Niewolnicy – najlepszy towar w XXI wieku

21 minut czytania
841
0
Agnieszka Wesołowska
Agnieszka Wesołowska
25 stycznia 2020

Desperacko szukasz pracy? Emigracja wydaje ci się opcją? Prosta praca, fizyczna, ale niezbyt ciężka, dobre warunki, gwarantowane mieszkanie, pakiet startowy, brak wymogu znajomości języka – aplikuj! Właśnie wygląda przeciętne ogłoszenie rekrutacyjne dla współczesnych niewolników. Towar płynie, również z Polski i do Polski.

„Niech się świat dowie, że żyjemy w XXI wieku, a dalej ludzie są traktowani jak zwierzęta” – 40-letni mężczyzna ma łzy w oczach i łamie mu się głos. Zawsze ciężko pracował, a życie nie ułożyło mu się najlepiej. Skorzystał z oferty pracy, w której obiecywano 300 funtów tygodniówki, zakwaterowanie i pokrycie kosztów podróży.

Może ogłoszenie, które przeczytał, powinno wzbudzić jego niepokój, ale przecież mógł znać innych, którzy w ten sposób wyjechali za pracą i przywożą regularnie dobre pieniądze do domów. Mógł znać Pawła, który od lat pracuje na budowach w Skandynawii, a ostatnia jego praca to kontrakt, w którym przebywa dwa tygodnie zagranicą i dwa tygodnie w kraju, zaś pracodawca opłaca mu nawet loty do domu. Mógł znać Michała, który jeździł na krótkie kontrakty do Londynu i nigdy nie przyjeżdżał z pustymi rękami. Mógł znać młodą Zosię, która co roku dorabiała w holenderskich gospodarstwach i zarobiła na wkład na mieszkanie. Mógł wierzyć, że i jemu się uda.

Gangi handlujące Polakami

W ubiegłym roku głośno było o gangu handlu ludźmi, na który wpadł właśnie ten mężczyzna i kilkaset innych osób. Wszyscy byli Polakami, zwerbowanymi przez rodaków do pracy w Wielkiej Brytanii. Skoszarowani w warunkach, które określają jako chlew, mieli zabierane pieniądze i byli straszeni śmiercią. Pieniądze przechwytywano bezpośrednio z ich kont – z nieznającym języka niewolnikiem do banku szedł funkcjonariusz gangu, zakładał konto i podawał w nim dane należące do handlarzy. Przestępcom dobrze się żyło – w Polsce czekały na nich komfortowe nieruchomości, na brytyjskim parkingu stał bentley.

Jak twierdzi polska Armia Zbawienia na stanie się obiektem handlu ludźmi najbardziej narażeni są mężczyźni w średnim wieku. Tacy, którym życie się zawaliło, którzy toną w długach, spalili za sobą mosty, nie mają nikogo bliskiego, kto by o nich się troszczył. Pojechać daleko i zapomnieć o złym życiu – oto rozwiązanie, o jakim marzą.

Praktyka doradców zajmujących się polskimi emigrantami zarobkowymi w krajach skandynawskich pokazuje, że do stania się niewolnikiem wystarczy brak znajomości realiów kraju, do którego się jedzie. Gang, który ostatnio wpadł w Wielkiej Brytanii, okazywał skrajną bezwzględność wobec swoich ofiar, a i tak utrzymał się w biznesie przez około cztery lata.

W Norwegii, do jednego z prywatnych biur obsługi emigrantów, zgłosiły się dwie osoby, które usiłowały ustalić, czy należy im się ekwiwalent za urlop, bo pracodawca nie chciał go wypłacić. Doradca, zajmujący się na ogół formalnościami, z którymi nie radzą sobie obcokrajowcy, poprosił o standardowe dokumenty – umowy o pracę, odcinki wypłat, zeznania podatkowe. Pracownicy jednak mieli tylko kopie umów o pracę i to niepełne. Wyjaśnili, że ich papierami zajmuje się „pan Józek”, który pośredniczy w organizacji pracy, wypłatach i rekrutuje kolejne osoby. Polacy przyjeżdżają dzięki „Józkowi” całymi rodzinami. Jeśli ktoś zaczyna się stawiać, pada groźba, że już nikt nigdy pracy nie dostanie.

Doradca sprawdził w internecie informacje o „Józku”. Mężczyzna oficjalnie zajmował się najmem nieruchomości, biuro prowadził w domu. Rozliczał się z klientami wystawiając im za pośrednictwo i różne koszty faktury za najem w Polsce. Doradca próbował zainteresować tematem prawniczkę specjalizującą się obroną praw pracowniczych. „Ale ci ludzie muszą zgodzić się zeznawać” – powiedziała. Nie zgodzili się, ale w tym samym czasie odkryto i zlikwidowano inną „farmę niewolników”, w której stosowano podobne praktyki. Nie pierwszą i na pewno nie ostatnią.

