Czas na nowych bohaterów!

8 minut czytania
114
0
Kamil Giedrys
Kamil Giedrys
18 lutego 2020

Jeśli myślimy o komiksach superbohaterskich przed oczami stają nam postacie z albumów wydawnictw DC i Marvel. Wiadomo Batman, Spider-Man, Superman, Iron man, można wymieniać i wymieniać, jednak ta konwencja nie ogranicza się tylko do dwóch potężnych firm.

Oczywiste jest, że podział tortu rozrywki bazującej na atletycznych ludziach w rajtuzach był nieunikniony. Jak grzyby po deszczu co rusz gdzieś z mroków wilgotnych piwnic ukazywały się nowe marki pragnące kolonizować serca i portfele komiksiarzy. Jednym z tych mniej znanych nad Wisłą tworów jest Valiant, który nie tylko z sukcesami konkuruje z wielkimi, ale również dostarcza ciekawą, nie zawsze oczywistą rozrywkę.

Flagowym pomysłem Valianta jest Bloodshot, opowieść o żołnierzu podstępem wciągniętym do programu superbroni. Przy pomocy zaawansowanej technologii do krwiobiegu Raya Garrisona wpuszczono nanity, mikroskopijne roboty sprawiające, że nasz dzielny wojak staje się samoregenerującym się, praktycznie nieśmiertelnym narzędziem w rękach bezwzględnego rządu. Geneza białego gościa z czerwoną kropką na klacie brzmi dość oklepanie, lecz to nie oryginalność jest główną siłą tej całkiem przyzwoitej serii, tajemnica sukcesu tkwi w balansie między nieskrępowaną rozrywką a mknącą z prędkością pocisku akcją.

Za sprawą kartuskiego wydawnictwa Kboom na polskim rynku ukazały się już 4 albumy Bloodshota, w których za scenariusz odpowiada Jeff Lemire. Kanadyjski scenarzysta i rysownik pomału buduje swoją legendę w światku komiksowym, co rusz dostarczając nowych, świetnych historii. Tym razem zbaczając ze schodzonych ścieżek odnowił postać Bloodshota, dodając do historii przepełnionej akcją i przemocą sporą dawkę samoświadomości. Przełamując obecną modę na komiksy zdystansowane, zdecydował się na celebracje akcji, przygody i witalności wojowników, tworząc specyficzny hołd latom 90 i ich koncepcji rozrywki.

Ray udaje się szaloną eskapadę poprzez Stany Zjednoczone, postapokaliptyczny świat, a nawet zabójczą, bezludną wyspę. Wszędzie gdzie się pojawi rozpętuje się większa lub mniejsza strzelanina, pożoga i morodobice, a wszystko jak zwykle tylko po to by mógł normalnie żyć. Oczywiście, nawet gdy na moment zazna wytchnienia i sielanki ten błogi stan zostaje przerwany przez kolejnych złoli tylko czekających na szybki wycisk. Bezpretensjonalne podejście do akcji tworzy opowieść nabierającą tempa ze strony na stronę. Nasz bohater jest supermęski, niepokonany i potrafi poradzić sobie w każdej sytuacji, a jego potyczki to prawdziwy kalejdoskop możliwości ludzkiej wyobraźni. Lemire nie boi się pustej rozrywki wyrwanej z kontekstu i sensu, jego postacie mkną do przodu, nie bacząc na konsekwencję. Łuski pocisków uderzają o beton, roboty wybuchają, rekiny zostają złowione gołymi rękoma, a następnie zjedzone na surowo, lojalność jest ceniona ponad życie, honor to najcenniejsza waluta, przemoc jest jedyną metodą komunikacji. Ten na pozór dwuwymiarowy świat ma w sobie pewną głębię, refleksję nad sensacją, która nie od dziś przecież przyciąga uwagę, dystrybuując cierpienie, ból i strach. Bloodshot sam w sobie jest tragiczną postacią targaną przez dziesięciolecia na łamach komiksów od jednej rozpierduchy do drugiej. W serii Lemira docieramy do punktu, gdzie głównego protagonistę przygniata ciężar zmęczenia i beznadziei, a największym wrogiem nie jest super robot, czy szatańska organizacja, a zwykła, pospolita i często nieunikniona depresja.

Szata graficzna podkreśla ambicje albumów, świetni, zdolni rysownicy włożyli wiele wysiłku, by nadać życie opowieściom o Bloodshocie. Realistyczna kreska doskonale portretuje bohatera, nadając wszechobecnej przemocy nowy wymiar. W tym smutnym świecie krajobraz wypełniony jest strapionymi, pomarszczonymi twarzami, blade słońce nie daje ciepła, a krew ma barwę keczupu. Fani Punishera będą zachwyceni kadrami spod ręki Jakcsona Guice, a i miłośnicy undergroundu znajdą coś dla siebie w pracach Benjamina Marry.

Bez wątpienia Bloodshot ma coś w sobie, fakt, że na tak zdominowanym przez duże wydawnictwa rynku wciąż trwa i cieszy się dużą popularnością, świadczą o sile pomysłu. Wkrótce do kina trafi ekranizacja jego przygód, a w tytułową rolę wcieli się Vin Diesel. Jak widać w świecie komiksu jest jeszcze dużo miejsca dla nowych pomysłów, ważne żeby były oryginalne i ciekawe. Nie ma co czekać na kolejną przygodę dobrze znanego herosa, poza DC i Marvelem też jest życie, często ze zdecydowanie dłuższą datą przydatności do użycia, czas na trochę świeżego mięcha (oczywiście wege)!

Kamil Giedrys
Kamil Giedrys
Miłośnik komiksów, sztuki nowoczesnej i mieszanych sztuk walki, a w sekrecie prawnik. Uważa, że jeden obraz wart jest więcej niż 1000 słów, a gdy dodamy do niego dymek z tekstem to nawet 1005.

Postawił sobie za punkt honoru promowanie sztuki komiksowej, więc bądźcie tak mili i sięgnijcie po jeden.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.