Jerzy Kukuczka: „Wiem tylko jedno: trzeba iść w górę”

„Pokazywał wszystkim, że jest w stanie realizować cele przez nikogo wcześniej nieosiągalne” Reinhold Messner
12 minut czytania
294
0
Beata Turska
Beata Turska
24 października 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

„Był niewysoki, miał przerzedzone włosy i mały brzuszek. Gdybyś zobaczył go na ulicy, nie domyśliłbyś się, że to najlepszy wspinacz na świecie” – powiedział o Jerzym Kukuczce jego przyjaciel, Carlos Carsolio z Meksyku. Ten niepozorny chłopak ze śląskiego familoka podniósł poprzeczkę himalaistom z całego świata. Gdy zginął, nie mogli uwierzyć. Jak to możliwe? Ten niezniszczalny Jurek?

Mówią o nim: małomówny, uparty i silny, niewiarygodnie sprawny i wyjątkowo odporny psychicznie, prze w górę jak maszyna. Nie odpuszcza, nawet jeśli wokół wyje wicher, szaleje burza albo trzeba czekać do rana w śnieżnej jamie. Zdaniem wielu ryzykuje za bardzo. Jako drugi człowiek w historii wspina się na wszystkie czternaście ośmiotysięczników. O włos wyprzedza go tylko jedna osoba na świecie – sławny i uroczy Reinhold Messner z Włoch, ulubieniec mediów.

Kukuczka zdobywa jednak Koronę Himalajów i Karakorum o połowę szybciej niż on (w niespełna 8 lat) i robi to w lepszym stylu: trudniejszymi drogami, zimą, bez aparatury z tlenem, wytyczając nowe szlaki. „Bardzo nie lubię chodzić po drogach utartych” – mówi skromnie. Messner go docenia. Gdy Polak zdobywa czternasty szczyt, depeszuje do niego: „Nie jesteś drugi. Jesteś wielki”.

Media wciąż mówią o wyścigu Kukuczki z Messnerem, podkręcają atmosferę. Wspinacze zgodnie zaprzeczają: „Żadnego wyścigu nie ma”. Jednak gdy Włoch zawraca z południowej, niezdobytej ściany Lhotse w Himalajach, Kukuczka czuje, że to jego szansa: „Teraz albo nigdy” – pisze w pamiętniku i rusza śladem rywala. Ginie 24 października 1989 roku.

Góral z Katowic

Jerzy Kukuczka urodził się w Katowicach, ale sercem i duszą był góralem, tak jak jego pochodzący z Istebnej rodzice. To właśnie w Beskidach uczy się jeździć na nartach, tam podczas wakacji wędruje z ojcem po górach. Gdy wraca na Śląsk, wspina się po „Alpach” – hałdach z kopalnianych odpadów. Bawi się tam z kolegami w Indian. Jest bardzo sprawny fizycznie. W szkole średniej trenuje podnoszenie ciężarów. Wróżą mu nawet karierę, ale on wybiera góry.

Po raz pierwszy dotyka skały, gdy ma 17 lat. „Od tej pory wszystko inne przestało się liczyć – notuje. – Odkryłem zupełnie dla mnie nowy, pionowy świat.” Gdy traci w górach najlepszego przyjaciela, chce rzucić to wszystko w diabły. „Zadaję sobie pytanie: czy warto dalej, czy to ma w ogóle sens? Dramatyczna rozterka, bo góry ciągną, ale rozsądek mówi: daj sobie spokój…” Góry wygrywają. Kukuczka pnie się – dosłownie i w przenośni – coraz wyżej.

„Wspinaliśmy się jak spuszczeni ze smyczy”

Najpierw wspina się tylko w Tatrach, jednak szybko zaczyna wyjeżdżać za granicę. Pierwsza jest Bułgaria i Diabelskie Igły. „Byliśmy tak zgłodniali gór innych niż Tatry, że wydawało się, i nie ma dla nas przeszkód nie do pokonania. Wspinaliśmy się, jakby nas ktoś spuścił ze smyczy” – wspomina.

