Dziwne kino #19 – „Pierwsze kuszenie Chrystusa”

5 minut czytania
249
0
Kuba Łaszkiewicz
Kuba Łaszkiewicz
17 stycznia 2020
Reklamy

Ależ ostatnio w prawicowych mediach głośno jest o jednej z najnowszych krótkometrażówek Netflixa. „Pierwsze kuszenie Chrystusa”, bo o tym właśnie filmie mowa, doczekało się nawet petycji, którą oburzeni ludzie podpisywali z nadzieją na usunięcie owej produkcji z platformy Netflix.

Powód frustracji tych smutnych mediów i tych smutnych ludzi był następujący: Jezusa przedstawiono jako homoseksualistę. Wykorzystanie niepełnosprawnych ludzi w Dziwolągach? Cisza. Przedstawienie brutalnych, niemożebnie krwawych scen ludobójstwa w Wołyniu? Cisza. Jawny gwałt na godności ludzkiej w Smoleńsku? Cisza. Jezus Chrystus miałby być innej orientacji niż ja? O nie. To już jest przesada. Jezus Chrystus nie mógłby być…

Zaraz, ale dlaczego najsłynniejsza postać ostatnich dwóch tysięcy lat nie mogłaby być gejem? Homoseksualizm wynaleziono już dawno przed Chrystusem. Nie ma dowodów na to, że Mesjasz był lub nie był orientacji powodującej oburzenie w prawicowych mediach. W tym miejscu proszę więc o zaprzestanie bulwersowania się, a jeśli nawet owo bulwersowanie chcecie praktykować, to radzę najpierw zapoznać się z omawianym dziełem. Głupio dyskutować o czymś, czego się nie oglądało.

Nie tak obrazoburczo

„Pierwsze kuszenie Chrystusa” opowiada o przyjęciu urodzinowym tytułowego bohatera, na który przybywa razem z niejakim Orlando. Panowie, delikatnie rzecz ujmując, bardzo się lubią. Ale nie jest to jedyna rzecz, która może zaskoczyć osobę zaznajomioną z Biblią. Okazuje się bowiem, że Józef Cieśla tak naprawdę nie jest prawdziwym ojcem Jezusa. Funkcję tę pełni tak naprawdę sam Bóg, ale żeby nie mieszać Jezusowi w życiu, Boga przedstawiono mu jako wujka. Nie chcę zdradzać więcej tego typu motywów zawartych w tym filmie, żeby nie popsuć nikomu frajdy z oglądania, ale mogę zapewnić, że jest dosyć nieszablonowo i całkiem zabawnie.

Nie śmiejemy się co prawda przesadnie często – niewiele jest tu żartów, które mogłyby spowodować chociaż częściowe skiśnięcie ze śmiechu. Nie mogę jednak odmówić omawianej produkcji tego, że całość jest przesympatycznie zabawna. Pomimo braku zwalających z nóg gagów czy błyskotliwych dialogów, bawiłem się bardzo dobrze, a seansowi towarzyszyła cała gama sapnięć, prychnięć czy pomniejszych kwiknięć spowodowanych absurdem płynącym z ekranu. Na życiorys i najbliższe osoby z otoczenia Chrystusa położono bardzo zgrabną satyrę. Próżno szukać tu bezwstydnie kpiących z Biblii czy – nie daj Boże! – Boga żartów, komizm jest bardzo wyważony, nie wciska widzowi na siłę żadnego światopoglądu i nie jest w żaden sposób szkodliwy czy mogący urazić uczucia religijne, stąd też moje zdziwienie spowodowane wyżej wspomnianymi petycjami i oburzeniem co bardziej wojowniczych katolików.

Wspomnienie Żywotu Briana

Omówmy jeszcze kilka spraw technicznych – „Pierwsze kuszenie Chrystusa” strasznie trąci niskim budżetem, ale nie jest to przesadnie duży problem. Wszelkie dziwne rzeczy wynikające z niewielkich funduszy znakomicie wpasowują się w konwencję parodii i nie można mówić tu o jakichś większych zgrzytach. Podobnie z grą aktorską – nie stoi na wysokim poziomie, ale nie znajdzie się tu żaden kawałek drewna rujnujący całkowicie filmu. Mogę się przyczepić do tego, że końcówka produkcji jest w mojej ocenie trochę przesadzona i zbyt chaotyczna. Wśród dialogów doszukać się można także paru skrajnie oklepanych motywów – w paru miejscach wydawało mi się, że oglądam nieco bardziej niedorobioną wersję Żywotu Briana z brazylijskimi aktorami. Poza tym – jest bardzo w porządku.

Jasne, że nie jest to komedia na najwyższym światowym poziomie. To bardziej film do uśmiechnięcia się, a nie śmiana do rozpuku, ale wydaje mi się, że warto poświęcić te czterdzieści parę minut na tak sympatyczną rozrywkę. Warto obejrzeć „Pierwsze kuszenie Chrystusa” także wtedy, kiedy mamy ochotę wylać w internecie wiadra pomyj na twórców tylko dlatego, że śmieli śmiać się z tego, z czego nie śmiejesz się ty.

Kuba Łaszkiewicz
Kuba Łaszkiewicz
Autor dwóch powieści młodzieżowych ("Kalesony Sokratesa" i "Wszystkie dziewczyny Wertera"), początkujący stand-uper, fan Pink Floyd, licealista.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.