„Jeśli kobieta traci swoją cześć, jest zgubiona na zawsze”. O ojcach, którzy zabili córki w imię honoru rodziny

12 minut czytania
1500
0
Martyna Kośka
Martyna Kośka
24 lutego 2020

– Co wy Europejczycy wiecie o honorze? – słyszała norweska reportażystka, która próbowała zrozumieć, co kieruje ojcem, który zabija własną córkę. Dla tradycyjnego Jordańczyka nie ma nic gorszego niż utrata czci, dobrego imienia, poważania. Jest gotów zapłacić każda cenę, by odzyskać szacunek społeczności. Nawet jeśli będzie wymagało to zasztyletowania własnej córki, siostry czy wnuczki.

– Co z ciebie za mężczyzna? – pytała żona raz po raz przez ostatni miesiąc. Twój syn będzie dorastał w niesławie, córki drwią sobie z ciebie. Musisz z tym coś zrobić

W końcu Rahman nie zdzierżył tego marudzenia. Albo ona, albo dziewczyny, pomyślał, którejś bezsennej nocy. Miał już tego dość. Przez całe życie nim komenderowano. Wypełniał cudze oczekiwania. Naciskany przez rodzinę, klan, cała społeczność. Jakiego teraz honoru miał bronić? Od samego początku był przegrany. Zastanawiał się, jak dzieci, mogły go zawieść w ten sposób. Za jakie grzechy został pokarany takimi córkami? Aisza go okłamywała, spotykała się z kimś, zanim wyszła za mąż, a Amina wiedziała i tym i nic nie mówiła. Pomagała Aiszy kryć jej kłamstwa. Były winne obie. Zasługiwały na tę samą karę.

Zastanawiał się, czy ma inne wyjście. Innej opcji jednak nie było. Społeczność odwróci się od całej ich rodziny, jeżeli nie weźmie sprawy w swoje ręce. Patrzono by na nich z pogardą, sąsiedzi by ich obmawiali. Wszyscy znajomi uważaliby, że zawiódł jako ojciec. Że nie potrafił uchronić najcenniejszych klejnotów, jakie mu dano: swoich córek i honoru.

Nienawidził tej sytuacji. Od pierwszej chwili, gdy uzmysłowił sobie, że zostanie ojcem, śmiertelnie bał się o córki. Bał się, że coś pójdzie nie tak. Bo jeśli coś idzie nie tak z kobietą, to zawsze mężczyźni muszą za to płacić i oni muszą coś z tym zrobić. Obawiał się, że przyjdzie taki dzień jak ten. Że mimo woli znajdzie się w sytuacji, z której jedynym wyjściem będzie zabicie własnych dzieci.

Gdyby społeczność tego nie oczekiwała, nie musiałby ich zabijać, myślał. Wtedy mógłby zatrzymać je w domu pod kluczem, aż ktoś się z nimi ożeni albo aż same poumierają”. Ale to było wiele lat później. Wcześniej Rahman gardził ludźmi, którzy potrafią ukamienować bezbronna dziewczynkę w imię honoru rodziny.

„To głupie umierać w butach”

Nastoletni Rahman nie rozumiał, dlaczego jego przyjaciółkę z dzieciństwa własny ojciec najpierw związał, a następnie wstawił, niczym rzecz, do wykopanego wcześniej dołu. Chłopiec patrzył na sandałki, które siedmiolatka miała wtedy na sobie. Lubiła w nich chodzić. Teraz nogi miała unieruchomione. „Czy zakopią ją ze wszystkimi rzeczami?” – zapytał starszego brata. Stali w tłumie ludzi, którzy przyszli oglądać, jak to zepsute dziecko dostanie nauczkę. „Pohańbiła rodzinę. Chodzi o to, by rodzina odzyskała honor” – wyjaśnił Rahmanowi brat.

