Mistrz wró­cił do Rado­mia. Jacek Mal­czew­ski i Maria Balowa, jeden z pięk­niej­szych roman­sów w pol­skim malar­stwie

Nie­zwy­kłe kobiety z obra­zów Mal­czew­skiego cze­kają na zwie­dza­ją­cych w Rado­miu
15 minut czytania
297
0
Martyna Kośka
Martyna Kośka
30 listopada 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Podobno Jacek Malczewski raz tylko sportretował siebie i żonę tak, by wyglądali na szczęśliwych. Nigdy więcej nie utrwalił żony na płótnie, bo też mało miał wobec niej żadnych ciepłych uczuć. Żyłby w poczuciu nieszczęścia, gdyby na początku XX wieku nie spotkał Marii, która była jego muza w okresie największej twórczości.

– Artyści zawsze poszukują swojej muzy i przeważnie nie jest to żona. Ale była to miłość trudna, zbudowana z zachwytów i lęków. Lęku dlatego, że oboje mieli rodziny. Jacek żonaty z Marią, miał z nią dwoje dzieci. Niestety, nie było to dobre małżeństwo. Maria nie potrafiła zrozumieć jego predyspozycji psychicznych – tak o wielkiej fascynacji jednego z największych artystów przełomu XIX i XX wieku mówiła Zofia Katarzyna Posiadała, autorka albumu poświęconego Jackowi Malczewskiemu. 

Jacek Malczewski, Autoportret

Nieudane małżeństwo nie skazało Malczewskiego na brak życia uczuciowego. Około 1900 r. w jego życiu pojawiła się młodsza o 25 lat Maria Balowa, która, jak opowiadała dalej znawczyni jego sztuki, „otoczyła go niewyobrażalną miłością, akceptacją, uwielbieniem. Gdy ja poznał, rozjaśniła mu się paleta barw, zaczął malować obrazy odważne, fantastyczne. Rola tej kobiety, jeśli chodzi o twórczość Jacka Malczewskiego, jest nie do przecenienia”.

Maria Kinga z Brunickich Balowa, dla przyjaciół Kinia, była piękną kobietą, prawdopodobnie jedną z tych, których uroda byłaby ceniona w każdej epoce. Trzy lata przed poznaniem Malczewskiego wyszła za mąż, ale to nic nie szkodziło, wszak romanse w wyższych sferach zdarzały. Bez skandalu się jednak nie obyło, bo różnica wieku zakochanych oraz fakt, że oboje mieli rodziny, zniesmaczyły nawet pozornie liberalnych krakowskich artystów. Jak zauważyła Małgorzata Czyńska w książce „Najpiękniejsze kobiety z obrazów”, „musieli dobrze utrzymywać pozory przyzwoitości, bo o ile wszyscy rozpoznawali na obrazach tożsamość modelki, o tyle wokół ich romansu panowała zmowa milczenia”.

Balowa była osobą rozpoznawalną, więc dziwi, że zachowało się tak niewiele wspomnień na jej temat. O łączącej ich relacji dowiadujemy się z listów, lecz niestety zachowały się tylko te, które ona pisała do niego. Korespondencję, która wyszła spod ręki Malczewskiego, kochanka prawdopodobnie od razu niszczyła. Na początku XX wieku obowiązywała też honorowa zasada zgodnie z którą po rozstaniu listy należało spalić lub zlikwidować w inny skuteczny sposób, by zatrzeć ślady przeszłości. Malczewski się do niej nie zastosował. Czy to przez zapomnienie, ignorancję, a może – ogromny sentyment, którym obdarzał Kinię?

Jacek Malczewski, Polski Hamlet

Zdegradowany za bezkompromisowość robotników

„Radom, miasto najbardziej nietrafionego polskiego lotniska i ogólnej nudy” – to synteza opinii, jakie mają o tym mazowieckim mieście Polacy. Bo tak się jakoś przyjęło mówić i nieważne, że wyśmiewający Radom nigdy w nim nie byli. Widzieli memy, coś tam słyszeli, szwagier przejeżdżał, więc swoje wiedzą.

Po raz pierwszy do Radomia pojechałam zimą zeszłego roku. Nie mam zamiaru nikogo przekonywać, że jest wysoko na liście najpiękniejszym polskich miast, ale dla mnie Radom to casus zbliżony do Wałbrzycha czy Łodzi, które może na pierwszy rzut oka nie zapowiadają zaskoczenia, ale jeśli zajrzeć głębiej, doczytać, poznać historię i zrozumieć, co spowodowało, że miasto wygląda tak a nie inaczej – to jest to już zupełnie inny odbiór. Zadałam sobie taki trud rok temu, bo chciałam wiedzieć, dlaczego właśnie Radomiowi przypisuje się najgorsze cechy.