Do Polski, przez Polskę, z Polski…

W raporcie MSW, opracowanym przez Zespół ds. Przeciwdziałania Handlowi Ludźmi, znajduje się informacja, że bywa, iż współcześni niewolnicy wyrażają dobrowolną zgodę na wykorzystywanie. Może nimi powodować strach niezwiązany z bezpośrednim zagrożeniem życia – obawiają się utraty przyszłych dochodów, pozostania bez dachu nad głową, czują wstyd przez pozostałymi w Polsce rodzinami i znajomymi.

Polska jest krajem, w którym niewolników się rekrutuje, ale również przerzuca pomiędzy państwami lub tu się ludzi sprowadza, by świadczyli pracę niewolniczą w obozach pracy, w małych firmach lub u osób prywatnych. Czasami cały ten proces jest zanonimizowany i pracodawca nie wie, że zatrudnia niewolnika. Płacę – uczciwą – przelewa np. na konto agencji pośrednictwa pracy, która od sprowadzanych do Polski ludzi bierze nieuczciwy haracz.

Czasami jednak polski pracodawca bezwzględnie wykorzystuje importowaną siłę roboczą, a w razie kłopotów pozbywa się balastu bez wyrzutów sumienia. W ten sposób zdrowie, a później i życie straciła Ukrainka, Oksana Kharshenko, która w pracy doznała udaru. Szef, zamiast wezwać pomoc, wywiózł nieprzytomną kobietę na przystanek autobusowy i zostawił tam bez pomocy. Na nieludzkie traktowanie chlebodawczyni skarżyła się inna kobieta z Ukrainy, pracująca bez dnia wolnego w majętnym domu pod Warszawą. Nie wolno jej było używać ciepłej wody, jeść, odpoczywać. Syn jej szefowej, prawnik, nie widział niczego nagannego w takim postępowaniu.

Niewolnicy w gospodarce współczesnej Europy

Przez lata handel ludźmi postrzegano jako zagadnienie powiązane przede wszystkim z wykorzystywaniem seksualnym, zorganizowaną prostytucją i pornografią, ale to zagadnienie zeszło na dalszy plan. W statystykach spraw wykrytych w dalszym ciągu przoduje, ale w handlu kwestii współczesnego niewolnictwa podkreśla się, że wykrywalność ma się nijak do faktycznej skali tego procederu. Współcześni niewolnicy wstydzą się opowiadać o swoich doświadczeniach, a czasami uważają, że i tak nic lepszego ich nie spotka – że są skazani na taki los.

Niektórzy z nich patrzą na to trzeźwiej, niż mogłoby się nam wydawać. Tam, skąd pochodzą, jest tak źle, że nawet praca niewolnicza nie budzi strachu. W Europie, np. w Hiszpanii lub Włoszech, istnieją całe struktury biznesowe, umożliwiające zatrudnianie niewolników. Ludzie, którzy tam pracują, zarabiają stawki poniżej minimum socjalnego, mieszkają w szałasach z odpadów i pozostają pod wpływem kontrolujących ich gangów. Pochodzą z rejonów, w których chodzenie w łachmanach i zjadanie resztek nikogo nie dziwi. Mają pracę. Jakoś żyją. Nic innego – w ich własnej opinii – i tak ich nie czeka.

W polskich marketach znajdują się warzywa i owoce pochodzące z farm niewolniczych. Klienci przez cały rok oczekują świeżych i niedrogich dostaw produktów. Markety naciskają na plantatorów, plantatorzy zaś wywiązują się z kontraktów, rywalizując między sobą o klienta jak najniższymi cenami.

Unia Europejska przyznaje subwencje plantatorom, a ci bez wyrzutów sumienia łamią praw w zakresie warunków pracy, również finansowych. Komisarz unijny, Phil Hogan, przyciśnięty przez dziennikarzy, którzy odkryli te praktyki, na pytanie o obcinanie dopłat w przypadku stwierdzenia łamania prawa wobec pracowników odpowiedział, że nie widzi takiej potrzeby.

Niewolnicy w XXI wieku pomagają rozwijać się najważniejszym gałęziom gospodarki. Ich praca to już nie tylko margines seksbiznesu czy żebractwa. Dziś, kupując hiszpański pomidor, możemy osobiście doświadczyć korzyści z handlu ludźmi. Czy w tym kierunku dalej będzie rozwijać się cywilizacja?

Agnieszka Wesołowska
Agnieszka Wesołowska
Dziennikarka, redaktorka, na ogół pisze o bezpieczeństwie, oszustwach, przestępczości i złych ludziach dla Zaufanej Trzeciej Strony, ale nie tylko.

Współpopełniła "Buty mojego męża". Prowadzi profil "Pani syn udaje" poświęcony chorobom odkleszczowym. Robi zdjęcia, słucha muzyki, je, pije, chodzi i żyje, czego i Państwu życzy.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.