Kartografia w genealogii – fascynujące odkrywanie przeszłości

Po co potrzebne nam mapy w odkrywaniu naszych przodków?
17 minut czytania
694
0
Bartosz Mikołajczyk
Bartosz Mikołajczyk
6 listopada 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Wydaje się, że mapy przy poszukiwaniu przodków nie stanowią specjalnie przydatnego atrybutu – wszak poszukiwania przodków to nie szukanie zakopanego skarbu.  Ale wielu spośród tych, którzy zdecydowali się na tę wędrówkę, na pewnym etapie poszukiwań odkrywa, że mapy są równie potrzebne, jak księgi metrykalne.

Gdy moja genealogiczna pasja trwała już kilka lat i udało mi się przez ten czas dokonać wielu satysfakcjonujących i nieraz zaskakujących odkryć, w końcu zacząłem napotykać pewien opór.

Wyprowadziłem wiele gałęzi mojego drzewa genealogicznego dość głęboko w przeszłość, a kolejne sukcesy przychodziły z coraz większym wysiłkiem – niczym brnięcie przez coraz głębsze i gęstsze grzęzawisko. Źródła już nie były już tak łaskawe, jak na początku poszukiwań – do poznania kolejnych pokoleń przodków zaczynało brakować dowodów. A to w jednej parafii brakowało kilku roczników ksiąg, a to w zachowanych księgach okazywało się, że brakuje istotnej ilości stron – wypalonych, przemoczonych, wyrwanych czy wygryzionych. Z drugiej strony nauczyłem się w tym czasie podchodzić do kolejnych odkryć z większym dystansem i spokojem i z pokorą znosić każdą „porażkę”, gdy okazywało się, że czegoś już się nie da zgłębić bardziej.

W pewnym momencie pojawiła się myśl, która tchnęła we mnie nowy zapał. Zapragnąłem nie odkrywania kolejnych liczb – dat urodzin, małżeństw i zgonów – moich przodków, czy ich imion i nazwisk, ale czegoś zupełnie innego – poznawać przestrzeń, w której żyli już poznani przeze mnie przodkowie.

W ten sposób zacząłem się interesować kamienicą, w której żyła moja rodzina od lat. Dalej zainteresowałem się okolicą, w której żyli – i nawet nie wiem, w którym momencie, poznałem każdą kamienicę przy tej ulicy, niemal każde podwórko, detale architektoniczne budynków i nazwiska ich właścicieli.

Genealogia jest wciągająca i uzależniająca. Szybko przekonałem się, że równie hipnotyczne okazało się odkrywanie przeszłości całej okolicy – kto i kiedy kupił daną działkę? Kiedy wytyczono jej granice? Kiedy postawiono na niej pierwszy dom? Drewniany, czy murowany? Kiedy nadano mu obecny numer?

Tym samym znalazłem swego rodzaju odskocznię od badań własnej rodziny, choć nie od samej genealogii – odkrywając losy kolejnych nieruchomości, nieraz  sięgałem do ksiąg metrykalnych, by ustalić pewne fakty, czy je zweryfikować. Nie spodziewałem się, że tak zauroczą mnie źródła kartograficzne, które okazały się bezcenne w poznawaniu dawnej przestrzeni.

Zachwycałem się wspaniałym dawnym pismem odręcznym – choć przyznać trzeba, że potrafiło mnie doprowadzić do bólu głowy – a teraz znalazłem nowy przedmiot fascynacji – mapy.

Bliższe kontakty z dawnymi mapami zdumiały mnie ogromnie. Pyszniąc się zdobyczami czasów, w których przyszło mi żyć, nie spodziewałem się, jak wartościowe były choćby XIX-wieczne mapy. Ogromny podziw dla pracy ludzi, którzy je sporządzali sprawił, że pozbyłem się złudzenia, że to nasze czasy są „rozwinięte”, a przeszłość była „zacofana”. Przybliżenie sobie dziedzictwa pozostawionego nam przez przodków przypomina, że to im zawdzięczamy to, w którym punkcie rozwoju ludzkości jesteśmy. Niby proste i oczywiste fakty, ale w życiu codziennym zaskakująco łatwo o tym zapomnieć.

Początkowo słowo pisane było jedynym nośnikiem informacji. Dawne mapy przyniosły dużo nowych elementów. Było nadal dawne odręczne pismo (bo przecież całe, nieraz ogromne, mapy były wykonywane odręcznie!) występujące w podpisach, opisach czy legendach map. Czasem trafiały się długie fragmenty opisowe, stanowiące znakomite uzupełnienie.

