To nie jest kraj dla starych ludzi

22 minut czytania
485
0
Monika Machalska
Monika Machalska
24 grudnia 2019
Reklamy

Osoby starsze, to ogromna grupa społeczna, której potrzeby wciąż są marginalizowane. Spychane w niebyt. Może dlatego, że ich głos jest już zbyt cichy i słaby by przebić przez okrzyki innych potrzebujących. A może dlatego, że starość nie jest ani zbyt fotogeniczna ani zbyt medialna. Świadomi, że nas też może dosięgnąć i związane z nią niedołężność i choroby, mimo woli odwracamy wzrok od problemów starszej i coraz liczniejszej części społeczeństwa.

Gdy w zeszłym roku zdesperowani rodzice dzieci niepełnosprawnych zdecydowali się na okupowanie pomieszczeń sejmu, oczy społeczeństwa i mediów zwróciły się na problem długoterminowej opieki nad niepełnosprawnymi. Przez jakiś czas trwały głośne dyskusje polityków rożnych frakcji. Dywagowano nad wysokością świadczeń finansowych, programami wsparcia, aktywizacji osób niepełnosprawnych. Ta trudna sytuacja nie doczekała się systemowych i kompleksowych rozwiązań, ale można zauważyć pewien progres. Opieka nad niepełnosprawnym dzieckiem przestała być tylko i wyłącznie problemem jego rodziców. Trudy z nią związane stały się tematem wielu reportaży. Ogłaszane są zbiórki mające pomóc finansowo opiekunom w szczególnie trudnych sytuacjach. Do sejmu obecnej kadencji weszli przedstawiciele niepełnosprawnych i ich rodziców czy opiekunów. Jest jakaś nadzieja, że doczekamy się odpowiedzialnej polityki społecznej w tej dziedzinie. Może nie od razu, ale może kiedyś.

Spychani w niebyt

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego pod koniec 2017r. liczba osób powyżej 60 roku życia w Polsce wynosiła ponad 24 procent ogółu ludności. Wydłuża się też średnia długość życia w stosunku do lat ubiegłych. Nie oznacza to jednak, że jakość życia starszych ludzi także się polepsza. Dla oznaczenia tej jakości przyjęto wskaźnik określających lata życia „w zdrowiu” tj. bez niepełnosprawności uniemożliwiającej samodzielne poruszanie się, wykonywanie codziennych czynności życiowych i samodzielne prowadzenie gospodarstwa domowego. Pod względem jakości życia i pod względem stanu zdrowia prym w Europie wiodą Skandynawowie: Norwegowie, Szwedzi i Islandczycy. Polscy seniorzy dożywają sędziwego wieku w dużo gorszej formie fizycznej i zdrowotnej niż reszta Europejczyków. Zaledwie 46% mężczyzn w wieku 65 lat nie dopada niepełnosprawność związana z wiekiem. W przypadku kobiet to niecałe 40%. W porównaniu ze wspomnianymi wcześniej krajami europejskimi Polacy stają się osobami z niepełnosprawnością średnio o 3 lata wcześniej. Wielu seniorów cierpi na przewlekłe choroby, jak choroby zwyrodnieniowe stawów i kręgosłupa, nadciśnienie, choroby wieńcowe.

Biorąc to pod uwagę wielu starszych rodaków wymaga stałej pomocy w codziennych czynnościach życiowych, zakupach czy w trakcie wizyt u lekarza. Pół biedy, gdy mieszkają w domu wielopokoleniowym i mają pomoc dorosłych dzieci w zasięgi ręki. To właśnie na dorosłe dzieci, a zwłaszcza na córki, w większości spada konieczność pomocy. Jednak takich wielopokoleniowych domów jest coraz mniej. Nawet jak rodziny mieszkają razem, coraz rzadziej jedno z dzieci nie pracuje i może w ciągu dnia zajmować się seniorem. Sytuacja się komplikuje, gdy dzieci mieszkają w znacznej odległości od schorowanego rodzica, lub ich zobowiązania wobec innych członków czy obowiązki zawodowe pozwalają tylko na doraźną pomoc.

