Kult sztucznego kwiata

9 minut czytania
470
0
Anna Godzwon
Anna Godzwon
31 października 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Przymus obchodzenia świąt wszelakich napawa mnie nie lada wstrętem. Święta zmarłych też. Nie znajduję upodobania w snuciu się po cmentarzach w dymie zniczy z najnowszej kolekcji ani w przepychaniu się w tłumie tych, którzy najnowsze kolekcje założyli na siebie, bo przecież fota z cmentarza być musi.

Nigdzie tak pięknie jak na cmentarzu nie pachnie naftalina z futra rozpoczynającego zimowy sezon i nigdzie tak nie brzmią przekleństwa pod nosem, że oto przyszedł/przyszła i nasze znicze przestawia, rozstawione z taką precyzją, że nawet Jacek Gmoch by tego lepiej nie rozrysował. Jednego nie cierpię jednak szczególnie: kultu sztucznego kwiata.

W prowincjonalnym małym mieście, z którego pochodzę, kult sztucznego kwiata rozpowszechniony jest do granic. Pyszni się w kwiaciarniach i na straganach, w dyskontach i pod cmentarnym płotem. W kształtach i kolorach często nie przypominających niczego, co znamy z natury. Byle jaskrawszy, większy i żeby go dużo było. Przytroczony do równie sztucznych sosnowych gałązek zielonym drucikiem.

Przed 1 listopada osiągać potrafi ceny zawrotne, bo to jedno z takich świąt, co to zastaw się a postaw się, niech sąsiad/ka widzi, że ojcu, matce i szwagrowi nie żałujemy. Oni co prawda w ziemi i wszystko im zapewne jedno, czy ich nagrobek uczestniczy w nieformalnym konkursie cmentarnej piękności. Ale ludzie widzą i co ludzie powiedzą przecież. Oczywiście są jeszcze niesztuczne zupełnie chryzantemy w donicach – plastikowych, a jakże! Do pierwszych mrozów wytrzymają a potem podzielą los sztucznych braci we wspólnym kontenerze. I tyle z pamięci. Zmarli, których kwiat ów sztuczny miał ozdabiać, już się w proch obrócą, a on będzie falował w którymś oceanie. My się sami zaczniemy rozkładać po śmierci, za to on się nadal rozkładać będzie. Zaiste piękny dowód niezapominania!

Nie znoszę sztucznych kwiatów. Kiedy jeszcze odczuwałam potrzebę odwiedzania rodzinnych grobów, woziłam wianuszki z suszek, kupowane przy drodze w gospodarstwie ogrodniczym. Ale kiedy kilka w tajemniczych okolicznościach zaginęło, zaprzestałam i tego. Wystarczyło mi kilka zniczy najprostszych i opierających się modzie funeralnej. Ne dla mnie aniołki, serduszka, kapliczki, choinki i znicze z pozytywką. Z dymem idą na przełomie października i listopada miliony złotych. Cmentarny dym wydatnie uzupełnia poziom smogu i wisi nad nami znacznie dłużej niż trwają dwa dni powszechnej pamięci o zmarłych. A trzeciego dnia znicze i sztuczne kwiaty wymiecie na rzecz czekoladowych mikołajów (widziałam już pierwsze dwa tygodnie temu w jednym ze sklepów w dobrej komitywie ze zniczami na promocyjnej półce) i choinek. Oczywiście sztucznych. Ale pachnących jak prawdziwe.

Wolność od świętowania 1 listopada, którą zafundowałam sobie siedem lat temu, jest jedną z moich największych zdobyczy. Może jak mi umrze ktoś kochany, to mi się zmieni.

Anna Godzwon
Anna Godzwon
Dziennikarka, urzędniczka, rzeczniczka, specjalistka od politycznego PR. Zaczynała w Rozgłośni Harcerskiej, była sprawozdawcą parlamentarnym Polskiego Radia i naczelną Polskiego Radia24. Po przejściu na ciemną stronę mocy organizowała posłom konferencje prasowe, prezydentowi Komorowskiemu oprawę medialną, a prezydentowi Obamie dwie wizyty w Polsce. Przeprowadziła Państwową Komisję Wyborczą przez czas zmian prawa wyborczego, a z wiosną poszła na swoje.
Wciąż ma serce po radiowej stronie. Jest niepijącą alkoholiczką, psychofanką U2, lubi, kiedy gapi się na Bałtyk, a Bałtyk na nią. Nie zaśnie, jak nie przeczyta choćby kilku stron książki. Lubi fotografować, jeść, podróżować i pisać.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.