Życie na gruzach stolicy. Niezwykła historia „warszawskich robinsonów”

Życie w Rzeczpospolitej Gruzów
7 minut czytania
186
0
Aleksandra Seń
Aleksandra Seń
3 lutego 2020

Po upadku powstania warszawskiego nie skończyło się życie w mieście i to nie tylko ze względu na stacjonujące tam i wysadzające kamienice oddziały niemieckie. W Warszawie pozostało przez kolejne miesiące około tysiąca osób, które organizowały się w grupy lub samotnie walczyły o przetrwanie na stercie gruzów, kryjąc się w piwnicach i szukając pożywienia. Ich losy zebrał w postaci książek Wacław Gluth-Nowowiejski, sam będący jednym z warszawskich robinsonów.

Pamiętacie „Pianistę”, zrealizowany z dużym rozmachem film o Władysławie Szpilmanie? Na gruzach Warszawy takich ludzi było znacznie więcej. Gluth-Nowowiejski na początku swojej książki „Nie umieraj do jutra” zamieszcza mapę, przedstawiającą 63 kryjówki na terenie miasta. Nie wszystkim robinsonom udało się dotrwać nadejścia Armii Czerwonej, niektórym udało się wydostać z Warszawy, inni zostali schwytani i rozstrzelani. Najczęściej umierali samotni, ci funkcjonujący w grupach mieli znacznie większe szanse na przeżycie.

Dwa końce świata

Termin pochodził z powieści science–fiction autorstwa Antoniego Słonimskiego pod tytułem „Dwa końce świata”, będącej fatalistyczną wizją tego, co dopiero miało nadejść. Słonimski prezentuje czytelnikom Hansa Retlicha, który dochodzi do wniosku, że projekt Hitlera jest zbyt mało radykalny. Emitując specjalne niebieskie promienie śmierci doprowadza do zagłady niemal całej ludzkości. Niemal. W Warszawie ostaje się Henryk Szwalba, który zostaje przez autora określony mianem robinsona warszawskiego. Stąd wzięło się hasło „robinson warszawski”, które dziś powszechnie się stosuje w odniesieniu do osób, które z różnych przyczyn nie opuściły stolicy. Ich faktycznie dosięgnęły dwa końce świata – pierwszy we wrześniu 1939, drugi w trakcie powstania warszawskiego.

Dlaczego?

Nie zdecydowali się na ewakuację z różnych przyczyn. Niektórzy byli Żydami ukrywającymi się po upadku getta w Warszawie i wiedzieli, że zostaną wysłani do Auschwitz. Inni woleli zostać w gruzach stolicy, bo woleli głód i ryzyko od życia pod dyktando niemieckie. Jeszcze inni w trakcie powstania warszawskiego zostali w dzielnicach zajmowanych przez Niemców i nie mieli możliwości ujawniania się – w obawie przed egzekucją woleli zostać w piwnicach i ruinach.

Długa walka o przetrwanie

Robinsonowie warszawscy zmagali się z trudnościami, które możemy zobaczyć zwykle w filmach post–apokaliptycznych. Głównym problemem był brak pożywienia. Na początku dobre rezultaty przynosiło plądrowanie okolicznych kamienic, niektórzy też pozyskiwali jedzenie z miejsc, w których posiłki spożywali żołnierze niemieccy. Im więcej czasu mijało, tym trudniej było zdobyć żywność. Podobnie wyglądała sytuacja z wodą pitną. Robinsonowie nie zawsze ufali studniom – niektórzy obawiali się, że Niemcy będą zatruwać wodę w studniach, by do reszty zlikwidować biologiczne życie w Warszawie. Zimą można było pozyskiwać wodę ze śniegu, ale sam śnieg przynosił dodatkowe trudności – po śladach na śniegu łatwo można było wytropić kryjówkę. Wspominani przez Glutha-Nowowiejskiego robinsonowie poruszali się zimą, stawiając cegły przed sobą. Po wykonaniu kroku podnosili cegłę i przestawiali ją w kolejne miejsce. Do tego zaznaczmy, że zima 1944/1945 należała do najsurowszych w minionym stuleciu, przez co przetrwanie było jeszcze trudniejsze, łatwiej było o zapalenie płuc, a podziurawione kamienice nie dawały właściwie żadnego ciepła. Robinsonowie opatulali się wszystkimi ubraniami i wilgotnymi kocami, jakie tylko znaleźli.

Okruchy normalności

Marian Uramowski, bohater jednego z opowiadań biograficznych w „Nie umieraj do jutra” autorstwa Glutha-Nowowiejskiego, dotkliwie odczuwał też brak papierosów. Dla nałogowego palacza spędzenie kilku miesięcy w gruzach bez nikotyny musiało być udręką. W jednej z przeszukiwanych przez siebie kamienic udało mu się znaleźć trzydzieści dziewięć Junaków. Gdy następnego dnia wrócił w to samo miejsce, zauważył, że nogi od stołu są dziwnie przykręcone. Po rozkręceniu stołu odnalazł łącznie siedemset sztuk papierosów. Musiał być to przejaw normalności w trudnym życiu pośród sterty gruzów.

Stefan Ślusarczyk, spytany przez autora, co pozwoliło mu przetrwać ten czas, odpowiedział „Nadzieja, optymizm, wiara w przetrwanie. (…) No i chyba te dwa litry nalewki spirytusowej na mrówkach. Codziennie piliśmy po naparstku, jak lekarstwo”.

Gluth-Nowowiejski świat, w którym przyszło mu spędzić prawie dwa miesiące (po których udało mu się opuścić miasto) określa jako Rzeczpospolitą Gruzów. To doskonałe określenie na Warszawę spomiędzy października i stycznia. Udało mu się zebrać materiał na trzy książki o robinsonach warszawskich, by ocalić ich wspomnienia, skoro stopniowo odchodzą. Dla warszawiaków – lektura obowiązkowa.

Aleksandra Seń
Aleksandra Seń
Studentka filologii niderlandzkiej – w dzieciństwie po kilkudniowym pobycie w Holandii stwierdziła, że jej marzeniem jest gulgać i charczeć. Próbuje zajmować się naukowo literaturoznawstwem, ale wzrusza się do łez przy podręcznikach z historii. Miesiąc bez wygłoszenia referatu na niszowej konferencji uznaje za zmarnowany.

Prowadzi koczowniczy tryb życia odkąd stwierdziła, że nie potrafi spędzić całego tygodnia we własnym domu. Najlepiej odnajduje się w otoczeniu mebli z epoki wczesnego Gierka i wśród paproci. W sercu nosi mieszankę kiczu i retro.
AUTOR

Polecamy

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akceptuję.