Chora miłość szejka

Koszmar w raju
22 minut czytania
1275
0
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
20 listopada 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Rozmowa z Arturem Ligęską, prekursorem branży fitness w Polsce, skazanym na dożywocie w Emiratach Arabskich, bo nie odwzajemnił miłości, którą zapałał do niego syn szejka arabskiego.

W 2017 roku rzucił pan wszystko i wyjechał do Emiratów. Skąd taka decyzja? Był Pan przecież prekursorem klubów fitness w Polsce.

Poleciałem do Emiratów niedługo po tym, jak zbankrutowałem. Straciłem w Polsce zdrowie, firmę, wpadłem w nałóg, zakończył się mój związek.

Nie przywiązywałem wagi do systemu karnego, jaki panuje w Emiratach. Gdybym odrobił lekcję z kultury, obyczajowości, to wiele rzeczy by mi się nie przydarzyło. Dubaj był jedyną deską ratunku, żeby spłacić długi. Przez pierwszych sześć miesięcy rzeczywiście się udawało. Pracowałem jako ekspert fitnessowy, tworząc fitness kluby dla inwestorów. W pewnym momencie straciłem kontrolę nad wszystkim w życiu. Zacząłem biznes, mając 25 lat, zaraz po studiach w USA. Współtworzyłem tę branżę od podszewki. Byłem pracoholikiem do potęgi entej.

 

fot. Kazimierz Gnatowski-Kershaza

Pana historia jest wstrząsająca. Spędził pan 13 miesięcy w Emiratach Arabskich, i to nie na plaży, ale w więzieniu, gdzie był torturowany. Wierzyciele twierdzą do dzisiaj, że całą historię pan sfingował, żeby nie oddawać długu.

Sąd wobec mojej osoby ogłosił upadłość konsumencką. Moi wierzyciele wyzywali mnie na portalach społecznościowych od najgorszych, pisali, żebym zdechł w więzieniu. Czterdziestoletni facet, który mówi, że został zgwałcony… To są rzeczy, w które trudno uwierzyć.

Mało osób wychodzi z arabskiego więzienia. Kiedy zacząłem głodówkę, przewieziono mnie do ciasnej celi na pustyni, bez łóżka, bez wody. Byłem tam traktowany gorzej niż pies przywiązany łańcuchem przy budzie, chociaż on i tak ma lepiej, bo czasami ktoś go pogłaszcze i rzuci mu kość. Mimo koszmarnego stanu krzyczałem, że jestem niewinny. Kiedy zaczął się ramadan i przez kilka dni nie dostawałem jedzenia, piłem wodę z otworu w betonie, żeby przetrwać. To są rzeczy, które brzmią niewiarygodnie. Po siedmiu miesiącach pobytu w więzieniu zdołałem przekupić strażnika, by pozwolił mi zadzwonić do najbliższych. Miałem na to dwie minuty. Zatelefonowałem do przyjaciółki, za której pośrednictwem zaapelowałem do polskich mediów o pomoc. Było to 16 listopada 2018 roku. Wiedziałem, że bardzo wiele ryzykuję, że mogę zostać otruty, zabity. 9 maja 2019 roku narodziłem się po raz drugi. Władze Zjednoczonych Emiratów Arabskich zdecydowały, że zostanę uniewinniony.

Wcześniej, w pięciominutowym procesie, skazano pana na dożywocie za posiadanie narkotyków, których nigdy pan nie miał. Jak to możliwe?

W Emiratach za samo posiadanie nawet śladowych ilości narkotyków można spędzić w więzieniu minimum cztery lata. Za handel narkotykami grozi kara śmierci. Kiedy byłem w Emiratach, dostałem propozycję pracy w Londynie jako ekspert od tworzenia sieci klubów fitness. Postanowiłem wyjechać na kilka miesięcy z Dubaju do Londynu. Na lotnisku po oddaniu bagaży udałem się do odprawy paszportowej. Gdy przyłożyłem dokument do czytnika, cały terminal lotniska zaczął wyć, zapaliły się czerwone światła. Podszedł do mnie oficer migracyjny i powiedział, że mam wrócić do domu i się zastanowić. Po powrocie do domu, tuż przy wejściu do budynku, w którym mieszkałem, kilkunastu oficerów policji rzuciło się na mnie i aresztowało mnie pod pretekstem posiadania narkotyków. Gdybym faktycznie był dilerem narkotykowym, zostałbym zatrzymany już podczas odprawy. Niczego nie znaleziono w moich rzeczach, nie miałem w organizmie żadnych niedozwolonych substancji. Co ciekawe, samochód, którym jechałem, nie był policyjny, tylko cywilny, w cywilnych ubraniach byli też policjanci.

