Nie zabieraj swoich organów do nieba

Serce chętnie przyjmę
5 minut czytania
6740
0
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
11 grudnia 2019

Odsłuchaj

Jeden pacjent mówił mi, że z nowym sercem zaczął mieć ochotę na piwo, podczas gdy wcześniej go nie lubił. Niektórzy nie mogą pogodzić się z faktem, że noszą serce obcej osoby i żyją dzięki temu, że ktoś musiał odejść z tego świata” – mówi Bogumiła Król koordynatorka transplantacyjna ze Śląskiego Centrum Chorób Serca.

Przypomina mi się scena z filmu „Bogowie”, kiedy żona biorcy pyta profesora Religę, czy jej mąż z sercem innego człowieka będzie ją nadal kochał. Pacjenci często pytają o to, kto ofiarował im życie?

Z relacji pacjentów wynika, że po przeszczepie serca raczej charakter się nie zmienia, ale np. mogą się zmienić smaki. Jeden pacjent mówił mi, że z nowym sercem zaczął mieć ochotę na piwo, podczas gdy wcześniej go nie lubił. Pacjent, który czeka na narząd, musi zaakceptować, że będzie on pochodził od zmarłego dawcy. W chwili kryzysu pacjenci zazwyczaj zgadzają się na wszystko, ale bywa, że po operacji nie potrafią zaakceptować nowego organu. Biorca przede wszystkim musi zapomnieć o dawcy. Im szybciej to zrobi, tym lepiej.

Czy taki biorca ma prawo dowiedzieć się kim był dawca jego serca?

Koordynatorzy i transplantolodzy nie mogą ujawniać takich informacji, jest to traktowane jak tajemnica służbowa. Nie mogą pośredniczyć w kontakcie pomiędzy biorcą, a dawcą. Polskie prawo pozwala na kontakt między biorcą i dawcą w przypadku pobrania szpiku i to po upływie 10 lat, natomiast w przypadku pobrania innych narządów mamy dożywotni zakaz ujawniania informacji o dawcy. Chociaż zdarza się, że pacjent tego potrzebuje, to pozwalamy na napisanie listu do rodziny dawcy. Naginamy trochę przepisy, ale robimy to w ekstremalnych sytuacjach kiedy widzimy, że pacjent nie radzi sobie psychicznie z nową sytuacją.

Mężczyzna może mieć serce kobiety i na odwrót?

Jak najbardziej. Najlepszym przykładem jest historia jednej z pacjentek Adriany Szklarz. Od kilku lat żyje z sercem innego mężczyzny, którego nie można było już uratować. Była szczęśliwą mamą kilkumiesięcznego synka. Niestety jak grom z jasnego nieba piękny scenariusz na życie został rozbity w drobny mak krótką informacją: „Będzie Pani musiała mieć przeszczep”. Czekała na serce 7 lat, ale się nie poddała. To był ostatni moment. Dokarmiana była dożylnie, bo nie miała już sił jeść. Była na wspomaganiu zewnętrznym, gdzie specjalna maszyna pomagała jej sercu kurczyć się i rozkurczać. Zostały jej godziny życia. Pod koniec nie rozmawialiśmy już nawet z nią, tylko z jej rodziną. Strasznie się o nią martwiłam. 5 listopada 2009 roku, w 24. rocznicę pierwszego udanego przeszczepu serca dokonanego przez prof. Zbigniewa Religę dostała nowe serce. Wróciła do życia z nową energią, zaczęła wyznaczać sobie trudne cele, najważniejszy z nich – pokazać, że aktywne życie po transplantacji jest możliwe. Jest jedną z dwóch Polek po przeszczepie, która obeszła bałtycką wyspę Bornholm z kijkami nordic walking.

O koordynatorach, mówi się, że to cisi bohaterowie transplantologii. Na czym polega pani praca?

