Praca na końcu świata

Rozmowa z Joanną Perchaluk-Mandat
15 minut czytania
358
0
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
18 stycznia 2020

Tutaj nie ma sklepów i restauracji. Musimy tak gospodarować żeby jedzenia starczyło na cały rok i wziąć ze sobą to, bez czego nie możemy się obejść – mówi Joanną Perchaluk-Mandat, kierowniczka 42. wyprawy polarnej Polskiej Akademii Nauk na Spitsbergen.

Chociaż z pozoru trudno o bardziej niegościnne miejsce, każdego roku rekrutacja na Polską Stację Polarną na Spitsbergenie cieszy się rekordowym zainteresowaniem. Co motywuje ludzi, żeby pojechać i pracować tam gdzie jest zimno i ciemno przez 104 dni w roku?

Mroźna Arktyka ma w sobie coś pięknego i urzekającego, co przyciąga, a potem zostaje w pamięci na zawsze. Tutaj dzika przyroda jest na wyciągnięcie ręki. Widoki zapierają dech w piersiach.

Motywacje ludzi, żeby tu przyjechać są bardzo różne, ktoś chce przeżyć przygodę życia, sprawdzić się w takich warunkach, bądź po prostu zmierzyć się z samym sobą i wszystkimi występującymi tu przeciwnościami. Co roku Instytut Geofizyki PAN szuka pracowników na wyprawę polarną na Spitsbergen. Potrzebni są m.in. informatycy, kucharze, geofizycy, mechanicy, konserwatorzy czy meteorolodzy.

Joanna Perchaluk-Mandat

Jak wygląda taka rekrutacja?

Są potrzebne osoby o konkretnym fachu, natomiast tutaj tak naprawdę bardziej liczy się to co ktoś faktycznie potrafi, a nie do końca to co ma w dokumentach. Informatyk, elektronik, mechanik, geofizyk, to są stanowiska, które wymagają ścisłej, konkretnej wiedzy. W głównej mierze jako kierownik wyprawy to ja decyduje kto z nami pojedzie. Musze zebrać zespół z którym spędzę tutaj cały rok i zorganizować to w taki sposób żeby wszystko sprawnie funkcjonowało, żeby wszyscy mogli ze sobą współpracować. Nie jest to łatwe zadanie, ponieważ podczas rekrutacji rozmowa z każdym kandydatem trwa ok. 30 minut. Codzienne życie stacji polarnej wyznaczają dwa okresy: letni i zimowy. Latem w stacji poza całoroczną ekipą przebywa też ekipa techniczna, administrator, kucharz i pomoc kucharza, oraz osoby prowadzące różne badania w tym krótkim okresie. Na wiosnę także pojawiają się badacze prowadzący tutaj prace przez kilkanaście dni, czasami dłużej. Na zimę zostają tylko zimownicy, tak jak teraz. Obecnie nasza ekipa liczy 8 osób. Spędzamy w stacji cały rok. Mimo że jesteśmy na końcu świata, mamy łączność dzięki telefonom satelitarnym. Kucharza nie mamy przez cały rok, jest tylko latem, w zimie gotujemy więc sami.

Jakie choroby eliminują z wyprawy?

Wszelkie choroby, które uniemożliwią przejście dość szczegółowych badań. Przed wyjazdem trzeba odwiedzić lekarzy kilkunastu specjalności, w tym neurologa, stomatologa, ortopedę, zrobić kompleksowe badania krwi, moczu, testy psychologiczne. Jesteśmy oddaleni od cywilizacji, więc jakikolwiek ratunek to jest minimum półtorej godziny w jedną stronę śmigłowcem.

Polską Stacja Polarna na Spitsbergenie, fot. Joanna Perchaluk-Mandat

A co dzieje się, gdy na stacji dochodzi do poważnego wypadku?

