Co wiemy o integracji?

Psychologia w poszukiwaniu przepisu na udane relacje z mniejszościami
5 minut czytania
246
0
Magdalena Celuch
Magdalena Celuch
7 stycznia 2020

Migracja to nie tylko duże wydarzenie w życiu samych emigrantów. To także spora zmiana dla społeczeństwa, które ich przyjmuje. Psychologowie od dziesiątków lat tworzą coraz to dokładniejsze modele procesu akulturacji, czyli transformacji, jakie zachodzą w wyniku takiego spotkania. Co udało im się ustalić? I dlaczego „integracja” nie zawsze jest tym, czym nam się wydaje?

Klasycznie, strategię akulturacji bada się stawiając dwa pytania. Po pierwsze: Czy tożsamość kulturowa migranta (sprzed migracji, z kraju pochodzenia) jest dla niego istotna i warta zachowania? Po drugie: Czy budowanie kontaktu z kulturą lokalną uważa za ważne i wartościowe?

Dzięki „skrzyżowaniu” tych dwóch wymiarów i odpowiedzi na powyższe pytania uzyskano cztery podstawowe postawy migrantów. Są one o tyle istotne, że w debacie publicznej często posługujemy się tymi terminami i, co zaraz się okaże, nierzadko robimy to błędnie.

Liczba osób żyjących poza krajem urodzenia rośnie co roku

Nasze czy ich?

A zatem, integracja wiąże się z przekonaniem, że zarówno kultura własna, jak i przyjmująca, są ważne i wartościowe. Jest dążeniem do przyjęcia lokalnych zwyczajów, jednocześnie dbając o tradycje kultury kraju pochodzenia. Asymilacja to gotowość do porzucenia dawnych zwyczajów na rzeczy kultury lokalnej, uznawanej za cenniejszą. Jej dokładnym przeciwieństwem jest separacja czyli uznanie kultury własnej za bardziej wartościową i odcięcie się od kultury lokalnej. Marginalizacja wiąże się z odrzuceniem obu tradycji kulturowych.

Ten klasyczny model stal się podstawą wielu badań i kolejnych teorii. Jedną z ważniejszych jest Interaktywny Model Akulturacji, który zwraca uwagę na rolę społeczności przyjmującej imigrantów. W końcu to ona decyduje o zasadach, jakimi muszą kierować się osoby chcące do niej dołączyć.

Z perspektywy grupy przyjmującej, nastawienie na integrację oznacza więc zgodę na utrzymanie przez imigrantów elementów własnej kultury oraz jednoczesną chęć budowania relacji z przybyszami. Jest to termin chyba najczęściej używany błędnie. W debacie publicznej często zdarza się, że osoby deklarujące poparcie dla integracji tak naprawdę opisują asymilację, czyli gotowość do przyjęcia imigrantów do społeczeństwa, jednak pod warunkiem, że porzucą oni kulturę kraju pochodzenia i całkowicie przejmą lokalne zwyczaje. Dokładnym przeciwieństwem asymilacji jest dążenie do segregacji – imigranci mogą co prawda zachować własną kulturę i zwyczaje, jednak pozostają odcięci od społeczeństwa lokalnego, którego przedstawiciele nie wchodzą z nimi w relacje. Osoby marginalizujące imigrantów nie akceptują ich z kolei pod żadnym warunkiem – nie pomaga tu ani przyjęcie kultury lokalnej, ani odseparowanie się od społeczeństwa przyjmującego.

To lokalne społeczeństwo decyduje o zasadach imigracji

Wszystko zależy od… kontekstu

Postawy przyjmowane przez obie strony zależą od długiej listy czynników. Interesujące badanie z tego zakresu dotyczyło Marokańczyków wyznających judaizm mieszkających w Izraelu oraz Marokańczyków wyznających islam, którzy emigrowali do Holandii. W przypadku Izraela, ze względu na wspólnotę religijną, i do pewnego stopnia kulturową, jaką przybysze dzielą z przeważąjącą częścią społeczeństwa, zarówno imigranci asymilujący, jak i integrujący się, cieszyli się przychylnością lokalnej społeczności.

Inne wyniki otrzymano w Holandii. W tym przypadku przebadani członkowie społeczności lokalnej generalnie bardziej przychylnie reagowali na imigrantów asymilujących się, niż imigrantów integrujących się. Prawdopodobnie to większe różnice między obiema kulturami sprawiły, że integracja stanowiła w tym przypadku większe wyzwanie.

Strategie różnią się także między grupami imigrantów w jednym kraju. Kompleksowe badania z udziałem mieszkańców Europy sugerują na przykład, że choć dla imigrantów z krajów byłej Jugosławii osiadłych w Niemczech preferowaną postawą jest integracja, to już tureccy imigranci najczęściej opowiadają się za separacją. Tymczasem sami Niemcy deklarowali chęć integracji z obiema grupami, za najmniej adekwatną strategię uznając… właśnie wybraną przez większość badanych Turków separację. Tego rodzaju rozbieżności mogą prowadzić do konfliktów.

