Mam pięści i nie zawaham się ich użyć. Kobiety, które potrafią przyłożyć

Trzeba zmienić podejście i nie wmawiać kobietom, że są słabsze
13 minut czytania
2320
1
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
16 października 2017
fot. Jacek Piątek

Czy kobieta ma prawo odeprzeć atak pięścią? Mężczyźni, wiadomo, w trudnych sytuacjach zamiast dyskutować, załatwiają sprawę jednym ciosem. Kobiety muszą zachować dyplomację, bo na przemoc w ich wydaniu nie ma przyzwolenia. Czy wypada, by płeć uchodząca za słabszą i bardziej delikatną stosowała siłę fizyczną?

Takie pytanie wywołuje oburzenie wśród fajterek, walczących, niezależnych kobiet, które uprawiają boks i inne sztuki walki. Walczą nie tylko z przeciwnikiem na ringu, ale również ze stereotypowym, romantyczno-biernym wizerunkiem kobiety. Są bezkompromisowe. Kiedy trzeba, potrafią złożyć dłoń w pięść i nie zawahają się jej użyć. Denerwują się, gdy czasami słyszą, że kobiecy boks dobrze prezentuje się tylko w kisielu.

Chłopcy byli przerażeni

Każdego z tych drani chciałabym mieć w ringu, nawet bez rękawic. Nie pochwalam przemocy. Ale czuję, że czasem inaczej nie można. Tylko porządny łomot może pomóc kobiecie uwolnić się od znęcającego się nad nią łotra – mówi Sasha Sidorenko, świeżo upieczona mistrzyni Europy w boksie, o mężczyznach, którzy w Pakistanie pastwią się nad kobietami, oblewając ich twarze żrącym kwasem, co w tym kraju jest powszechną praktyką.

Jak reagują mężczyźni, kiedy okazuje się, że Sasha, dziewczyna o eterycznej urodzie, która wygląda jak modelka, mogłaby jednym uderzeniem złamać im nos? – Kiedyś wolałam się nie przyznawać chłopakom, jaki sport uprawiam wyczynowo. Albo byli przerażeni i uważali, że jestem nienormalna, albo zadawali tysiące pytań. Teraz zauważam, że coraz więcej ludzi jest na to otwartych. Mówią, że uprawianie męskich sportów dodaje kobiecie uroku, a nawet bywa seksowne. Zawsze czułam się bardzo kobieco i boks mi tego nie odebrał – mówi Sasha, która już jako dziecko marzyła o boksowaniu. Tata, spadochroniarz, nauczył ją, jak się bronić i jakie chwyty zastosować w niebezpiecznej ciemnej uliczce, gdy zajdzie taka potrzeba.

Aleksandra Sidorenko (fot. Jacek Piątek)

To nieprawda, że kobiety są słabsze

W szkole średniej, do której chodziłam, był chłopak, który notorycznie poniżał i obrażał dziewczyny w klasie. Nie mogłam tego znieść, denerwowało mnie, że jest bezkarny, a zastraszone koleżanki udają, że nic się nie dzieje – wspomina Sidorenko. – Pewnego dnia rozzłościłam się i złamałam mu nos. To nie była zemsta na zimno, lecz spontaniczna reakcja na kolejny akt agresji z jego strony, kiedy ubliżał jednej z dziewczyn. Nie wytrzymałam, coś we mnie pękło. Koleżanki były mi potem bardzo wdzięczne – dodaje. Bokserka tłumaczy, że nie chciała pozostać obojętna i postanowiła dać odpór chamstwu, bo żaden człowiek nie ma prawa traktować w ten sposób kogokolwiek. – Trzeba zmienić podejście i nie wmawiać kobietom, że są słabsze. Chciałabym je przekonać, żeby nie bały się odpowiadać na brutalne zaczepki – mówi. Gdy ogląda film dokumentalny o pakistańskich kobietach, którym mężowie zamieniają życie w pasmo udręk, oblewając im twarze kwasem lub podpalając je tylko dlatego, że chcą się ich pozbyć, miałaby ochotę potraktować tych drani tak samo jak kiedyś szkolnego agresora. Nie może zrozumieć, że są jeszcze kraje, w których istnieje przyzwolenie społeczne na tak haniebne praktyki.

