Dziwne kino #10 – Głowa do wycierania (1977)

13 minut czytania
453
0
Kuba Łaszkiewicz
Kuba Łaszkiewicz
15 listopada 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

David Lynch to jeden z najbardziej kontrowersyjnych reżyserów znanych współczesnemu widzowi. Nigdy nie powielał utartych schematów, a tworzone przez niego filmy zaskakiwały. Jest rozpoznawalny za sprawą słynnego serialowego Miasteczka Twin Peaks, a także filmów takich jak Blue Velvet czy Dzikości serca. Dziś Głowa do wycierania jego pierwsza pełnometrażowa produkcja, która bez wątpienia zasługuje na miano jednego z najdziwniejszych, ale przy tym także najbardziej charakterystycznych filmów lat siedemdziesiątych.

Głównym bohaterem jest niejaki Henry Spencer, drukarz w pewnej znanej firmie. Po bardzo długiej przerwie odwiedza swoją dziewczynę – przyjmuje zaproszenie na kolację, która odbywa się w domu jej rodziców. Wieczór ten znacząco odbiega od wzorca udanych spotkań w gronie rodzinnym. Rodzina dziewczyny zachowuje się bardzo dziwnie. Henry szybko dowiaduje się, że został ojcem – drobny problem polega jednak na tym, że jego dziecko bardzo średnio przypomina niemowlaki, które dane jest nam widywać na co dzień. Wygląda bardziej jak przybysz z innej planety i bardzo głośno jęczy, nie dając nikomu spać.

Świeżo upieczony ojciec bardzo szybko wplątuje się w spiralę dziwnych, niecodziennych zdarzeń – oczywiście mógłbym przytoczyć teraz kilka z nich, ale wierzcie mi, nie ma większej frajdy niż obserwowanie tego, co się dzieje na ekranie, nie wiedząc, czego się spodziewać. W każdym razie zaświadczam, że jest ciekawie. Jest intrygująco. Wszystko wydaje się dziać z ogromnym przymknięciem oka na ciąg przyczynowo-skutkowy, na wszelaką logikę płynącą z czynów i słów bohaterów, słowem – mamy do czynienia z surrealizmem pełną gębą.

Główną siłą napędową opowieści nie jest jednak fabuła czy bohaterowie, a klimat, w jaki wprowadzają nas twórcy filmu. Całość dzieje się w zindustrializowanym świecie, jakby zupełnie nieprzyjaznym dla człowieka. Budynki, wnętrza oraz elementy scenografii (jak chociażby kupa piasku na stoliku nocnym) wzbudzają nieokreślone poczucie niepokoju. Film został utrzymany w czarno-białej stylistyce, co dodatkowo wzmacnia efekt. A co najważniejsze, mamy do czynienia z wyjątkowo zgrabnie dopasowanymi odgłosami otoczenia oraz ścieżką dźwiękową do poszczególnych scen. Klimat „Głowy do wycierania” jest nie do podrobienia. Sam film, klasyfikowany często jako surrealistyczny horror, nie straszy wyskakującymi zewsząd potworami czy nasilającą się, niemal przeszkadzającą muzyką, a całą otoczką – scenografią, muzyką i nieoczywistymi niekiedy ujęciami. Zawsze to doceniam w tego typu produkcjach, bowiem nie sztuką jest wzbudzić niepokój u widza w tani, zakrawający o kicz sposób. Szanuję twórców, którzy stawiają na straszenie klimatem – a takowym bez wątpienia jest David Lynch.

Wiele osób usiłowało zinterpretować wydarzenia, którymi jesteśmy świadkami na ekranie. Jednym z głównych punktów odniesienia jest tajemnicza postać, która w pierwszej scenie pociąga za wajchy, wydając się jakby zarządzać rzeczywistością Henry’ego. Tego typu scen i sytuacji obserwujemy wiele i nie wszystkie są jasne. Ba, praktycznie nic tu nie jest jasne. I to jest w tym obrazie piękne – to, że pozostawia nam pełną dowolność w interpretacji; to, że możemy oglądać go wielokrotnie z tym samym zainteresowaniem, cały czas odkrywając coraz to nowe szczegóły i motywy. To, że David Lynch bawi się z widzem jak najwybitniejszy kuglarz świata.

Polecam „Głowę do wycierania” osobom, które oczekują od kina czegoś zupełnie odbiegającego od przyjętych norm. Ludziom, którym nie przeszkadza wyzwanie intelektualne, jakie stawia przed nimi film. Widzom, którzy chcą w skupieniu patrzeć i analizować, którzy po seansie chcą zachodzić w głowę, o co w zasadzie chodziło twórcom. Którzy uwielbiają klimatyczne, pełne napięcia produkcje z nieoczywistymi bohaterami.

To nie jest film łatwy w odbiorze; warto jednak przez niego przebrnąć, wyrobić sobie opinię i delektować się tym, co widzimy na ekranie. A widzimy dużo dziwactw. A potem coraz więcej dziwactw. Cała produkcja jest dziwaczna, a przy tym – niezwykle godna uwagi.

Kuba Łaszkiewicz
Kuba Łaszkiewicz
Autor dwóch powieści młodzieżowych ("Kalesony Sokratesa" i "Wszystkie dziewczyny Wertera"), początkujący stand-uper, fan Pink Floyd, licealista.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.