Za pana uwięzieniem stał książę arabski, syn prezydenta Emiratów, który się w panu zakochał i nie chciał dopuścić do pana wyjazdu. Jak się poznaliście?

Poznaliśmy się na otwarciu fitness clubu, który był częścią imperium biznesowego rodziny królewskiej. Było to w Abu Zabi, gdzie pracowałem.

Przedstawił nas sobie wspólny znajomy. Przegadaliśmy cały wieczór, właściwie nie pamiętam nikogo innego. Od razu skojarzył mi się z aniołkiem: duży, misiowaty, niezgrabny i dziecinny, z twarzą chłopczyka. Wymyśliłem mu pseudonim „Anioł”. Od razu powiedziałem mu, dlaczego tu przyjechałem. Proponował mi pożyczkę, ale się na to nie zgodziłem. Planowałem pracować dwa lata w Emiratach i rozwiązać swoje problemy finansowe. Cześć długu udało mi się spłacić. Szanował mnie jako specjalistę od branży fitness. Moja rozległa wiedza w tej dziedzinie wyraźnie mu imponowała. Opowiadałem mu o swojej wizji zbudowania klubu w Dubaju. Byłem ekspertem, ale też jego trenerem. Intrygowała mnie jego złożona osobowość, dobrze nam się rozmawiało. „Anioł” dużo wiedział o Polsce, Wałęsie, polskim papieżu. Zadeklarowany muzułmanin, który wierzy w Allaha, kocha islam i zna historię naszego kraju. To są rzeczy, które mnie w tym człowieku ujęły.

Byliście kochankami?

Nasza znajomość nigdy nie miała charakteru seksualnego. Po pierwsze, on był moim szefem, po drugie po moich doświadczeniach w Polsce byłem kompletnie zamknięty na jakiekolwiek relacje. Przez cały czas naszej znajomości nigdy się nie przyznał, że jest synem jednego z szejków rządzących tym krajem. To był chłopczyk w ciele wielkiego, trzydziestoletniego faceta. Żył w wielkim strachu, że ktoś odkryje jego prawdziwą naturę i seksualne potrzeby.

Był pan jego trenerem personalnym. Pomógł mu pan wyleczyć kompleksy?

Uznałem go za ciekawego człowieka, choć fizycznie niezbyt atrakcyjnego. Miał spory problem ze swoim ciałem: szerokie biodra, krótkie barki. Miał ogromny kompleks z tym związany. Ćwiczyłem z nim trzy miesiące i rezultaty naszych treningów zaczęły być widoczne. Cieszył się z tej zmiany jak dziecko. Zmieniliśmy jego sylwetkę, sposób jedzenia. Dla niego było ważne, żeby ktoś powiedział: stary, wyglądasz fajnie. Potrafiłem zażartować i wyśmiać go tak po przyjacielsku. Podobało mu się, że ktoś potrafi traktować go na równi, zamiast kłaniać się wpół. Na początku był naprawdę miłym, sprawiającym dobre wrażenie facetem. Zachowywał się poprawnie, nie próbował mnie podrywać. Starałem się być dla niego wsparciem, psychologiem. Traktowałem go jak kumpla. Na początku nie zdawałem sobie sprawy, jakie są jego prawdziwe intencje, że jest we mnie obsesyjnie zakochany. Kilka razy byliśmy razem na imprezach, wprowadzał mnie w swoje środowisko. Pewnego wieczoru zostaliśmy zaproszeni na urodziny do bardzo bogatego człowieka. Gdy wszedłem do luksusowego apartamentu w Dubaju, zobaczyłem dziewczynki w wieku 10-12 lat, które, ubrane w bikini, podawały gościom na metalowych tacach biały proszek. To była elita tego miasta, a nikomu nie przeszkadzały dzieci roznoszące narkotyki. Szybko ulotniłem się z tej imprezy i pomyślałem, że to nie mój świat, że musimy rozluźnić swoje relacje. No i zaczęło się piekło.

Był pan świadomy tego, z jak ważną osobą ma do czynienia?

Miał bardzo charakterystyczny samochód, poruszał się bentleyem z czerwoną tapicerką. To z niego wysyłał mi przeróżne filmiki, dodając graficzny znak serduszka i moje imię. Później okazało się, że takimi samochodami jeżdżą członkowie rodziny królewskiej w Emiratach Arabskich. W Abu Zabi były tylko dwa takie samochody. Dla Agaty, mojej przyjaciółki, która zaangażowała się w moje uwolnienie, był to ważny trop. Wiedziałem, że spółka, w której pracowałem, należy do rodziny królewskiej w Abu Zabi. Ale „Anioł” nigdy mi wprost nie powiedział, kim jest. Zawsze umawialiśmy się w miejscach, w których czuł się bezpiecznie.