Chłopiec nada nie rozumiał, więc brat wskazał na stojącego nieopodal chłopaka. Na oko 25-letni, z poharatana twarzą. Rahman zaczął łączyć ze sobą fakty: to pewnie moja mała przyjaciółka mu to zrobiła, więc on teraz ma prawo się zrewanżować. Tak też się stało. Gdy ojciec dziewczynki uznał, że jest, jakkolwiek koszmarnie to brzmi, solidnie umocowana w dole, podał chłopakowi ze szramą na twarzy pierwszy kamień. Na tyle mały, by uderzenie nie zabiło, lecz na tyle duży, by wyrzucony z duża prędkością wyrządził krzywdę – zapamiętał Rahman.

Dziewczynka wyginała się, by uskoczyć przed kamieniami, których coraz więcej leciało w jej stronę. To były tylko atawistyczne odruchy, bo nie miała szans wyjść z tego cało. Wyrok został wydany. Nie będzie już nikt mógł powiedzieć, że rodzina źle się prowadzi, bo młodsza córka sprowokowała gwałt. Nikt już nigdy o niej nie wspomni, bo na oczach całej społeczności została wymazana z ludzkiej pamięci.

Rahman wiedział, że rodzice nie życzą sobie, by oglądał egzekucję. Potępiali ludzi, których stać było na takie zezwierzęcenie. Przeważyła jednak ciekawość. Gdyby chłopcy wiedzieli, że złamanie zasady bezpowrotnie zniszczy spokojne życie i spowoduje lawinę skutków, z którymi nikt nie będzie sobie umiał poradzić…

Niezgodne z prawem, lecz akceptowalne

Norweska dziennikarka Lene Wold poznała Rahmana kilka lat temu. Pisała o zbrodniach honorowych (swoją droga, jakże trudno nam, Europejczykom, postawić obok siebie te dwa zupełnie przeciwstawne słowa!) i dotarła do historii różnych dziewczyn, które znają kogoś, kto został w imię honoru pozbawiony życia – lub też same muszą ukrywać się, bo rodzina wydała na nie wyrok śmierci.

Rahman opowiedział historię z zupełnie innej perspektywy. Choć jako chłopiec z przerażeniem obserwował ukamienowanie koleżanki, jako dorosły mężczyzna związał ręce dwóm córkom i zadźgał jedną z nich. Druga cudem przeżyła. Lene Wold udało się z nią spotkać, ale spotkanie aranżowane było przez wiele miesięcy i odbyło się w pełnej konspiracji. Przesądziły o tym względy bezpieczeństwa – pomimo upływu lat, dziewczyna wciąż miała prawo przypuszczać, że ojciec zechce poprawić nieudany strzał.

Jordania potępia zabójstwa honorowe, jest na to nawet stosowny paragraf. Cóż jednak z tego, skoro nie tylko jest na nie społeczne przyzwolenie, ale też przepisy ukształtowane są tak, że ofiara i tak nie może skorzystać z żadnej pomocy państwa? „Ofiara” w europejskim rozumieniu, czyli dziewczyna, której próbowano odebrać życie – bo w rozumieniu niektórych konserwatywnych muzułmanów ofiara jest rodzina, która utraciła honor. Jeśli nie ma pieniędzy i zaufanych przyjaciół (a mało która Beduinka ma ten komfort), to musi wrócić do domu, w którym mieszkają jej prześladowcy. Wiele kobiet, które uniknęły śmierci z ręki najbliższych, bezpieczeństwa szuka za więziennymi murami. Podobno to jedyne miejsce, w którym mogą się czuć bezpieczne i podobno zgłaszają się tam dobrowolnie. Wiele tego „podobno”, bo zabójstwa honorowe otacza mur milczenia.

