„Obywatel Jones” – człowiek z aparatem kontra Stalin

12 minut czytania
1390
0
Robert Skowroński
Robert Skowroński
27 września 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Agnieszka Holland swoim zwyczajem nie pozostaje obojętna na światową sytuację polityczną. Sięgając po historię sowieckiego koszmaru i Wielkiego głodu na Ukrainie, Obywatel Jones opowiada tak naprawdę o sprawach bardzo aktualnych.

Publicystyka „Pokotu” tym razem poszła na bok na rzecz uniwersalnej przestrogi, choć i w niej można doszukać się elementów krytyki dzisiejszej rzeczywistości. Reżyserka wychodzi jednak z pozycji obnażającej grozę systemów totalitarnych. Czyni to poprzez postać Garetha Jonesa. Walijski dziennikarz nie jest wytworem wyobraźni, taki człowiek istniał naprawdę, choć dziś mało kto o nim pamięta, i był naocznym świadkiem stalinowskich zbrodni na Ukrainie, które zdziesiątkowały tamtejszą populację.

Pojawia się zatem na ekranie romantyczna wizja pracy reportera, który z aparatem w dłoni i notatnikiem w kieszeni wyrusza w podróż, z której ujście z życiem graniczy z cudem. Jones, choć młody, ma już na koncie pierwsze sukcesy. Za największy z nich należy uznać wywiad z Adolfem Hitlerem. Młodzian wyczuwa, że ten człowiek może być wkrótce odpowiedzialny za wybuch wojny, ale każdy bagatelizuje jego słowa. W końcu co taki żółtodziób może wiedzieć? Za kolejny cel Jones stawia sobie rozmowę ze Stalinem. Po przebrnięciu przez biurokratyczne absurdy wyrusza w końcu do Moskwy, ale termin ważności jego wizy został z nieznanych nikomu powodów skrócony, podobnie jak okres zameldowania w hotelu. Czasu jest zatem niewiele, trzeba działać szybko. Bohater fortelem przedostaje się ostatecznie na Ukrainę, gdzie ma zamiar zweryfikować jak tam jest naprawdę. To co zobaczył na miejscu przerosło jego najśmielsze oczekiwania. Nędza, zimno, leżące za domami zwłoki i przemierający głodem naród zmuszony do pakowania do garnka rzeczy, po które nie schyliłby się nawet zwierzęta.

Dzieło Agnieszki Holland jest z pewnością najlepszym jej wielkoekranowym dokonaniem od dobrych kilku lat. Wrażenie z pewnością robi to, w jaki sposób artystka opowiada obrazem. Zestawia stojące ze sobą w opozycji scenerie i figury. Z jednej strony mamy wypełnione blichtrem rosyjskie hotele i lokale, z drugiej zaś zasypane śniegiem ukraińskie pustkowia, których zimno jest wręcz fizycznie odczuwalne. Mamy też idealistę Jonesa i skorumpowanego laureata Pulitzera Waltera Duranty’ego (Peter Sarsgaard), który pławi się w luksusie zdobytym w zamian za bycie na usługach władzy. Z całości wydobywa się dojmujące uczucie bezradności i smutku, ale też wściekłości na wszystkie zakulisowe układy, za którymi stoją potężne oraz brudne pieniądze.

„Obywatel Jones” to nie tylko ukazany z dokumentalistycznym zacięciem dramat ukraińskiej ludności, to także dramat jednostki. Gdy Jonesowi udaje się bezpiecznie wydostać ze szponów totalitarnego systemu staje przed dylematem, który trawi go od środka. Czy opisać koszmar, którego był świadkiem i narazić życie  nie tylko swoje i swoich bliskich, ale też rodaków dalej przesiadujących w rosyjskim więzieniu? Czy też przemilczeć temat, nie kiwnąć palcem i dać cichą zgodę na tę dziejową niesprawiedliwość? Decyzja tym trudniejsza do podjęcia, gdyż Jones wie o tym, że nie każdy będzie w stanie uwierzyć w jego relację, tak jak nie dawano wiary w to, że Hitler może stanowić realne zagrożenie. Na ekranie rozgrywa się zatem wewnętrzny dramat bohatera oddany sprawnie przez Jamesa Nortona, któremu przypadła w udziale główna rola.

Holland wygrywa tym, że jej film nie jest nachalny, a jego przesłanie trafi do każdego. Na ekranie pojawia się postać George’a Orwella pracującego nad „Folwarkiem zwierzęcym”. „Obywatelowi Jonesowi” chodzi o to samo, co wspomnianemu autorowi. Jest to przestroga przed wszelkiego rodzaju dyktaturą, przypomnienie, że za propagandową zasłoną mogą się kryć zupełnie inne obrazy niż próbuje się nam wmówić. Holland jednocześnie wymierza policzek dzisiejszej rzeczywistości i mówi „Ocknijcie się”. Lata 30. i Wielki głód są lustrem współczesności. Diagnoza reżyserki jest prosta – miejmy oczy szeroko otwarte, nie dajmy się zmanipulować, bo historia, nawet ta najstraszniejsza, lubi się powtarzać. Dążmy do prawdy.

Robert Skowroński
Robert Skowroński
Krytyk filmowy i muzyczny związany niegdyś lub wciąż związany z... długo by wymieniać. Ponadto amator kawy i urban exploringu, który już chyba na zawsze pozostanie niespełnionym perkusistą. Prowadzi profil Trochę kultury.
AUTOR

Polecamy