Sasha Sidorenko pochodzi z Ukrainy. Od trzech lat mieszka w Polsce i występuje w biało-czerwonych barwach. W 2009 roku w ojczyźnie zdobyła brązowy medal w amatorskich mistrzostwach Europy. Teraz zawodniczka grupy Tymex Boxing Promotion stanie przed szansą wywalczenia zawodowego mistrzostwa świata. – Zdobycie tego tytułu zawsze było moim głównym celem. Jednak dla dziewczyny to trudne, bo promotorzy nie są zainteresowani kobietami. Pukałam do kolejnych drzwi, bez skutku. Wtedy pojawiła się możliwość walki zawodowej u pewnego nieschematycznie myślącego promotora – opowiada mistrzyni.

Boks produkuje endorfiny

Sasha chce wygrywać dla przyjaciół i osób, które na co dzień uczy boksu we własnym klubie w Łomiankach. To często kobiety spełniające się w biznesie, będące adwokatami lub pracujące w marketingu; pięściarstwo jest dla nich odskocznią od codziennych spraw. Mówią, że boks działa antyagresywnie. Jeśli nie przychodzą przez tydzień czy dwa tygodnie, są rozdrażnione. Na sali pozbywają się tych wszystkich złych emocji, a przy okazji – tkanki tłuszczowej. Wszystko zamieniają na pozytywne endorfiny. Magda, adwokatka, która trenuje u Sashy, twierdzi, że boks dodaje jej odwagi i pomaga walczyć w sądzie, oczywiście na poziomie werbalnym. Boksowanie na ringu pomaga toczyć boje na co dzień. Na treningach kobiety uczą się, jak obronić się przed ciosem. To daje im pewność siebie i odwagę, zarówno w życiu, jak i w pracy.

Sasha na ringu (fot. Jacek Piątek)

Kiedyś kolega chciał mnie nastraszyć i zamarkował chuligańską zaczepkę. Szybko tego pożałował, bo oberwał. A ja wtedy uświadomiłam sobie, że mam niezły refleks i potrafię błyskawicznie zareagować.Pamiętam, jak po jednym z treningów siedziałam z podbitym okiem i zastanawiałam się, po co mi w ogóle ten boks. Ale jestem uparta i nie poddaję się łatwo – mówi Ewa, która trenuje w Żoliborskiej Szkole Boksu.

Takich wrażeń nie zapewni ci żadna trenerka

Kluby bokserskie przeżywają oblężenie. Wśród pań zapanowała moda na boks i w ogóle na sztuki walki. Przychodzą nieco znudzone klasycznym fitnessem czy modną zumbą. Są zaskoczone, ale i zadowolone, gdy przekonują się, że na treningach nie ma bicia się po twarzach. To lepsze niż wspólne ogłupiające podrygiwanie w rytm kiepskiej muzyki i pod dyktando trenerki o znanym nazwisku. Zaletą takich treningów jest też ciągła zmienność, która ratuje przed nudą i monotonnym powtarzaniem tego samego zestawu ćwiczeń.

Większość pań trenuje nie dla ładnej figury, ale po to, by umieć się obronić w sytuacji zagrożenia i zyskać większą pewność siebie. Grażyna Plebanek, pisarka, która mieszka w Brukseli, od dziesięciu lat uprawia kick boxing.