To wszystko zależy od tego jaki to jest rodzaj wypadku, czy możemy coś poradzić na miejscu. Mamy pod telefonem lekarza, który zna zasób naszego ambulatorium, wie czego możemy użyć. Jeżeli sytuacja jest ewidentna, wiemy, że sami nie damy rady, to dzwonimy na telefon alarmowy do najbliższego miasta Longyearbyen skąd przylatuje śmigłowiec i zabiera taką osobę do szpitala.

To norweskie miasto, jest oddalone ok. 170 km – minimum 6h jazdy skuterem śnieżnym przez lodowe pustkowia. Norwegowie mają tam lotnisko i szpital. W razie potrzeby zawsze może przylecieć śmigłowiec. Longyearbyen to stolica Svalbardu, którą zamieszkuje ponad 2 tys. osób. Jest jedynym miastem w Norwegii, gdzie każdy może kupować towary bez cła. Mieszkają tu obywatele prawie pięćdziesięciu krajów, którzy przyjechali żyć i pracować.

Czy już zdarzyło się Wam korzystać z pomocy śmigłowca?

W sprawach zdrowotnych na obecnej wyprawie – nie. Podczas minionych wypraw zdarzały się sytuacje, kiedy trzeba było wezwać śmigłowiec. Ostry ból zęba, złamana noga czy ręka – do wszystkich takich sytuacji musimy tutaj wzywać pomoc.

Spitsbergen, fot. Joanna Perchaluk-Mandat

Mieszka Pani tutaj z całą ekipą od czerwca ubiegłego roku. W sumie będziecie tutaj ponad rok. Jaka teraz jest pogoda?

Obecnie jest noc polarna, przez kilka miesięcy panują całkowite ciemności, temperatura spada do minus 20 stopni. Słońce nie wschodzi od listopada, noc polarna u nas będzie trwała do 14 lutego, wtedy po raz pierwszy wzejdzie słońce. Wiatr wieje momentami z siłą huraganu, a przy tym występują intensywne opady śniegu. Samopoczucie poprawia nam sama natura, ponieważ co jakiś czas niebo rozświetla kolorowa zorza polarna. W czasie nocy polarnej, żeby nie popaść w przygnębienie trzeba znaleźć sobie jakieś zajęcie, które nam wypełni czas. Można się przyzwyczaić do tego, że jest non stop ciemno, tak samo jak do tego, że jest non stop jasno w dzień polarny. Spitsbergen, największa wyspa archipelagu Svalbard, to jedno z miejsc, które trzeba zobaczyć. Noc polarna wzbudza respekt, ale jest niezapomnianym przeżyciem. Liczne zorze polarne to prawdziwe spektakle, które nie mają sobie równych.

Wszędobylskie renifery na Spitsbergenie, fot. Joanna Perchaluk-Mandat

W tym roku ekipa Polskiej Stacji Polarnej Hornsund liczy osiem osób, choć zwykle jest nieco większa. Zorganizowanie świąt w takim miejscu, nawet dla tak małej grupy, jest jednak nie lada wyzwaniem logistycznym.

Stacja zaopatrywana jest na przełomie czerwca i lipca oraz podczas rejsu w sierpniu. Wtedy przywożone są statkiem produkty i materiały potrzebne do funkcjonowania stacji. Później dostaw nie ma, to zaopatrzenie musi nam wystarczyć do czerwca. Mamy w pełni wyposażoną kuchnię. Znajduje się tutaj duży piec konwekcyjny, są lodówki, zamrażarki, całe niezbędne wyposażenie. Jest też ogromna chłodnia, gdzie trzymamy nabiał i warzywa. Lista produktów liczy ok. tysiąc pozycji, więc jest w czym wybierać. Głównie są to produkty głęboko mrożone, suche, bo niestety wszelkie świeże owoce czy warzywa trzeba szybko przerobić bo nie ma warunków do ich przechowywania. Wegetarianie nie mają lekko.

Jak wyglądały święta i sylwester w tym roku?