Pomoc potrzebna od zaraz

Matka Anny to 78-letnia emerytka. Dokucza jej zwyrodniały kręgosłup, nadciśnienie, cukrzyca i ma problemy ze swobodnym poruszaniem. Mieszka od kilkudziesięciu lat w 20-tysięcznym miasteczku, w odległości 30 km od córki. Pozornie nie daleko, ale Anna pracuje na drugim końcu aglomeracji, ma dwójkę małych dzieci i może odwiedzać mamę po pracy lub w weekendy. Starsza pani nie ma ochoty się przeprowadzać, zresztą nie uśmiecha się jej mieszkać w hałaśliwym mieście, na czwartym pietrze bloku bez windy z córką i zięciem.

– Dojazd do mamy w godzinach szczytu zajmuje mi prawie godzinę w jedną stronę – mówi Anna. Nim dojadę, przywiozę jakieś zakupy, sprzątnę mamie mieszkanie, coś ugotuję na następny dzień i wrócę do domu jest już 21-22. Dzieci już w łóżkach, a ja o 5-tej znów wstaje do pracy. Mogę tak jeździć raz, czy dwa w tygodniu. Ale mama potrzebuję kogoś, kto zajrzy do niej co drugi dzień lub częściej. Doradzono mi bym zadzwoniła do miejscowego MOPS. Miła pani poinformowała mnie, że mają raptem cztery opiekunki na etacie na całe miasteczko, a starszych ludzi pod opieką wielu. Ich pomoc jest częściowo refundowana. Niech mama złoży podanie – mówiła – ale szanse na szybkie rozpatrzenie i zapewnienie opieki ma niewielkie, bo pierwszeństwo mają ludzie samotni, a mama ma przecież panią.  To lepiej, gdybym nie interesowała się losem mamy, wyrwało mi się, wspomina Anna rozgoryczona. Wychodzi na to, że tak – powiedziała pani z MOPS.

Cóż dałam ogłoszenie i na szczęście znalazła się pani, która zgodziła się przychodzić do mamy parę razy w tygodniu. I choć cena nie jest wygórowana, mojej mamy nie byłoby stać na pokrycie tego ze swojej emerytury. Więc mam teraz dodatkowy powód do pracy – uśmiecha się smutno Anna.

Usługi opiekuńcze w miejscach zamieszkania seniorów są realizowane w ramach zadań własnych gmin, zazwyczaj za pośrednictwem gminnych czy miejskich ośrodków pomocy społecznej. Dla osób o niskich dochodach są w pełni bezpłatne. W innych przypadkach częściowo refundowane. Problemem są jednak braki kadrowe z jakimi borykają się placówki opieki społecznej. Niskie zarobki, duża ilość podopiecznych nie zachęcają do podejmowania pracy.

Osobom powyżej 75 roku życia przysługuje tzw. zasiłek pielęgnacyjny w wysokości 215,84zł (stawka od 1 stycznia 2019r.). W praktyce pozwala on jedynie zna zrealizowanie części recept. Biorąc pod uwagę fakt, że stawka dla opiekuna osoby starszej zaczyna się od 15-20 zł za godzinę, zasiłek jest w stanie pokryć zaledwie parę dwugodzinnych wizyt opiekuna w miesiącu.

Sytuacja się komplikuje, gdy seniora dotyka choroba, która przykuwa do łóżka na wiele miesięcy lub gdy chory z innych przyczyn wymaga całodobowej opieki.

Zwolnienie i urlop to za mało

Jesienią, gdy pogarsza się widoczność, a na chodnikach kałuże lub, co gorsza pierwsza gołoledź, ortopedyczne oddziały ratunkowe zapełniają się starszymi ludźmi.

Przymrozki jeszcze się nie zaczęły, gdy matka Justyny złamała szyjkę kości udowej. Łamie ją we własnym mieszkaniu, potknąwszy się o dywanik. Justyna wielokrotnie toczyła wojnę z matką o te dywaniki i o to, by staruszka w końcu zaczęła korzystać z chodzika. Kto wie, co stało by się, gdyby Justyna zamiast we wtorek przyjechała do mamy dzień czy dwa później. Staruszka czasem zwykła nie odbierać telefonu i jedno czy dwudniowe milczenie nikogo nie niepokoiło. Starsza pani miała silny charakter i nie lubiła, by jej mówić, co ma robić. Teraz obolała leżała w przedpokoju na podłodze, po nocy spędzonej w tej pozycji, gdy córka wzywała pogotowie.