To praca 24 godziny na dobę. W każdej chwili może ktoś zadzwonić zgłoszeniem narządu do pobrania, muszę być przygotowana, porzucić wszystkie czynności domowe i zająć się konkretnym zgłoszeniem do konkretnego biorcy. W Polsce już od 1996 roku działa Centrum Organizacyjno-Koordynacyjne do Spraw Transplantacji „Poltransplant”, które zajmuje się m.in. alokacją narządów. Informacje o potencjalnych narządach do przeszczepów trafiają do koordynatorów, takich jak ja. Zlecamy najpierw przeprowadzenie badań, czy narządy od tego konkretnego dawcy nadają się to transplantacji. Jeśli tak, szukamy odpowiedniego pacjenta. To trochę wygląda, jak układanie puzzli, różne elementy muszą się zgadzać, takie jak m.in. grupa krwi, waga, wzrost. Dobieramy kandydatów, dla których ten konkretny narząd będzie najbardziej odpowiedni. Muszę mieć kontakt z wszystkimi pacjentami, którzy są zakwalifikowani do przeszczepienia serca czy płuc żeby móc szybko wytypować potencjalnych biorców, którzy mogą mieć wykonany przeszczep od konkretnego dawcy. Otrzymując takie zgłoszenie skupiam się najpierw na weryfikacji, sprawdzam odpowiednią grupę krwi. Narząd musi być jak najlepszej jakości. Badamy czy narząd, który dostałam do weryfikacji nie ma żadnego aktywnego wirusa, a szczególnie podwyższonego markera nowotworowego. Praca koordynatora to nie tylko logistyka pobrania narządu, ale również prowadzenie listy oczekujących na przeszczep serca i płuc. Na serce czeka obecnie ok. 500 osób, na płuca 100. Niestety, znaleźć dziś serce bez żadnych problemów kardiologicznych jest coraz trudniej, a ten organ musi być akurat wyjątkowo sprawny. Nie przedłużam życia na miesiąc, dwa tylko na lata, więc jest o co walczyć.

Podobno została Pani koordynatorką dzięki profesorowi Relidze?

Miałam przyjemność pracować z nim 2 lata, zanim odszedł w 2000 roku. Zaraz po studiach medycznych na wydziale rehabilitacji miałam problem, żeby się dostać do pracy jako rehabilitantka. Trafiłam tutaj do ośrodka w Zabrzu, zaczęłam pracę w administracji, która mnie bardzo nudziła. Z profesorem Religą spotykałam się na korytarzu, pewnego dnia mnie przyuważył i zagadnął. Pamiętam, że byłam wtedy bardzo buntownicza. Żaliłam mu się, że męczy mnie praca w administracji, że wolałabym pracę związaną bardziej bezpośrednio z medycyną. On mnie wtedy zapytał czy chciałabym pracować w Biurze Koordynacji Transplantacji? Zaraz po tym zdarzeniu konkretna propozycja pojawiła się ze strony profesora Mariana Zembali, obecnego szefa Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Dzisiaj jestem szefową biura, zawdzięczam to obu profesorom. To profesor Religa wprowadził zawód koordynatora, to był jego pomysł tak samo jak nawiązanie współpracy z wojskiem.

Co decyduje o tym, że pacjent może zostać dawcą?

Na pewno trzeba wziąć pod uwagę kryterium wieku. Do 70. roku życia możemy pobierać narządy, później ulegają one stopniowej degradacji związanej ze starzeniem się organizmu. Osoby zarażone wirusami (np. HIV, HBS) nie są brane pod uwagę. Również osoby z nowotworami posiadają bezwzględne przeciwwskazania. Jeśli chodzi o wypadki, dyskwalifikujące bywają najczęściej urazy wielonarządowe. Wszystko zależy od stanu klinicznego biorcy. Zdarza się, że 16 latek, którego czas się kończy dostaje serce 35 latka. Ale dziecku 7 letniemu raczej nie wszczepimy serca 50 latka.

Jak wygląda sytuacja z transportem serca? Nie zawsze się udaje dowieźć serce na czas.

Od momentu zgłoszenia, do wszczepienia czas transportu nie może przekroczyć 4 godzin. Trzeba zadbać o to by ten narząd trafił do szpitala transplantacyjnego w jak najkrótszym czasie. Ja to wszystko mam wcześniej zaplanowane i to musi się dziać według wcześniej opracowanego scenariusza. Sztab ludzi, ok. 30 osób pracuje na to żeby przeszczep doszedł do skutku i żeby pacjent mógł się cieszyć długim zdrowiem. W czasie kiedy mam zgłoszonego dawcę sprawdzam czy wybrać transport samolotem czy samochodem. Jeśli to jest odległość większa niż 300 km, prosimy o pomoc wojsko lub Lotnicze Pogotowie Ratunkowe. Musimy też zadbać o transport narządu, tu często możemy liczyć na wsparcie lotnictwa wojskowego. Liczy się czas, więc, gdy np. jest zła pogoda, bywa bardzo nerwowo. Jeśli chodzi o transport kołowy, to mamy swoich kierowców, którzy jeżdżą po całej Polsce, dla mnie się Polska zamyka do połowy. Muszę ten transport zakończyć w 3 godziny. Godzina zostaje dla chirurga. Kiedyś koordynowałam transport narządów do Warszawy, ale teraz przez drogę, która jest w ciągłym remoncie nie mogę tego robić. Jeździmy natomiast do Łodzi, Radomia, Wrocławia, Wałbrzycha i Jeleniej Góry z ryzykiem, że się nic nie stanie na drodze. Zdarzyło się tak raz, że nasza karetka utknęła w korku, a serce było pobrane. W takiej sytuacji musieliśmy wybudzić biorcę i powiedzieć, że niestety przeszczep nie zostanie wykonany. Więc on nadal musiał czekać, a narząd trafił do banku tkanek.

