Studium destrukcji: depresja w rodzinie

10 minut czytania
2170
0
Agnieszka Wesołowska
Agnieszka Wesołowska
9 stycznia 2020

Z katarem każdy żyje jak umie. Osoba zakatarzona łazi wszędzie z tonami chusteczek, upycha je po kieszeniach, kicha, smarcze i rozpaczliwie próbuje jakoś funkcjonować. Katar nie jest chorobą całej rodziny. Depresja jest.

Depresja – choroba, o której przestajemy milczeć. Były czasy, gdy depresję była wstydem. Jej posiadanie oznaczało słabość, usprawiedliwiało ją tylko traumatyczne wydarzenie w życiu. W innych wypadkach należało się wziąć w garść. Od biedy można było się upić. Albo powiesić.

Od kiedy o depresji zaczęli głośno mówić znani, podejście do niej zaczęło się zmieniać. Uśmiechnięta twarz narciarki mówiła „wszystko się posypało, świat mi się walił”. Topowy dziennikarz sportowy opowiadał, że cierpiał i krzywdził bliskich. Znany poeta zrobił ze swojej depresji temat na esej. Pojawiły się artykuły, blogi i filmy o depresji. Zaczęto mówić nawet o męskiej depresji.

Depresja ma imię

W internetowej grupie wsparcia odezwała się Anna. Napisała, że mąż od 20 lat cierpi na depresję. Że ona sama wychowuje dzieci, sama pracuje, sama zajmuje się domem i wszyscy oczekują, że będzie go wspierać – a ona już nie ma sił. Widzi leki, terapie, kolejne leżenie na łóżku i myśli o tym, że chciałaby wyjść na spacer bez zamartwiania się, co zastanie, gdy wróci. Że rodzina wspiera jej męża, a o nią nikt nie zapyta. Że gdy dzieci mają problemy w szkole, to ona nie ma się komu poskarżyć. I zapytała, czy to normalne, że chciałaby odejść.

Justyna nie chce odchodzić. Są z Dennisem małżeństwem od 5 lat, mają dwoje malutkich dzieci. Mówi tylko, że zaczęła flirtować w pracy. Żeby oderwać myśli i poczuć, że jest kimś innym niż funkcyjną. „Ale boję się, że któregoś razu wyjdę poza służbowy flirt”. Dennis od prawie 2 lat ma depresję. Zaczęło się od tego, że stracił znaczącego klienta i przyjechał na dłuższy urlop do domu – do tej pory bowiem pracował wciąż u siebie, w Danii. Urlop po utracie klienta przedłużał się, potem okazało się, że i kolejni zleceniodawcy odeszli.

Dennis robi dziś projekty non-profit, jeździ jako gość na wydarzenia charytatywne i jest na nich fetowany, jako człowiek wrażliwy na potrzeby innych. „To wszystko się kończy, gdy przyjeżdża do domu. Od roku to ja utrzymuję rodzinę. To ja opiekuję się dziećmi. To ja słyszę, gdy on znów mówi, że pójdzie się zabić” mówi Justyna. Dennis odrzuca zlecenia, nawet nie negocjuje, a żona oddzwania do kontrahentów – przeprasza, bo mąż choruje na depresję. Wszyscy wykazują zrozumienie, wspierają, życzą zdrowia.

Dennis dał się namówić na terapię. Był u duńskiego psychologa, ale nie wie, kiedy będzie następna sesja. Zgodził się na polskiego psychiatrę (anglojęzycznego), acz uważa, że to nie ma sensu. „Staram się być życzliwa, wspierająca i stać z boku, żeby nie dać się zniszczyć” Justyna jest bardzo rzeczowa, a potem sięga po papierosa „nie wiem, jak długo dam radę. Dzieci ostatnio pytały, czy tata umrze i czy my też umrzemy”.

Choruje cała rodzina

Rozmawiam z Józefem, terapeutą. Józef twierdzi, że w depresji jest tak jak w nałogu – choruje cała rodzina. Ale to nie znaczy, że rodzina – mąż, żona, dzieci czy rodzice – chorują na depresję: „Choroba jednej osoby zabija rodzinę i łączące ją uczucia, sprawia, że zdrowemu żyć się nie chce. Zdrowi ludzie zostają sami, nikt nie chce pomóc i co gorsza, nikt nie wyraża zainteresowana, bo przecież to – tak jak w tych historiach – mąż jest chory, a nie żona. W gruncie rzeczy nawet nie wiem kto z nich choruje bardziej…

Bartek już nie ma żony ani rodziny. Nie ma też narzeczonej, która namówiła go na terapię. Z żoną, według jego słów, latami łączyły go głównie problemy psychiczne. Razem, choć coraz bardziej osobno, przeżywali załamania związane ze sprawami zawodowymi, problemami rodzinnymi i kłopotami trójki dzieci. Gdy jedno sięgało po leki, drugie czuło, że zaraz umrze. Po kilkunastu latach takiej huśtawki nikt nie dojdzie, u kogo problem zaczął się najpierw. Wiadomo tylko, że pod koniec w atakach furii oboje wywrzaskiwali pretensje o wszystko.

Bartek, opowiada o tym beznamiętnie. Nie wykazuje emocji poza rozdrażnieniem. Mówi, że nic innego nie czuje. Z powodu tego rozdrażnienia odeszła narzeczona. Bardzo się kochali. Bartek, gdy wypowiada słowo „miłość”, jest zimny, a usta wykrzywia w dziwny grymas. Wcześniej wspominał o swoim hobby, o samochodach – śmiał się przy tym, przesuwał palcem czule po zdjęciu wymarzonego modelu. O Joannie, byłej dziewczynie, mówi ze złością. „Miała prawo” wypluwa słowa „odejść. Miała prawo nie chcieć moich problemów. Gdy się poznaliśmy, nie powiedziałem jej prawdy o mojej depresji”. Proszę, by opowiedział o niej i Bartek wścieka się: „Jest malarką. Jest dziwna. Po co mnie o nią pytasz, to skończone”.