Po prawie dobie oczekiwania na oddziale ratunkowym mama Justyny trafia na oddział ortopedyczny, a potem na stół operacyjny, gdzie zespolono jej złamaną kość. Gdy lekarz objaśnia stan chorej i powtarza, że pacjentka przez dwa najbliższe miesiące nie może obciążać nogi i będzie wymagać stałej opieki, w głowie Justyny szaleje burza myśli. Próbuje policzyć zaległe dni urlopu, niewykorzystaną opiekę nad dziećmi, ewentualny zasiłek opiekuńczy na mamę i za nic nie chce się to zsumować w dwa miesiące. A co jak mama nie zacznie wstawać po tym czasie i być samodzielna? Około 30% złamań w wieku powyżej 70 roku życia kończy się trwałą niesprawnością lub zgonem chorego w ciągu roku od kontuzji.

Niektórzy próbują jej coś radzić. Pięćdziesięcioletni mężczyzna, który przychodzi do unieruchomionej na sąsiednim łóżku 80-letniej matki ma podobny dylemat.

– Wie pani – zwierza się Justynie – ja zostałem z mamusią sam. Brat wyjechał do Anglii, a siostra popełniła samobójstwo. Ale ja mieszkam z mamusią w wiosce i codziennie dojeżdżam do pracy 40 km. Więc sobie pomyślałem wezmę urlop, a potem zwolnienie na mamusię. Tak wiem, że to 14 dni tylko na rok. Ale mi jedna pani doktor powiedziała, że psychiatrzy mogą dawać zwolnienie bez ograniczeń. To pójdę i powiem że mam depresję i nerwicę. Trzeba jakoś sobie radzić. Przecież nie mogę zostawić mamusi!

Ktoś inny powiedział Justynie o Zespołach Opiekuńczo Leczniczych. Ma szczęście – myśli, w jej mieście i sąsiednich jest kilka. Kierowani są do nich pacjenci po zabiegach operacyjnych, udarach, wymagający żywienia pozajelitowego czy wspomagania oddychania i z przewlekłymi chorobami. Tacy, wobec których zakończono już proces hospitalizacji, ale wciąż wymagają leczenia i opieki w warunkach bardziej specjalistycznych niż domowe. Przewiduje się że czas pobytu pacjenta w ZOL powinien wynosić ok. 3 miesięcy, do czasu poprawy stanu zdrowia. Wielu z nich jednak przebywa w ZOL-ach znacznie dłużej. Często nawet, gdy proces leczenia się zakończył, a stan chorego się ustabilizował rodzina nie chce lub nie może z różnych przyczyn zaopiekować się starszym schorowanym krewnym. Dlatego miejsc w ZOL-ach brakuje, nawet dla tych najbardziej potrzebujących. I chociaż często dalsza terapia lub rehabilitacja powinna nastąpić niezwłocznie po wypisie ze szpitala, na miejsce w ZOL czeka się średnio od kilku miesięcy do nawet dwóch lat, zależnie od stanu pacjenta. I mimo, że Justynie udało się zdobyć komplet wymaganych zaświadczeń i dokumentów złożyła, je bez większej nadziei na powodzenie.

Ciężkie poszukiwania

Majka miała około 30 lat i dobrą pracę, gdy u jej babci zdiagnozowano Alzheimera. Zamieszkała z babcią w czasie studiów, gdy jej rodzice wynieśli się na odległą o kilkadziesiąt kilometrów wieś. Miała być dla babci pomocą i towarzystwem, bo babcia jak na swoje 80 lat była sprawna i samodzielna. W pewnym momencie babcia zaczęła się dziwnie zachowywać. Słyszała głosy, zostawiała przedmioty w zagadkowych miejscach np. żelazko w lodówce. Zaczęła oskarżać sąsiadów, że podtruwają ją gazem wpuszczanym przez szpary w podłodze. Diagnoza brzmiała Alzheimer.

