Kobieta w połogu jest nieatrakcyjna i zbyt dosłowna

Oscar odwraca oczy i zdejmuje reklamę
12 minut czytania
2204
0
Dominika Węcławek
Dominika Węcławek
13 lutego 2020

Na drugim, a może nawet i trzecim planie tegorocznej gali oscarowej rozegrał się pojedynek między prawdą samą w sobie, a dobrem rozumianym jako dobre samopoczucie widzów. Oto bowiem nadawcy telewizyjni i organizatorzy imprezy zdjęli reklamę produktów dla matek w połogu. Bo była zbyt dosłowna.

Środek nocy, pierwsze, co słychać, to płacz niemowlaka. Ciemność rozjaśnia lampka, zapalana przez kobietę. Słychać jej zmęczone westchnienie. Pewnie nie spała zbyt długo.Wstaje z trudem. Choć już urodziła, jej brzuch wciąż jest duży. Najpierw spokojnie ucisza maleństwo, potem idzie do łazienki, w tej całej okropnej, jednorazowej bieliźnie poporodowej, z tymi ogromnymi jak kanapy podpaskami. Ze swoim zmęczeniem i bólem… Młoda mama po pierwszym porodzie.

Dla niej, dla setek tysięcy kobiet, które są w takiej sytuacji, firma Frida Mom przygotowała szczerą reklamę pokazującą rzeczywistość tuż po porodzie. Jak piszą autorzy na samym początku, nie jest to reklama zawierająca żadne niedozwolone treści, ani polityczne, ani religijne, nie pokazuje przemocy, seksu, nie zachęca też do kupowania broni, a jednak została wykluczona przez nadawców i organizatorów gali oscarowej. Dlaczego? Zobaczcie sami.

 

Reklama okazała się zbyt szczera i zbyt dosłowna

Jednocześnie rozumiem i nie rozumiem decyzji o zdjęciu reklamy. Rozumiem na poziomie biznesowym. Gala rozdania Oscarów to miejsce, gdzie wielkie pieniądze spotykają wielkie nazwiska. Prawda ma tam znaczenie trzeciorzędne. Wśród setek starannie wypracowanych uśmiechów, między twarzami będącymi efektem lat pracy, nałogów, operacji, poprawek kosztownymi kosmetykami, w powodzi szelestu drogich garniturów i jeszcze droższych sukienek, niewiele miejsca jest na szczerość. Tu nawet wpadki i złośliwości są zaplanowane i wyreżyserowane. Aktorzy o tym wiedzą doskonale, dlatego swoje małe bunty wszczynają grając w tę grę.

Jedni łamią konwencję ubierając drugi raz tę samą kreację, co kiedyś („jestem zero waste, uprawiam bardzo recykling”), inni wyszywają sobie nazwiska nieobecnych (jak Natalie Portman, która od lat pogrywa sobie z Hollywood i stara się szturchać sumienie Akademii), a jeszcze inni wygłaszają płomienne mowy pełne chwytliwych deklaracji (tak, Joaquin, to była świetnie skrojona mowa, ale też bardzo bezpieczna).

Członkowie Akademii zaś pochylają się nad filmami i czasami nawet rzucają ciastka głodującemu ludowi Paryża, niech ma – jedna, czy druga mniejszość, jedna czy druga autorka, jeden, czy inny reżyser z dalekiego kraju, tak bardzo innego kulturowo albo ogarniętego wojną. Bezpiecznie. Prawda wygładzona przez odpowiednie światło, lekko przypudrowana. Jeśli coś boli i uwiera, to tylko do napisów końcowych filmu, potem wszyscy biorą głęboki oddech i mówią, że ich to chwyciło za serca. Niesamowite. Ale odległe. Bo to się dzieje gdzieś na przedmieściach, na prowincji, w innym kraju, albo na innym kontynencie.

I wtedy wjeżdża reklama opowiadająca o tym, jak naprawdę może wyglądać połóg, zwłaszcza te najtrudniejsze, pierwsze dni, za pierwszym razem. I pojawia się przerażenie, smutek, do niektórych wraca ból, inni czują się obnażeni, bo co innego pokazywali na sesjach zdjęciowych. Miliony par oczu patrzą na ciało, które nie jest gładkie, na twarz, która ma w sobie zmęczenie i ból, na te nieporadne ruchy, na walkę. Ktoś się może od tego poczuć niekomfortowo? Halo!? A przed chwilą patrzyli w piękne zmarszczki Meryl Streep, w śliczną pozę Mary Rooney w trampkach zajadającej wegeburgera. No i jakże to tak?

Nie rozumiem nadawców i organizatorów, bo przecież ta reklama jest tak samo wyreżyserowana, jak cała impreza. Przecież tam też natychmiast wszystko kończy się dobrze, wystarczy użyć odpowiednich produktów i życie w połogu staje się łatwiejsze. Może nawet ojciec dziecka się nie obudzi i wszystko będzie przepięknie.