Trzeba się więc cofnąć o kilkadziesiąt lat. Pierwsze dekady PRL-u były dla Radomia dobre. Działało tam wiele dużych zakładów (np. produkujący broń Łucznik), w 1975 r. miasto stało się stolicą województwa. Wszystko zmieniło się po 1976 r., kiedy radomscy robotnicy zastrajkowali przeciwko podwyżce cen.

Pracę wstrzymały największe zakłady, a na ulice 180-tysięcznego miasta wyszło 25 tys. robotników. Następnego dnia Gierek krzyczał do telefonu: „Powiedzcie tym swoim radomianom, że ja mam ich wszystkich w dupie i te ich wszystkie działania też mam w dupie. Zrobiliście taką rozróbę i chcecie, by to łagodnie potraktować? To warchoły, ja im tego nie zapomnę”.

– Kara była dotkliwa: z dnia na dzień przestały płynąć do Radomia zamówienia, obcinano nam dotacje. To był początek końca Radomia – wyjaśniała mi pani Katarzyna z Centrum Informacji Turystycznej. Mało kto pamięta popularną pod koniec lat 70. Rymowankę: „Gdyby nie Ursus i Radom, jadłbyś chleb z marmoladą”. I tak cenę Radom zapłacił za bezkompromisowość.

Jacek Malczewski, Ojczyzna

Muza, Beatrycze, Salomea…

Moja druga wycieczka do Radomia związana była z Jackiem Malczewskim, który tam właśnie w 1854 r. przyszedł na świat oraz spędził 16 lat życia. Hołdem dla artysty jest nadanie jego mienia najważniejszemu muzeum w mieście. I właśnie w Muzeum im. Jacka Malczewskiego do końca stycznia 2020 r. prezentowana będzie wystawa „Moja dusza. Oblicza kobiet w twórczości Jacka Malczewskiego”. Niezwykła, bo na co dzień płótna Malczewskiego rozsiane są po kilkunastu muzeach w całej Polsce, organizatorom udało się również wypożyczyć obrazy z kolekcji prywatnych.

Choć w nazwie wystawy mowa jest o obliczach kobiet, to najważniejszą kobietą w twórczości Malczewskiego jest właśnie Maria Balowa. Przez kilkanaście lat niezależnie od tego, kogo malował – Ellenai, Eloe, Beatrycze, Salome, Eurydykę – to tak naprawdę malował Marię. Użyczała swojej twarzy, dłoni, figury postaciom mitologicznym, biblijnym, stawała się Nike, rusałkami, harpiami….

Jacek Malczewski i Maria Balowa, jeden z najpiękniejszych romansów w polskim malarstwie. I jak to w przypadku wielkiej miłości i fascynacji bywa, nie był to związek wyłącznie ciał, ale przede wszystkim dusz; zresztą sama Maria zwykła nazywać tę relację „mistyczną komunią dusz”. Maria była kobietą oczytaną, zadającą wiele pytań, lubiącą bywać w towarzystwie. Nie stawiała pieniędzy na pierwszym miejscu, ale być może to akurat nie przykład cnoty, lecz wynik tego, że pieniądze zawsze miała: albo od rodziców, albo od męża, dobrze postawionego urzędnika. Wiedział on zresztą o fascynacji małżonki, a samego Malczewskiego lubił i chętnie gościł u siebie.

Maria bezwarunkowo podziwiała też twórczość Jacka. A ten, choć był uznanym artystą, bardzo potrzebował słyszeć pochwały. Nie miał co na wsparcie liczyć w domu. Jego żona Maria z Gralewskich pochodziła z mieszczańskiej rodziny majętnego aptekarza, w której liczyły się wizualne oznaki dobrobytu. Ładne mieszkanie, służba, zagraniczne podróże. Malczewski pieniędzy nie miał ani z domu (wprawdzie pochodził z rodziny szlacheckiej, ale pozbawionej majątku), ani z malowania. Gralewscy nie mogli sobie darować, że tak źle wydali córkę za mąż, a i Malczewski źle czuł się w ich świecie. Bo gdzie tam miejsce na sztukę, i to jeszcze taką, jaką uprawiał! On, uczeń Jana Matejki, który w młodym wieku uznał, że nie chce iść w ślady nauczyciela, bo uważał, że można świat odmalować inaczej aniżeli tylko przez pryzmat wielkich wydarzeń, które ukształtowały historię Polski, w takim związku szczęśliwy nie mógł być. Ona też nie była, ale nigdy się nie rozwiedli. Mieli dwoje dzieci; syn Rafał również został malarzem.

Rafał Malczewski, syn Jacka, z żoną. Jacek Malczewski

Maria zniknęła nagle

Nie wiadomo, dlaczego się rozstali. Gdzieniegdzie można znaleźć informację, że decyzję podjął Jacek Malczewski, który targany wyrzutami sumienia wrócił na łono rodziny. Bardziej prawdopodobnie jednak to ona odeszła – i to nagle. Malczewski cierpiał, co wiemy z zapisków, ale uszanował jej decyzję.

