zmieniło.

Karolina Chymkowska
Karolina Chymkowska
Pisze, bo musi. Bez tego udusiłaby się z nadmiaru emocji. Taki ma zatem sposób na życie, spędzone głównie na filmowo, chociaż krytykiem filmowym się akurat nie czuje. Profiler z zamiłowania, zafascynowana historią zbrodni i kryminologią. Ubolewa, że los nie pozwolił jej wstąpić do FBI. Samozwańcza specjalistka od serialu "Z Archiwum X".
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.