Kawa po europejsku i nie tylko

19 minut czytania
410
0
Monika Machalska
Monika Machalska
12 listopada 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Przeciętny miłośnik kawy jako kraje kojarzące się z tym trunkiem, w pierwszym odruchu wymieni Brazylię, Włochy czy Turcję. Niewiele osób zdaje sobie jednak sprawę, że to nie ta część świata przoduje w spożyciu kawy.

Od lat prym wśród kawoszy wiedzie Skandynawia. Stawkę otwiera Finlandia z 12 kilogramami kawy spożywanymi w ciągu roku przez jednego mieszkańca. Dalej plasują się Norwegia, Islandia czy Dania. Stawkę zamyka Szwecja. Nieodmiennie kojarzone z kawą Włochy czy Turcja zajmują dalsze miejsca tej listy.

Badacze rynku próbują znaleźć przyczynę takiego zainteresowania kawą u Skandynawów. Niektórzy upatrują przyczyn w surowym, pozbawionym przez większą cześć roku światła słonecznego klimacie. Cóż lepiej pomoże przetrwać mroki zimy, jak filiżanka gorącego i pobudzającego naparu?

„Mała czarna” dla wikingów

A może przyczyn należy szukać w jakości serwowanej kawy? Długą tradycję ma w krajach skandynawskich sprowadzanie kawy w formie surowych zielonych ziaren i wypalanie jej na miejscu. To przyczyniło się do powstania wielu wysokogatunkowych lokalnych marek. Skandynawowie, często krytykują kawę serwowaną za granicą. Ich zdaniem, w porównaniu do skandynawskiej, jest słaba i mniej esencjonalna. W niektórych krajach ostrzega się turystów przed piciem kawy w Szwecji i krajach ościennych, ponieważ uważa się, że jej moc powoduje mdłości i kołatanie serca. Tym bardziej zaskakuje fakt, że przeciętny Szwed czy Norweg jest w stanie wypić ponad litr kawy dziennie. Jak widać, trzeba być twardym wikingiem by stawić czoła „małej czarnej”.

Do Skandynawii kawa trafiła w XVII w. Początkowo sprowadzane z kolonii ziarna sprzedawano wyłącznie w aptekach, jako środek na wiele dolegliwości. Za sprawą jej wielkiego miłośnika, króla Szwecji Karola XII, kawa zyskała na popularności. W pierwszej połowie XVIII wieku w Sztokholmie było już pięćdziesiąt kawiarni.

Dziś kawa stała się napojem pitym przy każdej okazji, od śniadania do kolacji. Obowiązkowym punktem szwedzkiego dnia stała się „fika”, zwyczajowa przerwa na kawę kultywowana zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. W tym czasie Szwedzi spotykają się przy kawie, której towarzyszą tradycyjne cynamonowe drożdżowe bułeczki lub inne przekąski.

W zakładach pracy pracownicy spotykają się na kawie zazwyczaj dwa razy dziennie, przed i po południu. „Fika” to okazja do wymiany zawodowych informacji, poglądów, ale i zwykłych ploteczek. To także instytucja społeczna, która wzmacnia więzi pomiędzy pozornie oziębłym szwedzkim społeczeństwem. „Fika” stanowi świętość i jest istotnym elementem szwedzkiej filozofii życia „lagom”, opierającej się na zachowaniu harmonii i zdrowego rozsądku. To element tradycji i poczucia tożsamości. Zapach kawy i cynamonowej bułki dla wielu Szwedów, to zapach wspomnień z rodzinnego domu.

„Napijecie się kawy?”

Chociaż kraje bałkańskie nie przodują w ilości spożytej kawy, to i w tym rejonie znajdziemy rekordzistę. Albania, to górzysty, postkomunistyczny kraj, zamieszkany przez zaledwie 2,5 miliona mieszkańców. Mimo kulejącej gospodarki, na jedno Albańczycy narzekać nie mogą. Na każde 100 000 mieszkańców przypadają 654 kawiarnie, co stanowi największą liczbę kawiarni na mieszkańca na świecie. Kawowa tradycja jest częścią spuścizny jaką pozostawiło po sobie Imperium Osmańskie przez stulecia panowania na tych terenach.

Zarówno tu, jak i w sąsiedniej Czarnogórze czy Bośni picie kawy stanowi istotny element codziennego życia i tradycji. W Czarnogórze już od rana miejscowe „kafany” (kafejki) zapełniają się klientami. Niektórzy z nich, zwłaszcza starsi mężczyźni, spędzą nad miniaturową filiżanką kawy (wzmocnionej czasem kieliszkiem rakiji czy palinki) cały dzień, prowadząc ożywione dyskusje z towarzyszami, grając w szachy lub karty lub tylko tkwiąc w niemej, pełnej godności zadumie. Kafany są często centrum życia społecznego. Miejscem, gdzie wymienia się plotki, a czasem tworzy nowe.

Kawa jest tu także symbolem gościnności. Podróżując po Czarnogórze parę lat temu, zmuszeni byliśmy skorzystać z życzliwości i noclegu u mieszkańców niewielkiej wioski Międzyrzecze. Chociaż byliśmy niezapowiedzianymi gośćmi (a zjawiliśmy się tuż przed nastaniem zmroku, z dwójką małych dzieci), jednym z pierwszych pytań jakie padło z ust gospodyni było: „Zelis li kafu?” (Napijecie się kawy?). Podana po chwili w maleńkich filiżankach kawa, stała się błyskawicznie mostem łączącym nas przyjezdnych i tych skromnych, ale uczynnych gospodarzy. Pretekstem do serdecznej rozmowy, do poszukiwania tego, co łączy tak odległe narody.

