Nie planflueserka, ale crazy plant lady

Crazy plant lady
15 minut czytania
373
0
Paulina Witek-Młynarska
Paulina Witek-Młynarska
29 grudnia 2019
Reklamy

Centrum Warszawy. Chyba to najbardziej zakorkowane, bo okolice Trasy Łazienkowskiej. Spaliny, autobusy, jeżdżące w te i z powrotem karetki. Wojskowe gmaszyska, wszystko zanurzone w betonie. O trawnik czy chociażby krzaczek, ciężko. Drzewo to już marzenie. Kiedy wchodzę do mieszkania Joanny, hałas i smog znikają. Jest mi zielono. I dobrze.

– Trudno powiedzieć, chyba koło setki – mówi, kiedy pytam się, ile dokładnie ma roślin. Szacuje, że około stu dwudziestu. Ale to oczywiście zależy od pory roku. Jak jest lato i ładna pogoda – jej dżungla kolonizuje też balkon. Wtedy bywa, że traci rachubę.

– Mieszkam w tym mieszkaniu od 15 lat. Zaczęłam je obsadzać intensywnie jakieś 4 lata temu. – wspomina. Zaczęło się od paprotek i sukulentów. Swoją roślinną kolekcję nazywa „plantacją”. Zapytana o faworytów, mówi, że chyba nie ma takich. Ale potem długo opowiada kapryśnych monsterach. – Mają duże liście, więc są efektowne. Mogę je codziennie obserwować. Po ich kondycji widać, jaka jest pora roku, ile światła wpada do mieszkania – tłumaczy.

Liście Monstery to dziś bardzo popularny motyw we wzornictwie, choć w pewnym sensie należą do klasyki. Monstery i palmy stały w domach naszych babć. Od dekad ozdabiały szkoły czy urzędy. Joanna monster ma pięć. Na razie.

Lubi też jedną z paprotek – Jest ze mną naprawdę długo. Dużo osób mi mówiło, że bywają trudne w utrzymaniu. Że trzeba je zraszać, odpowiednio ustawiać, tak żeby nie przechodzić obok, bo są rozłożyste – opowiada. Ale ta paprotka to ewidentnie twarda sztuka. Stała w każdym pokoju, w przejściu, przy balkonie i ciągle rośnie.

Sama o sobie pisze „crazy plant lady”. Kiedy próbuję nazwać ją planfluencerką – protestuje. Wrodzona skromność czy niechęć do etykietek? Joanna od wielu lat pracuje w reklamie więc obie odpowiedzi mogą być poprawne. Albo i nie.

– Plantinfluencer brzmi dumnie, ale nie, nie czuję się taką osobą – wzbrania się. – Wydaje mi się, że to się stało popularne, bo dużo mówi się o smogu i zanieczyszczeniach. Poza tym, to jest po prostu trend. Nawet katalogi typu „Ikea”, pokazują teraz wnętrza, które zamiast grafik czy pamiątek z podróży, zdobią rośliny. I nawet jeśli ktoś kupuje paprotkę czy palmę wyłącznie dlatego, że to jest modne, to nadal robi coś dobrego. Będzie miał więcej czystego powietrza w mieszkaniu. Lepsza taka ozdoba, niż seryjnie powielane grafiki w stylu „panorama Nowego Jorku” – konstatuje.

Ale faktem jest, że rośliny już dawno temu opuściły najniższą pozycję w drabinie bytów. Wystarczy odpalić Instagram, by się o tym przekonać. Są ich tysiące – 20-30 latkowie, roślinoholicy, domowi ogrodnicy, którzy ze swojej miłości do flory uczynili spektakularne hobby, a niekiedy sposób na życie. Ktoś złośliwie powie: rośliny to dla millenialsów najłatwiejsi partnerzy do ćwiczenia odpowiedzialności. Ale tu chyba chodzi o coś znacznie więcej. Za oceanem jedną trzecią wszystkich roślin doniczkowych kupują młodzi ludzie z wielkich miast. „Urban gardening” święci triumfy, a odpowiednia liczba roślin w domu staje się także znacznikiem statusu. I dobrego gustu, którym zawsze można pochwalić się w sieci.

Dziś wrzucanie fotki swojej montstery, to żadna awangarda. Hasztag #monsteramonday powstał 3 lata temu i stworzyła go Morgan Doane – jeszcze wtedy pracownica korporacji, dziś współtworząca instagramowy profil @houseplantclub, który ma siedemset tysięcy obserwatorów i na którym znajdują się wyłącznie zdjęcia roślin. Ze wspólniczką właśnie wydały pierwszą książkę, której tytuł w wolnym tłumaczeniu brzmi „Jak wyhodować roślinę i sprawić, by Ciebie pokochała” („How to Raise a Plant and Make it Love You Back”).

Joannie antropomorfizacja roślin nie grozi. Spytana, czy rośliny czują odpowiada: – Nie chce wyjść na bezduszną, która tylko sortuje nasiona, przesypuje ziemię i ustawia rośliny do światła. Mam z nimi pewien rodzaj więzi, ale też nie wczuwam się, by do nich mówić i je głaskać. Świat natury jest niesamowity, warto go obserwować. Na pewno liście reagują na światło, hałas, reagują na ruch, ale to jest bardziej kwestia biologii niż emocji.

