Jak pies z kotem. Dlaczego chcemy zajmować się zwierzętami?

12 minut czytania
625
0
Agnieszka Wesołowska
Agnieszka Wesołowska
28 lutego 2020

Zwierzak w domu to często członek rodziny. Bywa, że najlepszy – bo niczego nie wymaga, nie krytykuje, nie ocenia. Przynosi radość przez sam fakt swojego istnienia. Merda lub mruczy. Potrafi odmienić nasze życie. A czy my umiemy się odwzajemnić – jemu oraz ludziom?

W mieście S. działa fundacja ratująca zwierzęta. Dwoje jej działaczy w ostatnich miesiącach popadło w ostry konflikt i publicznie zarzucali sobie działania na szkodę fundacji, zaniedbania względem podopiecznych oraz ogólną niewiarygodność. Areną konfliktu stały się media społecznościowe, a pod każdym postem każdej ze stron wybuchały ostre kłótnie. Zwolennicy i przeciwnicy tych osób robili wojny podjazdowe, padały ciężkie zarzuty: złodziejstwo, przemoc, niekompetencja. Pojawiały się groźby oraz jak najgorsze życzenia, a wszystko to okraszone pytaniami o dobro zwierząt.  Najwięcej drwin i hejtu pojawiło się, gdy w fundacji dokonano roszad i główne postaci tej wojny odeszły, by działać na własną rękę.

Szalona kociara

Mieszkańcy miast znają ten widok – w kącie osiedlowego podwórka stoi kilka prowizorycznych budek, bywa że tylko zwykłe kartony, i krząta się przy nich ta sama co zawsze sąsiadka. W wytartych torbach przyniosła kilka starych opakowań, i rozkłada w nich karmę. Często też ma karton z mlekiem i butelkę wody. Kociaki ją znają, biegną, łaszą się, przepychają przed miskami.

Bywa, że taka pani ma też kociniec we własnym domu. Jeden, drugi zaniedbany kociak – i nagle w małym mieszkanku mieszka kilka, a potem już kilkanaście kotów. Czasami sąsiedzi zaczynają się skarżyć, bo mimo starań sąsiadki, z mieszkania zaczyna nieładnie pachnieć. „Przecież nie oddam do schroniska” wzrusza ramionami oburzona sąsiadka. Może się zdarzyć, że dotychczasowi znajomi Pani Szalonej Kociary, przestaną z nią utrzymywać bliższe znajomości. „Taka jestem samotna” skarży się Kociara i podkreśla, że zwierzęta to jej jedyni prawdziwi przyjaciele.

Jeśli znajdzie sprzymierzeńca, to jej działalność można poznać m.in. poprzez media społecznościowe. Ktoś wrzuci kilka zdjęć, ktoś inny zorganizuje zbiórkę karmy. Trzeba pomoc. Trzeba wesprzeć.

„On nie gryzie”

Wiele osób zaznało w życiu takiej przygody – oto serce zaczyna gwałtowniej bić, bo biegnie w waszym kierunku nieznany pies. Biegnie bardzo szybko, nie szczeka, nie zbacza z drogi. Gdzieś za nim rozlega się „Azorek, AZOOOREK” i usiany zębami, rozwarty pysk zwalnia. „Proszę się nie bać, ON NIE GRYZIE” rozbrzmiewa przyjazne wołanie. I jeszcze coś na temat tego, że on się „chce tylko zaprzyjaźnić”.

Jeśli w mediach pojawi się informacja, że gdzieś kogoś pogryzł pies, przeczytać będzie można przy niej komentarze „to nie wina psa, to wszystko przez właściciela”. To słuszna postawa – zwierzak jest taki, jak go wychowano (lub przeciwnie – nie wychowano wcale). Niewiele osób wie o tym, że psy, które brały udział w szczególnie groźnych zdarzeniach, spotykają się z cichym, ale bardzo znaczącym zainteresowaniem społecznym: czy tego pieska można kupić? Takiego agresywnego? Byłby świetnym psem stróżującym, myśliwskim albo takim imponującym na spacerze…

O ile Szalona Kociara, której zwierzaki wchodzą na głowę, postrzegana jest jako osoba nieco niezrównoważona i tracąca kontakt z rzeczywistością, o tyle właściciel prezentującego pełen garnitur kłów pieska, budzi respekt. Za ten respekt niektórzy mogą zapłacić bardzo słono. Szacunek ma swoją cenę.