Włodzimierz Kalicki pisał w „Ale historia”, dodatku do „Gazety Wyborczej”, że powodem rozstania mogła być wstydliwa, lecz powszechna wśród artystów początku wieku choroba, czyli syfilis. Zapewne Malczewski zachorował około 1880 r. Choroba ciężka, nieprzyjemna, lecz dało się z nią żyć. Jak pisze Kalicki, „do roku 1909, kiedy to japoński uczony Sahachiro Hata odkrył rzeczywiste, silne działanie lecznicze arsfenaminy, chorych nie było czym skutecznie wyleczyć. Znaczące, że lek odkryty przez Hatę nazwano salwarsanem, od Salvatora – po łacinie: Zbawiciela. Byłże więc chory Malczewski skazany w Krakowie końca XIX wieku na nieuchronną, choć powolną agonię?

Bynajmniej. Zdaniem dr Rafała Białynickiego-Biruli, adiunkta Kliniki Dermatologii Akademii Medycznej we Wrocławiu, zajmującego się m.in. historią leczenia wstydliwych chorób, wynika, że mniej więcej jedna trzecia dawnych przypadków kiły kończyła się samowyleczeniem. Na takiej zasadzie, jak organizm czasem całkowicie sam zwalczy zapalenie dróg oddechowych. W jednej trzeciej wypadków choroba przebiegała łagodnie i tylko co trzeci przechodził ją bardzo ciężko.

50-letni Malczewski był człowiekiem zmęczonym chorowaniem, przygarbionym, mającym problemy z poruszaniem. Jego przyjaciel Wojciech Kossak pisał, że Malczewski wygląda jak wyjęty z trumny. Jest osłabiony i śpiący, przez cały dzień – a spostrzeżenie to pochodzi z 1905 r., a więc początku znajomości z Marią.

Czy więc młoda i atrakcyjna kobieta, która miała wielu adoratorów i wszelkie powody ku temu, by cieszyć się życiem, miała dość trwania obok schorowanego partnera? Być może jest to trop. Rzecz jasna, mogło chodzić o zazdrość (Malczewski spotykał się z jakąś jeszcze kobietą) lub być może o nudę, która zawładnęła ognistym początkowo związkiem (choć o znudzeniu niczego nie wiemy. Był to związek zgodny, oparty na przyjaźni i zaufaniu). Jedyne, co wiemy z pewnością, to że Maria przecięła łączącą ich relację gwałtownie, nie dając artyście nadziei na to, że wróci.

Maria przeżyła Malczewskiego o ponad 20 lat. On zmarł w 1929 r. w swoim ukochanym Krakowie i zgodnie z ostatnią wolą został pochowany na krakowskiej Skałce we franciszkańskim habicie tercjańskim. Maria zmarła w 1955 r. Wprawdzie po wojnie nie mogła już otaczać się dawnym bogactwem i do końca swych dni mieszkała w skromnej oficynie, ale nie przeszkadzało jej to w prowadzeniu bogatego życia towarzyskiego i korzystania z kultury.

O wystawie

Wystawa „Moja dusza. Oblicza kobiet w twórczości Jacka Malczewskiego” dostępna jest dla zwiedzających do końca stycznia 2020 r.

Wśród najważniejszych modelek, które pojawiają się w obrazach Mistrza, są panie wywodzące się z rodzinnego kręgu malarza: matka, ukochane siostry, żona i córka. Wielokrotnie bohaterkami obrazów były Maria Balowa, a na późniejszych płótnach Maria Sozańska, żona malarza Michała Sozańskiego. Artysta portretował również wybitne aktorki, m.in. Helenę Marcello, Irenę Solską, czy Helenę Sulimę, a także malarki: Zofię Atteslander oraz przyjaciółkę rodziny – Michalinę Janoszankę.

Więcej informacji na stronie Muzeum.

Muzeum? To nie gryzie!

 

Martyna Kośka
Martyna Kośka
U progu dorosłości marzyła o uporządkowanym życiu i oglądaniu miasta z wysokiego piętra przeszklonego wieżowca, więc ukończyła prawo. Nie zdążyła jednak zastukać obcasami na korytarzu sądowym, bo przekonała się, że znacznie ciekawszy świat czeka na mnie gdzie indziej.
Jest dziennikarzem gospodarczym, jej analizy można przeczytać w kilku popularnych serwisach finansowych - ale po godzinach pracy praktycznie nie używa słów typu "inflacja", "nowelizacja" i "jurysdykcja krajowa", lecz pisze dużo bardziej reportażowo, życiowo.
Czyta reportaże, ogląda polskie dramaty obyczajowe, wybiera schody zamiast windy.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.