Jesteśmy pokoleniem playlist

16 minut czytania
313
0
Aleksander Piskorz
Aleksander Piskorz
5 stycznia 2020

Od radości przez smutek, do biegania i na siłownię, do kuchni, na romantyczny wieczór. Playlisty muzyczne stały się uniwersalnym produktem na niemalże każdą okazję. Listy odtwarzania komponowane przez wykwalifikowanych pracowników, jak i nas samych zmieniły również oblicze tego, w jaki sposób zaczęliśmy odkrywać i słuchać muzyki.

Od natłoku serwisów streamingowych można dostać bólu głowy. Spotify, Deezer, Apple Music, TIDAL – tona muzyki za grosze na wyciągnięcie ręki. W cenie niższej od pojedynczego kompaktu kupowanego ze swoistym rytuałem gubienia się pośród półek w Music Cornerze czy Media Markcie (tak, mieli kiedyś więcej niż dwie alejki z płytami). Mamy teraz dostęp do nieograniczonej ilości dźwięków. I to z każdej kategorii.

Playlisty zmieniły sposób, w jaki słuchamy i przyswajamy muzykę. Zamieniły nas w bardziej świadomych, chętnych do odkrywania słuchaczy. Pozwoliły niszowym artystom dotrzeć do większej ilości osób. Przede wszystkim wyleczyły nas z wodzenia palcem po półce z płytami w celu odpowiedzi na nieśmiertelną, leniwą prośbę muzyczną pod tytułem „Ty coś wybierz”.

Muzyka według kategorii

W czasach przeważających, rozmytych gustów muzycznych, playlisty pomogły na nowo zdefiniować to, co może się podobać. Prościej jest bowiem powiedzieć i zrobić: zaraz prześlę Ci link do mojej ulubionej muzyki. Nie trzeba już wiedzieć jaka mnogość gatunków ukrytych wśród skomplikowanych nazw się na niej znajduje. Mamy już swoje kategorie muzyczne przypisane do obowiązków, aktywności i każdego z przeżywanych momentów. Statystyki też nie mogą się mylić.

Agencja MIDIa Research z Londynu wykonała badanie poszukując odpowiedzi na to czy słuchanie playlist wyparło już tradycyjne odtwarzanie i skupianie się na poszczególnych albumach od deski do deski. 29% pytanych osób odpowiedziało, iż dalej słucha poszczególnych płyt w całości. Przeważająca grupa 31% wykazała wolę skupienia się na playlistach. I to właśnie playlisty wygrały w każdym zestawieniu. 45 do 31 procent, w przypadku osób korzystających z darmowych streamingów i 68 do 60 procent na korzyść playlist w przypadku osób takich, jak ja – opłacających comiesięczny abonament, chociażby na Spotify.

Ruchome schody w kierunku sławy

Tworzenie playlist zrodziło również kolejny trend, który wielokrotnie na przestrzeni ostatnich lat pozwolił stworzyć kariery w mgnieniu oka, a także przełożyć się na przyjemne, duże przelewy na konto. Sławni stają się nie tylko niszowi artyści, ale też sami użytkownicy – zdobywając tysiące śledzących ich profile w poszukiwaniu… playlist. Układanie swojej ulubionej muzyki kierując się nastrojem czy po prostu gustem, to sposób na życie. Za znalezienie swojego małego, przytulnego miejsca we wspomnianej układance niektórzy są też w stanie zapłacić. Kalkulacja jest prosta. Jeśli daną playlistę śledzą tysiące osób, to są one nowymi, potencjalnymi jej odbiorcami.

O dziewczynie imieniem Justyna nie wiem nic. Śledzę ją na moim koncie w Spotify bo posiada trzy, aktualizowane na bieżąco playlisty, które uwielbiam i które pozwoliły mi poszerzyć moje horyzonty. Takich Justyn, swego rodzaj pomostów między nami a muzyką jest dużo więcej. Na całym świecie. A ja czasem po prostu chętnie postawiłbym tej swojej kawę. Za dobrą robotę.

Ewolucja odkrywania i gustu

Podobnie jak my do innych ludzi, każdy serwis streamingowy stawia na różnią filozofię połączenie człowieka z maszyną i całym doświadczeniem muzycznym. Algorytmy pełnią w tym wszystkim nieodzowną rolę. Każdego poniedziałku sprawdzam swój tygodniowy miks (oczywiście w postaci stosownej playlisty), który z założenia jest moim cyfrowym przyjacielem. Umówiliśmy się na poniedziałek, więc co poniedziałek przynosi mi swoje składanki. Czasem lepsze, czasem gorsze – można jednak śmiało stwierdzić, że zna moje gusta całkiem nieźle. Pozwalam mu się też zaskoczyć.

Playlisty tworzone przez Spotify i te przez samych użytkowników przyczyniły się do ewolucji mojego gustu muzycznego i odkrywania muzyki. To właśnie na playlistach pojedyncze utwory prowadzą zgrabną nicią do fantastycznych albumów. A artyści odpowiedzialni za te fantastyczne albumy są połączeni kolejnymi sznureczkami z innymi wykonawcami. Można kopać i kopać. Słowo “digging” przeszło drogę z analogu do cyfry. Zamieniliśmy ręce skaczące po płytach na mysz skaczącą po literach. I nie ma się co na to złościć.

Sztuka kompromisu

Bycie z pokolenia playlist nie oznacza, że trzeba całkowicie porzucać słuchanie albumów od deski do deski. Uwielbiam konceptualne płyty, historie zamknięte w kilkudziesięciu minutach, zgrabnie połączone motywem przewodnim.

Kiedy jednak ktoś prosi mnie o coś, czego mógłby posłuchać do pracy albo szlajając się w niedzielny poranek po swoim mieszkaniu, bez wahania wysyłam link do swojej playlisty wdzięcznie zatytułowanej “Melted”.

Pozwólmy sobie na te muzyczne kompromisy.

Aleksander Piskorz
Aleksander Piskorz
Dziennikarz zakręcony na punkcie guzików, przełączników i wszelakich przycisków. Fascynuje go rzeczywistość zamknięta w dwudziestu czterech klatkach na sekundę. Wyznaje zasadę, iż nie ma głupich pytań. Są tylko takie, przez które sami możemy poczuć się głupi.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.