Z czasem stan babci się pogarszał i pozostawianie jej w domu stało się niebezpieczne. Odkręcała kurki z gazem, albo w nocy uciekała z domu i zdezorientowana błąkała się po osiedlu. Wspólnie z rodzicami podjęli decyzję o umieszczeniu babci w domu opieki. Mieliśmy doświadczenie z sąsiadem, który wiele lat chorował na Alzheimera i który mimo woli stworzył opiekującej się nim żonie prawdziwe piekło. Nie chcieliśmy przez to przechodzić. Zwłaszcza, że rodzice też nie są okazami zdrowia – tłumaczy ich decyzję Majka.

Szukanie domu opieki, to było dość przygnębiające zadanie – wspomina. Pamiętam, że odwiedziłam dom, który poetycko nazywał się od płynącego w pobliżu potoku. Z zewnątrz prawie ideał. Malowniczy budynek w willowej dzielnicy na skraju lasu i rezerwatu przyrody, a jednocześnie 30 minut od centrum. Cisza, spokój.

Po wejściu czar prysł. Wewnątrz stylowe wnętrza zaadaptowanej na chybcika willi, nieprzystosowane dla niepełnosprawnych kręte schody, zbyt wąskie dla wózków korytarze, przeraźliwy ziąb i wszechobecny zapach długo niezmienianych pieluch. Gdy kierownik domu zeszła ze mną pokazać potencjalne miejsce dla babci, w ciemnawej suterenie zobaczyłam pokoiki, w których stłoczone były unieruchomione w łóżkach staruszki. Uciekłam stamtąd czym prędzej. Trochę trwało nim znaleźliśmy odpowiedni dom. Nie chcieliśmy wywozić babci do jakiegoś domu opieki na wsi, choć tam było by taniej. Baliśmy się, że z dala od nas nie będziemy mieli kontroli nad jakością opieki nad krewną. Babcia spędziła w domu opieki jeszcze kilkanaście lat, bo jej stan fizyczny mimo Alzheimera wciąż był znakomity. Jak to podsumowały pielęgniarki w domu opieki – biorąc pod uwagę stan zdrowia babcia będzie Panią jeszcze sporo kosztować – wspomina z uśmiechem przez łzy Majka.

Koszt opieki w domu stacjonarnym zaczyna się od około 3000 zł. Może być niższy w domach położonych na prowincji. Zazwyczaj jest znacznie wyższy i zależy to od standardu domu, ilości oferowanych zajęć aktywizacyjnych czy rehabilitacyjnych dla seniorów, ich stanu zdrowia, standardu pokoju. Zazwyczaj należy się liczyć z kosztem co najmniej 3500-4000. Do tego należy doliczyć koszt leków, pampersów, środków pielęgnacyjnych czy higienicznych. Nie da się tego pokryć z przeciętnej emerytury. Finansowy wkład rodziny jest nieodzowny.

Cichy bohater

Jednym z niewielu systemowych rozwiązań opieki nad chorymi, jest paliatywna opieka nad chorymi onkologicznymi. Już kilkanaście lat temu w Polsce zaczęły powstawać hospicyjne domy opieki. Zapewniają opiekę chorym onkologicznie, wobec których zakończono już proces leczenia, a wobec tego rokowanie wyzdrowienia są już nikłe. W większości przypadków trafiają tu ludzie u kresu życia, wobec których stosuje się przede wszystkim leczenie związanego z chorobą nowotworową bólu. Oprócz opieki stacjonarnej, działają także hospicja domowe, które otaczają opieką zarówno pacjenta jak i pielęgnującą go rodzinę.

W ramach swoich działań zapewniają wizyty domowe lekarzy opieki paliatywnej, pielęgniarek. Fundacja hospicyjna przy Hospicjum im. ks. E. Dutkiewicza od lat prowadzi kampanię wspierającą cichych bohaterów, jakimi są opiekunowie osób przewlekle chorych, w tym starszych. W tym roku działają pod hasłem „Ważni niewidzialni. Zauważ, zrozum, wesprzyj”.