Połóg to wciąż tabu

Czy ta reklama powinna być wyemitowana podczas transmisji gali oscarowej? Odpowiem klasykiem: jeden rabin powie tak, a inny powie nie. Gdyby została wyemitowana, obejrzałyby ją zapewne miliony Amerykanów, a w prasie pojawiłyby się komentarze o odważnym podejściu do tematu. Skoro jednak nie została wyemitowana, już w kilka godzin po zakończeniu gali świat obiegł news o tym, że banda zachowawczych dziadów z Hollywood zdjęła mocny spot reklamujący produkty pomagające młodym mamom. Spora część osób obejrzała reklamę już wtedy, kolejne setki zdecydowały się na to po pierwszych komentarzach medialnych. W mediach społecznościowych zaś pojawiły się szczere, często bolesne wyznania matek, tych, które połogi mają już dawno za sobą, ale do dziś je pamiętają, jak i tych, które świeżo przeszły przez swój pierwszy raz.

Poród na zdjęciach wygląda kusząco…

To, co po porodzie też jest ważne

Dlaczego ta reklama jest ważna, mimo, że w sumie, jak już napisałam, wszystko kończy się w niej magicznie dzięki użyciu odpowiednich produktów? Bo pierwsza połowa filmu pokazuje jak jest. A wciąż za mało mówi się o tym, co dzieje się z ciałem, psychiką, zdrowiem i kondycją kobiet tuż po ciąży. Opisy w poradnikach są bardzo lakoniczne i wygładzone, bezpieczne i miłe. Nie wierzycie? Akurat mam pod ręką jeden z takich darmowych poradników rozdawanych ciężarnym w poradniach ginekologicznych. Połóg to ten sześciotygodniowy czas powrotu twojego organizmu do stanu sprzed ciąży. Następuje gojenie obrażeń. Młoda mamo, masz prawo czuć się zmęczona, ale nie martw się kilka godzin snu z pewnością dobrze ci zrobi, ale warto, abyś wcześniej wzięła kąpiel pod prysznicem, zmieniła bieliznę. Z pewnością pomogą ci mąż lub położna.

Brzmi przekonująco, prawda? Tylko,że połóg trwa dłużej. Ze szpitala wychodzisz standardowo po 48 lub 72 godzinach o ile wszystko jest w porządku. A potem zostajecie w domu sami. Ty, twój partner (nie zawsze będący twoim mężem), wasze dziecko lub dzieci. I wszystko to, co przychodzi wraz z narodzinami zwłaszcza za pierwszym razem. Poczucie odrealnienia, potworne zmęczenie, ból, który utrudnia ci ruch, często nie pozwala usiąść, napawa lękiem przed każdą wizytą w toalecie, bo każda czynność fizjologiczna powoduje jedynie nasilenie bólu. Wejście do wanny to wyzwaniem.

Połóg może się różnić od tego na zdjęciach.

Jeszcze większym wyzwaniem jest oswojenie się z nową rolą

I owszem, wszystkie poradniki zawierają mądrości typu przygotowywaliście się do tego przez całe 9 miesięcy. Prawda jest taka, że za pierwszym razem to zawsze jest skok w nieznane. I świetnie jest, gdy partner jest osobą wspierającą i aktywną, ale nie czarujmy się, nie wszystkie młode mamy żyją w sielankowych związkach partnerskich, nie wszyscy faceci, ale i nie każda kobieta od razu dorasta do roli rodzica. Dorzućmy do tego hormonalny rollercoaster, który już na etapie ciąży wywoływał błyskawiczne reakcje – od ślepej furii po płacz pełen rozpaczy. W połogu jest jeszcze gorzej, bo dochodzi do tego zmęczenie.

Widok bohaterki reklamy, która nieporadnie podnosi się zbudzona w środku nocy płaczem dziecka i na obolałych, ciężkich nogach drepcze najpierw do łazienki, walczy z własnym bólem, by zmienić bieliznę – może i jest zbyt dosłowny, ale jest potrzebny. Skoro nie wstyd ludziom kłamać o tym, że pierwsze dni z maluszkiem w domu to tylko instagramowy cud, miód i różowe baloniki, to zasługują na szczerą prawdę.

Utwierdzić nas, społeczeństwo karmione każdego dnia takimi farmazonami, w słuszności takiego trendu reklamowego powinny właśnie głosy kobiet. Gdybym tylko wiedziała na co się przygotować za pierwszym razem, to mój połóg nie skończyłby się kilkumiesięczną depresją. Rany, to było takie bolesne i okropne, nikt mnie na to nie przygotował. Tak to wspominam, a minęło już 25 lat od narodzin mojej pierwszej córki!.

Owszem, to nie reklamy powinny nas edukować. One nas oswajają. Sprawiają też, że to, czego nie udało się przekazać córkom przez matki, może zostać przedyskutowane, opowiedziane, może trochę oswojone. Wreszcie też takie akcje, jak zainicjowana przez odrzuconą reklamę, dają szanse na przygotowanie partnerów, młodych ojców, na to, że to oni będą najważniejszym wsparciem nie tyle w chwili porodu, ale zaraz po nim. Bez ich wyrozumiałości, współdziałania, bez ich zaangażowania będzie o wiele trudniej i bardziej boleśnie.

Łatwo powiedzieć, prawda? Ale może czas zacząć wrzucać kamyczki do ogrodu perfekcji. Jeden zginie w trawie, ale z miliona można usypać całkiem zgrabny kurhanik, nieprawdaż?

Dominika Węcławek
Dominika Węcławek
Matka dzieciom, wiedźma z kotem. Miłośniczka ruin i jedzenia z puszki. Typowy filozof. W wolnych chwilach również autorka książek science fiction.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.