 

Lene Wold ustaliła, że kobiety mogą wyjść z więzienia, jeśli jakiś zaufany mężczyzna zapewni odpowiednie władze, że poza murami będzie bezpieczna oraz wpłaci kaucję. Niewygórowaną. A w praktyce tym „zaufanym mężczyzną” jest brat, ojciec, kuzyn – a więc ostatnie osoby, z którymi kobieta chce mieć jakikolwiek kontakt. Czy kobieta jest bezpieczna? Cóż, na papierze wszystko się zgadza, a co się dzieje w rodzinie, zostaje w rodzinie…

Lene Wold zbierała materiały na temat zabójstw honorowych przez kilka lat. Rezultatem jej pracy jest książka „Honor”, która na początku roku ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarne. Było to karkołomne zadanie, bo z jednej strony Jordańczycy nie chcą o tym rozmawiać – tym bardziej z cudzoziemką, a jeśli już ktoś jest skłonny porozmawiać, to nie widzi w mordowaniu kobiet niczego niestosownego. Złamały reguły, a konsekwencje ich czynu będzie ponosiła cała rodzica. A z takim brzemieniem trudno żyć, więc trzeba przyczynę dyshonoru usunąć.

„To jest sprawa kultury. Kobiety mają cześć lub reputację, mężczyźni – honor. Jeśli kobieta traci swoją cześć, jest zgubiona na zawsze, podczas gdy męski honor zawsze może być odzyskany. A wtedy ważna jest odwaga. To pokazuje, że rodzina potrafi chronić honor rodu, nawet jeśli płaci za to osobistą tragedią i bólem” – tłumaczy Rahman.

Wszystko nie jest takie oczywiste

Autorka miesiącami dopraszać się musiała o jakiekolwiek oficjalne informacje czy dane. Była ignorowana, bo raz, że kobieta, a dwa – co też Europejska może wiedzieć o honorze? Po kilku latach udało się jej zebrać materiał, który składa się na przerażającą opowieść o tym, do czego prowadzi presja otoczenia, które nie znosi odstępstwa o przyjętych zasad. To oczywiście również opowieść o tym, jak niewiele praw mają kobiety w niektórych kulturach, ale ja przede wszystkim odebrałam reportaż jako przestrogę przed tym, co może się zdarzyć, gdy opinia innych ludzi staje się dla nas ważniejsza niż uczucia czy wartości, które do tej pory wyznawaliśmy. Bo Rahman nie był złym ojcem. Bezgranicznie kochał swoje córki i nieba by im uchylił. Gdy jednak dowiedział się, że jedna z nich zrobiła coś, co w społeczności jordańskiej zasługuje na potępienie – i że mogą się o tym dowiedzieć inni – uznał, że sentymenty trzeba odsunąć na bok. W chwili próby okazało się, że inaczej nie umiał.

Autorka tego nie akcentuje, ale mam wrażenie, że Rahman nie był w tej opowieści wyłącznie katem. Był też ofiarą, bo i jemu ktoś kiedyś wmówił, że jedynym sposobem na ukaranie niegrzecznej kobiety jest pozbawienie jej życia. I nie było to tego dnia, kiedy pod gradem kamieni zginęła siedmiolatka, którą oskarżono o sprowokowanie gwałtu. Dramatycznych zwrotów zdarzeń, które doprowadziły do tego, że dziś Rahman denerwuje się na samo wymówienie imienia swych córek, było kilka i to sprawia, że choć reportaż jest krótki (niecałe 200 stron), to jednak stanowi punkt wyjścia do bardzo głębokich przemyśleń.

W 2016 r. zabito w Jordanii 38 kobiet, które swoim zachowaniem miały splamić honor rodziny. To dane oficjalne, w rzeczywistości mogło ich być więcej. I nic nie wskazuje na to, by liczba miała gwałtownie spaść.

Martyna Kośka
Martyna Kośka
U progu dorosłości marzyła o uporządkowanym życiu i oglądaniu miasta z wysokiego piętra przeszklonego wieżowca, więc ukończyła prawo. Nie zdążyła jednak zastukać obcasami na korytarzu sądowym, bo przekonała się, że znacznie ciekawszy świat czeka na mnie gdzie indziej.
Jest dziennikarzem gospodarczym, jej analizy można przeczytać w kilku popularnych serwisach finansowych - ale po godzinach pracy praktycznie nie używa słów typu "inflacja", "nowelizacja" i "jurysdykcja krajowa", lecz pisze dużo bardziej reportażowo, życiowo.
Czyta reportaże, ogląda polskie dramaty obyczajowe, wybiera schody zamiast windy.
AUTOR

Polecamy

[FM_form id="1"]