Kim był Andrzej Żuławski? Oblicza skandalizującego reżysera

14 minut czytania
347
0
Maja Mikołajczyk
Maja Mikołajczyk
12 października 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Znajomi i najbliżsi Andrzeja Żuławskiego zadanie napisania jego biografii uznali za karkołomne. Jak opowiedzieć o człowieku o tak złożonym charakterze, składającym się z tylu sprzeczności?

Jak przedstawić sylwetkę artysty, który bywał dobroczyńcą, ale też niezwykle złośliwym okrutnikiem? Aleksandra Szarłat podjęła się tego wyzwania, z jej opowieści „Żuławski. Szaman”, wyłania się kilka obliczy tego fascynującego człowieka.

Artysta totalny

Filmy Żuławskiego nie przypominały niczego, z czym wcześniej mieli kontakt widzowie. Nadekspresyjność, do której skłaniał swoich aktorów, jednych zachwycała i poruszała, dla innych stanowiła tani, pretensjonalny chwyt. W przeciwieństwie do swoich starszych kolegów z branży, Żuławski nie godził się na żadne kompromisy. Jeśli nie miał wystarczającej wolności twórczej, nie podejmował się realizacji projektu. Potrafił odrzucać nawet intratne, hollywoodzkie kontrakty.

Reżyser był enfant terrible nie tylko amerykańskiego przemysłu rozrywkowego i komunistycznej władzy, czego dobitnym potwierdzeniem stało się brutalne wstrzymanie produkcji „Na srebrnym globie”, ale także dla Francuzów, przyzwyczajonych do mieszczańskiego i bezpiecznego kina. Zarzucano mu kabotynizm, efekciarstwo oraz co musiało najbardziej boleć – grafomanię. Przez większą część swojego życia Żuławski był więc artystą niezrozumianym, muszącym często mierzyć się z ostrą krytyką najważniejszych środowisk filmowych.

Literat skandalista

Chociaż nazwisko Żuławskiego zdecydowanie bardziej kojarzy się z jego twórczością filmową, jest też autorem 24 książek. Wydanie części z nich, nie obyło się bez skandali. W większości z nich, pomimo zmienionych nazwisk, osoby z życia Żuławskiego z łatwością mogły odnaleźć swoje alter ego. Reżyser ubarwiał swoje autobiograficzne historie na potęgę oraz nie szczędził ostrych słów swoim byłym partnerkom i rodzinie. Najszerszym echem odbiła się jego przedostatnia książka – „Nocnik”, w której opisał swoją relację z Esterką, postacią do złudzenia przypominającą Weronikę Rosati. Sprawa skończyła się w sądzie, a książkę wycofano ze sprzedaży i obecnie można ją znaleźć jedynie w drugim obiegu za astronomiczne kwoty.

Toksyczny partner

Związki Andrzeja Żuławskiego były liczne i naznaczone patriarchalnym modelem wyniesionym z domu rodzinnego. Kobiety dla Żuławskiego nigdy nie były równorzędnymi partnerkami. Preferował relacje typu mistrz-uczennica, w której świetnie, ze względu na swój wiek i braki w wykształceniu, sprawdzała się Sophie Marceau. Nawet kobiety dorównujące mu intelektem i wiedzą, potrafił sprowadzić do roli pomocy kuchennej. Z jego książek, relacji znajomych, a także od jego byłych partnerek wyłania się dość przykry obraz Żuławskiego – mizogina, który posługując się filozofią gnostyckiego dualizmu zalicza kobiety do świata cielesnego, niższego, gorszego. Chociaż bez wyrzutów sumienia zdradzał swoje partnerki, szalał z rozpaczy, gdy z ich strony spotkało go to samo.

Szaman

Żuławski ujawnia się również jako tytułowy szaman. Z definicji jest to osoba potrafiąca nawiązać kontakt z niebem i piekłem, w tym przypadku, wystarczy obejrzeć kilka filmów tego reżysera, by wiedzieć, gdzie wybierał się częściej. Pomimo bycia zdeklarowanym ateistą, zdarzało mu się interpretować różne zdarzenia w magiczny sposób. Twierdził, że jest odpowiedzialny za śmierć Janusza Wilhelmiego, ówczesnego kierownika resortu kultury i sztuki, gdyż odwiedził go w stroju szamana. Bardzo interesował się zagadnieniami związanymi z duchowością oraz miejscem religii w życiu człowieka, przez większość swojego dorosłego życia zgłębiał gnostycyzm. Ponoć, gdy zapytał jednego z czarnoskórych służących swoich rodziców, jak wygląda diabeł, w którego wierzy, ten odparł: „Dokładnie tak jak ty”.

Spod pióra Aleksandry Szarłat wyłania się dużo więcej twarzy Andrzeja Żuławskiego. Jej książka to przede wszystkim opowieść o człowieku, który chciał żyć na swoich zasadach do samego końca. Dziennikarka skupiła się nie tylko na wydarzeniach z jego życia, ale również dała czytelnikom możliwość poznania poglądów i filozofii wyznawanej przez reżysera. Pozwala to nie tylko na lepszą percepcję jego filmów, ale także zrozumienie wielu jego motywacji. „Żuławski. Szaman” to nie laurka zrobiona ku czci i chwale artysty, ale rzetelny portret człowieka, który równie często był wielki, tak bywał mały. Skandale i kontrowersje z nim związane nie powinny jednak odwracać uwagi od wizjonerskiej siły Żuławskiego jako twórcy – i to właśnie w jej kontekście powinniśmy wspominać jego nazwisko.

Maja Mikołajczyk
Maja Mikołajczyk
Z wykształcenia psycholożka, a z pasji początkująca dziennikarka kulturalna i aspirująca pisarka. Nie ogranicza się w swoich zainteresowaniach kulturalnych, ale ma szczególną słabość do wszystkiego z pogranicza dobrego smaku.

Jak nie czyta, to ogląda, jak nie ogląda, to pisze artykuły lub opowiadania.
AUTOR

Polecamy