Potem są Dolomity, Alpy, McKinley na Alasce, góry w Nowej Zelandii, Hindukusz, wreszcie Himalaje… Początki nie są jednak łatwe. Po tym, jak na Alasce Kukuczka cierpi na chorobę wysokościową i poważnie odmraża stopy, mówi się o nim, że nie sprawdza się na dużych wysokościach. Ale on z roku na rok jest lepszy.

Kryształ w bagażu, biedronka na szczycie

Polscy wspinacze są biedni jak myszy kościelne. Mają marny sprzęt, chuchają i dmuchają na każdy znaleziony podczas wypraw karabinek. Żeby zebrać pieniądze na wyprawy, proszą o nie gdzie się da, potem zarabiają malując kominy. Gdy jadą w Himalaje, zabierają na handel kryształy, zegarki, suszarki do włosów, dzięki temu mają na nocleg. Ale i tak rzucają wyzwanie całemu światu. Wśród nich najambitniejszy jest Jurek Kukuczka.

Gdy w 1981 roku zdobywa samotnie Makalu, nikt mu nie wierzy, nie ma świadków. Jego osiągnięcie zostaje uznane dopiero wtedy, gdy wspinacz z Południowej Korei znajduje na szczycie pozostawioną przez Kukuczkę zabawkę syna – plastikową biedronkę, a w niej wiadomość z podpisem Polaka. „Ależ dziwny ten żółw” – pisze do Kukuczki Koreańczyk. W Korei biedronek nie ma.

Polak idzie jak burza. Nie poddaje się, nawet gdy traci kolejnych partnerów. Zdobywa kolejne szczyty, bije kolejne rekordy. Gdy w 1987 wraca z ostatniego z czternastu ośmiotysięczników, ekipa przygotowuje mu niespodziankę: czternaście klusek śląskich, a w każdej chorągiewka z nazwą zdobytego szczytu.

Przerwana lina

W 1989 roku Kukuczka jest już znany na całym świecie, nie musi nikomu niczego udowadniać. Zapytany przed wyprawą na Lhotse dlaczego jedzie, skoro już zdobył wszystko, co było do zdobycia, odpowiada „Po co kończyć, skoro tak dobrze idzie?”

Tym razem jednak wszystko idzie źle. Na wysokości 5800 metrów ociera się o śmierć: spada, ale w ostatniej chwili udaje mu się czegoś złapać. „Boże, czuwasz nade mną. Podarowałeś mi drugie życie” – pisze w pamiętniku. Wkrótce potem ginie: odpada od ściany 400 metrów przed szczytem… Jego partnera, Ryszarda Pawłowskiego ratuje tylko to, że ich wspólną linę przecina jakaś ostra krawędź.

Południowa ściana Lhotse, ostatnia ściana Jurka Kukuczki

Czy warto było tak ryzykować?

Wanda Rutkowska, która sama zginęła trzy lata później, powiedziała po śmierci Kukuczki tak: „Nie powinniśmy ośmielać się oceniać tych, którzy szukają niebezpieczeństw w najwyższych górach świata, żądać, by powiedzieli jaki sens ma to, co robią.Gdy płacą najwyższą cenę za swoją pasję, po prostu powinniśmy o nich pamiętać…”

Korzystałam z książki Dariusza Kortko i Marcina Pietraszewskiego „Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście” i filmów dokumentalnych „Kukuczka”, reż. Jerzy Porębski i „Jurek” reż. Paweł Wysoczański.

Beata Turska
Beata Turska
Dziennikarka, redaktorka i nie tylko. Matka nastolatka, który wie wszystko najlepiej. Od niedawna tropicielka tanich biletów do Wszędzie, a od zawsze - zbieraczka osobliwości i kuriozalnych coverów. Ozdobą jej kolekcji jest "Paint it black" Rolling Stonesów w wykonaniu Karela Gotta - po niemiecku. Kocha Indie, nie potrafi żyć bez kawy, gadania i psów.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.