Porno dla Ziemi, czyli oni robią TO wśród śmieci. Dla dobra planety.

5 minut czytania
1051
0
Dominika Węcławek
Dominika Węcławek
14 września 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

PornHub wypuścił ostatnio filmik, który ma nie tylko rozbudzać dzikie żądze i podniecać widzów, ale też pomóc środowisku. Obejrzyjcie porno dla Ziemi, w słusznej sprawie.

Nie da się ukryć, spece od marketingu z PornHuba mają łby na karku, a nie tylko między nogami. Ich kampanie reklamowe zawsze były świetne – zrobione z poczuciem humoru, przymrużeniem oka i pewną dozą dezynwoltury. Tym razem jednak w dość karkołomny sposób postanowili złapać kilka srok za ogon. Po pierwsze – sprowokowali tytułem – „Obejrzyj najbrudniejsze porno kiedykolwiek”. Tu dla mniej zorientowanych w niuansach języka angielskiego, z którego ten tytuł jest dosłownym przekładem, małe wyjaśnienie, że „dirty” oprócz brudnego, zanieczyszczonego oznacza też w slangu „sprośne” „zboczone”. Po drugie, urzekli trailerem. Oto bowiem mamy raj na ziemi. Morze, plaża, palmy, bezchmurne niebo. Widzimy też parę na kocyku w skąpych strojach podkreślających kształty i muskulaturę. Kiedy jednak kamera łapie szerszy kadr, zauważamy też, że oprócz dwojga rozochoconych kochanków na plaży jest też nieproszony intruz – śmieci. Kiedy więc pojawić się mają wreszcie przysłowiowe „momenty”, choćby ten, w którym pani pada na kolana i zsuwa panu spodnie, śmieci stają się nieznośne. Odwracają uwagę, zasłaniają obraz, psują wrażenie. I dobrze.

Porno dla klimatu

Lubimy gdy jest brudno? Tak miało być. Właśnie w taki sposób PornHub zaprasza do zobaczenia całego filmu. A ten, kto obejrzy jedenastominutową etiudę dołoży się do działalności organizacji Clean our ocean dostarczającej rozwiązania pomocne w oczyszczaniu oceanów i plaż.

Pomysł jest o tyle sprytny, że filmik sam w sobie udostępniono w serwisie za darmo. Nie musicie więc zakładać konta w trybie incognito, wymyślać sobie sekretnych nicków i „pożyczać” od znajomych numeru karty kredytowej. Wchodzicie, oglądacie i już. Dodatkowo działa też poczucie estetyki. Oto bowiem oglądacie sobie nie do końca wyuzdany seks (mam nadzieję, że nie zepsułam zabawy tym spoilerem), ale filmowany i kadrowany tak, by wyeksponować odpowiednie kształty, kolory, ruchy. I macie te cholerne śmieci, które psują wszystko. Walają się po tym całym raju na ziemi, wchodzą w kadr, są takie obrzydliwe. Kontrast między pięknem a brzydotą jest tutaj mocno przerysowany. Autorzy też świetnie zagrali wytrącaniem z poczucia intymności. Kiedy nasi bohaterowie sobie szaleją na kocyku, wokół kręci się ekipa w białych kombinezonach i maskach i zbiera cały syf do wielkich worów.

Tymczasem obok filmu w oknie przeglądarki zamiast reklam kolejnych „gorących” produkcji, zajawek pełnych pieprzenia, wyświetla się jeden banner z czystym przekazem – chcesz pomagać? Kupuj i używaj mniej plastiku, oddawaj do recyklingu, sprzątaj po sobie.

Może i bawi was ta analiza i interpretacja krótkiego pornoska. Możliwe jednak, że poza działaniem biernym w postaci „dzielnego”, khm, wysiedzenia aż do napisów końcowych, zaczniecie działać, to świetnie. Ta postawa może też oczywiście mieć drugie, nieco mniej pozytywne dno…

Szczucie Eko Cycem

Promowanie ochrony środowiska przez seks, czy też jak kto woli „szczucie cycem”, to oczywiście nie jest nowy pomysł. PornHub jedynie nieco odświeżył konwencję, którą niegdyś spopularyzowali już Norwegowie, a konkretnie pewna zakręcona para: Leona Johansson i Tommy Hom Ellingsen. Te dwa niebieskie ptaki wpadły na pewien karkołomny – wydawać by się mogło – pomysł. Lasy Deszczowe trzeba ratować, a seks sprzedaje – skoro tak, to warto dodać dwa do dwóch i sprzedawać seks by ratować lasy. Nie zostali jednak ekosutenerami, po prostu stworzyli utopijną komunę, założyli serwis z amatorskimi filmikami porno, a opłaty pobierane od oglądających przeznaczali na ochronę środowiska. Tak powstała organizacja Fuck For Forest.