Tak naprawdę jest synem koronowanego księcia Abu Zabi, najważniejszej osoby w państwie. Jego ojciec nadal sprawuje władzę jako pełniący obowiązki prezydenta Emiratów i jednocześnie emir Abu Zabi. Byłem w jednej z rezydencji należących do jego ojca, nawet robiliśmy trening w jego pałacu. Rozmawialiśmy czasami przy butelce wina, choć oficjalnie alkohol w Emiratach jest zabroniony, z wyjątkiem ściśle określonych miejsc. „Anioł” mieszkał cztery lata w Londynie, bardzo odpowiadało mu życie w Europie, miał nieograniczone możliwości finansowe. Zarazem krytykował londyńczyków, uważał Europejczyków za kompletnie zepsutych, rozpasanych. Kiedy mu powiedziałem o wyjeździe, usłyszałem, że nie wyobraża sobie sytuacji, że mnie nie ma w pobliżu. I że jeśli się zdecyduję wyjechać, to on mnie albo uwięzi, albo zabije. Wtedy potraktowałem to jako żart.

Czy „Anioł” zdawał sobie sprawę, że jest pan torturowany w więzieniu?

Kiedy trafiłem do więzienia, on nadal mnie odwiedzał. Gdy zostałem przeniesiony do izolatki, przyniósł mi trzy róże, a po skazaniu mnie na dożywocie, w dniu moich urodzin, tort. Wtedy już byłem pewien, że mam do czynienia z psychopatą. Im gorzej wyglądałem, tym bardziej był usatysfakcjonowany.

To człowiek, który nie był absolutnie stworzony do tego, żeby mieć taką władzę i pieniądze. To, co robił wobec mnie, w pewnym momencie wymknęło mu się z rąk. Nie spodziewał się, że będę się tak bardzo buntować. Siedziałem bez wyroku, bez jakichkolwiek dowodów. Byłem gwałcony przez strażników. Jedyna różnica między miejscem, w którym byłem, a obozami koncentracyjnymi jest taka, że nas nie gazowano. „Anioł” się wystraszył, bo za dużo osób zaczęło się mną interesować. Zawiózł mnie do szpitala, tam dostałem kroplówkę, antybiotyki. Mój stan zdrowia był efektem odstawienia leku, którego nie brałem kilka miesięcy. Ambasada polska zaczęła wysyłać pisma protestacyjne, domagając się mojego uwolnienia.

Na pierwszy rzut oka Emiraty to nowoczesne, liberalne państwo. Polacy jeżdżą tam głównie w celach turystycznych, rzadziej do pracy. Kraj jawi się jako raj.

Tu jest wszystko z najwyższej półki. Jednak skok cywilizacyjny nastąpił za szybko. 50 lat temu na większości terytorium była pustynia i piasek. Dubaj jest sztucznym miastem, które powstało na przestrzeni ostatnich 40 lat. Ludzie z wielbłądów i pustynnych oaz przesiedli się do najlepszych samochodów i zamieszkali w najlepszych wieżowcach. W islamskim kalendarzu jest teraz XV wiek, dokładnie 1437 rok, stąd myślenie typowego Emiratczyka, nie ujmując mu niczego, bo ja bardzo szanuję ten naród, przypomina myślenie średniowiecznego Europejczyka. Nie każdy człowiek, który leci tam zarobić pieniądze, ma do czynienia z Emiratczykami, bo oni stanowią tylko 10 proc. całej 9,5-milionowej populacji Emiratów. Dziś Dubaj imponuje rozmachem i bogactwem, jednak jeszcze w 1990 r. stał tutaj tylko jeden drapacz chmur. Obecnie miasto nazywane jest Nowym Jorkiem Bliskiego Wschodu. Tutaj wszystko musi być najdroższe i największe.

Niesłuszne aresztowania to codzienność w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Wielu więźniów nie dokonało zarzucanych im czynów. Niektórzy, patrząc mi w oczy, mówili: nie wiemy, za co siedzimy, ale skoro Allah tak chce, to będziemy tu przez 25 lat. Podobnie tłumaczą strażnicy, którzy torturują ludzi. Mówią: Allah tak chce. Nie mieści się w głowie, że można kogoś aresztować i skazać bez żadnych dowodów. Cudzoziemcy często trafiają do więzień tylko dlatego, że uwiecznili na selfie jakiegoś obywatela ZEA. Zgwałcona kobieta, jeśli chce wnieść oskarżenie, musi mieć dwóch świadków. Niektórzy lądują w więzieniu za to, że spojrzeli w oczy tamtejszej kobiecie.