– Zaczęłam trenować nie po to, żeby poprawić sylwetkę, tylko żeby nauczyć się walczyć. Wyglądem się nie przejmowałam i nie przejmuję. Podczas sparringów, czyli walk na treningach, zaliczyłam różne kontuzje: złamany palec, stłuczony nos, obita szczęka, siniaki praktycznie wszędzie. Pamiętam sesję zdjęciową dla magazynu Elle, kiedy fotografowano tylko jeden mój profil, bo z drugiej strony miałam podbite oko – mówi pisarka i autorka powieści „Bokserka”, która powstała z pasji i miłości do kick boxingu. Mocne, wyzwolone, anarchistyczne postacie kobiece, takie jak bohaterka tej książki, wciąż rzadko pojawiają się w polskiej literaturze. Grażyna Plebanek na co dzień boksuje głównie z mężczyznami. Zawsze marzyła o sztukach walki, ale w Polsce jakoś się nie udawało. Kiedy miała 14 lat, poszła z koleżanką zapisać się na zajęcia kung-fu, ale trener szybko wybił im ten sport z głowy, twierdząc, że to nie dla dziewczynek. Później wyjeżdżała, przeprowadzała się, wychowywała dzieci. Musiała skoncentrować się na zupełnie innych sprawach. Aż wreszcie nastał dzień, w którym pomyślała: jeśli nie teraz, to kiedy?

Grażyna Plebanek (fot. Ingrid Otto)

Jesteśmy zbudowane inaczej niż mężczyźni, ale, tak jak oni, mamy mięśnie. Nie ma powodu, żebyśmy ich nie używały czy cedowały obronę na mężczyzn, bo my „nie umiemy uderzyć”. To wyuczona bezradność. Umiemy. W obronie własnej kobieta powinna zrobić wszystko, żeby nie stać się ofiarą. A matki są prawdziwymi lwicami. Instynkt macierzyński, który nakazuje obronę dziecka, to nasza ogromna siła – podkreśla. Pisarka wspomina, że przez pierwsze dwa miesiące treningów miała zakwasy, otarcia i krwiaki. Ale nagle otworzyła się jakaś brama: odkryła nowe możliwości swojego ciała, przestała się bać, a po ulicy chodzi pewnym krokiem.

Bez taryfy ulgowej

Fajterki, które na treningach boksują się z mężczyznami, chcą być traktowane tak samo jak oni.  – Nie mam taryfy ulgowej, ćwiczenia są tak samo intensywne jak te dla mężczyzn. Kiedy usłyszałam, jak ktoś powiedział: ostrożnie, bo to dziewczyna, była to dla mnie największa obraza. Wreszcie osiągnęłam taką formę, że zaczęłam wygrywać z facetami – podkreśla Sidorenko.

Jej chłopak jest fotografem, poznali się na sali treningowej. Nie ma żadnego problemu z tym, że Sasha to zawodowa pięściarka. Wręcz przeciwnie, bardzo ją wspiera. Zrobił jej kilka intrygujących sesji, podczas których pozuje w rękawicach bokserskich na ringu.

Boks jak żadna inna dyscyplina sportu wyciska z człowieka siódme poty, kształtuje sylwetkę, wyrabia mięśnie, zwiększa siłę i wytrzymałość, a także poprawia kondycję i koordynację ruchową. Wpływa pozytywnie również na psychikę. Kobiety zyskują pewność siebie, mając świadomość, że w razie zagrożenia potrafią się obronić i celnie uderzyć napastnika. „Większość szkółek bokserskich mieści się w mało prestiżowych lokalizacjach i naprawdę trzeba tam zasuwać na treningu, a nie robić sobie selfie z dzióbkiem na Instagrama” – czytamy na forum – „W boksie liczba możliwości ataku, a także obrony, jest ograniczona. Trzeba błyskawicznie podjąć najbardziej właściwą decyzję, bo w przeciwnym razie można zakończyć trening z okaleczoną twarzą”.

Sasha Sidorenko (fot. archiwum prywatne)

Charakterny sport dla charakternych dziewczyn

Boks upodobały sobie modelki, w tym piękności zasilające do niedawna szeregi Aniołków Victoria’s Secret. Wiele osób pamięta zapewne kampanię Chanel z Carą Delevigne na ringu bokserskim. Choć modelka nie włożyła wówczas rękawic, powszechnie wiadomo, że prywatnie trenuje boks. Tę pasję dzielą z nią Kendall Jenner i Gigi Hadid, które korzystają z oferty studia Gotham Gym.

