Rodzicielskie piekło dla beznadziejnie wtajemniczonych

22 minut czytania
1174
0
Dominika Węcławek
Dominika Węcławek
14 stycznia 2020

Co jest gorsze od jednego chorego bachora? Wiadomo – dwa chore bachory i umierający partner, ciąża własna – gratis! Porozmawiajmy o prawdziwych kręgach piekła, które sami sobie zgotowaliście w swych domowych pieleszach.

Moi drodzy czempioni rodzicielskiego nieudacznictwa, muszę przyznać, że czasami potraficie zaimponować. Niedawno wrzuciłam na nasz fanpage taki okolicznościowy tekścik zainspirowany – jak to niekiedy bywa – autopsją, która jest matką wielu złych pomysłów i jeszcze gorszych doświadczeń. Wasze osobiste relacje przerosły moje najsmielsze oczekiwania. Przyznam, że na bezdzietnych moga działać lepiej niż połączenie najlepszych środków antykoncepcyjnych z potrójną dawką barbituranów.

Rozmawialiśmy bowiem o kręgach piekła, w które sami się wpędziliśmy decydując na łączenie w pary, prokreację, adopcje zwierząt, życie społeczne oraz hodowlę progenitur.

Kręgi piekielne, o tym dziś sobie porozmawiamy, bo kiedy nie masz dzieci wydaje ci się, że najgorsze, co cię może spotkać, to kac gigant, no może, w połączeniu z przeziębieniem, ewentualnie na dokładkę jedziesz właśnie przepełnionym zbiorkomem, obok jakaś Karyna krzyczy przez telefon, wszędzie śmierdzi żulem i przepoconą naftaliną, a w lokalnym żabkoidzie skończyła się woda. I wtedy własnie przychodzi SMS od szefa, że gdzie jest ta prezentacja w PPT, co miała być na wczoraj, a ty nawet jeszcze nie masz w głowie co wrzucić na okładkę tego nieszczęsnego papeta. I wtedy psuje się tramwaj, a na dworze leje deszcz i wieje wiatr.

Prawdziwe piekło wygląda trochę inaczej, gdy masz dzieci

Pierwszy krąg „Łatwizna dla każdego”:

Budzisz się w nocy z grypą żołądkową i słyszysz, że twoja jedyna pociecha właśnie zarzyguje wszystko. Swoje łóżko, dywan i kanapę w dużym pokoju, a potem, kiedy już to ogarniasz, to zarzyguje twoje łóżko.

Drugi krąg „Schody do piekła”:

To, co powyżej, plus kot, który ma chory pęcherz, więc zasikał łazienkę, więc się ślizgasz niosąc zarzygane pościele.

Trzeci krąg „Spróchniałe schody do piekła”:

To, co powyżej, plus drugi kot rzyga. A ty masz rano ważne spotkanie w pracy.

Czwarty krąg „Wyzwania, z którymi nie chcesz się mierzyć”:

To, co powyżej, plus jeszcze masz drugie dziecko i ono ma gorączkę i jest mu słabo, wychodząc z łóżka upadło na podłogę i teraz już nie wiesz, czy masz rzucić wszystko i jechać na SOR, czy lepiej poczekać. W końcu i tak prędzej, czy później ono też będzie rzygać.

Piąty krąg „Wreszcie robi się ciekawie”:

To, co powyżej, plus ty jesteś w ósmym miesiącu ciąży i w zasadzie to nie masz siły nawet na to patrzeć.

Szósty krąg „Widzę ciemność”:

To, co powyżej, plus ojciec dzieciom ogarniając chaos łamie sobie nogę, czyli jednak ktoś musi pojechać na SOR, pytanie, czy wszyscy, czy tylko on i drugie dziecko.

(…) Zawsze można zacząć rodzić i wezwać zespół rat-medów. Niech też się włączą do świetnej zabawy w piekło.

Zachęceni do zabawy, beznadziejni rodzice wylali wiadra przerażających i dość drastycznych relacji. Trzeba jednak przyznać, że za przeżycie takich przygód należy się co najmniej order superbachora, albo chociaż poklepanie po plecach, czekolada i kieliszek wina.

Sami zobaczcie te wasze creme de la creme brulee

Patrycja: Krąg fafnasty

Jesteś w 7 miesiącu ciąży, przeprowadzasz się do domu na wsi bez ciepłej wody i ogrzewania, ostatni etap przeprowadzki obejmuje jazdę na tylnym siedzeniu z rzygającą 3,5-latką i spanikowanym kotem. Po przyjedzie zastajesz pusty dom, bo mąż miał atak doła i nie rozpakował niczego oprócz łoża, w pomieszczeniach nadających się do życia jest osiem stopni, kuchnia kaflowa dymi, zamiast grzać, dziecko starsze płacze i pyta, kiedy wracamy do domu, dziecko prenatalne informuje niewerbalnie, że chyba zaraz wychodzi. Po 8 latach wspominamy to jako wspaniałą przygodę.

