Jak nie zepsuć dzieciom świąt

5 minut czytania
497
0
Olga Vitoš
Olga Vitoš
17 grudnia 2019

Odsłuchaj

Z czasów dzieciństwa pamiętam święta Bożego Narodzenia aż za dobrze. Zawsze grudzień zaczynał się od planowania. Potem były porządki. Im bliżej Wigilii, tym więcej się sprzątało.

Gdy kalendarz niebezpiecznie zbliżał się do dnia 20.12, mama coraz więcej czasu spędzała w kuchni. Robiła uszka, przygotowywała śledzie, galaretki, myła zastawę i całe domowe szkło. Zawsze też były myte okna. Potem przychodziła Wigilia i czas krótkiej euforii wywołanej prezentami. A mama wtedy zasiadała na kanapie i spędzała na niej kolejne dwa dni, odpoczywając po całym miesiącu pracy…

Co jest nie tak w tych wspomnieniach? Głównie to, że oprócz sprzątania, gotowania i przygotowywania wszystkiego na „ten jeden dzień w roku”, nie mogę sobie przypomnieć nic innego.

Z tego powodu, gdy sama dorosłam i zostałam mamą, postanowiłam, że święta moich dzieci będą wyglądały inaczej. Jak to robię?

Kalendarz adwentowy

Zawsze mi się podobały kalendarze adwentowe. Pierwszy zrobiłam, gdy starszy syn miał 3 lata. Wtedy pomyślałam, że jest już na tyle duży, że będzie rozumiał, o co chodzi i była to też pewnego rodzaju rekompensata za niedawne narodziny braciszka, który nieustannie zajmował naszą przestrzeń, czas i siły. Od tego czasu kalendarz adwentowy robię każdego roku. No, teraz już dwa.

Dla dzieci to świetna zabawa. A wystarczy tak niewiele! W naszym kalendarzu są słodycze (najczęściej orzechy w czekoladzie), owoce suszone i drobne zabawki (w tym roku małe zwierzątka). Można taki kalendarz dowolnie modyfikować i zrobić z niego prawdziwą ozdobę domu.

Wspólne pieczenie ciastek i pierników

Kilkanaście lat temu przed świętami pojechałam z moim wtedy jeszcze nie mężem do jego rodziny. Siedzieliśmy przy wspólnym stole i robiliśmy świąteczne ciasteczka: kruche, rogaliki, pierniki i inne (taki zwyczaj na Śląsku Cieszyńskim). Sprawiło mi to wtedy niesamowitą przyjemność i zwyczaj ten przyniosłam do swojego domu.

Kiedyś piekliśmy tylko we dwójkę. Potem pojawili się chłopcy i można powiedzieć, że teraz pieczemy we czwórkę. Chociaż wiadomo, że gotowanie z dziećmi to więcej sprzątania niż pożytku. Jednak te wspólne chwile od razu świadczą, że Święta są już blisko.

Każdego roku jedna bańka…

O, przepraszam bombka!

Pochodzę z Krakowa i na choince mam bańki. Swoją drogą uwielbiam regionalizmy i pielęgnuję to słownictwo w swoich dzieciach, ale wróćmy do Bożego Narodzenia. Ten nasz mały zwyczaj zaczęłam praktykować jeszcze zanim pojawiły się dzieci. Każdego roku przed Bożym Narodzeniem kupowaliśmy z mężem (chyba jeszcze wtedy nie mężem) jedną bańkę (lub ozdobę) na choinkę. Miała ona symbolizować coś z danego roku, podobać się nam i miała zostać podpisana rokiem. Teraz kupujemy każdego roku dwie bańki, bo chłopcy by się o jedną pokłócili. Mamy już ich całkiem niezłą kolekcję.

Wspólne ozdabianie mieszkania

Każdego roku staram się także z dziećmi zrobić jakieś świąteczne ozdoby. Czasami te ozdoby robi z chłopcami ich ciocia. Część przynoszą z przedszkola/szkoły. Potem te ozdoby (nawet najbardziej kiczowate) razem rozmieszczamy w mieszkaniu. Niech czuć, że zbliża się Boże Narodzenie.

Każdego roku robimy wspólnie także szopkę z pierników. Oczywiście zawsze piekę dodatkowe figurki, bo na Wigilii mogłoby się okazać, że Józef już stracił głowę.

Nie sprzątam, a spędzam czas z dziećmi

Moją najważniejszą zasadą przedświąteczną jest „nie sprzątam, a spędzam czas z dziećmi”. To oczywiście nie znaczy, że w ogóle nie sprzątam. Oczywiście, że sprzątam. Jednak nie robię jakiś specjalnych porządków. Często również sprzątam razem z chłopcami, jeżeli mają na to ochotę. Wspólnie układamy zabawki, robimy pranie czy zmieniamy pościel. Tak też się da.

W czasie przedświątecznym staram się również spędzać z chłopcami czas. Może nawet bardziej niż w innym czasie. Chodzimy wtedy na rynek pooglądać świąteczne ozdoby. Pijemy gorącą czekoladę. A w domu gramy w gry, wspólnie rysujemy lub śpiewamy kolędy i świąteczne piosenki.

Wspólne gotowanie

Nie za wiele gotuję na Boże Narodzenie. Głównie dlatego, że chodzimy do jednych lub drugich dziadków. Za to staram się zawsze coś zrobić i przynieść do nich na Wigilię. Często robię chałkę i sałatkę ziemniaczaną. Bywa, że upiekę też jakieś ciasto lub zrobię pasztet (ten już na „po Wigilii”). Zawsze staram się chłopców angażować w te przygotowania. Jeśli mają akurat ochotę, pomagają mi zrobić ciasto na chałkę lub pokroić warzywa na sałatkę. Trochę potem jest sprzątania, ale może kiedyś moje synowe mi podziękują, że im mężczyźni potrafią gotować!

Nie wiem, czy dzięki temu chłopcy będą mieli przyjemne wspomnienia z czasu około świątecznego. Na pewno ja czuję, że jest mi z tym dobrze.

Olga Vitoš
Olga Vitoš
Doula, prezeska Fundacji Kocham Zapinam i autorka bloga Turkusowa Kropka. Od kilku lat związana z pisaniem i malowaniem. Walczy o przestrzeganie praw kobiet przy porodach w swoim małym regionie. Współtworzy ogólnopolską akcję #MaluchyNaBrzuchy.

W wolnych chwilach ilustruje książki dla dzieci. Kocha góry i najchętniej zamieszkałaby w małej chatce w jakiejś urokliwej górskiej dolinie i każdego ranka piła kawę podziwiając górski krajobraz. Nie potrafi żyć bez książek, kawy i swojej rodziny, chociaż przyznaje, że doba jest zdecydowanie za krótka, aby robić wszystko co się lubi.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.