Zdarzyła mi się coś takiego. Pewnego dnia, w centrum handlowym, zapatrzyłem się w przepiękne oczy dziewczyny, która szła, jak się potem okazało, z mężem. On mnie złapał za rękę i powiedział, że idziemy na policję. Wyszedłem z tego cało, bo jego żona miała jakieś prawa w tej relacji, zaczęła się z nim sprzeczać po arabsku. Takie rzeczy się przydarzają, nieczęsto, ale o tym trzeba mówić.

Homoseksualizm jest w Emiratach na porządku dziennym, chociaż grozi za to więzienie. Jak „Anioł” tłumaczył to zjawisko?

Gdy zapytałem go o homoseksualizm, powiedział, że prawo islamu zezwala na zabicie. Gejów powinno się kamienować, strącać ze skały i prześladować. On się z tym nie zgadzał, ale sądził, że skoro żyje w takim kraju, to musi to zaakceptować. Taki stosunek do homoseksualizmu jest hipokryzją. Mówił, że mężczyźni w jego kraju nie mają możliwości obcowania z kobietami. Ich przyszłe żony są wybierane głównie przez matki. Taki 20-letni facet poznaje kobietę i nie wie, jak ją traktować. Nawiązywanie relacji z mężczyznami jest łatwiejsze, bardziej naturalne. „Anioła” próbowali swatać, kiedyś się pewnie będzie musiał ożenić z jakąś kobietą.

Konsulat wiedział o pana sytuacji? Dużo osób pomagało panu w walce o uwolnienie?

Można powiedzieć, że konsulowie stali się moją drugą rodziną. Dzięki ich regularnym wizytom władze więzienia zaczęły się dopatrywać drugiego dna w mojej sprawie. Potem informacje dotarły do emirackiego ministerstwa sprawiedliwości oraz do polskich mediów. O mojej sprawie zaczął pisać cały świat. Bardzo pomogła mi Agata, dziewczyna ze Szczecina. Znamy się od 25 lat. Podniosła alarm w różnych organizacjach walczących o prawa człowieka. Dołączyli do niej fani Justyny Steczkowskiej. To oni stworzyli sztab kryzysowy i postanowili docierać wszędzie tam, gdzie się da. Przed laty założyłem fanklub Justyny, do dzisiaj bardzo się przyjaźnimy. Bardzo ważną postacią jest też Kasia, dziewczyna, z którą mieszkałem w Dubaju. Dzięki jej wizytom udało się przekazać list, który dostałem od „Anioła”. Znalazła też prawnika, który dużo zrobił w mojej sprawie. Kardynał Krajewski z Watykanu również zaangażował się w moją sprawę. Cenną pomoc otrzymałem z polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Występuje pan często w koszulkach w napisami arabskimi. To świadczy o tym, że jest panu bliska ta kultura. Nie obawia się pan, że ta historia może wzbudzić niechęć do krajów arabskich, podsycać islamofobię?

Wszędzie są źli i dobrzy ludzie. Byłbym hipokrytą, gdybym atakował Emiraty, one w całej swojej okazałości są naprawdę atrakcyjnym krajem. Islam w swej najczystszej formie uważam za bardzo szlachetną i piękną religię. Jest podobny do chrześcijaństwa. Nie mam żalu do tego kraju. Bliski Wschód bywa piękny, mistyczny i bardzo inny od tego świata, jaki znamy. Jednak chcąc tam mieszkać, trzeba pamiętać o restrykcyjnym prawie, które tam obowiązuje. Zarobki w Emiratach Arabskich sięgają przecudownych kwot, można przez kilka lat sporo zarobić, wrócić do Europy i żyć jak król. Też miałem taki plan, natomiast nie powiodło się dlatego, że spotkałem tę, a nie inną osobę.

Chcę mówić głośno o tym, co widziałem w więzieniu, uświadamiać, że w tamtym rejonie wcale nie jest bezpiecznie, podpowiadać ludziom, którzy jadą do Emiratów, aby nie popełniali tych samych błędów co ja.

Jakie są pana plany? Nie obawia się pan, że występuje przeciwko ludziom, którzy mają władzę i pieniądze?