Nie tylko z własnego doświadczenia wie, jak bardzo towarzystwo roślin wpływa na człowieczy dobrostan. Długo i cierpliwie opowiada o nurcie biophilic design, który dopiero jest u nas popularyzowany. Na Zachodzie to znany trend w planowaniu przestrzeni życiowej. Tak projektowane są biura, mieszkania, szpitale, szkoły czy restauracje.

– Człowiek współczesny żyje w mieście, jest otoczony betonem, asfaltem, szkłem. Odpoczywa, gdy pójdzie do parku, popatrzy na drzewa i wodę. Czemu czekać tydzień, żeby uciec z miasta do lasu, skoro można trochę tej natury zaprosić do wnętrz? – pyta Joanna retorycznie. I tłumaczy: – Fajnie wejść do knajpy czy biura, gdzie są egzotyczne rośliny. Miło zatrzymać się w hotelu, który ma w lobby palmy. Ale z drugiej strony jest też udowodnione, że rośliny pomagają nam lepiej oddychać, pomagają nam lepiej spać, pomagają się skoncentrować. To naprawdę nie jest żadna „abrakadabra”, tylko kwestia biochemii. Przy jednych roślinach lepiej się śpi, przy innych lepiej się pracuje. Jedne wpływają na kreatywność, inne mogą koić zmysły – podsumowuje. Po czym przytacza ciekawe badania: w szpitalach, w których jest dużo roślin podaje się o 1/3 mniej leków przeciwbólowych. – Ja nie mówię, że przychodzisz chory, patrzysz na drzewko, wychodzisz zdrowy. Absolutnie nie! Ale ludzie się po prostu lepiej czują, szybciej dochodzą do siebie.

Swojej plantacji poświęca kilka minut dziennie. Rytuał jest odprężający i wyciszający. Nieśpiesznie przechadza się po mieszkaniu, podlewa, przegląda liście, dosypuje ziemi, patrzy za okno, myśli. Na co dzień bardzo dużo pracuje. Wstaje rano, wraca wieczorem, w weekendy wyjeżdża, współpracuje z dwoma fundacjami. Dbanie o plantacje osadza ją na chwilę w „tu i teraz”.

Zabiłam w swoim życiu każdą roślinę doniczkową, jaką miałam. Joanna mi imponuje, a to co mówi jest pocieszające: – To się zdarza każdemu. Ważna jest jakość roślin, które kupujemy. Nie każdy ma czas i możliwości, by pojechać na jakąś giełdę ogrodniczą, kupić roślinę od dobrego dostawcy, dowiedzieć się, jak o nią dbać. To są osoby, które te rośliny wyhodowały od nasionka, przez sadzonkę do, krzaczka – tłumaczy. Na razie większość z nas skazana jest na popularne markety budowlane, gdzie normą jest „podpompowanie” rośliny, by wyglądała zdrowiej. Nigdy nie ma pewności, skąd ta sadzonka jest i ile marzła w magazynie. Ale – patrząc na światowe trendy – jesteśmy w przededniu wielkich zmian. Chcemy jaj od szczęśliwych kur, będziemy chcieli roślin od szczęśliwych hodowców. Nad Wisłą już pojawiają się pierwsze stylowe butiki z roślinami (na przykład plantsforhumans.com), sprzedające nie tylko świat flory, ale i styl życia. Na początku były: nowojorski Rooted, Tula House czy Sill.

Właścicielka Sill zaczynała 6 lat temu, dzięki dużej dotacji z Kickstarter. Dziś Sill to już prężnie rozwijająca się wielka marka, 70 procent przychodów czerpiąca z internetowego handlu. Właściciele Tula House jeszcze rok temu handlowali z naczepy specjalnie to tego przystosowanej ciężarówki. Dziś mają duży lokal na Greenpoincie, gdzie sprzedają nie tylko rośliny, ale i dizajnerskie gadżety, ubrania, książki, organizują warsztaty i imprezy. Podsumowując i pocieszając niektórych: czasami nie jest tak, że marny z ciebie miejski ogrodnik – trafiłeś po prostu na oporny lub doszczętnie zmarnowany okaz.

– Mówi się, że sukulenty są nie do zdarcia. Były takie, co u mnie nie przetrwały – wspomina Joanna. I opowiada o nieudanym eksperymencie z poleconym przez kolegę płynem do „zazieleniania” liści. – Wiem już, że nie ma co eksperymentować. Wiem też, że nie mam co porywać się na egzotyczne, wielkie rośliny, bo do nich naprawdę trzeba mieć dużo światła, odpowiednią ziemię. Zdarzają mi się wzloty i upadki. Teraz mam takie rośliny, z którymi umiem się obchodzić. I chyba mają się nieźle – podsumowuje.

