Karaimi – najmniejsza z mniejszości w Polsce i na Litwie

8 minut czytania
333
0
Aleksandra Seń
Aleksandra Seń
26 listopada 2019

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Gdy przeprowadzano spis powszechny w 2002 roku, narodowość karaimską zadeklarowały 43 osoby. Gdy umożliwiono – wraz ze spisem w 2011 roku – deklarowanie podwójnej narodowości, liczba ta wzrosła do 346. To najmniejsza mniejszość etniczna w Polsce. O bogatej kulturze i zdumiewającej historii.

Jak podaje portal rządowy MSWiA o mniejszościach narodowych, Karaimi nie używają już swojego języka. Dzieci uczą się go podczas szkół letnich w Trokach na Litwie. Mają swój Związek Karaimów Polskich i Karaimski Związek Religijny w Rzeczypospolitej Polskiej. Ich religia sięga ósmego wieku i wywodzi się z judaizmu – bazują jednak na tym, co jest napisane, a nie na tym, co otoczyło religię warstwą tradycji i domniemań. Inaczej mówiąc, Tora, nie Talmud.

Długa historia rozproszenia

Karaimi z czasem zaczęli się rozprzestrzeniać po Bliskim Wschodzie – już poza obszarem dzisiejszego Izraela, więc także na terenie Iranu i Iraku. Dotarli na teren państwa tureckiego, a następnie na Krym. Spora część Karaimów, ze względu na misyjny charakter ich wyznania, wywodziła się z ludów tradycyjnie muzułmańskich – dlatego przyjmuje się, że karaimi (jako członkowie grupy wyznaniowej) funkcjonują na stylu islamu i judaizmu, z pewną domieszką chrześcijaństwa. To właśnie stamtąd w XIII wieku przybyli na tereny dzisiejszej Ukrainy, w okolice Łucka, Halicza i Lwowa. Nieco później książę Witold osiedlił ich w Trokach nieopodal Wilna. Właśnie w tych miastach rozwijała się ich kultura.

Karaimi tworzyli swoje pokojowe grupy w dawnej Polsce aż do piekła przesiedleń. Wtedy wielka historia wpłynęła na ich lokalną, własną. Zostali przesiedleni na tereny dzisiejszej Rzeczypospolitej, gdzie ulegli kolejnemu rozproszeniu. Pod wpływem tego rozproszenia część Karaimów utraciła swą tożsamość, ale inni znacznie ją wzmocnili. Dlatego dziś, jeśli chodzi o Polskę, w niepowtarzalny sposób pielęgnują swoje dziedzictwo. Dzięki temu mogą przetrwać.

Hazzan i kienesa

Przywrócą gminy jest hazzan. Robi w zasadzie to, co ksiądz katolicki i rabin żydowski – odprawia nabożeństwa, udziela ślubów i przewodzi pochówkom. Karaimi nie gromadzą się w synagodze, tylko w kienesie. Do końca pierwszej wojny światowej istniała na Krymie nawet ich szkoła, coś w rodzaju seminarium. Dziś nie ma w Polsce już żadnego hazzana. We Wrocławiu do 1989, do śmierci ostatniego hazzana Rafała Abkowicza, roku funkcjonowała kienesa, jedyna w powojennej Polsce, ale to też już przeszłość. Oznacza to, że nabożeństwa odprawia się teraz w domach prywatnych i robią to świeccy, a nie duchowni. By zresztą sprawy były jasne, muszę dodać, że do Karaimskiego Związku Religijnego według danych z 2016 roku należy 169 osób.

Nowoczesne technologie w służbie dziedzictwa

Choć Związek nie posiada swojej strony na Facebooku (a swój własny portal aktualizuje dość rzadko), na Facebooku zauważam grupę „Karaimi”. Nie mogę zweryfikować, czy faktycznie do grupy należą tylko Karaimi, ale mam pewną nadzieję, że to jeden ze sposobów na integrację i zachowanie kontaktów między poszczególnymi rodzinami, nierzadko oddalonymi od siebie setki kilometrów.

Organizują wystawy, w tym objazdowe. Duże wrażenie robi archiwum cyfrowe e-Jazyszłar. W czasopiśmie „Awazmyz” piszą o wszystkim, co ich dotyczy – tak historii, jak i bieżących wydarzeniach, które sprawiają, że znów mogą się spotkać. Wszystko dostępne on-line. Odnoszę wrażenie, że właśnie tak trzeba dbać o tożsamość w XXI wieku – że inaczej może być bardzo trudno, zwłaszcza bez hazzana i zwłaszcza bez kienesy. Polecić mogę też stronę karaimskiedrogi.karaimi.org.

Jeśli szukacie czegoś bardziej namacalnego, polecam cmentarz karaimski w Warszawie – ostatni czynny. W Trokach na Litwie stoją ich domy, jest też restauracja z ich specjałami. Bez wątpienia będzie warto. W końcu to najmniejsza mniejszość – a jednak dzielnie walcząca o utrzymanie dziedzictwa.

Aleksandra Seń
Aleksandra Seń
Studentka filologii niderlandzkiej – w dzieciństwie po kilkudniowym pobycie w Holandii stwierdziła, że jej marzeniem jest gulgać i charczeć. Próbuje zajmować się naukowo literaturoznawstwem, ale wzrusza się do łez przy podręcznikach z historii. Miesiąc bez wygłoszenia referatu na niszowej konferencji uznaje za zmarnowany.

Prowadzi koczowniczy tryb życia odkąd stwierdziła, że nie potrafi spędzić całego tygodnia we własnym domu. Najlepiej odnajduje się w otoczeniu mebli z epoki wczesnego Gierka i wśród paproci. W sercu nosi mieszankę kiczu i retro.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.