Mam świadomość, że moja sprawa stała się głośna i zarazem bardzo niewygodna. Emiraty nie chcą jej upublicznienia. Ale tego nie można w żaden sposób wyciszyć. Polacy mają udział w rozbudowie dubajskiego metra, w centrach handlowych są nasze marki, takie jak Inglot czy Grycan.

Po powrocie odwiedziłem bez zapowiedzi ambasadę ZEA w Warszawie. Byłem zaskoczony, bo prawie każdy z pracowników znał mnie z imienia i nazwiska, witali się ze mną jak ze starym znajomym. Będę domagał się odszkodowania. Napisałem list do prezydenta ZEA, opisałem swoją drogę przez więzienne piekło.

Jestem pod stałą kontrolą lekarzy, psychiatrów, seksuologa klinicznego. Zdiagnozowano u mnie zespół stresu pourazowego. Gdyby nie wsparcie państwa, nie byłoby mnie stać na psychoterapię, pomoc prawną oraz liczne wizyty u specjalistów. W więzieniu straciłem część uzębienia. Fundusz Sprawiedliwości przy Ministerstwie Sprawiedliwości sfinansował leczenie stomatologiczne.

fot. Kazimierz Gnatowski-Kershaza

Jak psychologowie oceniają pana obecny stan psychiczny?

Po raz pierwszy w życiu mam status osoby bezrobotnej. Nie nadaję się do pracy, czasami mam takie stany lękowe, że boję się wychodzić na ulicę. Ten wyjazd zablokował mnie emocjonalnie, nie potrafię teraz wchodzić w głębsze relacje. Nigdy nie potrafiłem określić swej seksualnej tożsamości. Najczęściej zakochiwali się we mnie faceci. To było uczucie, w którym nigdy nie potrafiłem się do końca zrealizować. Niejednokrotnie próbowałem stworzyć związki z kobietami, ale się nie udawało. Po tych doświadczeniach mogę powiedzieć, że nie wiem czym, jest miłość. Związek dwóch osób uważam za układ mający na celu zaspokojenie potrzeb: seksualnych lub materialnych. W moim życiu uczuciowym dokonało się totalne bankructwo. Wierzę w miłość rodziców do dzieci i na odwrót. A także Boga do ludzi, natomiast nie potrafię zdefiniować miłości dwojga dorosłych osób, czegoś takiego w zdrowej wersji jeszcze nie doświadczyłem. Jestem innym Arturem niż ten, którym byłem przed wyjazdem. Zmienił mi się cały świat i priorytety. Wydałem książkę „Inna miłość szejka”, chcę walczyć o lepszy świat.

Czy „Anioł” próbował się z panem skontaktować po tym wszystkim?

Kiedy wróciłam do Polski, wysłałem mu esemes, że bardzo mu dziękuję za piekło, które mi urządził. „Koniec końców nie poszło po Twojej myśli, a ja sobie tylko udowodniłem, że w życiu nie jest w stanie mnie już zniszczyć kompletnie nic”. W lipcu wysłał mi zdjęcie, na którym leży w szpitalu ze złamaną nogą. Niedawno wysłał mi esemes z pytaniem, czy nie chciałbym z nim polecieć do Nowego Jorku. Zastanawiam się, jak bym się zachował, będąc w jego skórze, mając nieograniczone możliwości. Może byłbym jeszcze gorszy? Proszę sobie wyobrazić: jest pani księżniczką z nieograniczonym budżetem, takim, że sama pani nawet nie wie, ile ma pani tych pieniędzy. Budzi się pani i myśli sobie, co by tu zrobić? Może bym gdzieś poleciała?

Jesteśmy ludźmi, którzy żyją na tej samej ziemi, ale jakby w kompletnie innych wymiarach.

Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
Obserwuje, słucha, czyta i podróżuje. A potem nie może się powstrzymać, żeby o tym nie napisać. Pytanie, które najczęściej zadaje, brzmi: co o tym myślisz? Interesuje ją wszystko, co niekonwencjonalne i wyprzedzające epokę. Jest żądna wiedzy, ciekawa świata i ludzi.

Od kilkunastu lat pracuje jako dziennikarka. Pisała dla takich tytułów, jak „Trendy Art of Living” czy „Dziennik. Gazeta Prawna”.

Uwielbia Włochy i mistykę. Z wielką determinacją próbuje nauczyć się włoskiego. Nie lubi zimna, tłumu i hałasu. Jest uzależniona od kina, więc wolny czas najchętniej spędza w ciemnej sali kinowej. Często jeździ na rowerze i ćwiczy jogę. Do siebie i życia podchodzi z dystansem. Czasami chciałaby być niewidzialna.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.