Opowieść o tym, jak wyglądała działalność FFF, ich codzienność, oraz wielka wyprawa do Amazonii, którą młodzi idealiści chcieli ocalić swoim seksem i cudzymi pieniędzmi została udokumentowana w filmie „Fuck For Forest” z 2012 roku. Michał Marczak, reżyser tego obrazu, w dość brutalny sposób obnaża naiwność młodych seks-ekologów, zwłaszcza w zderzeniu z brutalną rzeczywistością zastaną w miejscu, które tak bardzo chcieli ocalić. Nie chcę wam spoilować, bo tym razem to nie czysta plaża jest tym wielkim finałem, nie chcę też zdradzać za dużo z pointy filmu, bo można go obejrzeć (otrzymał kilka nominacji na zagranicznych festiwalach, oraz zdobył główną nagrodę na prestiżowym Warszawskim Festiwalu Filmowym).

Odwracanie kota ogonem

O co więc mi chodzi? O to, że choć wydawać by się mogło, iż pomysł na promowanie ekologii za pomocą seksu to świetny pomysł, to w rzeczywistości jest źle adresowany.

Oczywiście to dobrze, że PornHub jako jeden z największych serwisów internetowych dostarczających rozrywki za kasę, w tak sprytny sposób wpisuje się w nurt tak zwanej odpowiedzialnej przedsiębiorczości (millenialsi to uwielbiają – tak, piszę to ironicznie), w której to dana marka stawia nie tylko na samorozwój, czyli samobogacenie, ale też stara się troszczyć o kluczowe czynniki zagrożenia. Po angielsku cała ta gałąź przedsiębiorczości nosi miano ESG od kluczowych wyzwań – Environmental, Social and corporate Governance, w wielkim uproszczeniu – bo przecież my tu o seksie i śmieciach, a nie o zarządzaniu aktywami i inwestowaniu – firmy, które dbają też o promowanie pozytywnych postaw społecznych, środowisko, odpowiedzialne zarządzanie, ekologię i tak dalej, obecnie zyskują na wartości rynkowej.

Świetnie. Problem polega na tym, że choć nawoływanie do postaw proekologicznych, a nawet działania wspierające organizacje pożytku publicznego sprzątające zasyfione miejsca jest potrzebne – bo ktoś te śmieci wyrzuca i ktoś je musi pozbierać, to odwraca uwagę od istoty sprawy. Ktoś te śmieci wytworzył. To nie my je wytwarzamy. Owszem. Ja, ty, oni – kupujemy produkty opakowane w plastik. Ale wmawianie nam wszystkim, że to my je wytwarzamy, to grube nadużycie. To firmy produkujące towary opakowane w plastik, sieci sprzedające nawet naturalne produkty (przyjmijmy, że jabłko, papryka, czy sałata, to jednak natura) ale szczelnie owinięte w plastik – one dostarczają nam surowce do śmiecenia.

Nie udawajmy więc, że to nasza wina. Naszą winą jest to, że albo wywalamy te syfy gdzie popadnie (i to jest słabe), albo bierzemy ich za dużo, choć nie potrzebujemy tego.

Także widzicie- pornosika można obejrzeć, jak ktoś lubi, można po sobie posprzątać – nawet niepełnosprawne dzieci to potrafią i chcą robić. Ale potrzeba czegoś więcej, by przestać pieprzyć środowisko.

Dominika Węcławek
Dominika Węcławek
Matka dzieciom, wiedźma z kotem. Miłośniczka ruin i jedzenia z puszki. Typowy filozof. W wolnych chwilach również autorka książek science fiction.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.