Wiedzę czerpie z różnych źródeł, ale bazuje głównie na zdrowym rozsądku i swoich doświadczeniach. – Trochę wiem z domu, ale jest też dużo stron, są grupy na Facebooku. Jakiś czas temu kupiłam sobie pięknie wydane książki i okazało się, że informacje w nich zawarte są ze sobą sprzeczne. To trzeba robić po prostu metodą prób i błędów – tłumaczy.

Czyli trochę tak, jak z wychowywaniem dzieci. Należy się słuchać przede wszystkim swojego instynktu, a z rad korzystać wybiórczo i postępować zawsze w zgodzie ze sobą. Na szczęście, w przypadku świata flory, ewentualne błędy nie muszą być katastrofalne w skutkach dla ludzkości. Cierpi roślina i nasze ego. Raczej „tylko” niż „aż”.

Na szczęście są takie gatunki, które – przy zachowaniu minimum odpowiedzialności – trudno unicestwić. Nie trzeba mieć tak zwanej „ręki do roślin”, wystarczy odrobina dobrej woli. I umiejętne dobranie roślinnego pupila. Jak nie wyjdzie, to trudno. Podejmie się kolejną próbę.

Zresztą, jak się człowiek tuła po wynajmowanych mieszkaniach, z doniczką jest bardziej mobilny. Łatwiej ją ze sobą zabrać niż takiego czworonoga. Poza tym nie każdy najemca lubi zwierzęta. Kot Joanny jej plantację ma trochę gdzieś. Może dlatego, że jest stary i na parapet już nie wskoczy. A może dlatego, że się przyzwyczaił. Roślinna rodzina w jej mieszkaniu powiększa się regularnie, domownicy muszą ten fakt zaakceptować.

Urodziła się na warszawskim Służewcu, gdzie jest teraz słynny biurowy „Mordor”. Wczesne dzieciństwo spędziła na 10 piętrze bloku z wielkiej płyty. Ale potem wyprowadziła się na obrzeża miasta. Niedaleko był Las Kabacki, Jeziorko Imielińskie i nieobsadzone pole, na którym dziko rosły chwasty. Na bosaka wychodziła na taras, miała swoje ulubione drzewko w ogrodzie. Parę lat po przeprowadzce do centrum, poczuła się zmęczona tym, że budzi się w hałasie i pracuje w chaosie. Do zielonego dzieciństwa powrotu już nie ma. Ale namiastkę lasu ma u siebie. Podsumowuje to jednym zdaniem: Mieszkam w betonowej dżungli, widok za oknem mnie męczy, dlatego wpuściłam do mieszkania trochę zieleni.

Jest jeszcze jeden ważny wymiar miejskiego ogrodnictwa. To fakt, że znaczenie przyrody wzrasta w okresach klęski politycznych idei. Tak uważał Theodor W. Adorno, do którego eseju „Liryka a społeczeństwo” odwołują się twórcy wystawy „FLORAPHILA. Rewolucja roślin” w Biennale Warszawa. Wyobcowana jednostka w kapitalistycznym społeczeństwie zwraca się ku naturze, bo tylko tam może czuć się wolna. Artyści prezentowani na wystawie uznali rośliny za źródła inspiracji dla działalności politycznej, ze względu na ich zdolności adaptacyjne i obojętność wobec wytyczonych przez człowieka fizycznych granic. Czyżbyśmy stali w przededniu nowej rewolucji, która dopiero zaczyna kiełkować?

Joanna zapytana o swoje roślinne plany i marzenia, odpowiada skromnie: W urodziny bliskiej mi osoby, zasadziłam pestkę awokado. Przy kolejnej okazji chciałabym ją obdarować wyhodowanym drzewkiem.

Roślinoholicy w sieci:

@homesteadbrooklyn piękna ekomodelka Summer Rayne Oakes, uważana za prekursorkę plantluencerów – prowadzi też pod swoim nazwiskiem popularny kanał na Youtube

@boyswithplants – cieszący oko profil, który wykorzystuje genialny w swej prostocie koncept – przystojni chłopcy pozują z ładnymi kwiatkami. Wydali nawet książkę-album: „Boys with Plants: 50 Boys and the Plants They Love”

@thejungalow – profil dla roślinoholików i fanów dizajnu z lat 70. Tu dowiemy się, z jakimi kafelkami najlepiej wyglądają sukulenty

@houseplantjournal – typowo poradnikowe konto – jego autor Darryl Cheng ma olbrzymią wiedzę, jest autorem publikacji: „New Plant Parent: Develop Your Green Thumb and Care for Your House-Plant Family”

@roslinneporady – profil Sebastiana Kulisa, gdzie znajdziecie dużo ciekawostek o świecie roślin, dotyczących nie tylko pielęgnacji, ale także ich przyrządzania

Paulina Witek-Młynarska
Paulina Witek-Młynarska
Dziennikarka i dokumentalistka. Pracowała w redakcjach największych polskich telewizji, ale zdecydowanie woli opowiadać historie po swojemu.

Współzałożycielka studia OPA!Films. Nie wie, co bardziej lubi: pisanie czy montaż. Relaksuje się, gdy wsiada na swój turbo-szybki rower, ale robi to zdecydowanie za rzadko.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.