Dziwne kino #18 – „Martwica mózgu” (1992)

10 minut czytania
212
0
Kuba Łaszkiewicz
Kuba Łaszkiewicz
10 stycznia 2020

Na pewno kojarzycie Petera Jacksona, a jeśli nawet nie jego samego, to na pewno niektóre filmy, które wyreżyserował. Weźmy na przykład trylogię Władca Pierścieni lub powstałego kilkanaście lat później Hobbita. Genialne, wysokobudżetowe, ambitne kino – trudno temu zaprzeczyć. Miliony widzów zebrały się w kinach, a Peter Jackson doczekał się rzeszy fanów swojej twórczości.

Cofnijmy się jednak do 1992 roku, kiedy to Jackson był dobrze zapowiadającym się, acz młodym i nieopierzonym reżyserem. Wtedy to powstało dzieło, które na stałe zagościło w kanonie filmów obowiązkowych dla każdego fana kiczowatych komedio-horrorów. Mowa oczywiście o produkcji o dumnym tytule „Martwica mózgu”.

Zabawa gatunkiem

Fabuła nie jest zbyt skomplikowana – mamy do czynienia z raczej przewidywalną historią i oklepanymi wątkami miłosnymi oraz obyczajowymi. To jednak nie jest istotne, bo opowieść gra tutaj drugie, a może i nawet trzecie skrzypce. Opowiada o facecie, który zakochał się w dziewczynie, która z kolei zupełnie nie przypadła do gustu jego matce. Przeciwna ich relacji zaczyna śledzić kochanków podczas wizyty w zoo. Wtedy to zostaje ugryziona przez małposzczura, przez co zamienia się w coś na kształt w zombie. Każdy, kogo ugryzie, również przybiera cechy stworzenia bardziej martwego niż żywego. W ten sposób zostaje wywołana plaga zombie na dość szeroką skalę.

Ale nie jest to typowy film o nieumarłych. Twórcy bawią się tym gatunkiem. Doskonale się bawią. „Martwica mózgu” odbiega od wszelkich ram i norm. Nastawiona jest przede wszystkim na przekazywanie widzowi ogromnej frajdy, która sączy się z ekranu. Sączy się również krew. Mnóstwo krwi. Jest to jeden z najbardziej krwawych filmów wszech czasów. Jest niezwykle brutalny, a momentami także obrzydliwy – zresztą, w wielu wypożyczalniach swojego czasu dodawano do Martwicy mózgu torebkę na wymioty. Po latach nie szokuje aż tak, ale nadal możemy się skrzywić, obserwując, dajmy na to, budyń wypływający przez rozcięte gardło kobiety-zombie. Choć od strony technicznej dzieło to się nieco zestarzało, do dziś zadziwia poczuciem humoru. Peter Jackson w znakomity sposób połączył brutalność filmu z absurdem. Wiele jest scen, w których krew leje się hektolitrami, flaki wypływają na wierzch, ludzie zjadają się nawzajem albo odcinają sobie kończyny, a widz… płacze ze śmiechu. Poczucie humoru jest tutaj bezbłędne, a przy tym zupełnie niewymuszone.

Przemyślany chaos

Wiele widzieliśmy już kiczowatych zombiaczych filmów, w których twórcy na siłę wciskają kolejne gagi, z miernym skutkiem usiłując rozbawić widza. Tutaj nie ma czegoś takiego jak wciskanie humoru na siłę – wszystkie aspekty komediowe znakomicie łączą się w całość z konwencją filmu. Widz odnosi wrażenie, że dzieło zostało stworzone nie przez poważnych twórców filmowych, a przez bandę kumpli, którzy bardzo dobrze bawili się przy pisaniu scenariusza i kręceniu kolejnych scen. Pomimo znacznie okrojonego budżetu i zastosowania najtańszych możliwych chwytów, jest to dzieło ponadczasowe. Postarali się nie tylko twórcy, ale i aktorzy, którzy znakomicie wpasowali się w konwencję. Ich gra również jest niewymuszona, nie napotykamy żadnych zgrzytów ani nie klepiemy się w głowę, jęcząc o tym, jacy ci aktorzy są sztuczni (bardzo często spotykane zjawisko przy innych kiczowatych zombiaczych filmach). Wszystko tutaj ma swoje miejsce i pomimo pozornego chaosu całość jest spójna i dobrze przemyślana.

Zdecydowanie polecam Martwicę mózgu przede wszystkim fanom filmowego kiczu i absurdu. Wydaje mi się jednak, że koneserzy komedii również znajdą coś dla siebie, czerpiąc niebywałą przyjemność z dryfowania statkiem absurdu po mieliznach abstrakcji. Ostrzeżenia na temat odruchów wymiotnych są – według mnie – nieco już bezzasadne, bowiem przez te niemal trzydzieści lat od ukazania się Martwicy w kinach zdążyliśmy zobaczyć dużo brutalniejsze i bardziej niesmaczne obrazki.

Słowem: solidna, bardzo śmieszna produkcja. Obejrzyjcie.

Kuba Łaszkiewicz
Kuba Łaszkiewicz
Autor dwóch powieści młodzieżowych ("Kalesony Sokratesa" i "Wszystkie dziewczyny Wertera"), początkujący stand-uper, fan Pink Floyd, licealista.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.