Ludzie jak zwierzęta

Jest coś co łączy Szaloną Kociarę z Groźnym Właścicielem, a nawet byłymi członkami Znanej Fundacji z S. Wszystkie te osoby bez zwierząt czują się nieważne i niepotrzebne. Teraz, ze zwierzakiem lub zwierzakami, ludzie ci stają się kimś. Potrzebni, ważni, godni szacunku.

Wspomniana na wstępie fundacja ma konkretny cel – buduje lecznicę dla zwierząt, które będą potrzebować pomocy medycznej, by następnie wrócić do naturalnego środowiska. Fundacja została wypromowana dzięki aktywności dwojga jej – już byłych – działaczy. To oni personalnie wspierali każdą zbiórkę i akcję, opisywali swoje osobiste zmęczenie i zaangażowanie w działalność. Komentarze sprzed 2-3 lat, kiedy to oboje pracowali zgodnie na rzecz zwierząt, mówią o tym, jak to obie te osoby są cudowne. Że się poświęcają, że są oddane, że wspaniałe i godne podziwu.

Od momentu rozpętania się konfliktu stronnicy każdej z tych osób personalnie atakują swoich oponentów. W momencie, w którym rozlał się najgorszy hejt, zaatakowano nawet nowego prezesa fundacji, fundatorów, a także podważano cel działania organizacji. Od czasu do czasu, ktoś wspominał, że „najważniejsze jest dobro zwierząt”. Szybko odzywały się jednak głosy, że bez bohaterów afery cały projekt przepadnie i wśród nut niepokoju wybrzmiewała tam też złośliwa satysfakcja.

Pan Groźny Właściciel woli, żeby w jego imieniu ujadał Azorek. Nie są mu potrzebne chóry w social-mediach, potrzebę bycia ważnym i posiadania autorytetu całkowicie zaspokaja piesek. A Pani Kociara narzeka na złośliwych sąsiadów i znajomych, którzy się od niej odwrócili, ale czuje się kochana i potrzebna dzięki mruczącym członkom swojego stada. Gdy taka cicha satysfakcja nie wystarczy, potrzeba by człowieka zgromadziło się jego wierne stado, gotowe szczekać i mruczeć – w zależności od potrzeby.

Zwierzęta jak ludzie

Internet pełen jest zwierząt. W społecznościówkach znaleźć można profile psów, kotów, a nawet świnek morskich, które piszą we własnych sprawach. Opisują jedzenie, swoje życie, działają na rzecz kolegów swojego gatunku. Apelują dramatycznie „czy nikt nie udostępni prośby mojego przyjaciela???”.

Personifikowanie zwierzęcia sprawia, że staje się ono bardziej wiarygodne i godne współczucia. Dzieje się tak nie tylko dzięki nowym mediom. Na pewno wszyscy dobrze znamy osoby, które przemawiają w imieniu swojego pieska czy kotka – na przykład dlatego, że piesek chce bardzo wyjść na spacer, a kotek żebrze o jedzenie. Czy przypadkiem ten pies nie ma swojej ulubionej smyczy? Czy być może ten kot nie woli kocyka w kratkę od poduszki w paski?

I tak pies, osobiście prowadzący profil z informacjami o kolegach ze schroniska, zyskuje naszą osobistą sympatię i staje się wiarygodnym partnerem rozmów. Udostępnienie postu takiego psa czyni nas lepszym człowiekiem. Bardzo chcemy być prostolinijni jak zwierzę i jednocześnie każemy zwierzakowi stać się człowiekiem.

To moment, w którym pojawia się całkiem realne zagrożenie – można zgubić empatię w stosunku do innych żywych stworzeń. Wszystkich, poczynając od kur, cieląt i świń, z których robiona jest karma dla naszych uczłowieczonych milusińskich, po ludzi, którzy nie są dość medialni prowadząc fundacje np. na rzecz zwierząt.

Zwierzę – czworonogie, prosto myślące stworzenie, którego inność i empatia mogą wiele nauczyć każdego człowieka. Człowiek – dwunoga istota, która umie używać kciuków przeciwstawnych oraz rozumu w najbardziej pokrętny i niezgodny z interesem innych żyjących istot sposób.

Agnieszka Wesołowska
Agnieszka Wesołowska
Dziennikarka, redaktorka, na ogół pisze o bezpieczeństwie, oszustwach, przestępczości i złych ludziach dla Zaufanej Trzeciej Strony, ale nie tylko.

Współpopełniła "Buty mojego męża". Prowadzi profil "Pani syn udaje" poświęcony chorobom odkleszczowym. Robi zdjęcia, słucha muzyki, je, pije, chodzi i żyje, czego i Państwu życzy.
AUTOR

Polecamy

[FM_form id="1"]