Staramy się tutaj celebrować wszelkie święta i okazje. W Boże Narodzenie gotowaliśmy wspólnie, jesteśmy z różnych regionów Polski, więc każdy próbował przemycić jakąś swoją rodzinną potrawę. Mamy w tym roku w zespole Chorwata, dlatego chorwackie specjały też pojawiły się na stole. Nie musieliśmy czekać na pierwszą gwiazdkę, ze względu na noc polarną, mogliśmy sobie wybrać dowolną godzinę i zasiąść do stołu. Sylwester na pewno nie jest taki spektakularny jak w Polsce, znajdujemy się na terenie parku narodowego, nie ma puszczania fajerwerków, o północy jedyny hałas jaki słychać to korki od szampana.

Pakowanie się do stacji polarnej przypomina pakowanie się na bezludną wyspę?

Ponieważ na Spitsbergenie nie ma sklepów, ani restauracji, uczestnicy muszą wziąć ze sobą wszystko to bez czego w ciągu całego roku nie mogą się obejść. Niektórzy zabierają ze sobą rower, kajak, narty i gry planszowe. Ja zabrałem rower z trenażerem. To urządzenie do którego wpina się tylne koło roweru i można sobie ustawić obciążenie, dzięki temu troszeczkę przypomina to jazdę w normalnych warunkach. Nie musimy ze sobą zabierać żywności wszystko to przypływa razem z nami. Musimy się natomiast zatroszczyć o własną odzież, kosmetyki, rzeczy osobiste. Trzeba sobie obliczyć ile na rok potrzebujemy szamponu, pasty do zębów. Dwa razy w roku przylatuje do nas helikopter, który w razie potrzeby może coś nam przywieźć, jednak ma ograniczoną ładowność.

Młody lis polarny na Spitsbergenie, fot. Joanna Perchaluk-Mandat

Jeszcze kilkanaście lat temu polarnicy niezbyt przychylnie patrzyli na obecność kobiet w stacji polarnej. Po raz drugi jest pani kierownikiem wyprawy. Skąd pomysł żeby tu żyć i pracować?

Pierwszy raz przyjechałam na stację na stanowisko meteorologa, podczas drugiej wyprawy pełniłam funkcję kierownika i meteorologa, podobnie jest teraz. Każdy ma swoje obowiązki, które musi wykonywać w konkretnych terminach. Zbieramy dane do badań, jesteśmy obserwatorami. Na przykład meteorolog (jest nas troje) podczas dyżuru co trzy godziny musi wysłać depeszę meteorologiczną z informacjami o temperaturze, ciśnieniu, sile wiatru, widzialności itp.

Jest podział obowiązków, każdy z nas co 8 dni ma tzw. dyżur stacyjny, ten dyżur trwa przez 24 godziny. Osoba na takim dyżurze nie śpi, ponieważ musi przez całą dobę, a głównie w nocy, kiedy śpi cała reszta, pilnować czy nic się nie dzieje dokoła stacji. Czy nie podchodzi niedźwiedź, który chce wejść do budynku bądź psuje nam sprzęt, co się zdarza. Dodatkowo robi śniadanie i gotuje obiad dla uczestników wyprawy, a także ma za zadanie posprzątanie całej stacji. Dużo obowiązków, ale raz na 8 dni.

Czy czujecie się tutaj bezpiecznie? Czy to prawda, że każdy z Was nosi przy sobie broń?

Tak, każdy z nas musi nosić ze sobą broń. Nie ma jednak innego wyjścia, niedźwiedzie polarne stanowią duże zagrożenie dla człowieka. Zdarza się, że podchodzą pod samą bazę. Są bardzo ciekawskimi stworzeniami, często zaglądają do okien, interesują się tym co tutaj się dzieje, ale są płochliwe. Zdarzają się takie, które szukają pożywienia i są bardzo zdeterminowane żeby je znaleźć.

Polska Stacja Polarna na Spitsbergenie, fot. Joanna Perchaluk-Mandat

Skąd czerpiecie wodę i prąd?

