Odczarować Nadodrze. Subiektywny przewodnik po trudnej dzielnicy Wrocławia

5 minut czytania
241
0
Aleksandra Seń
Aleksandra Seń
1 października 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Kilka lat przed przeprowadzką do Wrocławia wybrałam się na wycieczkę po swoim przyszłym mieście, za przewodników obierając sobie mieszkających w nim znajomych. Kolega zabrał mnie na Nadodrze, by pokazać mi osypujące się, szare, piękne kamienice i, patrząc na mnie uważnie, powiedział „lepiej nigdy tu nie mieszkaj”. Zrobiłam mu na przekór i to była doskonała decyzja.

Podobnie podczas swoich wypraw do Warszawy uwielbiam zapuścić się na Pragę. Miejsca, które dawniej kojarzyły się z pospolitą przestępczością, dziś przyciągają dizajnerskimi mieszkaniami i szeroką gamą dobrych knajpek. Nadodrze przeszło długą drogę i choć są miejsca, w których nieprzyjemny dreszcz potrafi nocą przejść przez plecy, na ogół jest miejscem przyjaznym dla tubylców i turystów. Jeśli więc zastanawiacie się, gdzie warto się przejść podczas pobytu na Nadodrzu, zostawię wam garść moich sugestii po paru latach mieszkania na nim.

Długa historia

We wczesnym średniowieczu na Nadodrze, a właściwie Przedmieście Odrzańskie, raczej się nie zapuszczano z większymi inwestycjami – trudno zbudować cokolwiek trwałego na gruncie podmokłym. Z czasem pojawił się tu szpital dla kobiet chorych na trąd czy przytułek dla ubogich. Nadodrzem zainteresowali się również bogaci mieszczanie, którzy zaczęli umieszczać tu swoje ogrody. W XIX wieku Nadodrze zostało włączone w granice miasta Wrocławia. Wtedy rozpoczął się błyskawiczny rozwój miasta – powstawały kamienice, na których parterach swoje usługi oferowali rzemieślnicy.

II wojna światowa zrujnowała Wrocław, ale nie Nadodrze. Właśnie dlatego na Nadodrzu z pociągów wysiadali repatrianci, ale też tu ulokowały się pierwsze władze polskie, a także Urząd Repatriacyjny. To tu ruszyła pierwsza poczta i pierwsza piekarnia – właściwie na Nadodrzu zaczęła się więc historia polskiego Wrocławia po wojnie. Podobnie ruszyło polskie rzemieślnictwo, a na zakupy z całego miasta przyjeżdżano właśnie tutaj. Ta tradycja jest kontynuowana do dzisiaj; w dzielnicy jest mnóstwo zakładów rzemieślniczych, należących do przedstawicieli ginących zawodów – wyrabia się tu pierzyny, pieczątki, cholewki i masę innych przedmiotów codziennego użytku. Zdaniem mieszkańców Nadodrze zaczęło być niebezpieczne w latach 90’, a problem nasilił się po powodzi tysiąclecia. Tendencja zdaje się jednak odwracać.

Opublikowany przez Łokietka 5 – Infopunkt Nadodrze Piątek, 21 czerwca 2019

Klimat minionego stulecia

Nadodrze umiejętnie lawiruje między współczesnością, a ubiegłym wiekiem Nie wszystkie kamienice zostały odrestaurowane i niektóre dosłownie się sypią, a na niektórych widnieją dziury, które rzekomo są jeszcze śladami po pociskach. I chyba nie tylko ja to widzę, skoro nie tak dawno Steven Spielberg właśnie tu kręcił sceny z powojennego Berlina do filmu St. James Place. Miłośnikom secesyjnych kamienic polecam w szczególności ulicę Jedności Narodowej, zwłaszcza w części o niższych numerach. Będąc na Jedności Narodowej warto przejść się na plac świętego Macieja – na placu zlokalizowanym wokół fontanny przesiadują mieszkańcy okolicznych ulic, a na mieszkańców zdają się patrzeć stuletnie i, na szczęście, odremontowane kamienice. A w piekarni przy ulicy świętego Wincentego chleb wypieka się w stuletnim piecu – to pozostałość po niemieckich piekarzach. To chyba tak wygląda podróż w czasie.

