Mam na imię Kuba i jestem uzależniony od hazardu

7 minut czytania
439
0
Kuba Łaszkiewicz
Kuba Łaszkiewicz
11 lutego 2020

Hej. Mam na imię Kuba i jestem uzależniony od hazardu. Publikuję ten tekst pod własnym nazwiskiem. Nie dlatego, że jestem z tego przesadnie dumny. Mam po prostu dosyć unikania i ukrywania się. Mam dosyć udawania, że wszystko jest w porządku. Mam nadzieję, że ten coming out zmotywuje mnie do pracy nad sobą i pozwoli wyjść na prostą, a dla Ciebie, czytelniku, będzie ostrzeżeniem przed wpadnięciem w sidła nałogu.

Przedwczoraj straciłem trzysta złotych. Wczoraj postanowiłem, że odbiję sobie tę kwotę i zainwestuję jeszcze stówę. Byłem niemal pewny wygranej – obstawiłem dwa mecze, które nie mogły się skończyć inaczej, niż wygraną faworytów. Niestety, jeden z nich skończył się remisem. Kolejna stówa uciekła. Sprawdziłem stan konta – było uboższe o niemal całą wypłatę. Pomyślałem, że mam ogromne szczęście, że jeszcze chodzę do szkoły i jestem na utrzymaniu mamy. Gdybym to ja ponosił odpowiedzialność za gospodarstwo domowe, już dawno skończyłbym na bruku.

Dziś znowu naszła mnie ochota na odbicie straconej kwoty. Przelałem na swoje konto w serwisie bukmacherskim ostatnie pięćdziesiąt złotych. Znaczy, obiecałem sobie, że ostatnie, ale jestem świadom tego, że jeśli przegram tę kwotę, to jutro również zagram „ostatni raz”. A kiedy zagram ostatni raz i jakimś cudem wygram, to całą wygraną kwotę włożę w kolejny zakład. A kiedy ten kolejny zakład przegram, karuzela rozkręci się od początku – znów będę chciał odbić przegrane pieniądze.

Tym sposobem straciłem niemal wszystkie pieniądze, które dostałem na bierzmowanie, cały hajs z mojego pierwszego występu w telewizji, a także dużą część kasy za normalne występy oraz za pisanie artykułów. Wydaje mi się, że jestem całkiem obrotnym nastolatkiem i zarabiam przyzwoite sumy jak na mój wiek, nie pracując w normalny sposób. Piszę teksty, robię stand-up i wystarczy na wszystkie moje zachcianki. Czy raczej – wystarczyłoby, gdyby nie mecze piłki nożnej, które koniecznie muszę obstawić z nadzieją na wielką wygraną.

Co motywuje mnie do tracenia kolejnych pieniędzy? Perspektywa wielkiej wygranej. Bardzo lubię pieniądze i chcę ich mieć jak najwięcej. I to mnie gubi. Nawet, gdy dostaję jakąś przyzwoitą sumę za wyjątkowo udaną trasę i z dumą patrzę na stan konta, natychmiast czuję możliwość powiększenia tej sumy i wchodzę na stronę z zakładami, inwestując dużą część dochodu w obstawianie wyników kolejnych meczów. Spędzam wieczory przed telewizorem, oglądając kanały sportowe. Mama myśli, że jestem fanem piłki nożnej, a ja zdaję sobie sprawę, że gdyby nie to, że włożyłem w dany mecz trochę hajsu, w życiu bym go nie obejrzał z zainteresowaniem.

Uświadomiłem sobie, że jestem uzależniony, kiedy przez parę dni z rzędu nie robiłem praktycznie nic – siedziałem przed telewizorem, nawet nieszczególnie interesując się tym, co leci. Z niecierpliwością czekałem na dwudziestą lub dwudziestą pierwszą – wtedy to zwykle odbywają się mecze, których wyniki obstawiam. Nałóg zabrał mi z życiorysu wiele dni. Wielu spotkań odmówiłem, bo koniecznie musiałem na żywo śledzić wynik jakiegoś meczu, od którego zależała moja wielka fortuna. A fortuny nadal nie ma. Kiedyś wygrałem tysiąc złotych. Byłem wniebowzięty i postanowiłem sobie, że już nigdy nie zagram. Wytrzymałem dwa dni. Prawie cała kwota poszła na przegrane zakłady.

Wypracowałem już parę schematów pozwalających mi nieco ograniczyć granie. Przede wszystkim nauczyłem się po wypłacie iść do bankomatu, by część zarobionego hajsu mieć w gotówce. Gdy mam pieniądze w gotówce, dużo trudniej mi grać, bo nie lubię chodzić do punktów stacjonarnych i gram tylko przez internet. Gdy mam mało pieniędzy na koncie, bywa że się stopuję, tłumacząc sobie, że nie mogę opróżnić konta do zera.

A jak się zaczęło? Byłem w pierwszej klasie liceum i desperacko poszukiwałem pieniędzy. Szybko się zorientowałem, że istnieje coś takiego, jak zakłady bukmacherskie. Nie musiałem robić nic – wkładam pieniądze, czekam na wynik meczu i wyjmuję pieniądze. Myślałem, że to prosta i szybka droga do wielkiego bogactwa. Bogactwa nadal nie mam. Mam za to problemy z głową – kiedy przegrywam większe sumy w krótkim czasie, bardzo się za to ganię, robię sobie wyrzuty i czuję się jak ostatni śmieć. Takie samopoczucie utrzymywało mi się często przez miesiąc lub dwa. Owszem, bywały przerwy od grania, zwykle po stracie więcej niż tysiąca złotych – ale zawsze wracałem.

Co dalej? Pójdę na terapię. Jestem świadomy swojego uzależnienia i wiem, że to jedyne wyjście.
A Tobie, drogi czytelniku, nie polecam grania. Prędzej czy później wyjdziesz na minus i istnieje duże prawdopodobieństwo, że wpadniesz w to samo gówno, co ja.

Kuba Łaszkiewicz
Kuba Łaszkiewicz
Autor dwóch powieści młodzieżowych ("Kalesony Sokratesa" i "Wszystkie dziewczyny Wertera"), początkujący stand-uper, fan Pink Floyd, licealista.
AUTOR

Polecamy

[FM_form id="1"]