Są dwa agregaty prądotwórcze, trzeci w zapasie. Latem wodę czerpiemy z jeziorka, które jest niedaleko od stacji, kiedy jesienią woda zamarza, udajemy się na plażę, zbieramy lód, pakujemy na przyczepę. Przywozimy do stacji i wrzucamy do zbiornika na wodę, wszystko to się robi ręcznie. Jak jest już śnieg to również wrzucamy go do zbiornika i topimy.

Często ludzie mylą dwie stacje tą na północy czyli Arctowskiego z tą na południu na Spitsbergenie, niektórzy nawet myślą, że jest tylko jedna.

Oficjalne nazwy obu placówek to: Polska Stacja Polarna Hornsund im. Stanisława Siedleckiego i Polska Stacja Antarktyczna im. Henryka Arctowskiego. Pierwsza z nich położona jest na Spitsbergenie w Arktyce, a zarządza nią Instytut Geofizyki Polskiej Akademii Nauk. Druga mieści się na Wyspie Króla Jerzego na Antarktyce i prowadzona jest przez Instytut Biochemii i Biofizyki PAN. Stacje powstały w celu zbierania wszelkich danych klimatologicznych, środowiskowych, geofizycznych.

Jesteśmy jedyną stacją na południu Spitsbergenu która dostarcza takie dane i to od 42 lat. Dodatkowo jesteśmy najdalej na północ wysuniętą polską placówką badawczą, kilkaset metrów od brzegu Zatoki Białych Niedźwiedzi, wewnątrz fiordu Hornsund. Wieloletnie doświadczenie pozwoliło dość dobrze wyposażyć stację. Dziś posiada dostęp do internetu i telewizji. Na mocy podpisanego w 1920 roku Traktatu Spitsbergeńskiego cały archipelag oddano pod zarząd administracyjny Norwegii, ale państwa-sygnatariusze mają równe prawo do korzystania z zasobów naturalnych archipelagu i prowadzenia na jego terenie badań naukowych. Docieramy tutaj statkiem z Gdyni, rejs trwa osiem dni. Można tutaj dotrzeć na kilka innych sposobów, polecieć samolotem do Longyearbyen i potem statkiem do stacji. Można też dotrzeć skuterami, ale to jest bardzo trudna trasa dla osoby, która nie zna tutejszych realiów. Poza tym to jest park narodowy, trzeba uzyskać specjalne pozwolenia.

fot. Joanna Perchaluk-Mandat

Czego Wam najbardziej brakuje podczas tego pobytu? Jak radzicie sobie z brakiem prywatności?

Każdy ma swój pokój, ale tworzą się między nami więzi, jesteśmy jak mała rodzina. Zdarzają się trudne momenty, kiedy brakuje nam bliskich, czasami owoców, słońca i lasu. Mamy konsolę do gier oraz mnóstwo książek i czasopism. Odwiedzają nas też zwierzęta. Renifery czy lisy są wszędobylskie i niczego się nie boją.

Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
Obserwuje, słucha, czyta i podróżuje. A potem nie może się powstrzymać, żeby o tym nie napisać. Pytanie, które najczęściej zadaje, brzmi: co o tym myślisz? Interesuje ją wszystko, co niekonwencjonalne i wyprzedzające epokę. Jest żądna wiedzy, ciekawa świata i ludzi.

Od kilkunastu lat pracuje jako dziennikarka. Pisała dla takich tytułów, jak „Trendy Art of Living” czy „Dziennik. Gazeta Prawna”.

Uwielbia Włochy i mistykę. Z wielką determinacją próbuje nauczyć się włoskiego. Nie lubi zimna, tłumu i hałasu. Jest uzależniona od kina, więc wolny czas najchętniej spędza w ciemnej sali kinowej. Często jeździ na rowerze i ćwiczy jogę. Do siebie i życia podchodzi z dystansem. Czasami chciałaby być niewidzialna.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.