Kochając rzeczy – recenzja filmu: Deerskin

8 minut czytania
106
0
Kamil Giedrys
Kamil Giedrys
21 stycznia 2020
Reklamy

Deerskin to na pierwszy rzut oka filmowy żart eksplorujący motyw chorej i niebezpiecznej obsesji. Niepozorny mężczyzna rzuca wszystko i wyjeżdża na prowincję, gdzie zaszyty w urokliwym pensjonacie oddaje się niezdrowej fascynacji odzieżą wykonaną ze skóry jelenia.

Dziwnie? A kto z nas nie marzył o rzuceniu wszystkiego i wyjeździe w Bieszczady, gdzie mógłby poświęcić się swoim pasjom, bardziej lub mniej dziwnym?

Ach, te obsesje

Mr. Oizo jeden z najpopularniejszych buntowników współczesnej kinematografii, kolejny raz eksploruje peryferie absurdu serwując przewrotną opowieść o miejscu człowieka w kapitalizmie. Film, ubrany w szaty pokręconej komedii, stanowi jednak bardzo interesujący i trafny komentarz do naszej rzeczywistości. Główny bohater, Georges, postanawia zerwać z przeszłością i zacząć wszystko od nowa, ale nie jest jednak typowa opowieść o poszukiwaniu samego siebie. Mężczyzna nie odnajduje spokoju w objęciach młodej dziewczyny, pięknych krajobrazach, prostej pracy, czy wzniosłej idei. Celem wypełniającym pustkę codzienności staje się skórzana odzież.

Kurtka, która mogłaby zająć wieszak w lumpeksie, dla niego staje się mentorem, przyjacielem i kompanem w samotności. To, co wydaje się początkowo skromną ekstrawagancją, przeradza się w pełnowymiarowe szaleństwo. Tylko, czy tak relacja człowieka z przedmiotem jest czymś dziwnym we współczesnym świecie?

W miejsce kurtki z frędzlami można wstawić każde dobro materialne, co sprawia, że film stanie się całkiem przyziemny. Mieszkanie, samochód, drogi zegarek? Nietrudno wyobrazić sobie osobę stawiającą na szczycie swoich wartości zaspokojenie potrzeb konsumpcyjnych. Widzów bawi groteskowa sytuacja, która generuje zabawne interakcje, lecz cały ten humor niebezpiecznie styka się z grozą umysłu popadającego w odmęty szaleństwa.

Georges kierowany obsesją dociera do punktu, w którym pragnie zostać jedynym człowiekiem noszącym kurtkę i nie waha się skorzystać z wszelkich środków by dopiąć swojego celu. Areną jego zmagań staje się  mała miejscowość i galeria barwnych indywiduów stających na jego drodze.

Groteskowa kurtka

Mr. Oizo, to między innymi znany DJ i twórca teledysków, a w swojej filmowej twórczości czerpie  doświadczenia nabytego przy łączeniu obrazu z dźwiękiem. Deerskin momentami przypomina dynamiczny klip wypełniony czarnym humorem, a w tej karuzeli śmiechu nie trudno stracić czujność i dać się pochłonąć specyficznej wizji reżysera. Tym bardziej, że towarzyszy nam doskonały soundtrack, między innymi z Love for the Sake of Love.

Odtwórca głównej roli, Jean Dujardin, do szerokiego wachlarza wyrazistych ról dołączył kreację podtatusiałego everymana, który nieodwracalnie stracił kontakt z rzeczywistością. Co ciekawe używając skromnych środków, stanął w szranki z Jaoaquinem Phoenixem w walce o tytuł najciekawszego szaleńca kinematografii ostatnich lat. Duet zagrany wraz z Adele Haenel hipnotyzuje, bezczelnie bawiąc się widzem.

Gorzka prawda

W czasach szeroko pojętego kryzysu zdrowia psychicznego, film Mr. Oizo może odbierać jako  żart z widza. Sprowadzając fetysz zaspokajania przerośniętych materialnych potrzeb współczesnego człowieka do kurtki z frędzlami w bezwzględny sposób wyśmiał typowe, ludzkie aspiracje XXI wieku. Jeśli Goerges jest dla nas szaleńcem, tracącym wszelkie moralne hamulce w pogoni za samozachwytem nad swoim wyjątkowym stylem, kim są ludzie poświęcający relacje, czas i zdrowie dla ekskluzywnych samochodów, drogiej biżuterii lub pozycji w towarzystwie? Kawałek skóry z daniela zmienia się w zwierciadło, w którym może się przejrzeć każdy z nas.

Deerskin zaskakuje, bawi i uczy, kosztem nas samych. Jeśli jesteście ciekawi jak wyglądałby thrillery spod ręki Wesa Andersona, to Mr. Oizo śpieszy z pomocą. Nie jest to kino dla wszystkich, branie go zbyt dosłownie grozi zagubieniem i bólem głowy, ale jeśli na sali znajdzie się miłośnik absurdu, potrafiący w prozaicznej codzienności dostrzec niekończące się źródło czarnego humor, na pewno będzie zadowolony.

Kamil Giedrys
Kamil Giedrys
Miłośnik komiksów, sztuki nowoczesnej i mieszanych sztuk walki, a w sekrecie prawnik. Uważa, że jeden obraz wart jest więcej niż 1000 słów, a gdy dodamy do niego dymek z tekstem to nawet 1005.

Postawił sobie za punkt honoru promowanie sztuki komiksowej, więc bądźcie tak mili i sięgnijcie po jeden.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.