O jednym warto pamiętać w Czarnogórze. Gdy przyjdzie wam ochota na kawę w Kotorze czy choćby w Starym Barze zapomnijcie o latte, cappuccino lub macchiato. Jedynym uważanym za właściwy sposobem serwowania kawy w Montenegro, jest czarna kawa po turecku bez dodatku mleka. I nie chodzi tu o znaną z czasów PRL-u kawę- plujkę, zalewaną wrzątkiem w wysokich szklankach z metalowym koszyczkiem.

Serwowana tu kawa, to mocny napar parzony w miedzianych lub stalowych tygielkach z turecka zwanych „dżezwa”. Bardzo drobno zmielone ziarna, czasem z dodatkiem cukru zalewa się zimną wodą i podgrzewa tygielek do wrzenia płynu i wytworzenia się aromatycznej pianki. Czynność tę powtarza się nawet trzykrotnie, żeby wydobyć pełnię aromatu. Tak przyrządzona kawa jest czarna, niezwykle mocna i aromatyczna. Nierzadko też bardzo słodka. Gotowy napar podaje się w miniaturowych filiżankach lub miedzianych czarkach. Jeśli kawa, to nie może się obyć bez słodkiego dodatku, tylko tu zamiast cynamonowej bułki jak w Skandynawii, podaje się, równie pachnącą korzeniami, baklavę, rodzaj przysmaku z kruchego ciasta filo nasączonego miodem, cukrowym syropem i przełożonego bakaliami.

Kawa, która pamięta

Nie zawsze jednak mieszkańcy półwyspu bałkańskiego w spokoju mogli delektować się kawą. Wciąż widniejące na ścianach budynków Sarajewa czy Gorazde ślady kul, są świadectwem, że jeszcze tak niedawno, tereny te były areną tragicznych wydarzeń.

Kiedy Bośnia i Hercegowina w 1992 roku ogłosiła niepodległość i niezależność od Jugosławii, podziały etniczno-narodowe pogrążyły kraj w wojnie. W 1993 roku w rejonie Srebrenicy, miasta w którym tysiące bośniackich muzułmanów szukało schronienia przed otaczającą przemocą, utworzono strefę bezpieczeństwa nadzorowaną przez wojska ONZ.

W lipcu 1995 roku siły bośniackich Serbów zaatakowały enklawę. Po inwazji muzułmańskie kobiety i dziewczęta zostały przymusowo wysiedlone z Srebrenicy. W ciągu kilku lipcowych dni pozostałych w Srebrenicy 8373 mężczyzn i chłopców zostało straconych w masowych egzekucjach. W jedenaście lat po zbrodni Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości oficjalnie uznał te wydarzenia za akt ludobójstwa. Dziś podziały etniczne nadal dzielą region. Przywódcy serbscy i bośniaccy Serbowie nadal zaprzeczają, że ludobójstwo w Srebrenicy kiedykolwiek miało miejsce.

Jako artystyczny komentarz do tych tragicznych wydarzeń w Srebrenicy powstał projekt: ŠTO TE NEMA (Dlaczego cię tu nie ma?). Stworzyła go bośniacko-amerykańska artystka Aida Šehović. „Sto te nema” to także tytuł bardzo popularnej w tych rejonach tradycyjnej pieśni ludowej. Projekt Šehović to mobilny pomnik upamiętniający bośniackich muzułmanów, którzy zginęli ludobójstwie Srebrenicy.

Od 2006 roku, 11 lipca – w rocznicę ludobójstwa w Srebrenicy – Šehović na placach kolejnych miast Europy i Stanów Zjednoczonych napełnia kawą porcelanowe kubki (tzw. „fildžani”), tradycyjnie używane do serwowania kawy w Bośni i Hercegowinie. Napełnione przy współudziale mieszkańców czarnym naparem filiżanki, ustawiane na placach Wenecji, Wiednia czy Zurichu, mają upamiętniać tych, którym nigdy nie będzie dane już ich wypić – wymordowanych mieszkańców Srebrenicy.

Nietknięte, pełne stygnącej kawy stają się symbolem tych, których już nie ma. Z każdym rokiem filiżanek przybywa. Artystka od 13 lat zbiera kolejne filiżanki a jej celem jest zebranie naczyń w liczbie odpowiadającej liczbie ofiar.

Powstający coraz w to innym mieście pomnik, tworzony na kilka godzin przy pomocy lokalnej społeczności, stanowi niezwykły symbol solidarnego sprzeciwu wobec dyskryminacji, odrzucenia i wykluczenia. Chociaż tak ulotny i nietrwały stał się ponadczasowym dowodem pamięci ofiar.

Jak widać kawa dawno stała się czymś więcej niż pobudzający codzienny napój. Jej picie stało się dla wielu społeczeństw sposobem na tworzenie i podtrzymywanie więzi społecznych. Stylem życia, chwilą przerwy w codziennej gonitwie. Miejscem spotkań. Łącznikiem z tymi co są, a czasem z tymi co byli.

A czy wy wypiliście już dzisiaj swoją kawę?

Monika Machalska
Monika Machalska
Z urodzenia gdańszczanka, z wykształcenia i na co dzień architektka, z miłości żona i mama, po godzinach publicystka. W razie potrzeby kuk, sterniczka i kronikarka. Nie lubi utartych szlaków i wracać tą samą drogą.

Z zamiłowania szwenda się, podgląda i podsłuchuje, a potem to opisuje na blogu hatifnaci.pl. Jak prawdziwa hatifnatka, po cichu marzy o podróży daleko na północ.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.