Dziwne kino #21 – Akademia Pana Kleksa

Witajcie w naszej... bajce?
12 minut czytania
713
0
Kuba Łaszkiewicz
Kuba Łaszkiewicz
7 lutego 2020
Reklamy

Muszę na samym początku zaznaczyć, że nie chcę wojny. Kiedy oglądałem Akademię Pana Kleksa dzieckiem będąc, bardzo mi się podobała, tak samo zresztą jak jej literacki odpowiednik autorstwa Jana Brzechwy. Zdaję sobie także sprawę, że dla wielu z was jest to najwybitniejszy film dzieciństwa. Niewiele jest osób po, dajmy na to, trzydziestce, które nie kojarzą tego dzieła. Nie można zaprzeczyć, że film Krzysztofa Gradowskiego na stałe wpisał się w kanon klasyki nie tyle polskiej kinematografii, co wręcz polskiej kultury.

Rozumiem fenomen Akademii Pana Kleksa, zwłaszcza biorąc pod uwagę czasy, w których produkcja ta ukazała się na ekranach kin. Niewiele było wtedy realizowanych z podobnym rozmachem propozycji dla dzieci. Wrażenie mógł robić bajkowy świat ukazany w filmie, charakteryzacja postaci na czele z Piotrem Fronczewskim grającym tytułowego profesora czy mnogość i poziom realizacji piosenek śpiewanych przez bohaterów. Wszystko to rozumiem.

 

Wszystko rozumiem, ale…

… wspomnienia związane z dawnym seansem Akademii Pana Kleksa postanowiłem zastąpić świeżym spojrzeniem na tę produkcję i po latach obejrzałem film ponownie. Muszę przyznać, że mam bardzo, ale to bardzo, gargantuicznie wręcz sprzeczne uczucia. Zorientowałem się, że klimat filmu nie jest dziecięco-baśniowy. Jest psychodeliczny. Wiem, że budżet filmu nie był wysoki i możliwości twórców w latach 80., zwłaszcza w Polsce, należały do tych ograniczonych, ale dlaczego postacie poboczne pojawiające się w filmie: ludzie przebrani za żaby, za wilki, jakieś charakteryzacje mające przypominać postacie z baśni, zostały tak nieudolnie wykonane, że wyglądają jak z taniego horroru klasy B? Nie mam pojęcia, dlaczego jako dziecko byłem tym zachwycony. Wszyscy byliśmy!

Idziemy dalej – niepokój jest obecny w każdym miejscu. Pomijam słynny marsz wilków, który przerażał każdego z nas. Ale scena z dziewczynką z zapałkami? Laboratorium Golarza Filipa i jego dziwny robot? Motyw z księciem, który bezpowrotnie stał się ptakiem? To wszystko jest niebywale niepokojące. Nie wiem, dlaczego nie miałem takich odczuć lata temu, ale teraz bardzo trudno przychodziło mi brnięcie przez kolejne sceny. Świat Akademii Pana Kleksa jest pokręcony i zwariowany, postacie są bardzo sympatyczne i całość jest utrzymana w bajkowej konwencji, ale owa bajkowość kryje masę mrocznych tajemnic i pokłady grozy. Jakby ta powłoka złożona z uśmiechów, tańców, piosenek i powszechnego entuzjazmu pokrywała okrutną rzeczywistość.

Mieszane uczucia

Przesadzam? Być może. Ale oglądało mi się tę produkcję bardzo dziwnie. W trakcie seansu pomyślałem, że za nic nie pokażę tego dzieła moim dzieciom, jeśli się kiedyś takowych dorobię. Ale potem uświadomiłem sobie, że przecież zarówno ja, jak i pewnie większość z was, byłem w dzieciństwie fanem tego filmu i nie dostrzegałem w nim niczego niepokojącego (oprócz, rzecz jasna, sceny marszu wilków). Swoją drogą, ten utwór zespołu TSA jest genialny.

Chwila oklasków

Po latach można zarzucić pewną toporność i podstarzałość niektórych zabiegów wykorzystanych w Akademii Pana Kleksa, ale jak wcześniej wspomniałem, nie jest to nic zaskakującego w kontekście roku, w którym powstała. Trzeba pochwalić za to oprawę audiowizualną – utwory wykorzystane w filmie zostały bardzo ciekawie zrealizowane i sceny taneczno-śpiewane, pomimo że w innych dziełach są dla mnie koszmarem, tutaj oglądało się względnie przyjemnie. No i Piotr Fronczewski! Genialna charakteryzacja Piotra Fronczewskiego wcielającego się w rolę Pana Kleksa do dziś robi wrażenie.

Tylko ten klimat…

Nie chciałbym zostać przez nikogo zjedzony, ale chciałbym się nieśmiało pokusić o stwierdzenie, że omawiana produkcja wygląda trochę jak Mechaniczna Pomarańcza skierowana do młodszego odbiorcy. Jasne, że to film ponadczasowy, ale też, oglądany po latach, bardzo dziwny. Stąd jego miejsce w tej serii.

Kuba Łaszkiewicz
Kuba Łaszkiewicz
Autor dwóch powieści młodzieżowych ("Kalesony Sokratesa" i "Wszystkie dziewczyny Wertera"), początkujący stand-uper, fan Pink Floyd, licealista.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.