Jak zaoszczędzić na weselu?

10 lifehaków i pomysłów DIY
10 minut czytania
10106
0
Aleksandra Pajewska-Klucznik
Aleksandra Pajewska-Klucznik
14 października 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Najważniejsze przy planowaniu budżetu weselnego, to nie panikować! Wszystko jest do zrobienia. Pamiętajcie o tym że z każdym warto próbować się targować, nie można się bać prosić o pomoc i do wszystkiego trzeba podejść na spokojnie, a na pewno się uda. Załóżcie sobie notes, długopisy w dłoń i planujemy budżet. Mam nadzieję, że te 10 punktów, które przerobiłam na własnym przykładzie, zdecydowanie pomogą.

1. Alkohol

Poszukaj miejsca, w którym nie trzeba płacić tzw. „korkowego”. Wbrew pozorom – jest to wykonalne. „Korkowe” to opłata dla właściciela sali za podawanie alkoholu zakupionego przez parę młodą. W mojej ocenie – dość niedorzeczne, zwłaszcza biorąc pod uwagę kosmiczne ceny za sale i tzw. „talerzyk”. Właściciele Sali często twierdzą, że to opłata dla kelnerów za otwieranie i podawanie butelek, ale prawda jest taka, że kelnerzy i tak dostają stawkę godzinową oraz i tak są zakontraktowani na całą noc, nie widzą na oczy dodatkowych opłat z „korkowego”.

Warto też wiedzieć, że w sklepach typu Makro czy Selgros na dziale alkoholowym trzeba zapytać pracownika o ofertę weselną. Niejednokrotnie przy zakupie większej ilości zyskujemy nawet 10%. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że o ceny alkoholu w takich sklepach można się targować. Warto również przeglądać co miesiąc gazetki z promocjami i „wyczekać” odpowiednią cenę na to, co nas interesuje.

 

2. Kwiaty

Znajdź salę, która jest na tyle w Twoim guście, że nie trzeba wiele w niej zmieniać. Niektóre sale proponują podstawowe ozdoby stołów – obrusy, świece i świeczniki, a nawet stroiki z kwiatów czy leśnego runa. Koszty dodatkowych dekoracji kwiatowych – których nie ponosi sala, a para młoda – to od kilku do kilkunastu tysięcy. Warto się zastanowić nad czymś prostym i tańszym. Świece, świeczniki czy wazoniki można kupić bardzo tanio na allegro i po ślubie odsprzedać. Jeśli chcemy prostych dekoracji roślinnych, np. mchu, liści itp., warto pojechać osobiście na giełdę kwiatową i rozeznać się w cenach.

3. Zaproszenia

Warto się zastanowić, czy płacenie za nie między 1 a 5 tysięcy złotych faktycznie jest koniecznym wydatkiem. Zaprojektowanie własnych zaproszeń to nie tylko miły, osobisty akcent, ale także duża oszczędność. W sieci nie brakuje gotowych lub półgotowych szkiców, którym wystarczy dodać osobistego sznytu, wybrać kolory i czcionki i gotowe. Koszt drukowania gotowych zaproszeń jest znacznie niższy niż zamówienie ich z projektem. W drukarni za 100 zaproszeń na czerpanym papierze zapłacimy około 250 zł. Koperty w dobrym sklepie papierniczym to koszt między 30 a 70 groszy za sztukę – a wybór wzorów, kolorów i kształtów jest ogromny.

4. Samochód

Pierwsze podstawowe pytanie – czy naprawdę potrzeba jest limuzyna z wypożyczalni? Czy wasze auto / kogoś z waszych znajomych nie będzie wystarczające? Jeśli odpowiedź na to drugie pytanie brzmi: tak, to pozostaje ozdobienie auta. Powierzenie tego specjalistom jest oczywiście prostym wyjściem, oszczędza czas i daje (zwykle) gwarancję jakości. Ale jeśli chcemy trochę oszczędzić, śmiało możemy to zrobić samemu. Specjalne rejestracje „młoda para” lub inne tego typu to koszt od 2 zł w górę. To nic innego, jak tektury z nadrukami, które wkładamy na nasze rejestracje. Kwiaty z giełdy, czy inne ozdoby – kupione np. w internecie – bardzo łatwo zamocować samemu na samochodzie, a można na tym oszczędzić od kilkuset do nawet tysiąca złotych.

5. Winietki & menu

Stworzenie samemu tych drobiazgów to nie tylko miły, osobisty akcent i ukłon w stronę gości, który pomaga zbudować atmosferę, ale też duża oszczędność. Wypisane osobiście, odręcznie nazwiska gości na wizytówkach robią lepsze wrażenie, niż wydrukowane – wystarczy kupić brystol – koszt kilku złotych, lub gotowe winietki, np. takie jak na zdjęciu – koszt między 1 a 5 zł za 20 sztuk. Mogą być gładkie, wzorzyste, w dowolnym kolorze, z deseniem, a nawet pozłacane.