W omawianym badaniu sprawdzono związek tych postaw z szeregiem czynników. Okazało się, że Niemców nastawionych na integrację cechował, między innymi, stosunkowo niski poziom dumy narodowej (w tym badaniu niski wynik w odpowiedzi na pytanie „Na ile dumny jesteś z bycia Niemcem?”).

Mieszkający w Niemczech Turcy opowiadający się za integracją lub separacją częściej byli dumni ze swojego pochodzenia i określali siebie jako „typowych Turków”. Ci preferujący asymilację mieli dokładnie przeciwne przekonania.

Wynik akulturacji zależy od zaangażowania obu stron

Liczą się… przeszłość i oczekiwania

Spróbujmy podsumować. Kiedy społeczeństwo przyjmujące spodziewa się pozytywnych rezultatów spotkania (jak wzbogacenie ich własnej kultury), nie czując się zagrożone przez imigrantów, preferowana jest integracja. Podobnie działa przekonanie, że imigranci są podobni do nich samych oraz niski poziom dumy narodowej. Wygląda też na to, że dążenie do asymilacji często wiąże się z wysoką dumą narodową oraz oczekiwaniem negatywnych konsekwencji spotkania kultur – w tej sytuacji dążenie do asymilacji przybyszy jest próbą ratowania swojej grupy przed tym postrzeganym zagrożeniem.

Kiedy imigranci czują sie dumni ze swojego pochodzenia i uważają się za typowych przedstawicieli swojej grupy, prawdopodobnie częściej wybierają strategie pozwalające zachować pewien dystans wobec kultury lokalnej – jak integracja czy separacja. W przeciwnym razie wybierają asymilację lub marginalizację. Inne czynniki, jak postrzegane podobieństwo między własną grupą a społeczeństwem przyjmującym, również wpłynęły (w omawianym badaniu) na wybór strategii, jednak kierunek tej zależności zmieniał się w poszczególnych przypadkach.

Przepis na udane relacje międzykulturowe trudno zamknąć w prostej formule. Sprawę stara się uporządkować Rozszerzony Model Relatywnej Akulturacji, w którym, między innymi, wyszczególniono 7 stref akulturacji – od tych, w których proces dopasowania występuje stosunkowo łatwo –np. ekonomia, aż do tych, które sprawiają najwięcej trudności – jak religia. W każdej z tych sfer dana osoba może przyjmować inną strategię – na przykład asymilując się do systemu gospodarczego, ale separując się od osób wyznających miejscową religię.

W każdym indywidualnym przypadku na wzajemne relacje wpływa wiele czynników, w tym takie sprzed nawiązania kontaktu z obcą kulturą – jak wiek, płeć imigranta oraz to, czy decyzję o emigracji podjął dobrowolnie, czy był do niej w jakiś sposób zmuszony. Nie bez znaczenia jest wspomniany dystans między kulturami oraz dotychczasowe relacje między nimi.

Jak widać, siatka powiązań jest złożona. Tym ważniejsze jest, abyśmy, zwłaszcza w debacie publicznej, używali właściwej terminologii – tylko, jeżeli będziemy wyrażać się jasno, możemy dojść do porozumienia. Według wspomnianego Interaktywnego Modelu Akulturacji, jej wynik zależy od tego, na ile obie strony podzielają te same postawy – możemy zatem mieć do czynienia z efektem zgodnym (jeśli chcemy tego samego), z konfliktem (jeśli chcemy zupełnie różnych rozwiązań), albo z sytuacją co prawda problematyczną, ale możliwą do przepracowania (kiedy poglądy obu stron nieco się różnią). Aby jednak osiągnąć kompromis, konieczna jest, oprócz klarownego wyrażania swojego stanowiska, także spora doza uważności i wrażliwości na szeroki, wielowątkowy kontekst. Może zatem pierwszym krokiem w przepisie na udane relacje z mniejszościami jest właśnie to, byśmy o tych okolicznościach pamiętali – zarówno w życiu codziennym, jak i podczas wdrażania ogólnokrajowych rozwiązań.

Magdalena Celuch
Magdalena Celuch
Psycholożka ze specjalizacją społeczną i sportową, z zaangażowaniem promuje wiedzę psychologiczną. Literatka, najszczęśliwsza, gdy ma coś do napisania. Poza tym nadopiekuńcza mama kota Dunadana i joginka.

W wolnym czasie podróżuje. Najchętniej zimą, jeszcze chętniej na zawody w skokach narciarskich. Z upodobaniem spędza weekendy godzinami marznąc na skoczni. Każdej zimy gdzie indziej.
AUTOR

Polecamy

[FM_form id="1"]