Od radości i smutku po firgun, fago i gezeligheid czyli czym są emocje kulturowe?

5 minut czytania
264
0
Magdalena Celuch
Magdalena Celuch
27 lutego 2020

Wielu badaczy potwierdza, że istnieje grupa podstawowych emocji, wspólnych wszystkim ludziom, niezależnie od kultury. Inni głoszą tezę na pierwszy rzut oka przeciwstawną, proklamując zupełną specyficzność emocji dla kultury, grupy językowej, narodu. Czy sisu, hygge i fjaka naprawdę nie dają się przetłumaczyć? I czy Polacy mają swoją emocję narodową?

Klasyczne badania w tym zakresie wskazały, że przedstawiciele różnych kultur podobnie interpretują ekspresję mimiczną związaną z sześcioma emocjami, które nazywamy podstawowymi: zdziwieniem, strachem, szczęściem, smutkiem, złością i wstrętem. Kolejne serie badań wykazały, że osoby z różnych kultur w odpowiedzi na te same bodźce (np. generujące stres) reagują zbliżonym wyrazem twarzy. Eksperymenty z udziałem małp naczelnych i niemowląt potwierdzają, że wszyscy rodzimy się wyposażeni w zdolność przeżywania, wyrażania i rozpoznawania podstawowych emocji. Według wielu badaczy, to właśnie one stanowią podstawę, na której poszczególne kultury budują swój świat emocjonalny.

Emocje relatywnie podstawowe

Z tym stanowiskiem nie zgadzają się przedstawiciele podejścia funkcjonalistycznego. Uważają oni, że emocje to swego rodzaju skrypty społeczne – opisy tego, jak czujemy się i jak to wyrażamy w danej sytuacji. Są związane z wyjątkowymi celami i potrzebami, jakie każda kultura wykształca u swoich członków. Takie skrypty są z definicji nierozerwalnie związane z daną kulturą i nie mogą być rozpatrywane bez jej zrozumienia. Nie są zatem „zaprogramowane” biologicznie.

Niektóre kultury nie mają w swoich językach pojęcia odpowiadającego naszemu rozumieniu emocji – są wśród nich mieszkańcy Tahiti czy Ifalukowie z Mikronezji. Samoańczycy używają terminu lagona, który odnosi się do odczuć zmysłowych. Natomiast Japończycy, chociaż w japońskim istnieje słowo odopowiadające naszej „emocji”, definiują je inaczej – do tej kategorii zaliczają także takie określenia jak „taktowny” czy „mający szczęście”. Nietrudno domyślić się, że ta podstawowa różnica może generować poważne rozbieżności w rozumieniu, opisywaniu i uzewnętrznianiu przeżyć wewnętrznych.

Anna Wierzbicka, językoznawczyni, zauważa, że nie we wszystkich językach istnieją słowa na określenie emocji uznanych za podstawowe. Jej zdaniem nie da się wiernie przetłumaczyć słów związanych z emocjami, ponieważ ludzka psychika i kultura bez przerwy wzajemnie na siebie oddziałują, a wykorzystywane słowa są odbiciem tej złożonej relacji. Fakt, że w danym języku brakuje określenia na konkretną emocję, nie oznacza co prawda, że użytkownicy tego języka jej nie odczuwają, ale mówi wiele o tym, jak konceptualizują oni świat przeżyć wewnętrznych, co jest dla nich ważne, dopuszczalne itd. Wszystko to wiąże się z kulturą i historią danej społeczności.

Brak dokładnego określenia nie oznacza braku emocji – ale na pewno wpływa na jej rozumienie

Na przykład w języku japońskim słowo ijirashii oznacza uczucie, które towarzyszy nam, gdy obserwujemy kogoś zasługującego na nasze współczucie i litość, pokonującego jakąś przeszkodę lub osiagającego coś godnego pochwały. W języku polskim potrzebujemy całego zdania, by opisać tę sytuację, a żeby w pełni zrozumieć istotę tego uczucia, musielibyśmy wykazać się przynajmniej podstawową wiedzą o japońskim systemie wartości, ale mimo tych przeszkód, po takim opisowym tłumaczeniu jesteśmy w stanie mniej więcej pojąć, co Japończycy mają na myśli. Nie da się natomiast przyrównać iijrashii do żadnego z polskich słów.

Niektórzy badacze kwestionują także istnienie sześciu emocji podstawowych. Niemieckie angst oznaczające swoiste połączenie strachu i niepokoju, jest, jak wynika z badań Wierzbickiej, zdaniem samych użytkowników języka, o wiele bardziej „podstawową” emocją, niż łatwo przetłumaczalne Furcht (‘strach’).

Niemieckie Angst przeniknęło między innymi do języka angielskiego

Natomiast wspomnani już Ifalukowie z Mikronezji za podstawową emocję z pewnością uznaliby fago – połączenie smutku, miłości i współczucia odczuwane wobec słabszych. Zdolność do odczuwania fago świadczy o dojrzałości jednostki. Jest to jedno z centralnych pojęć ich kultury – choć nam wydaje się niezwykle specyficzne.

Emocje, historia i… prawo

Emocje kulturowe mogą być ważnym elementem tożsamości, zwłaszcza w sytuacji emigracji – badania pokazują, że idea sisu (śmiałości, odwagi, wytrwałości) jest przekazywana i wysoce ceniona w drugim, a nawet trzecim pokoleniu fińskich imigrantów w Stanach Zjednoczonych. Sisu jest zresztą emocją kulturową silnie opartą o mit – a zdaniem badaczy Joanny Grońskiej – Turunen i Andrzeja Pankalla nawet o dwa: epos Kalevala i historię wojny zimowej. Jednym z kluczowych wątków w Kalevali jest motyw Sampo, cudownego młynka, który przynosi swojemu właścicielowi dobrobyt. Louhi, której skradziono młynek, mści się straszliwie, zszyłając choroby i plagi na krainę przeciwników. Jej reakcja jest gwałtowna, szybka, zacięta – sisu „budzi się” w reakcji na postrzegane ograniczenie i pomaga w pokonaniu przeszkody lub wroga – a w najgorszym razie pozwala na godną zemstę za poniesione straty.