Depresję trzeba leczyć

W 2017 roku Najwyższa Izba Kontroli opublikowała dramatyczny raport o tytule „Fiasko Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego”. W raporcie wskazano, że od 2010 roku ilość samobójstw w Polsce się podwoiła: w 2014 odnotowano 6165 samobójczych zgonów (w 2018 – 5182 zgony, podkreśla się, że statystyki nie zawierają danych zmanipulowanych ani nieudanych prób). Nie zorganizowano Centrów Zdrowia Psychicznego, jest niedobór kadr – od lekarzy psychiatrów po specjalistów terapii uzależnień. Z fiaska nie wyciągnięto żadnych wniosków, systemowo zaniedbując zdrowie psychiczne dorosłych i dzieci.

To, co dzieje się dobrego, ma miejsce poza zorganizowanym systemem opieki i dotyczy wzrostu świadomości społecznej problemów psychicznych, a przede wszystkim depresji. O ile jednak rośnie zrozumienie choroby, o tyle nie wspomina się o wsparciu dla osób, które żyją z chorymi np. na depresję. Anna, z internetowej grupy wsparcia, zapytana o psychologa, który mógłby jej pomóc, odpowiedziała gorzko, że trafiła na człowieka, który sztorcował ją, że nie dość rozumie męża. Justyna, w ramach poszukiwania pomocy dla Dennisa, trafiła na terapeutkę, która zachęciła ich oboje do terapii małżeńskiej, nie zajmując się chorobą pacjenta. Nie poprawiło to jego stanu zdrowia.

Karolina, siostra alkoholika, opowiada o swoim kontakcie z terapeutką: „pani pouczała mnie, że jestem zobowiązana wspierać brata, bo on wiele przeszedł. Wiesz, ile on przeszedł? Bo ja wiem i wiem, że mu nie wlewałam do gardła wina. Terapeutki nie interesowało, że ja sama mam nowotwór, że zajmuję się starymi rodzicami i mam na głowie firmę. Powtarzała tylko, że nie rozumiem brata. No to wyszłam, niech sama go rozumie”.

Józef z perspektywy swoich 20 lat praktyki kiwa tylko głową: „należy mówić wprost: depresję trzeba leczyć. I mówić, że osoby żyjące z depresantem powinny również uczestniczyć w terapii, grupie wsparcia, nie być same. Taka postawa, że rodzina MUSI rozumieć…” Józef macha ręką.

Zespół stresu opiekuna

W aspekcie rodzin osób chorych na depresję można mówić o zespole stresu opiekuna. Rodziny (partnerzy, rodzeństwo, rodzice, dzieci) takich chorych po długim czasie funkcjonowania u boku osoby niezdolnej do (w pełni) samodzielnej egzystencji żyją w stałym, silnym napięciu emocjonalnym i fizycznym, często wycofując się z normalnego życia i rezygnując z własnych potrzeb. Określenie to opracowano z myślą o opiekunach osób obłożnie chorych, niedołężnych czy starych, ale ma ono zastosowanie również wtedy, gdy długa, opornie ustępująca i często nieleczona (również z wyboru pacjenta) choroba dezorganizuje życie. Anna nie ma już własnego życia, a po 20 latach nie umie odróżnić charakteru męża od jego choroby. Narzeczona Bartka podchodziła do jego choroby świadomie, ale gdy zaczął wobec niej okazywać wściekłość i frustrację, mimo miłości, odeszła. Justyna chce męża wspierać, ale mówi otwarcie, że nie wie, jak długo da radę.

Tego, zapewne, nikt nie wie. Z pomocą instytucjonalną byłoby łatwiej, ale moje rozmówczynie jej nie oczekują. Chcą tylko, by o ich samotnej walce z cudzą depresją też mówić i przestać mieć pretensje, że nie dość są wyrozumiałe. Na jednym z forów pod relacją alkoholika z kolejnego roku trzeźwienia ktoś wstawił post: „syn mojego kolegi, gdy ten przyszedł z przeprosinami, powiedział zwyczajnie – tato, cieszę się, że nie pijesz, a teraz oddaj mi lata, które straciłem”. „Ja chętnie wytrzymam jeszcze” mówi mi kolejna partnerka człowieka w depresji, Jola „tylko czasem chcę, żeby mi ktoś powiedział, że mam przejebane i że mnie podziwia. Serio, tyle mi wystarczy. Bo na razie mąż mnie sztorcuje, że nie dość jestem dobra, teściowa krytykuje, a jak przyjaciele przyszli z prezentami dla Karola, to ja tylko podawałam kawę. A ja tu tracę życie i coraz rzadziej wiem, że warto. Może już nie wiem”.

Imiona bohaterów i niektóre realia ich życia zostały na ich prośbę zmienione.

Agnieszka Wesołowska
Agnieszka Wesołowska
Dziennikarka, redaktorka, na ogół pisze o bezpieczeństwie, oszustwach, przestępczości i złych ludziach dla Zaufanej Trzeciej Strony, ale nie tylko.

Współpopełniła "Buty mojego męża". Prowadzi profil "Pani syn udaje" poświęcony chorobom odkleszczowym. Robi zdjęcia, słucha muzyki, je, pije, chodzi i żyje, czego i Państwu życzy.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.