„Opowieść podręcznej” – fikcja, której powinnyśmy się bać

Nolite te bastardes carborundorum
12 minut czytania
1254
0
Aleksandra Seń
Aleksandra Seń
7 października 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Błogosławiony owoc – i już wiesz, o co chodzi. Wyśmienita antyutopia Margaret Atwood wróciła do życia dzięki serialowi. Teraz wprawdzie frustruje nas oczekiwanie na nowy sezon, ale warto pochylić się zarówno nad ekranizacją, jak i – a może przede wszystkim – nad oryginalnym utworem. I jego kontynuacją.

Na ciąg dalszy historii Fredy czekaliśmy długo, bo od 1985 roku (polski czytelnik trochę krócej – od 1992 roku). Producent uwspółcześnił powieść i nadał jej bardziej bieżący wymiar. Tymczasem autorkę, Margaret Atwood, chyba to zainspirowało, bo postanowiła wydać nową książkę, w której zamknie urwane wątki. To z kolei wpłynęło na twórców serialu, którzy zapewniają, że kolejne sezony będą uwzględniać propozycje Atwood. Twórcza współpraca.

Odpowiedź na wyzwania swoich czasów

Bardzo łatwo jest zauważyć w „Opowieści podręcznej” schematy, których obawia się spora część kobiet w Polsce. Aż tak źle nie jest, choć za różowo też nie. Utwór wyrósł w czasach prezydentury Ronalda Reagana, kiedy emancypacja kobiet spotykała się z oporem amerykańskiej prawicy. Wtedy też zaczęły się zamachy terrorystyczne na kliniki aborcyjne. Dodatkowo w gabinecie Reagana byli jedynie mężczyźni. Chodzi też o wielką batalię o, i z pornografią, która nagle połączyła amerykańskie feministki z ewangelikalnym, konserwatywnym ruchem Moralnej Większości.

Są to też czasy szalonej dyktatury Ceaușescu. Czasy, w których Rumunka początkowo zyskiwała prawo do antykoncepcji dopiero po urodzeniu czwórki, a później piątki dzieci. A później wcale. W ciągu dwudziestu trzech lat obowiązywania dekretu w Rumunii urodziły się dwa miliony niechcianych dzieci – tak niechcianych, że w domach dziecka nie nadawano im nawet imion, a jedynie numery. To w tych czasach pojawił się ponadczasowy utwór, który – zdaniem wielu kobiet – nie stracił na aktualności.

Umiejętne uwspółcześnienie

Cenię sobie wersję serialową. Choć powieść – pokazując świat okrojony ze zdobyczy cywilizacji – nie staje się przestarzała, choć uwspółcześniony serial pozwala lepiej zrozumieć emocje głównych bohaterów. Widzimy rzeczywistość przed Gilead, rzeczywistość, którą doskonale znamy. Są nawet Tinder i Uber.

Przesłanie jest przytłaczające: można nas banalnie łatwo wykluczyć, nawet jeśli zdaje się nam, że czasy w których żyjemy są egalitarne i nowoczesne. Postęp nie wyklucza ekstremizmów, a samych ekstremistów nie obchodzi, jakie mamy przywileje i udogodnienia – muszą je po prostu ominąć.

Nie chodzi o sprzeciw wobec religii

Atwood podkreśla, że to nie jest antyreligijna książka. Nie podoba jej się coś zupełnie innego – gdy religia staje się przykrywką dla dyktatury. Ma to pewnie jakiś związek z fascynacją Atwood purytanizmem. W jej rodzinie krąży legenda o jej przodkini, Mary Webster z Massachusetts, którą za czary próbowali udusić sąsiedzi. Kobieta przeżyła, trochę im na złość.

Autorka nigdy nie kryła swoich poglądów. Jej twórczość wyraźnie nawiązuje do feminizmu, ale nie tylko. Jednym z istotnych aspektów Gilead jest wątek ekologiczny – świat jest po nieokreślonej  klęsce ekologicznej, a nowe władze robią wszystko, by zatroszczyć się o środowisko i zbudować nową rzeczywistość. Problem środowiskowy pojawia się u Atwood nie tylko w „Opowieści podręcznej”, ale również w „Roku potopu”, który przedstawia świat po totalnej klęsce, w którym przeżyło tylko kilka osób.

Ciąg dalszy nastąpił

Najpierw Atwood rozwinęła postscriptum „Opowieści podręcznej”, w którym uczeni 150 lat po zakończeniu akcji debatują nad utworem, jako autentycznym źródłem historycznym – chłodno, bez emocji, bez koncentracji na dramacie. To jej jednak nie wystarczyło, bo postanowiła po 34 latach opublikować ciąg dalszy powieści. Tym razem główne bohaterki są trzy: to ciotka Lydia, Agnes, mieszkająca w Gilead i Daisy, wywieziona z opresyjnego państwa do Kanady jako dziecko i adoptowana przez tam mieszkającą parę. Atwood zgrabnie tworzy ciąg dalszy swojej oryginalnej historii, sprawiając jednocześnie, że ta nie kłóci się z wizją twórców serialu.

Teraz autorka pokazuje inny wymiar Gilead – zwłaszcza dzięki ciotce Lydii. Chodzi o to, że w „piekle kobiet” temperaturę podnoszą też kobiety, sojuszniczki patriarchatu i terroru. Tak przy okazji – teraz w Gilead w modzie jest zieleń. Niestety polski czytelnik musi jeszcze zaczekać na tłumaczenie utworu.

Przez długi czas Atwood otrzymywała od swoich czytelników zdjęcia z tatuażami. Większość z nich tatuowała sobie napis Nolite te bastardes carborundorum. To uniwersalne przesłanie w świńskiej łacinie powinno trafić do wszystkich kobiet, które czują się niepewnie w męskim świecie.  Nie daj się zgnębić suk…ynom.

Aleksandra Seń
Aleksandra Seń
Studentka filologii niderlandzkiej – w dzieciństwie po kilkudniowym pobycie w Holandii stwierdziła, że jej marzeniem jest gulgać i charczeć. Próbuje zajmować się naukowo literaturoznawstwem, ale wzrusza się do łez przy podręcznikach z historii. Miesiąc bez wygłoszenia referatu na niszowej konferencji uznaje za zmarnowany.

Prowadzi koczowniczy tryb życia odkąd stwierdziła, że nie potrafi spędzić całego tygodnia we własnym domu. Najlepiej odnajduje się w otoczeniu mebli z epoki wczesnego Gierka i wśród paproci. W sercu nosi mieszankę kiczu i retro.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.