Opublikowany przez Łokietka 5 – Infopunkt Nadodrze Piątek, 21 czerwca 2019

Artystycznie i oddolnie

Jest na Nadodrzu miejsce, które wpływa na stopniowe przekształcenie wizerunku dzielnicy. To Infopunkt Łokietka 5. Właśnie tu, niedaleko fenomenalnego muralu „Brama Nadodrza”, koordynowane są działania upiększające Nadodrze, jak i integrujące lokalną społeczność. Infopunkt organizuje kilka świetnych, cyklicznych wydarzeń, z których najważniejszym zdaje się być Noc Nadodrza. Trwa dwanaście godzin i obejmuje zarówno koncerty, jak i degustacje lokalnych przysmaków czy wystawy. Podobny charakter ma wydarzenie Mistrzowie Nadodrza, kiedy miejscowe zakłady rzemieślnicze otwierają swoje drzwi ciekawskim, pokazując fach od kuchni, a właściwie od zaplecza.

Do tego dochodzi życie artystyczne. Trudno wymienić wszystkie sklepy artystyczne Nadodrza – tu zaproponować można na przykład Naturę Rzeczy, galerię Dia czy pracownię z ceramiką Ende. Sztuka jednak nie mieści się już w pracowniach i wychodzi na ulicę, przede wszystkim w postaci murali. Podczas swojego rytualnego spaceru po zaułkach Nadodrza wpadłam kiedyś na kolorowe podwórka przy Roosevelta i uważam, że to jedno z najciekawszych miejsc we Wrocławiu. Artyści postanowili na ścianach kamienic od strony podwórza umieścić wszystko to, co oni sami i mieszkańcy uznali za istotne. Mamy tam więc rajską plażę, ryciny Grottgera czy portrety mieszkańców. Osobno wymalowane zostały wszystkie psy, które codziennie przemierzają trawniki przy swoich podobiznach. To dzieło artystów z Ośrodka Kulturalnej Animacji Podwórkowej. Moim zdaniem jest to absolutny „must–see” podczas wycieczki do Wrocławia.

Opublikowany przez Łokietka 5 – Infopunkt Nadodrze Piątek, 21 czerwca 2019

Czy warto zajrzeć na Nadodrze, choćby na dłuższy spacer? Bez wątpienia. Można w tym celu posiłkować się dodatkowo audioprzewodnikiem – można go pobrać ze strony audiotrip.org. Co ciekawe, w przewodniku usłyszeć można także wspomnianych rzemieślników i artystów z Nadodrza, co dodaje materiałowi autentyczności. Zapewniam, że na Nadodrzu można dostać znacznie więcej niż w gębę, a hipstersko–zawadiacki klimat dzielnicy przemówi do wszystkich, którzy potrafią zachwycić się miejską dżunglą.

Aleksandra Seń
Aleksandra Seń
Studentka filologii niderlandzkiej – w dzieciństwie po kilkudniowym pobycie w Holandii stwierdziła, że jej marzeniem jest gulgać i charczeć. Próbuje zajmować się naukowo literaturoznawstwem, ale wzrusza się do łez przy podręcznikach z historii. Miesiąc bez wygłoszenia referatu na niszowej konferencji uznaje za zmarnowany.

Prowadzi koczowniczy tryb życia odkąd stwierdziła, że nie potrafi spędzić całego tygodnia we własnym domu. Najlepiej odnajduje się w otoczeniu mebli z epoki wczesnego Gierka i wśród paproci. W sercu nosi mieszankę kiczu i retro.
AUTOR

Polecamy