Po zdjęciach boksujących modelek i kolekcjach takich jak ta Alexandra Wanga dla H & M, czyli z wykorzystaniem akcesoriów w postaci bokserskich rękawic, treningi na ringu upodobały sobie także kobiety spoza świata modelingu. Dla wokalistki Eweliny Lisowskiej boks stał się pasją podczas kręcenia teledysku. – Gdy ustalałam scenariusz do klipu piosenki „Zrób to!”, mój menedżer zasugerował, żebyśmy nakręcili teledysk na ringu. O boksie wiedziałam niewiele. Zawsze staram się profesjonalnie i ambitnie podejść do zagadnienia, więc zapisałam się na prywatne lekcje. W tydzień ogarnęliśmy wszystkie podstawy. Nie było idealnie, ale jak na tak krótki czas szło mi bardzo dobrze – mówi piosenkarka, która, jak podkreśla, potrzebuje sportu z charakterem, bo sama jest dość charakterną osobą.

Zadać ból jednym ciosem

Ewelina w dzieciństwie była raczej typem chłopczycy. Czasami wychodziła z chłopakami na podwórko i pod wpływem ulubionej gry, „Tekken”, markowała walki, wcielając się w jej bohaterów. Kiedyś wspomniała nawet rodzicom, żeby zapisali ją na karate, jednak nie potraktowali tego poważnie. Muzyka stała się jej największą pasją, więc przy niej została.

Ewelina Lisowska (fot. archiwum prywatne)

Zanim stałam się fajterką, miałam już niezły charakterek, więc dla mojego partnera to żadna nowość. Czasami biję go w żartach i później okazuje się, że uderzyłam mocniej, niż mi się wydawało. Ponoć zawsze wbiję tak umiejętnie te swoje kosteczki, że nie jest to przyjemne. Trenowanie sportów walki dodaje odwagi. Czasem odwaga może być też nieco głupawa. Kiedy zaatakowałby mnie facet większy i cięższy ode mnie, raczej nie próbowałabym go sprać. Zdrowy rozsądek nakazuje w takiej sytuacji uciekać. Trzeba mierzyć siłę na zamiary. Można spróbować zadać ból jednym ciosem i wtedy wykorzystać czas na ucieczkę – tłumaczy Lisowska. Piosenkarka boks, a właściwie kick boxing, bo po miesiącu dołożyła nogi, trenuje od roku. Uważa, że lekko zgarbiona pozycja w tej dyscyplinie nie sprzyja pięknej postawie. – Niektórzy mówili mi też, że nabieram brzydkiej muskulatury, ale to nie jest dla mnie istotne. Uprawiając ten sport, czuję się po prostu dobrze.

Naprawdę musi wydarzyć się coś ważnego, żebym nie poszła na zajęcia – podkreśla. Nie wyobraża już sobie życia bez treningów. Wreszcie poczuła, że znalazła pasję, która pochłania ją bez reszty.

Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska

Obserwuje, słucha, czyta i podróżuje. A potem nie może się powstrzymać, żeby o tym nie napisać. Pytanie, które najczęściej zadaje, brzmi: co o tym myślisz? Interesuje ją wszystko, co niekonwencjonalne i wyprzedzające epokę. Jest żądna wiedzy, ciekawa świata i ludzi.


Od kilkunastu lat pracuje jako dziennikarka. Pisała dla takich tytułów, jak „Trendy Art of Living” czy „Dziennik. Gazeta Prawna”.


Uwielbia Włochy i mistykę. Z wielką determinacją próbuje nauczyć się włoskiego. Nie lubi zimna, tłumu i hałasu. Jest uzależniona od kina, więc wolny czas najchętniej spędza w ciemnej sali kinowej. Często jeździ na rowerze i ćwiczy jogę. Do siebie i życia podchodzi z dystansem. Czasami chciałaby być niewidzialna.


AUTOR

Polecamy

Komentarze