Ania: trzy kręgi

Zima, śnieżna, pizgajaca zuem. Jesteś w 9 miesiącu mocno zagrożonej ciąży – wychodzisz ze szpitala tylko dlatego, że na mieście jest epidemia grypy i innej zarazy i każda przyjęta pacjentka przejawia coraz ciekawsze mutacje, a lekarz prowadzący usiłuje cię przed tym uchronić. Zostajesz sama w domu na 10 piętrze, dosłownie na chwilę, w tym czasie wyłączają prąd, a tobie jakoś dziwnie regularnie zaczyna napinać się brzuch… Dzwonisz po chłopa (miało, do cholery, być max pół godziny, a tu mijają dwie, a go nie ma), chłop w korku, chyba prędzej pieszo dojdzie. Myślisz – zrobię sobie melisy, ale uwaga uświadamiasz sobie, że nie masz gazu w mieszkaniu wszystko na prąd.

Krąg drugi: dziecię butelkowe już powite, znowu nie ma prądu, ewentualnie wracasz ze spaceru.

Krąg trzeci: dziecię osiem tygodni, sra nie do opanowania. Lądujecie na zakaźnym, jest długi weekend, nikomu się nic nie chce, dostajecie miejscówkę na korytarzu. Ty po CC i w sumie momentami jeszcze ciągnie, zwłaszcza po iluś godzinach na krzesełku. Nagle orientujesz się, że coś ci wilgotno w gaciach. Tak. To pierwszy okres po połogu. Reasumując – chory bombelek nieschodzący z rąk, krzesełko, korytarz i leci z ciebie jak z zarzynanej świni. Na około panuje rota, więc wszyscy dorośli – łącznie z tobą to łapią do tego co powyżej dokładamy obustronne wyrzuty. True story. Biegunka okazała się być alergiczna, po tygodniu wyszliśmy z zapaleniem płuc i wylądowaliśmy w innym szpitalu, tam już była leżanka.

Kachna: krąg zapętlenia

Jakieś pięć lat temu dopadł nas wirus jakiś i kasował po kolei. Najpierw dzieci zaniemogły i mąż, ja wzięłam opiekę i ogarniałam towarzycho. Ale mąż zaczął się dusić więc zabrałam go do przychodni skąd go zgarnęli na SOR. Po kilku godzinach dzwoni, że już go wypuszczają, więc jadę. No, ale okazało się, że jeszcze wypis. Czekam, czekam, skończyłam po składniki na rosół, dalej czekam na jakiejś ławce i nagle czuję, że mnie rozbiera. Prawie zasnęłam, w końcu mówię, że jadę do domu a jak będzie wypis to przyjadę. Nie dojechałam do pierwszego skrzyżowania – dzwoni. Wracam. Jedziemy nach hause, w głowie planuję jak tu szybko ogarnąć rosół i paść do łóżka. W domu – kot dostał sraczki i narobił w całej chacie takich małych kropek, które już zdążyły zaschnąć… Plus wszystkie narzuty do prania… Zamiast gotować rosół czyściłam podłogi i meble chyba godzinę, a mięso na rosół ostatecznie dostało się zwierzątkom zewnętrznym.

Olga: krąg ostatecznej degrengolady

Masz dwa koty, właśnie się przeprowadziłeś, sprzątasz poprzednią jaskinię, dziecię pierworodne przebywa w szpitalu, samochód na powrocie (tuż przed północą) odmawia posłuszeństwa, wchodzisz do nowo zasiedlonej jaskini, a oczom twym ukazuje się kuchnia:

Krystyna: krąg zwalisty

Masz 5-letnie dziecię na stanie (w sumie info bez znaczenia, ale skoro mowa o rodzicielstwie…) w przedostatnim dniu urlopu (przed zmianą pracy – wszystko dogadane u obecnego i przyszłego pracodawcy) dowiadujesz się, że jesteś w ciąży, kolejnego dnia podczas burzy drzewo zwala się wam na dom (na szczęście nikogo w domu nie było) – a tydzień temu wypstrykaliście się z kasy na remont – i dach do wymiany. Następnego dnia dnia dowiadujesz się o poważnej chorobie mamy. Po tych trzech dniach na pewno posiwiałam pod warstwą farby.

To było 10, 5 roku temu – córka dobija dychy, trafiłam w końcu do tego nowego pracodawcy (po urlopach rodzicielskich i innych przebojach), dach udało się wymienić (udało się zdobyć hajsiwo na ten cel), a choroba mamy na szczęście minęła.

Sami przyznacie, że można posiwieć i zzielenieć jednocześnie

Dlatego Madame de Bachory chyli czoła. Oto bowiem, niezależnie od tego, jak beznadziejnie czujecie się w roli rodziców i ogarniaczy miru domowego, potraficie przetrwać. Jak karaluchy albo niesporczaki. Okazuje się też, że nawet najgorsze piekło można przejść, otrząsnąć się (z rzygów, resztek szafki, oraz kłaków sierściucha), odrzucić przeszkody w postaci zwalonych drzew i po prostu iść dalej. A piekło niech zamarza w trwodze przed takimi madkami i tatełami.

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym was nie zachęciła do dalszego dzielenia się swoimi doświadczeniami. No dalej, śmiało. Bachor lubi to.

Możecie też napisać do do nas na listy@igimag.pl.

Wybrane historie nagrodzimy książkami!
Dominika Węcławek
Dominika Węcławek
Matka dzieciom, wiedźma z kotem. Miłośniczka ruin i jedzenia z puszki. Typowy filozof. W wolnych chwilach również autorka książek science fiction.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.