Co jest najtrudniejsze w pracy koordynatora?

Zdarza się , że pacjent czeka na pilny przeszczep kilka miesięcy, a nawet lat. Są też tacy niestety, którzy nie doczekali. Obliczono, że z 50 dawców tylko 30 proc. staje się dawcami rzeczywistymi, czyli takimi, od których został pobrany narząd. Osoby po przeszczepach często opowiadają, że chwila, w której dzwoni telefon z prośbą o zgłoszenie się do szpitala, bo znalazł się narząd, to taka mieszanina radości i strachu. Muszę wypytać o wiele różnych rzeczy, czasem niestety okazuje się, że z powodu np. infekcji pacjent nie może zostać zakwalifikowany do operacji, musi poczekać na kolejne serca czy płuca.

Na transplantację serca w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu czeka ok 260 biorców, z czego 10-15 proc. to przypadki pilne. Wykonuje się tutaj najwięcej przeszczepień w kraju.

Liczba dawców systematycznie spada. Maleje także aktywność szpitali w ich pozyskiwaniu.

Jeżeli na oddziale intensywnej terapii jest osiem łóżek, to potencjalnie powinno być około dwóch dawców rocznie zgłoszonych. Ilość potencjalnych dawców z roku na rok spada. Przeciętnie od 10 lat zgłaszanych jest 700 dawców na rok. Pracownicy, na których spoczywa obowiązek identyfikacji zgłoszeń potencjalnych dawców, przechodzą obecnie na kontrakty, więc pracują tylko w określonych godzinach, przez to nie mają czasu na dodatkową, ciężką pracę. Pojawiają się też coraz częściej opinie, że lekarze boją się reakcji rodzin i nie pytają nawet o możliwość pobrania organów. Boją się zarzutów, że nie zrobili wszystkiego, by ratować pacjenta.

Według polskiego prawa można pobrać organy od każdego kto nie zgłosił sprzeciwu, ale w praktyce to inaczej wygląda?

Mimo, że istnieje domniemana zgoda, to wolimy, żeby się to odbywało z poszanowaniem woli bliskich. Jednak nie pytamy rodziny, czy wyraża zgodę na pobranie narządów do przeszczepienia, ponieważ każdy z nas jest potencjalnym dawcą. Pytamy o to, czy zmarły zgłaszał swój sprzeciw. Są trzy możliwości takiego sprzeciwu: zarejestrowany, czyli wysłanie deklaracji do Centralnego Rejestru Sprzeciwów, można też złożyć oświadczenie pisemne lub ustne. Średnio odmowa to 10 proc. wśród wszystkich zgłoszonych dawców. Może wydawać się, że to niewiele, ale te 10 proc. to nawet 100 dawców rocznie mniej. Świadomość społeczna nie jest jeszcze na tyle dojrzała, aby większość osób nosiła przy sobie oświadczenia woli, w których zgadza się na pobranie narządów po śmierci. Najważniejsze, żeby wiedzieć jaka była wola zmarłego co do pobierania jego narządów po śmierci. Wiele oczywiście zależy też od nas, koordynatorów. Trzeba wiedzieć, jak rozmawiać o tym z rodziną.

Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
Obserwuje, słucha, czyta i podróżuje. A potem nie może się powstrzymać, żeby o tym nie napisać. Pytanie, które najczęściej zadaje, brzmi: co o tym myślisz? Interesuje ją wszystko, co niekonwencjonalne i wyprzedzające epokę. Jest żądna wiedzy, ciekawa świata i ludzi.

Od kilkunastu lat pracuje jako dziennikarka. Pisała dla takich tytułów, jak „Trendy Art of Living” czy „Dziennik. Gazeta Prawna”.

Uwielbia Włochy i mistykę. Z wielką determinacją próbuje nauczyć się włoskiego. Nie lubi zimna, tłumu i hałasu. Jest uzależniona od kina, więc wolny czas najchętniej spędza w ciemnej sali kinowej. Często jeździ na rowerze i ćwiczy jogę. Do siebie i życia podchodzi z dystansem. Czasami chciałaby być niewidzialna.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.