Menu – oczywiście nie jest niczym koniecznym, ale ludzie lubią wiedzieć, co dostają na talerzu. Pomaga to też uniknąć pytań o to co jest w daniu – ludzie nie lubią różnych składników, mają uczulenie itp., kelnerzy często nie wiedzą co jest w daniach. Menu niektóre sale oferują w pakiecie lub dodatkowo płatne, ale można je również stworzyć samemu. Odpisane ręcznie lub wydrukowane – stanowią świetny akcent dekoracyjny na stołach, a także spełniają rolę praktyczną. Również można samemu wyciąć je z brystolu – który kupicie w każdym sklepie papierniczym czy większym markecie. Do tego odpowiedni pisak – np. złoty czy srebrny, to koszt od kilku do kilkunastu zł. Na Pintereście – niezastąpionej skarbnicy ślubnych inspiracji – znajdziecie mnóstwo gotowych wzorów menu, czcionek itp. Warto też poszukać.

 

6. Plan stołów i inne drewniane „rękodzieło”

To już, powiedzmy, DIY bardziej zaawansowane, ale wciąż – zapewniam – stuprocentowo wykonalne. Najlepiej znaleźć kogoś (np. u mnie to byli rodzice), kto ma działkę lub garaż i narzędzia. A potem to już z górki. W modnym stylu „boho” można wykonać samodzielnie ozdoby takie jak numerki na stoły, plan stołów, stojaki na wizytówki, podstawki pod zastawę i wiele innych rzeczy – na tym zdecydowanie zaoszczędzicie, bo takie drobiazgi są dość drogie. Przykładowo mapę stołów można wykonać z palety (jak na zdjęciu), ale także np. z brystolu umieszczonego w antyramie, z kartonu lub w ramie obrazu – tu tylko wyobraźnia jest granicą.

Stojaki na wizytówki można wykonać z drewnianych kołków – jak na zdjęciu – które wystarczy odpowiednie ponacinać. Inny pomysł to zrobienie ich z szyszek lub korków od wina. Numerki na stoły również można zrobić przy pomocy farbki akrylowej i drewnianych plastrów, np. z brzozy.

Samemu można też zrobić pudełko na koperty i życzenia – które bardzo się przydaje i ułatwia pracę świadkom, oraz np. podstawkę lub pudełko na obrączki. Internet jest pełen pomysłów „zrób to sam”, materiały praktycznie nic nie kosztują, natomiast efekt jest wart zachodu. No i oszczędności, oczywiście. Kupowanie tych rzeczy to kolejny, często zbędny wydatek.

7. Garnitur, buty, suknia

Pierwsza zasada jest taka – nie mów na wstępie, że to do ślubu! Oczywiście przy sukni tego zastosowania nie ma, ale – przy butach, koszuli i garniturze jak najbardziej. Jeśli chodzi o buty, to celujcie w normalne sklepy, nie w te które specjalizują się w modzie ślubnej – tam jest znacznie drożej. Polecam przeglądać markowe outlety (np. Factory), gdzie można trafić coś w ekstra cenie. Proponuję też zastanowić się nad butami czy koszulą, które założymy więcej niż raz w życiu – to może być inwestycja na lata, a nie przypadkowy zakup na jedną okazję. Podobnie temat ma się z krawatem czy muszką. Polskie firmy robią je w naprawdę przystępnych cenach, nie musi to być koszt kilkuset złotych, a zaledwie kilkudziesięciu.

Jeśli chodzi o suknię, to prawie każda panna młoda powie bez wahania, że nie ma co na tym oszczędzać. Warto jednak dobrze przemyśleć ten zakup – bardzo często uszycie sukni na miarę u zaufanej lub poleconej krawcowej wyjdzie taniej, niż kupienie „gotowej”. A przy opcji szycia na zamówienie będzie ona do nas dopasowana w 100% zarówno rozmiarem, jak i krojem. Możemy zażyczyć sobie dół od takiej, górę od innej, a materiał taki jaki sobie wymarzymy – bo możliwości są nieograniczone – i otrzymamy dokładnie to, co z osobą szyjącą zaprojektujemy.

Podobnie sprawa ma się z garniturem. Oczywiście można trafić garnitur na wyprzedaży lub w outlecie, który będzie pasował idealnie i będzie miał odpowiednią cenę. Natomiast bardzo wielu panów młodych decyduje się na szycie na zamówienie. Taką ofertę mają znane polskie marki, w sieci sklepów można zamówić dowolny krój i materiał. Natomiast koszt to od 4 tysięcy w górę. Jeśli jednak udamy się do mniejszego salonu, bez znanej nazwy i znanego gwiazdora na plakatach, ale np. z polecenia lub z dobrymi opiniami w sieci, możemy zapłacić między 700 a 1500 zł (np. Roland w Warszawie na Jana Pawła II).

