Dziwne kino #16 – Botoks, Kobiety mafii i Polityka czyli Patryk Vega

7 minut czytania
406
0
Kuba Łaszkiewicz
Kuba Łaszkiewicz
27 grudnia 2019

Patryk Vega, choć nie przechodzi to przez usta łatwo, jest jednym z najbardziej liczących się nazwisk we współczesnej rodzimej kinematografii. Na jego filmy chodzą miliony Polaków. Można śmiało rzec, że mamy do czynienia z fenomenem na wielką skalę.

Bije rekordy, zgarnia miliony i nieustannie tworzy nowe dzieła. Facet ma ogromny rozmach, a ja dziś, inspirując się nieco owym rozmachem, opowiem nie o jednym jego filmie, a kilku. Podsumuję dotychczasowego dokonania Vegi i wyjaśnię, dlaczego nie uważam się za największego fana jego twórczości.

Botoks

Zaczęło się bardzo sympatycznie – kilkanaście lat temu dostaliśmy takie produkcje, jak pierwsza część „Pitbulla” czy serial „Kryminalni”, które reprezentowały sobą całkiem przyzwoite kino i które oglądało się całkiem przyjemnie. Problemy z filmami Vegi zacząłem mieć mniej więcej w 2017 roku, kiedy to na ekrany kin zawitał „Botoks”. Szum wokół tego dzieła był potężny. Na długo przed premierą Vega zapowiadał „obnażenie prawdy” o polskiej służbie zdrowia i jej pracownikach, sugerował także, że koncernom farmaceutycznym bliżej do mafii niż korporacji i że wszyscy jesteśmy oszukiwani. Mnóstwo ludzi podłapało tę narrację, szykując się na bombę, jaką miała być premiera tego filmu. Bomba spadła – niebywale żenująca pod każdym względem. „Botoks” nie obnażył prawdy, obnażył za to pretensjonalność reżysera, jego lenistwo pod względem scenariuszowym oraz, co przykro stwierdzić, ogromne zainteresowanie Polaków tandetnym i nieskładnym kinem.

Taki był właśnie Botoks: ze sceny na scenę coraz bardziej chciało się popełnić harakiri. Próżno było tam szukać jakiegokolwiek ładu – obserwowaliśmy mnóstwo niepotrzebnych scen i dialogów, postacie podejmowały skrajnie bezsensowne decyzje, ponadto wydawać się mogło, że największą kontrowersją było nie „obnażenie prawdy o służbie zdrowia”, a absurdalnie paskudny język, jakim posługiwali się bohaterowie – zupełnie jakby każda kolejna „ladacznica” z ich ust nadawała filmowi realizmu.

Kobiety Mafii

Później dostaliśmy „Kobiety mafii” oraz ich sequel – kino gangsterskie bez polotu. Za to z przerysowanymi bohaterami, nudnym i przewidywalnym poczuciem humoru rodem z polskich kabaretów oraz „obnażeniem prawdy o gangsterskim półświatku”. Ten sam chwyt marketingowy, zapełniający sale kinowe, a który ma się nijak do tego, co widzimy na ekranie. Podczas seansu nie czułem, że odkrywam tę całą prawdę o mafii, tylko że niebawem umrę z żenady. Cała kontrowersyjność, brutalność i realizm filmu, które miały zszokować widza, całkowicie zanikały przez słabą grę aktorską, absurdalne dialogi i gagi, przez które miałem wrażenie, że nie oglądam pełnoprawnego filmu gangsterskiego, a jego najtańszy i najmniej ambitny pastisz.

Polityka

W 2019 roku reżyser zaczął dmuchać się kolejny balonik kontrowersji – wtedy to premierę miała „Polityka”. Dzieło, które – to już się robi nudne – ma robić z „prawdą” wiadomo co, tym razem o polskiej scenie politycznej. Co dostaliśmy w praktyce? Zbiór kilkunastu zupełnie pozbawionych błyskotliwości skeczów, które swoim poziomem satyry politycznej, w żaden sposób nie odbiegają od tego, co widzimy od kilkunastu lat w kabaretach czy na najbardziej znanych memach wykonujących setne okrążenie po internecie. Ogromny potencjał i ogromne pieniądze po raz kolejny zostały zamienione w bardzo słaby i przewidywalny twór nastawiony na trzepanie pieniędzy

Hajs się zgadza

Trzeba przyznać Vedze – trzepanie pieniędzy wychodzi mu niebywale dobrze. Miliony widzów przychodzą na jego filmy i nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie ów stan rzeczy miał się zmienić. I wiecie, wydaje mi się to w dziwny sposób fascynujące – że tak wielu Polaków docenia te filmy; te proste (a miejscami wręcz prostackie) scenariusze, te dialogi wyglądające, jakby pisał je zbuntowany gimnazjalista, ten cały brak składu i ładu i nastawienie na kontrowersje i „szokowanie widza” czyli dużo przekleństw i sceny seksu wpychane widzowi w losowych momentach. Ale, biorąc pod uwagę cechy twórczości Vegi, które przed chwilą wymieniłem – czy to jest coś dziwnego, że akurat tego typu dzieła cieszą się największym powodzeniem? Reżyser skupia w swojej twórczości wszystko, co podoba się przeciętnemu Kowalskiemu i temu zawdzięcza swój absurdalnie wielki sukces.

Kuba Łaszkiewicz
Kuba Łaszkiewicz
Autor dwóch powieści młodzieżowych ("Kalesony Sokratesa" i "Wszystkie dziewczyny Wertera"), początkujący stand-uper, fan Pink Floyd, licealista.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.