Podobnie jak w przypadku dawnych metryk, gdzie można w ograniczony sposób śledzić rozwój języka poprzez zmieniające się zapisy i brzmienia imion i nazwisk naszych przodków, tak w przypadku źródeł kartograficznych mamy do czynienia z językiem – nazwami własnymi miast, wsi, pustkowi, wzgórz, rzek itd. Nieraz widok zniekształconego zapisu dobrze nam znanej nazwy wprawia w zdumienie, a jednocześnie ułatwia zrozumienie znaczenia dzisiejszej nazwy i jej związku z przeszłością.

Gdy spędzi się wiele dni nad historycznymi mapami, szczególnie tymi zadziwiająco precyzyjnymi, z XIX, a nawet końca XVIII w., zaczynamy inaczej postrzegać takie źródła. Przestajemy je oglądać, a zaczynamy je czytać – specyficzne rysunki, barwy, symbole, układy kształtów stają się dla nas czytelne tak samo, jak litery alfabetu. W końcu zaczynamy czytać „między wierszami” dostrzegając to, czego mapa wprost nie pokazuje. Nagle staje się jasne, że dany kształt posesji, czy układ budynków wskazuje na przykład dawne koryto rzeki albo sugeruje istnienie w przeszłości innego układu ulic, czy kształtu rynków, których mapa dosłownie nie przedstawia.

Jeśli zdecydujemy się prześledzić kształtowanie się przestrzeni w przeszłości, w końcu odkryjemy, że jest to droga bardzo podobna do genealogii. I ludzie, i przestrzeń mają swoją historię, którą można próbować odtwarzać. W przypadku przodków, szukamy rodziców, dziadków, pradziadków, natomiast chcąc poznać losy nieruchomości – budynku, czy ziemi – to mapy pozwalają nam odkryć jak kształtowała się przestrzeń, gdy wznoszono dany dom, czy z jakiej większej całości urodziła się nowa działka.

Nieraz w tym procesie czyhają na nas podobne pułapki, co w genealogii – w metrykach może to być błędnie zapisana data, miejscowość, czy imię i nazwisko, natomiast w kartografii może być źle naniesiony obiekt, odwrotnie zastosowane kolory do oznaczania rodzaju budowli czy gruntu, czy myląca numeracja domów (najczęściej zmienna na przestrzeni lat). I w jednym, i w drugim przypadku, badacz musi podjąć wysiłek ustalenia, ile w danym źródle jest prawdy.

Czasem trzeba się posiłkować materiałami nie bezpośrednio związanymi ze sprawą. Dlatego w obydwu dziedzinach trzeba wykazać się przenikliwością, pomysłowością i determinacją w dążeniu do odkrycia prawdy. Dobrą stroną coraz powszechniejszej w naszych czasach digitalizacji jest łatwiejszy dostęp do materiałów gromadzonych w różnych częściach świata.

Dodatkowo powstają strony internetowe, które nie tylko udostępniają archiwalne materiały kartograficzne, ale umożliwiają nakładanie dawnych map i planów na współczesne. W przypadku polskiej genealogii jako szczególnie przydatne można wymienić takie serwisy jak: mapire.eu, stareplanymiast.pl, igrek.amzp.pl czy georeferencer.com. Porównywanie map potrafi przynieść niezwykłe odkrycia, ale i samo w sobie jest świetną zabawą.

Może się okazać, że historia jakiegoś miejsca jest silnie związana z naszą rodziną i ich losy wzajemnie na siebie oddziaływały. Wobec stale rosnącej świadomości odpowiedzialnego kształtowania otaczającej nas przestrzeni kulturowej i troski o środowisko naturalne, odkrywanie historycznego rozwoju przestrzennego naszej okolicy może stać się jej ważnym elementem.

Bartosz Mikołajczyk
Bartosz Mikołajczyk
Absolwent studiów historycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim. Genealogiczna pasja towarzyszy mu już od lat szkolnych. Od dawna zgłębia dzieje własnej rodziny, z zamiłowaniem oddaje się nauce paleografii. Ma ogromne doświadczenie niezbędne dla poszukiwań genealogicznych. Korzystając z rozmaitych źródeł jest w stanie odkryć wiele, ale wie też, że niektóre fakty na zawsze pozostaną tajemnicą naszych przodków.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.