8. Obrączki

Podstawowa rada – nie ma sensu kupować w najbardziej znanych sieciówkach – ten sam produkt będzie w znacznie wyżej cenie. Lepiej udać się do mniejszych punktów jubilerskich, a najlepiej – jeśli macie taką możliwość – w mniejszym mieście. Nie tylko można uzyskać lepszą cenę, ale także lepszą obsługę klienta – w sieciowych punktach jesteście tylko jednym z tysięcy klientów centrum handlowego, w małym punkcie można liczyć na większą troskę, oraz np. na negocjacje cen.

9. Ozdoby, biżuteria i inne akcesoria

Biżuteria tak zwana „ślubna” i dodatki „ślubne” typu opaski, stroiki do włosów są niedorzecznie drogie w sklepach ślubnych. Można znaleźć dokładnie takie same, jeśli nie lepsze, w normalnych cenach – po pierwsze w sieci – zawsze najtaniej. Niezawodne Aliexpress pomoże kupić za 3-5 dolarów to, co w polskim sklepie potrafi kosztować 400 zł. Po drugie – z drugiej ręki. Te ślubne gadżety mają to do siebie, że w 99% są użyte zaledwie raz. Śladów zużycia na opasce czy innym stroiku po prostu nie ma. A na Allegro, aukcjach Facebooka czy OLX można znaleźć bez problemu panny młode, które chętnie się pozbędą zbędnych rzeczy za symboliczną opłatą. I wreszcie po trzecie – w zwykłych sklepach. Biżuteria nie będzie się różnić niczym od tej „ślubnej”, poza ceną.

Podobnie sprawy mają się z welonem (choć ten często jest w gratisie do sukni – jeśli wam tego nie proponują – sami zapytajcie, zwykle w ten sposób można utargować 100-300 zł), podwiązką (w sieci to bardzo tania sprawa i jest ogromny wybór, w sklepach bieliźniarskich są dużo droższe) czy wreszcie bielizną ślubną. Dla panny młodej to jest ważna sprawa – musi być modelująca i wygodna jednocześnie. Jeśli jednak wykreślimy słowo „ślubna”, z pewnością sporo oszczędzimy. Polecam też udać się np. do TK Maxx czy innych sieciowych sklepów, w których śmiało można skompletować bieliznę, zwłaszcza wyszczuplającą. W sensownej cenie znajdziemy ją też np. w H&M czy innych sieciówkach.

10. Przyjaciele

To właściwie najważniejsza kwestia. Zróbcie dobre rozeznanie wśród znajomych. Po pierwsze – wśród tych którzy mają za sobą wesela i mogą podpowiedzieć, poradzić, polecić lub odradzić podwykonawców. Po drugie – skupcie się na tym, czym wasi znajomi i rodzina się zajmują. Czy ktoś z nich przypadkiem ma kwiaciarnię? Fajne zabytkowe auto? Talent plastyczny? Przydatne narzędzia? A może ktoś jest świetnym DJ-em, lub zna takiego? Uwierzcie, że nikt nie obrazi się, gdy poprosicie o pomoc – każdy zdaje sobie sprawę, że ślub i wesele to ogromny wydatek, więc nikogo nie dziwi, że para młoda szuka pomocy. Być może zapraszacie zaprzyjaźnionego grafika, który zamiast prezentu czy „koperty” pomoże z zaproszeniami? A może żona kolegi robi świetne torty? Warto dobrze przemyśleć te kwestie, spisać na kartce (lub w założonym w tym celu zeszycie) i przeanalizować wszystkie opcje. Kilka drobnych ustępstw czy dobrych okazji może przynieść od kilkuset złotych do kilkunastu tysięcy oszczędności – a przecież na nowej drodze życia to nie bez znaczenia. Powodzenia!

Aleksandra Pajewska-Klucznik
Aleksandra Pajewska-Klucznik
Z zawodu dziennikarka i medialny ninja, od dziesięciu lat zajmuje się dziennikarstwem z dziedziny show-biznesu i popkultury.

Z zamiłowania żarłok, kucharka i podróżniczka. Jest jedną z tych osób, które planują wakacje pod kątem rzeczy, które mogą zjeść; jedną z tych, które już rano myślą, co zjedzą na kolację i już w piątek planują kacowe śniadanie w sobotę.

Prowadzi blog kulinarno-podróżniczy Ruda przy garach.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.