Myszojeleń wciąż żyje (i nie jest jednorożcem)

9 minut czytania
2661
0
Beata Turska
Beata Turska
23 listopada 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Wygląda jak przerośnięta mysz z kopytami albo jelonek wielości kota i okazuje się, że jednak nie wymarł! Poznajcie kanczyla srebrnogrzbietego – najmniejszego kopytnego ssaka świata.

Kanczyl srebrnogrzbiety (Tragulus versicolor) mieszka w wietnamskich lasach, a być może także w Kambodży i Laosie. Jest wielkości kota i ma charakterystyczne, odróżniające go od innych kanczyli ubarwienie: płowy przód ciała i charakterystyczną, siwą „pelerynkę” na grzbiecie z włosami o zupełnie białych końcówkach.

Zdjęcia z fotopułapki Global Wildlife Conservation

Do niedawna sądzono, że już po nim, ale jednak wciąż żyje. W czasach, gdy znikają kolejne gatunki, odkrycie zwierzęcia, które uważano już za wymarłe, to naprawdę coś. Kolejna dobra wiadomość: przyczynili się do tego także Polacy. Ale po kolei.

A może to jednorożec?

O tym, że to kanczyl srebrnogrzbiety w ogóle istnieje, świat nauki dowiedział się dopiero w 1910. To właśnie z tego okresu pochodzą informacje o tym, jak wyglądał, gdzie się pojawiał itd. Brytyjski zoolog Oldfield Thomas opisał gatunek na podstawie zaledwie czterech okazów, a przez 80 następnych lat nie udało się dowiedzieć niczego więcej – kanczyli srebrnogrzbietych nie widywano.

Naukowcy myśleli, że kanczyl srebrzystogrzbiety został tylko na rysunkach

W 1990 roku pojawiło się coś nowego: naukowcom udało się zobaczyć i zbadać jednego osobnika, niestety już martwego – został zabity przez myśliwego.

– Od tego momentu rozpoczęła się „gorączka kanczylowa” – opowiada Joanna Kij z wrocławskiego ogrodu zoologicznego. Co wspólnego z kanczylami ma Wrocław? Jeszcze do tego wrócimy. –  Przez wiele lat grupa naukowców próbowała odnaleźć przedstawicieli tego gatunku w naturze i dowiedzieć się o nim więcej. Pojawiały się coraz mniej optymistyczne doniesienia, także głosy sugerujące, że kanczyl srebrnogrzbiety to „jednorożec”, czyli fantasmagoria, że najprawdopodobniej taki gatunek nigdy nie istniał.

Zdjęcia z fotopułapki Global Wildlife Conservation

„Wbiło mnie w fotel”

W ubiegłym roku grupa badaczy pod auspicjami Global Wildlife Conservation ruszyła w teren, żeby odnaleźć kanczyla. Było to możliwe także dlatego, że prezes wrocławskiego ZOO Radosław Ratajszczak wspomógł ich kwotą 2,5 tys. dolarów.

Gdy dotarły do niego zdjęcia z fotopułapek (naukowcy rozesłali je do ekspertów na całym świecie), wbiło go w fotel.

– Od razu wiedziałem, że to kanczyl, ale żaden ze znanych mi z autopsji gatunków – mówi. – Kiedy powiększyłem zdjęcia i zacząłem się im przyglądać, nie mogłem uwierzyć, że patrzę na zwierzę, które uznano za utracone: najmniejszego ssaka kopytnego świata.

Zdjęcia to jednak nie wszystko. Badacze musieli też odnaleźć ślady kanczyli, pobrać próbki i porównać je z tymi, które pobrano przed laty od zabitego osobnika. Badania genetyczne potwierdziły identyfikację na 100 procent: kanczyl srebrnogrzbiety wciąż istnieje. I oby istniał jak najdłużej, co przy kurczących się lasach i kłusownictwie wcale nie jest takie pewne.

Zdjęcia z fotopułapki Global Wildlife Conservation

Nie zmarnujmy tego odkrycia

– Dostaliśmy od losu prezent, a właściwie cud, którego nie możemy zmarnować. Straciliśmy tak wiele gatunków zwierząt, że nie możemy sobie pozwolić na odpuszczenie i musimy działać dalej – mówi Ratajszczak i zapowiada, że prowadzone przez niego zoo nadal będzie wspierać finansowo badania nad kanczylami i weźmie udział w przygotowaniu planu ich ochrony.

Warto wiedzieć, że wrocławskie ZOO jako jedyne w Polsce angażuje się ochronę zwierząt w ich naturalnym środowisku. Od 2016 roku działa przy nim powołana w tym celu fundacja DODO. Jej podopiecznymi są m.in. lemury katta, fenki, manaty, pangoliny, saola, fauna Filipin, Indonezji i Laosu. Ogród prowadzi także hodowlę zachowawczą ponad 300 gatunków zwierząt. Wśród nich są milu, okapi, kuskusy niedźwiedzie i opisywane już przez nas pingwiny przylądkowe.

Beata Turska
Beata Turska
Dziennikarka, redaktorka i nie tylko. Matka nastolatka, który wie wszystko najlepiej. Od niedawna tropicielka tanich biletów do Wszędzie, a od zawsze - zbieraczka osobliwości i kuriozalnych coverów. Ozdobą jej kolekcji jest "Paint it black" Rolling Stonesów w wykonaniu Karela Gotta - po niemiecku. Kocha Indie, nie potrafi żyć bez kawy, gadania i psów.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.