Natomiast wojna zimowa to jeden z najistotniejszych dla fińskiej tożsamości momentów historii. W latach 1939-40 Finom udało się obronić swoją niepodległość przed atakiem ZSRR między innymi dzięki niezwykłej wytrwałości, czy, jak powie wielu z nich – sisu. Kiedy ponownie doszło do walk w roku 1941, Finowie silnie forsowali nazwanie ich wojną kontynuacyjną – niczym Louhi, mieli z najeźdcą rachunki do wyrównania.

Przewagą Finów w wojnie zimowej było świetne przystosowanie do trudnych warunków

Mit dzielnego (sisukas) fińskiego żołnierza jest niezbędny do zrozumienia fińskich obyczajów i praw – w tym tego, że, co stanowi w Unii Europejskiej pewną rzadkość, w Finlandii wszyscy młodzi mężczyźni podlegają obowiązkowemu poborowi do wojska. Uniknięcie służby nie jest łatwe, a wiele osób postrzega je jako plamę na honorze. Zdaniem przeciwników poboru jest to przykład negatywnego działania sisu, które z wytrwałości może łatwo zmienić się w ślepy upór, zatwardziałość i niechęć do zmian.

Nasze czy wspólne? Emocja czy cecha?

Duńskie hygge oznacza szczególnego rodzaju przytulny komfort, związany nieodłącznie ze świecami, kominkiem i wyjątkowa atmosferą. Co ciekawe, według badań prawie 50% Duńczyków jest zdania, że hygge da się przetłumaczyć i można doświadczyć go także poza granicami ich kraju – przykładem może być tu bliskie, choć nie tożsame holenderskie gezeligheid. Na czym polega różnica? Duńczycy o swoim hygge mówią przede wszystkim w kontekście jesieni i ciepłego wieczoru we własnym domu, a dla Holendrów gezeligheid związany jest z relacjami towarzyskimi, doświadcza się go najczęściej latem, poza domem.

Nie ma hygge bez odpowiedniego oświetlenia

Emocje kulturowe często dotyczą właśnie kwestii społecznych – jak hebrajskie firgun oznaczające szczerą, bezinteresowną radość i dumę z osiągnięć innej osoby lub empatyczną radość na wieść, że coś dobrego przydarzyło się komuś innemu. Słowo to rozpowszechniło się dopiero w latach 70’, ale podobny koncept można odnaleźć już w talmudycznym hebrajskim.

Jak można zauważyć w poprzednich przykładach, emocje kulturowe często zacierają granice między uczuciami, postawami, cechami charakteru a nawet zdolnościami. Dobrym przykładem jest chorwackie fjaka. Choć wielu Chorwatów nazwie je po prostu lenistwem, dla mieszkańców Dalmacji fjaka to specyficzny stan umysłu, spokój, wolność od niepokojów i trosk, zdolność ‘nicnierobienia’. Fjaka to sztuka bycia, po prostu, bez pośpiechu czy wyraźnego celu.

Fjaka to zdolność nicnierobienia

A co z Polakami? Wspomniana badaczka Anna Wierzbicka za wyróżniającą się polską emocję uznaje przykro, które, według danych z kilku zbiorów, jest w polskim używane o wiele częściej, niż podobne i należące do emocji „podstawowych” smutno. Przykro ma wiele znaczeń, ale większość sprowadza się do jednej z dwóch sytuacji: jest nam przykro, bo czujemy, że ktoś nas odrzucił, pominął lub dlatego, że to nasze zachowanie mogło sprawić, że ktoś inny poczuł się odrzucony, pominięty. Wierzbicka argumentuje, że to podwójne, „obosieczne” znaczenie stanowi o wyjątkowości przykro. Zdaniem badaczki, w naszej kulturze kluczowe jest okazywanie pozytywnych emocji wobec odbiorcy naszej wypowiedzi, a zatem brak takich emocji – z winy naszej lub drugiej strony – doczekał się własnego słowa.

Przykłady można by mnożyć niemal w nieskończoność, pozostaje jednak pytanie: jak pogodzić stanowisko emocjonalnych uniwersalistów i funkcjonalistów?

Zdaniem wielu, wbrew pozorom nie są one sprzeczne. Badania tych pierwszych dotyczą jedynie kilku emocji podstawowych i w dużej mierze koncentrując się na ekspresji mimicznej. W podejściu funkcjonalistycznym badacze skupiają się na wielu różnych doznaniach, ich subiektywnym przeżywaniu i wykorzystywanym do jego opisania słownictwie. A zatem, nawet jeżeli przychodzimy na świat z podobnym emocjonalnym potencjałem, to kultura decyduje o tym, jak będziemy postrzegać i rozwijać te możliwości.

Magdalena Celuch
Magdalena Celuch
Psycholożka ze specjalizacją społeczną i sportową, z zaangażowaniem promuje wiedzę psychologiczną. Literatka, najszczęśliwsza, gdy ma coś do napisania. Poza tym nadopiekuńcza mama kota Dunadana i joginka.

W wolnym czasie podróżuje. Najchętniej zimą, jeszcze chętniej na zawody w skokach narciarskich. Z upodobaniem spędza weekendy godzinami marznąc na skoczni. Każdej zimy gdzie indziej.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.