Dziwne kino #15 – Serbski film (2010)

10 minut czytania
2303
0
Kuba Łaszkiewicz
Kuba Łaszkiewicz
20 grudnia 2019

Dziś Dziwne kino zaprasza na „Serbski film” – dzieło, które od czasu pierwszych zapowiedzi wywoływało gargantuiczne kontrowersje. Od początku było wiadome, że dostaniemy mnóstwo krwi, flaków, seksu i „przełamywania tabu” – i nasze oczekiwania się potwierdziły.

Nasłuchałem się opinii, że „Serbski film” to produkcja, której nie powinno się oglądać. Że jest chora, zdegenerowana, że te wszystkie flaki i ta cała krew to na siłę, że twórcy przesadzili i że nie ma to ładu i składu. Tym chętniej zasiadłem do seansu! I okazało się, że nie taki „Serbski film” straszny, jak go malują.

Milos za czasów swojej świetności był jednym z najbardziej znanych aktorów porno w całej Serbii. Wystąpił w wielu produkcjach docenianych przez krytyków i koneserów gatunku. Był tak dobry w swoim fachu, że wiele koleżanek z planu zakochiwało się w nim. On jednak po skończeniu kariery postanowił ułożyć sobie życie z kobietą trzymającą się z daleka od branży porno. Doczekali się syna i prowadzili całkiem przyjemne życie. Spokój rodziny burzy się, kiedy pojawiają się problemy finansowe. Do Milosa odzywa się koleżanka z – jakby to ująć – „dawnych lat” i informuje go, że zna człowieka, który jest w stanie wyłożyć ogromną sumę pieniędzy w zamian za wzięcie udziału w pewnym pornograficznym projekcie. Nasz bohater, którego konto z każdym dniem pustoszeje, nie ma wyjścia i przystaje na propozycję tajemniczego mężczyzny. I tutaj zaczyna się – choć nie jestem dumny z użycia tego słowa – „zabawa”.

Milos szybko się orientuje, że wymagania wobec niego są dosyć… wygórowane. W scenach łóżkowych z jego udziałem biorą udział – mniej lub bardziej aktywnie – coraz to młodsze osoby. Pojawia się także coraz większa przemoc, coraz więcej krwi, a także – epizodycznie – noworodki.

Najsłynniejszy rekwizyt „Serbskiego filmu” – martwy noworodek – trafił na aukcję na eBayu.

Jesteśmy świadkami, jak nasz bohater stopniowo popada w obłęd. Twórcy znakomicie przedstawili wpływ przemocy na ludzką psychikę, serwując widzowi niezwykle szokujący obraz. Wszystkie sceny typu gore zostały nakręcone z niebywałym realizmem. Nie ma tu miejsca na kicz, którego mogliśmy się spodziewać po filmie tego rodzaju. Obserwujemy bardzo naturalnie wyglądające sceny seksu, tortur i morderstw. Może to zniesmaczać i przyprawiać o mdłości, ale muszę oddać twórcom, że do kwestii audiowizualnych podeszli naprawdę profesjonalnie.

Znakomicie wpływa to na klimat. Mniej więcej od połowy możemy odnieść wrażenie, że nie siedzimy przed ekranem telewizora, tylko w mózgu szaleńca, obserwując jego sny i fantazje. Nie można nie wspomnieć o tym, jak świetnie twórcy wprowadzają widza w ów klimat i jak od pierwszych minut budują napięcie – jest to kawał naprawdę dobrej roboty. Bardzo dawno nie widziałem filmu, który byłby tak hipnotyzujący. Przy niektórych scenach przechodzą nas ciarki i czujemy się paskudnie, ale coś nas powstrzymuje od oderwania się od ekranu.

Dialogi są na przyzwoitym poziomie. Niektóre postacie są wprawdzie płytkie i nie do końca można zrozumieć ich motywacje, a niektóre sceny wydają się wyssane z palca i umieszczone zupełnie bez kontekstu. Są to jednak mankamenty, które zupełnie nie odbierają przyjemności z seansu. Chociaż, trzeba zaznaczyć, „przyjemność” nie jest najodpowiedniejszym słowem, kiedy mówimy o „Serbskim filmie”.

Częściej podczas seansu czujemy bowiem zniesmaczenie, czy wręcz obrzydzenie tym, co widzimy na ekranie. Jestem jednak zdania, że mamy do czynienia z bardzo przyzwoitym filmem. Jasne, że nie mówimy o kinie najwyższej światowej klasy i można doszukać się pewnych mankamentów, ale cieszę się, że są twórcy, którzy podejmują się łamania tabu w tak zaskakująco mało pretensjonalny sposób. Jasne, że lwia część produkcji ma za zadanie jedynie zszokowanie widza, ale poza najostrzejszymi scenami dostajemy także interesujący profil psychologiczny Milosa oraz jego „szefa”, sporo rozważań na temat tego, jak daleko człowiek jest w stanie posunąć się dla sztuki oraz – przede wszystkim – niepowtarzalny, hipnotyzujący klimat.

Jasne, że nie każdy będzie zachwycony estetyką tego dzieła, ale zdecydowanie polecam zapoznanie się z nim.

Kuba Łaszkiewicz
Kuba Łaszkiewicz
Autor dwóch powieści młodzieżowych ("Kalesony Sokratesa" i "Wszystkie dziewczyny Wertera"), początkujący stand-uper, fan Pink Floyd, licealista.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.