AKS Zły – piłka nożna bez nienawiści

Bo można inaczej
11 minut czytania
186
0
Aleksandra Seń
Aleksandra Seń
22 października 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Zrobiło się o nich głośno pod koniec września, gdy UEFA uznała zespół z warszawskiej Pragi-Północ za najlepszy klub amatorski w Europie. Na stadionach nie używa się wulgaryzmów, kręcą się rodziny z dziećmi i z psami, w kierunku przeciwnika nie lecą obelgi, a decyzje podejmuje się demokratycznie. O co właściwie chodzi z Alternatywnym Klubem Sportowym „Zły”?

Na mecz trafiam przypadkiem. Znajomy mówi znad niedopitego piwa, że musi się zwijać, bo wybiera się na mecz AKS-u. Po krótkim namyśle stwierdzam, że to wyśmienity pomysł i jadę wraz z nim. Wita mnie dzielnica bardzo Zła – Szmulowizna.  I choć nie oglądam piłki nożnej, atmosfera na trybunach porywa mnie całkowicie, niepewnie śpiewam klubowe przyśpiewki, których uczę się na bieżąco, a po spotkaniu zwijam transparenty tak, jakbym była kibicką od zawsze. Zarówno mecz, jak i zachowanie kibiców trzyma wysoki poziom, a przecież to A-klasa (czyli siódmy poziom ligowych rozgrywek, gdzie Ekstraklasa jest najwyższym). I stąd nagroda UEFA.

fot. Maciej Woźniak

Bez właściciela

Jedną z przyczyn, dla których AKS Zły otrzymał nagrodę od federacji UEFA, był sposób zarządzania klubem. „Zły” jest pierwszym w Polsce klubem w pełni demokratycznym. Przyśpiewka, która wybrzmiewa z trybun, przekonuje kibiców: „tu każdy jest prezesem”. To nie do końca prawda, bo prezeska jest jedna – Karolina Szumska. Takie były wymogi formalne. Choć nie wiadomo czy klub z prezesa nie zrezygnuje całkowicie – już teraz nikt nie ma tu decydującego głosu. Wystarczy stać się członkiem stowarzyszenia, by mieć wpływ na podejmowanie decyzji, a składka jest  symboliczna. Jeśli sytuacja finansowa członka stowarzyszenia jest trudna, nie trzeba jej opłacać. Liczy się zaangażowanie.

AKS Zły na razie nie jest w stanie opłacać zawodników. Tylko trenerzy są wynagradzani, choć ma to ulec zmianie. Zespół utrzymuje się ze składek członkowskich i dzięki wsparciu sponsorów. A tych jest wielu, w tym Fritz-kola – sponsorująca tylko dwa zespoły futbolowe. Firma wybrała AKS Zły ze względu na zaangażowanie społeczne i kulturalne oraz równe szanse.

fot. Piotr Maniszewski

Fenomen społeczny

To, co czyni AKS Zły naprawdę alternatywnym, to absolutna otwartość i brak przemocy. AKS Zły prowadzi zarówno sekcję mężczyzn, jak i kobiet i traktuje je w pełni równorzędnie. W drużynie grają nie tylko Polacy, ale i obcokrajowcy, w tym Izraelczyk, który już w ojczyźnie osiągał liczne sukcesy. Po wyjeździe na studia do Polski szybko odnalazł się w Złym, a jeszcze szybciej stał się najlepszym napastnikiem w drużynie. Ta otwartość wobec obcokrajowców wyraża się w czymś jeszcze – AKS Zły organizuje treningi dla dzieci, które pochodzą z rodzin uchodźców.

Na trybunach się nie przeklina. Nawet krytyka jest wyrażana w sposób wyjątkowo uprzejmy. Gdy jeden z kibiców obok mnie za bardzo się frustruje niekorzystnym podaniem i krzyczy do piłkarzy, że nie dostaną porcji zupy, pozostali kibice tłumaczą mu, że w ten sposób nie motywuje się zawodników. Nie ma miejsca na wyzwiska wobec sędziego i przeciwników. Tych ostatnich wita się pieśnią i pieśnią się ich żegna – z podziękowaniami za walkę. Jeśli wygrają, śpiewa się im gratulacje. Generalnie na trybunach dużo się śpiewa. W tym, już na odchodne, „AKS sprząta po sobie”, bo trybuny trzeba pozostawić w takim stanie, w jakim się je zastało. Więc grzecznie wyrzucamy śmieci. Po meczach zawodnicy wraz z kibicami wspólnie wychodzą do tej samej knajpy, w której klub powstał, by opijać spotkanie – do tego służy im między innymi ich własne piwo benefitowe.

AKS Zły zrodził się na warszawskiej Pradze siłami kibiców, którzy mieli już dość homofobii i nacjonalizmu na trybunach. W ten sposób powstało zjawisko całkowicie unikatowe. Jeśli chcecie zobaczyć, jak to wygląda naprawdę, zapoznajcie się z terminarzem na stronie klubu.

Aleksandra Seń
Aleksandra Seń
Studentka filologii niderlandzkiej – w dzieciństwie po kilkudniowym pobycie w Holandii stwierdziła, że jej marzeniem jest gulgać i charczeć. Próbuje zajmować się naukowo literaturoznawstwem, ale wzrusza się do łez przy podręcznikach z historii. Miesiąc bez wygłoszenia referatu na niszowej konferencji uznaje za zmarnowany.

Prowadzi koczowniczy tryb życia odkąd stwierdziła, że nie potrafi spędzić całego tygodnia we własnym domu. Najlepiej odnajduje się w otoczeniu mebli z epoki wczesnego Gierka i wśród paproci. W sercu nosi mieszankę kiczu i retro.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.