W ramach tej akcji oferują opiekunom dzień bezpłatnych badań profilaktycznych, na które na co dzień brakuje im czasu, szkolenia z zakresu opieki osobami przewlekle chorymi, koncerty i wydarzenia kulturalne dla nich dostępne. Na stronie Fundacji, przeczytamy: „W Polsce w 2004r. Było około 2 miliony opiekunów rodzinnych osób starszych. Ich liczba rośnie, wciąż jednak nie została oszacowana wartość ich pracy. 90% osób starszych to przewlekle chorzy, a co trzecia osoba po 65 roku życia wymaga stałej opieki. Według szacunków w Polsce co pół godziny jedno dziecko poniżej 18 roku życia zostaje sierotą. Opiekunów rodzinnych i osierocone dzieci łączy niedostrzeganie ich rzeczywistych potrzeb w systemie pomocy, niedocenianie ich trudnej psychologicznie sytuacji i bezradności otoczenia… Opiekunowie rodzinni to zapomniani w systemie bliscy”.

Kropla w morzu potrzeb

O tym jak bardzo Państwo zapomina o tej części społeczeństwa niech świadczy fakt, że zaledwie część działań hospicjów jak i samej fundacji jest finansowane z budżetu. Ich funkcjonowanie w ogromnej mierze opiera się na szczodrości darczyńców i ogromnym wkładzie wolontariuszy: tych dorosłych zajmujących się np. bezpośrednią opieką nad chorymi i tych najmłodszych zbierających datki do puszek w czasie kwest charytatywnych. Nadal brakuje spójnej polityki Państwa, systemowych rozwiązań, a przede wszystkim odpowiednich środków.

Narastający problem dostrzegają także inne organizacje społeczne i pozarządowe. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy od lat część zebranych środków przeznacza na wsparcie polskiej geriatrii. Jest to jednak wciąż kropla w morzu potrzeb. Powstająca w ślimaczym tempie baza lecznictwa geriatrycznego, wciąż nie zapewnia zaspokojenia potrzeb starzejącego się społeczeństwa. Na koniec 2016 r. oddziały geriatryczne dysponowały 1122 łóżkami, na których w ciągu roku leczono 31,9 tys. pacjentów. Przy ogólnej liczbie osób po 60-tym roku życia, wynoszącej ok. 9 milionów jest to wciąż o wiele za mało.

Po trzech tygodniach od powrotu matki do domu Justyna nabrała biegłości w jej pielęgnacji. Dni upływają jej na zmienianiu pieluch, robieniu zastrzyków ( to jedna z umiejętności, którą przyszło jej zdobyć w tempie błyskawicznym), ogarnianiu telefonów od zniecierpliwionego jej nieobecnością pracodawcy i praniu zabrudzonej bielizny. Mąż opiekujący się jeszcze z doskoku 82-letnią teściową dzielnie sprawdza się w roli samotnego ojca, a dzieci ślą stęsknione maile.

Moja sytuacja jeszcze nie jest zła – wzdycha Justyna. Mam koleżankę, która przez 15 lat samotnie zajmowała się ojcem po udarze i drugą, która stała się prawie zakładniczką chorującej na demencję matki. Jak dobrze pójdzie to za tydzień dotrze tu pani do opieki z Ukrainy, która już pracowała w Polsce, a która zajmie się mamą przez 5-6 dni w tygodniu. Oby jej nie zatrzymali na granicy, bo inaczej nie wiem co będzie.

Monika Machalska
Monika Machalska
Z urodzenia gdańszczanka, z wykształcenia i na co dzień architektka, z miłości żona i mama, po godzinach publicystka. W razie potrzeby kuk, sterniczka i kronikarka. Nie lubi utartych szlaków i wracać tą samą drogą.

Z zamiłowania szwenda się, podgląda i podsłuchuje, a potem to opisuje na blogu hatifnaci.pl. Jak prawdziwa hatifnatka, po cichu marzy o podróży daleko na północ.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.